sobota, 18 maja 2019

Osiemnasty


   Wspierałeś się biodrami o kuchenną szafkę i wpatrywałeś tempo przed siebie, trzymając w dłoni szklankę wypełnioną sokiem pomarańczowym. Twoje myśli błądziły wokół osoby twojej ukochanej i motywu dla jakiego doprowadziła się do stanu nietrzeźwości. Nie byłeś w stanie uwierzyć, że zrobiła to tak po prostu, bez specjalnego powodu, choć tak naprawdę mogła to uczynić, bowiem miała do tego pełne prawo. Nie była ideałem. Była tylko człowiekiem, a ty czasami uznawałeś ją zbyt bardzo za nieskażonego złem anioła stąpającego przy twoim boku. Słowa przyjaciółki brunetki powodowały jednak narastający w twojej głowie mętlik. Według niej Wojciechowska tego potrzebowała, ale dlaczego? Chodziło jej o zwykłą potrzebę wyszumienia się czy może upicia się z przyczyny jakiegoś problemu? Pomasowałeś opuszkami palców pulsujące ci od natłoku interpretacji tej sytuacji skronie i zwilżyłeś wyschnięte na wiór gardło zimnym napojem. Wtem do twoich uszu dotarł odgłos kroków. Oblizałeś językiem dolną wargę i wtopiłeś wzrok stalowych tęczówek w sylwetkę dziewczyny, która nie promieniowała szczęściem jak zazwyczaj podczas każdego poranka. Mogłeś się założyć, że tuż po przebudzeniu miała ciężką głowę i problemy z opuszczeniem łóżka. Mimo to wykrzesała z siebie cząstkę energii bowiem jej drobne ciało skryte było pod materiałem twojej klubowej bluzy, a nie okryte przez  czarną, dopasowaną sukienkę, w której ułożyłeś ją na materacu późno w nocy, a raczej nad ranem. Jej twarz pokryta była pozostałościami makijażu i było od niej zbolenie. Ciemne włosy opadały na ramiona, będąc przy tym niezwykle potarganymi. Mimowolnie rozciągnąłeś kąciki ust w leniwym uśmiechu na widok twojej współlokatorki i zwróciłeś się do niej plecami, aby sięgnąć po szklankę w jednej z szafek znajdujących się nad twoją głową. Wypełniłeś ją wodą z kranu i położyłeś na wyspie, podsuwając w jej stronę Aspirynę.

-Dziękuję.-mruknęła z delikatnym uśmiechem, nagradzając cię za ten czyn pocałunkiem w policzek. –Gdzie Aneta, Mati i Łukasz?- zmarszczyła brwi.

Włożyła tabletkę do jamy ustnej i pośpiesznie upiła spory łyk przeźroczystej cieczy. Wdrapała się na wysokie krzesła i oparła głowę na ramieniu, przyglądając ci się mętnym wzrokiem. Kręciłeś głową, ubolewając nad jej stanem fizycznym po wczorajszym wypadzie do klubu.

-Aneta się zmyła rano, bo musiała wracać, a Łukasz spał u siebie w domu i przygarnął Kowalskiego.-odparłeś.- Powiedziałaś do mnie w nocy Tomek. Dlaczego?-uniosłeś pytająco brew.

-Śnił mi się.-wzruszyła ramionami.- Duńczyk dużo wypił?

-Skończył jak ty.- zaśmiałeś się.- Nie pamiętasz?

-Nie.- odparła roześmiana.- Boże, czuję się koszmarnie.-zawyła.

-Zmartwię cię, słońce.- zadarłeś na nią wzrok.- Moja mama zaprosiła nas dzisiaj na obiad. Musimy się stawić. Nie przyjmuje odmowy.-oświadczyłeś, bawiąc się palcami jej dłoni.

-Nie, Mateusz. Proszę, nie dziś!- popatrzyła na ciebie błagalnie.- Kiedy indziej.

-Musimy się stawić, bo zaraz zacznie mi mówić, że tak naprawdę cię zabiłem i trzymam twoje zwłoki w szafie.-roześmiałeś się.- Dawno cię nie widziała. Mnie z resztą też, więc pewnie chcę wypytać jak się nam żyje.

-Dobrze, że choć ciebie trzyma się humor.-poklepała cię po ramieniu, parskając śmiechem na twoje słowa.- Zjem śniadanko, wypiję kawkę i możemy się szykować.-posłała ci lekki uśmiech.- Będzie Patryś?- widziałeś tlącą się w jej oczach nadzieję, iż zaprzeczysz.

-Siadaj, ja się tym zajmę.-zatrzymałeś ją gestem dłoni, gdy poderwała się z miejsca.-Owszem.-skinąłeś głową, odpowiadając na jej pytanie.

-Chroń nas panie Boże!- wydarła się, zadzierając głowę ku górze.

Parsknąłeś śmiechem na jej słowa, kręcąc z niedowierzaniem głową. Po mimo, że twój brat nie przepadał za twoją dziewczyną, co było odwzajemnione z drugiej strony, nie zamierzałeś w to ingerować. Bawił cię sposób w jaki sobie dogryzali. Dopóki nie skakali sobie do gardeł nie zamierzałeś się w to wplątywać. Ich relacja była natomiast niewidoczna dla twoich rodziców, przy których starali się ograniczyć przedrzeźnianie do zera. W duchu nie mogłeś się już doczekać ich kolejnych słownych potyczek. Wolałeś to jednak zatrzymać dla siebie i zabrałeś się za przygotowanie śniadania dla swojej partnerki.


***

Przekręciłeś kluczyki w stacyjce i zgasiłeś silnik czarnego BMW, spoglądając wymownie na Blankę. Ta wygładziła dłońmi materiał białej koszuli, której pierwszy guzik został rozpięty, odsłaniając przy tym subtelnie niewielki obszar jej jędrnych piersi. Odpiąłeś pas i przytrzasnąłeś za sobą drzwi, aby otworzyć chwilę później te od strony pasażera. Mimowolnie zmierzyłeś wzrokiem biodra uwydatnione przez materiał jasnych dżinsów i objąłeś brunetkę w pasie, drepcząc przy jej boku w stronę wejścia do rodzinnego domu.

-Zdecydowanie przesadziłaś z tym dekoltem.- zamruczałeś jej do ucha, oczekując aż jeden z domowników przekręci zamek.

-Patryś i tak nie będzie patrzył, więc nie wiem o co się martwisz, kotku.-uśmiechnęła się do ciebie filuternie.

Zaśmiałeś się pod nosem. Zlustrowałeś ją uwodzicielskim wzrokiem i zsunąłeś dłoń z wcięcia w jej talii na jej pośladek, ściskając go solidnie. Brunetka momentalnie zwróciła głowę w twoim kierunku i skubnęła wargę zębami, patrząc na ciebie z pod firanki długich, czarnych rzęs. Nie wytrzymałeś. Zbyt bardzo cię prowokowała. Popchnąłeś ją na ścianę budynku i ujmując jej twarz w swe wielkie dłonie wpiłeś się zachłannie w jej wargi, delektując się ich aksamitnością. Miażdżyłeś jej usta bez opamiętania, czując wodzące po twoim karku opuszki palców. Twój kręgosłup atakowały dreszcze, twoje serce kołatało w klatce piersiowej, obijając się o żebra, a w nozdrzach wirował jej omamiający zapach. Ta dziewczyna wyzwalała w tobie wszelkie zmysły. Pobudzała je jak kofeina szare komórki. Oderwałeś się od niej i obserwowałeś jak pośpiesznie zerka w niewielkie lusterko, marszcząc z niezadowoleniem brwi.

-Rozmazałeś mi szminkę.-rzuciła oskarżycielsko w twoim kierunku.

-Oj, już przestań.- machnąłeś na nią dłonią. –Dobrze wiemy, że to najprzyjemniejszy sposób w jaki mogłaś się jej pozbyć. –posłałeś jej figlarny uśmiech.- A tych ciuszków pozbędziesz się tuż po tym obiedzie.-wyszeptałeś wprost do jej ucha, zahaczając koniuszkiem języka o jego płatek i muskając opuszkami palców skórę pod materiałem jej koszuli.

-Panie Masłowski, ależ pan dziś pełen pikanterii.-skwitowała ze śmiechem.

Nie odpowiedziałeś. Nie zdążyłeś, bowiem rozwarły się przed wami dębowe drzwi, a tuż za nich wyłoniła się twarz twojego brata. Ledwo co powstrzymałeś cisnący ci się na usta śmiech, gdy Blanka wywróciła oczami. Stukot jej obcasów rozniósł się echem po wnętrzu domu, gdy minęła sylwetkę rozgrywającego, a ty podążałeś tuż za nią.

-Dłużej się nie dało, szwagrze?-prychnęła.

-Byłem pod prysznicem, ale widzę, że wam to sprzyjało.-uśmiechnął się cwanie Patryk.- Gdzie się podziała twoja szminka, szwagierko? –uniósł zaintrygowany brew, wlepiając wzrok  w twarz twojej dziewczyny.

-Spytaj braciszka.-rzuciła.- Jestem w szoku, że używasz takich wynalazków jak prysznic.- udała zdumienie.

-A mnie nie dziwi, że nie możecie się odkleić od siebie  na chwilę i nawet przed domem musicie się obściskiwać.- przewrócił oczami.

-Popatrz Mati. Mieszkałeś pod jednym dachem z ninją!-zaśmiałeś się na jej słowa.

-Nie moja wina, że ty bracie tak nie możesz.-odparłeś na wcześniejsze słowa Patryka, przyciągając do siebie dziewczynę i rozkładając bezradnie ramiona.- Planujesz w ogóle dzieci?

-Kiedyś.-mruknął pod nosem starszy Masłowski.

Skinąłeś jedynie głową i wyruszyłeś za Patrykiem w kierunku kuchni. Scaliłeś palce dłoni twojej i Wojciechowskiej oraz pociągnąłeś ją za sobą. Twój brat wyjaśnił wam powód nieobecności waszych rodziców i przewrócił jedynie oczami, gdy przenieśliście się do salonu, a ty odsunąłeś przed 21-latką krzesło. Według niego nigdy nie byłeś dżentelmenem. Może i miał rację, ale Blanka zmieniła cię na lepsze, co sprawnie mu wytłumaczyłeś. Przyszedłeś z odsieczą osobie, z którą łączyły cię węzły krwi w nakrywaniu stołu, odpierając propozycje pomocy Blanki. W końcu do uszu twoich oraz pozostałej dwójki obecnej w pomieszczeniu dotarły odgłosy kroków oraz dźwięk przymykanych drzwi. Zwróciłeś twarz w owym kierunku i wzniosłeś znacznie kąciki ust na widok twarzy rodziców. Zamknąłeś starszą kobietę w swoich silnych ramionach, a ona nagrodziła cię przelotnymi pocałunkami w policzki. Twój ojciec także wykrzesał z siebie odrobinę czułości w stosunku do ciebie, a ty poklepałeś go po plecach z cichym śmiechem.

-Witaj synowo.-odezwała się z wesołością w głosie pani domu w kierunku towarzyszącej ci Wojciechowskiej.

-Mamo, nie zapędzaj się tak.-upomniał ją twój starszy brat, przewracając oczami.- Mateuszowi się do zaręczyn nie śpieszy. - ostudził jej zapał.

-Ja tam nie mam nic przeciwko by pani się tak do mnie zwracała.-obdarowała twoją rodzicielkę ciepłym uśmiechem Blanka.-Ależ nie obawiaj się, Patryk! Jak będę miała przejąć wasze nazwisko to przejmę.-puściła oczko rozgrywającemu.

-Dziecko, już myślałam, że mój syn cię poćwiartkował i wywiózł gdzieś do lasu.-oświadczyła z przejęciem pani domu.- Nigdy więcej nie odcinaj od mnie na tak długo.-pogroziła ci palcem.

Brunetka zachichotała pod nosem na słowa twojej matki i pognała wraz z nią do kuchni, aby pomóc jej dokończyć przygotowywać kremówkę, która przyszykowała z okazji waszego przybycia na obiad. Ty w międzyczasie toczyłeś konwersację z męską częścią domowników. Po kilkunastu minutach zagłębiałeś łyżkę w talerzu, rozkoszując się smakiem domowego rosołu, którego brakowało ci od czasu wyprowadzki. Zadarłeś głowę z nad naczynia i posłałeś rodzicielce pełen wdzięczności uśmiech za otrzymany posiłek. Odwzajemniła twój gest, odpowiadając ci sporym stężeniem serdeczności i rozpoczęła swoje przesłuchanie na temat życia z twoją ukochaną w centrum miasta. Rozwierałeś ust, aby udzielić odpowiedzi kobiecie, ale nagle usłyszałeś odgłos odsuniętego krzesła, a twoje szare oczy natrafiły na niemalże purpurową twarz Blanki, która podtrzymywała dłoń przy ustach. Nim się zorientowałeś, a do twoich uszu dotarł dźwięk zatrzaśniętych drzwi. Skrzywiłeś się na myśl o tym jakie przeżywa teraz katusze.

-Nie gadaj, że ją zaciążyłeś?- wytrzeszczył oczy twój brat, wlepiając w ciebie spojrzenie.

-Nie, matole.-oburknąłeś, uderzając z otwartej dłoni w czoło.- Może ja do niej zajrzę.-mruknąłeś i poderwałeś się z krzesła.

-Zostaw. Poradzi sobie.-ułożyła dłoń na twojej ręce rodzicielka.- Jesteś pewien, że na pewno nie jest w ciąży? Wiesz jesteście sami, młodzi, atrakcyjni…-rozpoczęła swój wywód.

-Mamo, proszę cię.- zaśmiałeś się, spoglądając na nią z pobłażaniem.- Jesteśmy odpowiedzialni i dorośli. –zapewniłeś ją, upijając łyk kompotu.

-Naprawdę?-splotła ramiona na piersi i wpatrywała się w ciebie powątpiewająco.- Iwona mi się chwaliła jak wparowała wam do mieszkania i nadziała się na sceny erotyczne. A raczej jak to ona określa kopulacje. Odpowiedzialni ludzie nie zamykają drzwi, synu?

-To była tylko niewinna gra wstępna w kuchni.-westchnąłeś, przewracając oczami.

-Byliście prawie nadzy.-podkreśliła.

-Zero przyzwoitości.-wzdrygnął się Patryk.- Że ci nie wstyd nosić krzyż, a potem takie rzeczy czynić? Ty bezbożniku ty! Babcia Frania to by cię raz dwa nawróciła.

-Lepiej sprawdzę co z Blanką.-oświadczyłeś i ulotniłeś się od stołu.

Odetchnąłeś z ulgą, gdy oparłeś plecy o wewnętrzną część drzwi łazienki. Wojciechowska spoczywała naprzeciwko ciebie, a odcień jej twarz niemalże stapiał się z tym widniejącym na płytkach. Oddychała płytko z przymkniętymi powiekami i siedziała pod ścianą z nogami podwiniętymi pod brodę, która oplotła ramionami. Taksowałeś ją zmartwionym wzrokiem, zarzucając sobie, że przecież mogłeś wczoraj powstrzymać tą lawinę alkoholu jaka osunęła się po ściance jej gardła. Przykucnąłeś przy niej i pogładziłeś opuszkiem kciuka jej blady policzek, przywołując tym samym spojrzenie jej miodowych tęczówek.

-Jak się czujesz?-wychrypiałeś, sunąc wzrokiem po jej twarzy.

-Bywało lepiej.-uśmiechnęła się blado.- Mogę tam wrócić, ale nie ma ochoty oglądać tej mendy, która zarzuca nam brak przyzwoitości.-roześmiałeś się na jej słowa.

-A ja mam pewien plan.

Utkwiła w tobie spojrzenie miodowych tęczówek, aby dowiedzieć się więcej. Jednak ty milcząc pociągnąłeś ją za rękę i wyprowadziłeś z pomieszczenia. Przystanąłeś przy schodach i znienacka wzniosłeś drobne ciało brunetki w swoich silnych ramionach. Ta zapiszczała donośnie nieprzygotowana na twoje posuniecie i instynktownie oplotła dłońmi twoją szyję, przylegając do ciebie szczelniej.

-Patryk, braciszku! Skoro już wyjechałeś z tematem dzieciaczków to…-oznajmiłeś i rozpocząłeś wspinaczkę po schodach na piętro, gdzie znajdował się twój stary pokój.

Wojciechowska zanosiła się błogim śmiechem, odczytując idealnie twoją strategie i spoglądając na podirytowanego blondyna. Twoi rodzice natomiast przyglądali się tej sytuacji zmroczeni, ale także jednocześnie rozbawieni. Z pomocą łokcia rozwarłeś przed wami drzwi twojego starego lokum i zamknąłeś je zamaszystym kopniakiem. Tak naprawdę nie miałeś zamiaru wziąć w obroty swojej dziewczyny, bowiem jej samopoczucie pozostawiało wiele do życzenia. Chciałeś jedynie pozwolić jej całkowicie dojść do siebie po zakraplanej dużą ilością alkoholu nocy. Łaknąłeś także utrzeć nosa starszemu bratu, aby odrobinę poprawić jej humor. Jak się po chwili okazało udało ci się to bowiem, gdy opuszczałeś sylwetkę 21-latki na miękki materac do środka twoich czterech ścian wparował starszy z rodzeństwa Masłowski. Zwróciłeś momentalnie głowę w jego kierunku i oczekiwałeś dalszego przebiegu wydarzeń.

-A kysz grzeszniku.-wypowiedział po czym zamoczył kropidło w szklance z przeźroczystą cieczą i sprawnym ruchem skropił cię.

-Czy ciebie do reszty pojebało?!-wrzasnąłeś, zdając sobie sprawę, że bezbarwny płyn to zapewne woda święcona i mierząc go pełnym politowania wzrokiem.

 ✭✭✭


                                                                                                                                    Hello! ^^

Tym razem weekend  witamy pełnym humoru i błogości rozdziałem :D Mam nadzieję, że relacje Patryka i Blanki przypadły Wam do  gustu, bo chciałam drobnego urozmajcenia, skoro Wojciechowska dobrze się dogaduje z kumplami Mateusza to by z braciszkiem miała nieco pod górkę ^^ Mamuśka jak zawsze znajdzie coś do czego można się przyczepić xD Ostatnia akcja rozdziału to mój ulubiony fragment haha :D Wasz także? :D Ogólnie mówiąc jestem zadowolona z tego rozdziału ;3 Całuję i do zobaczenia w piątek! ;*

środa, 15 maja 2019

Siedemnasty


  Zablokowałaś ekran i przełknęłaś głośno ślinę. Opuściła cię błogość, której dzisiaj miałaś pod dostatkiem, ustępując miejsca ogromowi niepokoju i nerwów. Wiadomość od Fornala mogła oznaczać tylko jedno. Zwiastować kłopoty i zważając na obecność twojego chłopaka w klubie całkiem spore. Nie mogłaś dopuścić do tego, aby doszło do ich spotkania. Obawiałaś się, że w stanie lekkiego upojenia alkoholowego rzucisz jakimś tekstem na rozluźnienie atmosfery i wtem czar pryśnie tak jak twój związek z libero.  Jak nagle miałaś się wymknąć z imprezy, nie przywołując na siebie jakichkolwiek podejrzeń? Co w ogóle wyczyniał Tomasz Fornal? Dlaczego tutaj przyjechał? Nagle w twojej pozbawionej zmartwień głowie rozpętała się prawdziwa trąba powietrzna pożerająca wszystko co nawinie się jej na drodze. Mętlik w twoim umyśle doprowadzał cię do szału. Westchnęłaś głośno i gmerałaś ręką w ciemnych, gęstych włosach.

-Wszystko w porządku?-stalowe tęczówki rzeszowianina niemalże wypalone były troską.

-Tak, tak.- skinęłaś ochoczo głową.- Tylko muszę się przewietrzyć.-mruknęłaś, zeskakując z krzesła, a gdy widziałaś jak już rozchyla usta, aby coś powiedzieć dodałaś stanowczo:- Sama.

-Jasne.-odchrząknął brunet.- To ja zrobię wywiad ze świeżo upieczoną parką.- zatarł ręce.

-Ani mi się waż!-pogroziłaś mu palcem.-To moja rola.-zaznaczyłaś.- Zaraz wracam.-musnęłaś ustami jego policzek.

Roześmiał się jedynie na twoje słowa i opadł na twoje miejsce, aby znajdować się bliżej swojego kumpla. Kątem oka zauważyłaś jeszcze jak Aneta rozmarzonym wzrokiem biegnie po twarzy Łukasza i mimowolnie się uśmiechnęłaś. Chciałaś jej oznajmić o tym co ma właśnie miejsce, ale nie miałaś serca wyrywać ją w takim momencie od rozgrywającego. Narzuciłaś na ramiona puchatą kurtkę i lawirowałaś pomiędzy spoconymi, wydzierającymi się sznurami ludzi. Tuż po pchnięciu masywnych drzwi uderzyła cię fala lodowatego powietrza, która przeszyła twoje drobne ciało i wzbogaciła je w gęsią skórkę. Schowałaś drobne dłonie do kieszeni i omiotłaś wzrokiem otoczenie. Chłód wtarł się do twoich płuc, sprowadzając na ciebie chwilowe orzeźwienie. Wykonałaś kilka kroków w przód i twoje oczy napotkały na drodze swojego wzroku wysoką, smukła sylwetkę. Zadarłaś głowę i ujrzałaś przed sobą niemalże pokerową twarz Fornala.

-Co ty do cholery odstawiasz?! Skąd w ogóle wiedziałeś, że tutaj jestem?! -zaatakowałaś go, czując przeszywającą cię złość, którą spotęgował jego widok. 

Przyjmujący skwitował twoje słowa cichym śmiechem, co jeszcze bardziej wyprowadziło cię z równowagi. Co on sobie w ogóle wyobrażał? Nagle chwycił cię za ramiona i przesunął. Po chwili poczułaś coś twardego za swoimi plecami i zdałaś sobie sprawę, że przygniótł cię do ściany budynku. Wlepił w ciebie intensywne, przeszywające spojrzenie siwo błękitnych tęczówek i opuszkiem palca mknął po twoim policzku. Wzdrygnęłaś się na ten gest. Wzdłuż twojego kręgosłupa przeszył cię dreszcz.

-Insta story, Blanko.-pstryknął cię w nos, wznosząc kąciki ust w łagodnym uśmiechu.-Tęskniłem.-sapnął, nawiązując z tobą kontakt wzrokowy. Jeden z tych niebezpiecznie elektryzujących.

-Po co tu przyjechałeś? Wiesz, że za ścianą znajduje się twój przyjaciel i jest niczego nieświadomy?-ton twojego głosu był niesamowicie chłodny, a wręcz lodowaty.-Mieliśmy z tym skończyć, Tomek.-warknęłaś.

Nie odpowiedział. Wpił się żarłocznie w twoje wargi, nie siląc się nawet na pozwolenie. Nie musiał pytać. Po mimo, że byłaś na niego cholernie wściekła, gdyż zachował się nieodpowiedzialnie to nie potrafiłaś przejść wobec tego obojętnie. Odwzajemniłaś pocałunek, ujmując jego twarz w swoje dłonie. Miażdżył zachłannie twoje usta, pieszcząc językiem twoje podniebienie. Wlał w tą pieszczotę całą pasję, namiętność na jaką tylko było go stać. Niespodziewanie jego wielkie dłonie ulokowane zostały na twoich pośladkach, a chwilę później podniósł cię za uda i oderwał od podłoża. Skrzyżowałaś łydki za jego pasem, a on przywarł do ciebie jeszcze mocniej, chcąc zniwelować dzielący was dystans. Naparł na twoje ciało przylegające do ściany i przegryzł dolny płat twojej wargi, powodując u ciebie rozległy jęk. Drobne palce rozkoszowały się aksamitnością jego ciemnych włosów, których kosmyki okręcałaś wokół opuszków. Wtem przyjmujący dysząc ciężko oderwał się od ciebie i wsparł swoje czoło o twoje, owiewając swoim oddechem twoją skórę.

-Przyjechałem, bo…-wysilił się w końcu na wyjaśnienia- Cię kocham.- dokończył swoją wypowiedź tonem przypominającym szept.  –Fakt, mieliśmy to zakończyć, ale to było za nim się w tobie zakochałem.-pokręciłaś głową, chcąc jakby odeprzeć od siebie słowa 22-latka.

Zachłysnęłaś się powietrzem, gdy całość jego wypowiedzi dotarła do twoich uszu, a następnie umysłu, który dopiero po chwili przeanalizował co właśnie oznajmił ci Tomek. Twoje serce zostało wprawione w palpitacje, a głowa niczym w amoku wykręcała się to w jedną to w drugą stronę jakby chciała zaprzeczyć wyznaniu jakie padło z ust bruneta. Problem w tym, że tylko on sam mógł temu zaprzeczyć. Nikt inny nie mógł tego uczynić. Patrzył na ciebie w milczeniu z przerażeniem malującym się w błękitnych oczach. Chłonął cię łapczywie wzrokiem jakby to miały być jego ostatnie sekundy, kiedy jest mu dane  cię zobaczyć. Odtrąciłaś go od siebie jednym pchnięciem i z szokiem wymalowanym na twarzy dreptałaś w przeciwnym kierunku, słysząc za sobą jego nawoływania. Nie byłaś jednak w stanie się odwrócić. Twoje ciało odmawiało ci posłuszeństwa. Po mimo, że szłaś wewnątrz zastygłaś niczym rzeźba. Byłaś sparaliżowana jego słowami. Wysunęłaś z kieszeni kurtki telefon i mętnym wzrokiem omiotłaś treść wiadomości otrzymanej od libero.

OD: Skarb <3
Gdzie jesteś?

Nie odpisałaś. Obejrzałaś się za siebie i odetchnęłaś z ulgą, gdy nie dostrzegłaś podążającej za tobą sylwetki przyjmującego. Po kilku minutach ponownie zjawiłaś się przy barze, odgrywając rolę dziewczyny, która wchodząc do wnętrza lokalu miała wymalowany na twarzy uśmiech i podekscytowanie zapowiadającą się cudownie nocą. Jak się okazało ta nie była tak udana jak się spodziewałaś.

-Blanka! Cholera! On mnie pocałował! Rozumiesz?!-podbiegła do ciebie rozemocjonowana szatynka, która najwidoczniej wydostała się z towarzystwa Łukasza i wrzeszczała niemiłosiernie.

-Taaa, wiem.-odparłaś jedynie, siląc się na uśmiech, ale wyszło ci coś pokroju grymasu.

-Co jest z tobą nie tak? Sama nas swatałaś, a teraz zero entuzjazmu. Dziewczyno, ja cię…-zawiedziona twoją reakcją Grabowska dała wyraz swojemu niezadowoleniu, a ty przerwałaś jej w środku zdania.

-Aneta, ja naprawdę się cieszę twoim i jego szczęściem, ale kurwa jeszcze nie ochłonęłam, okay?

-Po czym? Wyglądasz jakbyś zobaczyła Lemana z jakąś laską.

-A ty jakbyś do kurwy nędzy wyglądała, gdybyś się właśnie przed momentem dowiedziała, że Tomek Fornal cię kocha?-szepnęłaś słabo i dopiero w tym momencie dotarło do ciebie jak bardzo jesteś załamana prawdą.

-Stop! Stop! Stop! Wróć! Co takiego?!-wrzasnęła donośnie, wpatrując się w ciebie oszołomiona.

-Przyjechał tutaj. Był przed klubem, a ja do niego wyszłam. Wtedy powiedział mi, że tęskni. Później się całowaliśmy i nagle wypalił, że przyjechał tutaj, bo mnie kocha.-wytłumaczyłaś jej słabym głosem.

Zanikał zupełnie tak jak twoje pokłady siły do tej sytuacji. Pomachałaś do Mateusza, aby odnotował twoje przybycie i ponownie skupiłaś wzrok na twojej przyjaciółce. Odczuwając, że jesteś na skraju załamania nerwowego skinęłaś głową na drzwi toalety i powędrowałaś wraz z Anetką w jej kierunku.

-Nie zważając na to jak ta sytuacja jest popaprana to jego zachowanie było naprawdę słodkie.-odezwała się pieszczotliwie Aneta.

Osunęłaś się po ścianie pokrytej beżowymi płytkami i skryłaś twarz w dłoniach. Twój imprezowy nastrój rozpłynął się doszczętnie. Słona ciecz rzeźbiła tor w twoich policzkach, a ciałem wstrząsał spazm, wprawiając je w drżenie. Tak jak sobie obiecałaś przed rozpoczęciem zabawy puściłaś hamulce. Nie powstrzymywałaś swoich uczuć. Pozwoliłaś tej lawinie nad tobą zapanować. Wtedy przypuszczałaś jednak, że to będą jedynie pozytywne odczucia. Tymczasem najlepszy przyjaciel twojego chłopaka zrujnował ci ten wieczór, ale ty także nie byłaś bez winy. Co chwila odnotowywałaś na sobie wzrok pełen współczucia jakim lustrowała cię twoja towarzyszka.

-Nie mam już siły do tej sytuacji. -westchnęłaś bezsilnie.- To wszystko to moja pierdolona wina!-uderzyłaś pięścią w ścianę.-Mogłam od razu odeprzeć zaloty Tomka. Nie musiałam mu na to pozwalać…-mówiłaś załamana.

-Blanka, ale nie mogłaś przewidzieć jak to się potoczy.-potarła twoje ramie Grabowska.

-Właśnie, że mogłam.

-Co teraz zamierzasz zrobić?

-Zapierdolić się w cztery dupy.-mruknęłaś, zrywając się z podłoża.

-A tak na poważnie?-zaśmiała się szatynka.

-Nie wiem.-wzruszyłaś ramionami.- Jak powiem mu prawdę to go stracę.

Papierowym ręcznikiem otarłaś czarne smugi zastygnięte na twoich policzkach, za które odpowiadał tusz do rzęs i doprowadziłaś swoją twarz oraz swój stan psychiczny do ładu. Krakowianka chwyciła cię pod ramieniem i zaciągnęła w kierunku baru. Początkowo chłopaki nawet nie odnotowali waszego przybycia, ale po chwili Mateusz zameldował się obok ciebie i objął cię troskliwie ramieniem, przyciskając swoje wargi do twoich ust. Zazwyczaj nie byłaś za okazywaniem sobie uczuć publicznie, ale twój fatalny nastrój spowodował, że miałaś ochotę choć na chwilę rozkoszy. Zacisnęłaś palce na jego szczęce i delektowałaś się jedwabistością jego warg, pałaszując językiem jego podniebienie. Uśmiechnęłaś się cwanie, gdy dłonie siatkarza ścisnęły twoje pośladki.

-Musisz być naprawdę wstawiona, skoro pozwalasz mi na takie sceny przy takich tłumach.-mruknął ci do ucha, chichocząc cicho.

-Maybe jestem.-pstryknęłaś go w nos.

Po chwili spoczywałaś na udach libero i odwdzięczałaś się szerokim uśmiechem za kolejkę szotów twojej przyjaciółce, która dotrzymywała ci towarzystwa w upijaniu się. Łaknęłaś zatracić się w alkoholowym świecie i ugasić wyrzuty sumienia, które dopadły cię po nieoczekiwanym spotkaniu z bełchatowskim przyjmującym. Uradowana pisnęłaś głośno, połykając mieszankę limonki z miętą i wtem przywołałaś na siebie uważny wzrok libero, do którego jakby z tą chwilą dotarło w jak bardzo zaawansowanym stanie upojenia alkoholowego się znajdujesz. Uniósł brew, zagryzając nerwowo wargi.

-Cholera, Blanka.-rzucił pod nosem, kręcąc z dezaprobatą głową.-Coś ty ze sobą zrobiła?

-Ja? Wciągnęłam się w picie i świetnie się bawię.-odparłaś, wzruszając ramionami.-Prawda, Anetka?

-Si, seniorita.-uśmiechnęła się głupawo szatynka.

-Nie no. Tej się hiszpański włączył.-przewrócił oczami rozgrywający.- Czemu one się tak nawaliły?-dziwił się.

-A bo ja wiem?- wzruszył ramionami Masłowski.

-Koniec imprezy dziewczynki.-pogroził ci oraz szatynce palcem blondyn.

Po chwili poczułaś jak Kowalski zarzuca ci dłoń na kark, a gdy przechyliłaś głowę, aby znaleźć twojego chłopaka zauważyłaś jak obejmuje ramieniem twoją przyjaciółkę. Chwiejnym krokiem wraz z ową dwójką ruszyłaś  w kierunku wyjścia z lokalu. Świat sprawiał wrażenie wirującego i niestabilnego, a wszystko na co napotykałaś się wzorkiem podwajało się lub potrajało. Parsknęłaś głośnym śmiechem, w pewnym stopniu tracąc równowagę.

-Jeszcze żeby tego było mało to ten pierdolec się najebał.-skwitował Łukasz, kręcąc z niedowierzaniem głową nad postawą przyjaciela.

-Bez takich mi tu Łukaszku fistaszku.-oburzył się środkowy.

-Matko boska! Za jakie grzechy?!-zawył błagalnie Masłowski, zwracając twarz ku sufitowi konstrukcji.

***

Mocniej zacisnąłeś dłoń spoczywającą nad biodrem brunetki, która oplatała swoimi rękami twoją szyję i wtulała twarz w materiał twojej skórzanej kurtki. Starałeś się uchronić ją przed upadkiem, zważając na jej niepewny sposób poruszania się. Nawet w tak fatalnym stanie była dla ciebie urocza. Nie zmieniało to jednak faktu, że niezmiernie irytowała cię swoim sposobem zachowania. Twoja złość sięgnęła zenitu, kiedy ponownie parsknęła głośnym śmiechem, a jego salwy echem niosły się po dzielnicy Rzeszowa pogrążonej w mroku. Pisnęła głośno, gdy znienacka chwyciłeś ją pod udami i wziąłeś na ręce. Mocniej zacisnęła dłonie na twoim karku i odchyliła głowę do tyłu, aby mieć dokonały punkt widokowy na twoją oświetlaną przez blask księżyca twarz. Wyciągnęła rękę w jej kierunku i pogładziła nią twój policzek, zanosząc się cichym chichotem. Byłeś zawiedziony jej postawą. Nie przewidziałeś, że opęta ją nieokiełzane pragnienie alkoholu i wlania w siebie jego jak największej ilości. Kiedyś taka nie była. To utwierdzało cię jeszcze bardziej w stwierdzeniu, że uległa zmianie. Przynajmniej widocznej dla twoich oczu.

-Mi jak widzisz nie jest do śmiechu.-warknąłeś na nią, a ona momentalnie cofnęła dłoń.

-Jestem najgorszą dziewczyną jaką miałeś.-odezwała się, a z jej ust zniknął błogi uśmiech.

-Nie jesteś.-zapewniłeś ją.- Jesteś najlepszą kobietą jaką kiedykolwiek spotkałem.-wypowiedziałeś z łagodnym uśmiechem.

-Nie, Maślak. Jestem okropną dziewczyną.

-Co ona tak do cholery biadoli?-wydarł się zza twoich pleców Łukasz.

-A chuj cię to obchodzi.-rzuciłeś podirytowany tym, że zwraca uwagę na to o czym rozmawiacie.-Nie podsłu…Chuj!

-Aha. Okay.- skwitował rozgrywający.- Będziesz coś jeszcze kiedyś chciał.-mruknął pod nosem.

-Zajmij się napalonym Duńczykiem, bo ci Anetkę na sianku przeleci.-odgryzłeś się mu.

-Ja się nie dam!-zaparła się szatynka uwieszona na ramieniu rozgrywającego.- Łukasz, I love you and only you!-wydarła się na całe gardło.

-Wiem, wiem.-poklepał ją po ramieniu Uksool.- Nie pij więcej, złotko, bo ci się tryb językowy włącza.

-A ty mnie nie love?-parsknęła zaskoczona Grabowska, a ty zaniosłeś się śmiechem.

-Ryj Masło!-wykrzyknął twój przyjaciel.

-A coś ty się taki agresywny zrobił?

-Oczywiście, że cię kocham, An.-odpowiedział na pytanie swojej towarzyszki siatkarz, ignorując twoje zapytanie. –Cholera! Duńczyka zgubiłem!-złapał się za głowę brunet.

Momentalnie przystanąłeś i westchnąłeś głośno nad postawą swojego kumpla. Łukasz obniżył się na kolanach i złapał pod udami szatynkę, aby ta wdrapała się na jego plecy. Wtem zawrócił i omiótł wzrokiem otoczenie. Znalezienie środkowego okazało się niewielkim problemem, bowiem ten tulił się do koła BMW, opowiadając mu swoją historię życia. Opanowałeś cisnący ci się na usta atak rozbawienia ostatkiem sił i pośpiesznie uruchomiłeś nagrywanie w swoim telefonie. Blanka przyglądała się zaintrygowana przedstawieniu jakie odstawiał Kowalski i chichotała pod nosem. Po niespełna 40 minutach rozstałeś się z rozgrywającym, który przygarnął pod swój dach Mateusza i wniosłeś do mieszkania brunetkę, a następnie wróciłeś po niebędącą wcale w lepszym stanie Grabowską. Ułożyłeś swoją dziewczynę na materacu w sypialni i okryłeś szczelnie kołdrą, muskając ustami pieszczotliwie jej czoło. Przywarła policzkiem do materiału miękkiej, śnieżnobiałej poduszki i przymknęła powieki. Powróciłeś wówczas do salonu, gdzie na kanapie spoczywała krakowianka  i przerzuciłeś ją sobie przez ramie, po czym odstawiłeś ją do pokoju gościnnego i także okryłeś pierzyną, aby nie zmarzła w nocy.

-Mateusz, nie bądź na nią zły.-spojrzała na ciebie błagalnie 21-latka.- Ona tego potrzebowała.

-Dlaczego? –zmarszczyłeś brwi zdezorientowany jej słowami.

-Bo…-rozpoczęła, ale nie dokończyła bowiem zmorzył ją sen.

Podrapałeś się po karku zakłopotany i przymknąłeś za sobą drzwi pokoju. Wsparłeś się o nie plecami i wytężyłeś umysł, próbując rozgryźć o co mogło chodzić szatynce. Zrezygnowany machnąłeś jedynie dłonią i wyczerpany opadłeś na wolne miejsce obok brunetki. Mimowolnie kąciki twoich ust drasnęły wyżyny, gdy jej drobna dłoń wylądowała na twoim brzuchu, a jej ciało przywarło do twoich pleców.

                                                                                                                                  ✭✭✭
Hello! ^^
Się porobiło!  Blanka jednak postanowiła wyjść przed klub i wysłuchać Tomka, a potem załamana upiła się do nieprzytomności. Ktoś się spodziewał takiego scenariusza? Chłopaki zadbali o humor,  Blanka i Tomek o rozwój akcji, także mam nadzieję, że ten rozdział Wam się spodobał! ;3 Będzie jeszcze ciekawiej :D Rozdział miał być dodany w piątek, ale jako, że Karo wróciła do świata blogów, a jej komentarz sprawił mi niewyobrażalną przyjemność to przekonałam samą siebie, aby jednak wrzucić Wam kolejną część dziś i nie torturować Was z czekaniem :D Także dziękujcie Karo haha :D  Całuję i do zobaczenia w weekend! ;*


sobota, 11 maja 2019

Szesnasty


Przejęta biegałaś wzrokiem po boisku za lotem żółto-błękitnej Mikasy. Aneta niejednokrotnie kręciła głową nad twoim zaangażowaniem się w pojedynek dwóch przyjaciół z dziewięćdziesiątego siódmego rocznika. Oczywiście szatynka przybrała stronę Łukasza. Kiwnęłaś z podziwem głową, gdy młody rozgrywający zamaskował idealnie swoje zagranie i kiwnął tuż za siatkę. Masłowski rzucił się w pogoń do tej piłki, ale nim upadł na parkiet w celu jej podbicia ta już wylądowała w placu gry, zapisując na koncie Gdańska piłkę setową. Widziałaś jak libero zirytowany kręci głową i żywo gestykuluje dłońmi, zaklinając pod nosem. Po chwili jednak uderzył w ręce kilka razy, zagrzewając kolegów na boisku głośnym okrzykiem motywacyjnym. Ustawił się do przyjęcia, wypinając nieco tyłek i odprowadzał wzrokiem lecącą na stronę gospodarzy piłkę wprowadzoną do gry przez Rubena Schotta. Na szczęście ta uplasowana została po za linią końcową boiska, a Masło wrzasnął uradowany, przytulając się do chłopaków. 24:24. Zacisnęłaś mocno kciuki, wbijając zęby nerwowo w dolny płat wargi. Zachłysnęłaś się powietrzem, kiedy serwis posłany przez Schulza zatrzymał się na taśmie, ale odetchnęłaś z ulgą, gdy piłka przewinęła się po górnej części siatki i wpadła w plac gry Trefla. 25:24 dla Rzeszowa. Wstałaś z miejsca, pociągając za sobą szatynkę. Twoje knykcie znacznie pobladły od solidnego uścisku, a krew w twoim krwiobiegu przemieszczała się znacznie szybciej. Wlepiłaś uważny wzrok w sylwetkę rzeszowskiego atakującego, oczekując aż odda kolejny serwis. Wówczas o time-out poprosił Michał Winiarski. 

-Kurwa! No typowo!- warknęłaś zirytowana.

-Uspokój się.-Grabowska roześmiała się i potrząsnęła twoimi ramionami.-To dopiero pierwszy set.

Machnęłaś jedynie na nią dłonią i odszukałaś wzrokiem twarz o ciemnej karnacji. Mateusz zadarł spojrzenie z nad butelki wody i napotkał się z twoim na jednym pułapie. Wyraz jego twarzy był niemal pokerowy. Pozbawiony wszelkich emocji, ale po chwili cień uśmiechu zabłąkał się na jego ustach. Widocznie musiał dostrzec niepokój w twoich oczach o wynik pierwszej partii i wsparcie jakim niepodważalnie go darzyłaś. Zespoły powróciły na boisko, a Damian zameldował się za linią dziewiątego metra, odbijając piłkę od parkietu. Odetchnął głęboko i po odbyciu swoich rytuałów kilka sekund po gwizdu sędziego wykonał zagrywkę.

-Masło!-uderzyłaś o siebie swoimi dłońmi.-Masło!-kolejne rytmiczne uderzenie.

-Kocham twój sposób kibicowania, Blanka!- nie powstrzymała się od komentarza Aneta, parskając śmiechem.

Na nic jednak zdał się twój doping, bowiem piłka z ogromną siłą powaliła w przyjęciu niemieckiego zawodnika i zawirowała po odbiciu się od jego ramion w kierunku jednej z trybun. Oznaczało to, że w inauguracyjnej partii triumf odnieśli miejscowi. Wrzasnęłaś uradowana i spojrzałaś z wyższością nad twoją towarzyszkę. Ta jedynie odpowiedziała ci wystawieniem języka i pognała po butelkę Coli, gdyż zaschło jej w gardle od wrzasków jakie kierowała w  stronę Łukasza, aby czuł jej wsparcie. Skinęłaś jedynie głową i przekazałaś jej wyliczoną kwotę, aby i tobie zakupiła napój. Obdarowałaś zmieniającego stronę na boisku Masłowskiego rozległym uśmiechem i zbadałaś zawartość tablicy Instagrama w przerwie. Nim spostrzegłaś, a kolejne dwa sety zapisane zostały na konto rzeszowian i to oni zwyciężyli w pojedynku z ekipą z Gdańska. Po wybraniu MVP, którym o dziwo został Mateusz pognałaś  w kierunku band reklamowych, pozostawiając Anetę na moment samą. W podświadomości liczyłaś, że Kozub skorzysta z okazji i zdecyduje się z nią na małą pogawędkę. Uwiesiłaś się na szyi 22-latka i zapiszczałaś mu do ucha rozemocjonowana. Twój ukochany delikatnie cię od siebie odsunął, aby kompletnie nie stracić słuchu i przekrzywił głowę na bok, przyglądając ci się wnikliwie.

-Gratulacje. Świetnie dziś broniłeś!-nie kryłaś zadowolenia z postawy rzeszowianina w dzisiejszym meczu.

-Musisz częściej pozwalać mi na takie jazdy bez trzymanki.-wyszczerzył się głupio.- A tak na poważnie to dziękuję skarbie za wsparcie.-musnął wargami twoje czoło.

Rozczulona uśmiechnęłaś się do niego jedynie i wspięłaś się na palce, aby złożyć na jego rozgrzanym policzku czuły pocałunek. W jego szarych tęczówkach dało się dostrzec spore pokłady ciepła z jakimi na ciebie patrzył. Chciałaś znacznie bardziej wynagrodzić mu wysiłek na boisku, jednak wolałaś powstrzymać się od zbytnich czułości. Wystarczyło ci to, że wasze wylewne przywitanie widziało setki ludzi. Nie przepadałaś za takimi sytuacjami.

-Jak z tą imprezką?- zapytałaś po chwili mierzenia się na spojrzenia.

-No idziemy! Ja z MVP i miała by się nie odbyć? Proszę cię!-momentalnie się ożywił.- Spytam Łukaszka czy idzie na osłodę porażki z nami, idę do szatni i będę gotowy. Czekaj gdzie zawsze.-puścił ci oczko.

-Namów go koniecznie, bo Anetka umiera z tęsknoty.-zaśmiałaś się.- O nie! Szwagierek nadciąga. To ja spierdalam.-okręciłaś się na pięcie i miałaś zamiar powrócić do szatynki.

Do twoich uszu dotarł jeszcze uroczy śmiech Maślaka oraz słowa jego brata brzmiące następująco : „ Gratulacje braciszku! Zmiażdżyłeś ich!”. Wywróciłaś jedynie oczami na barwę jego głosu i rozciągnęłaś usta w leniwym uśmiechu na widok rozgrywającego opierającego się biodrem o bandę reklamową. Wzrok wbity miał w twarz twojej przyjaciółki, a ty nie mogłaś ukryć zadowolenia z powodu, że owa dwójka pogrążona jest w rozmowie i wygląda jakby świetnie się bawiła.

-Siemka Łuki!- zawyłaś przeciągle, gdy przystanęłaś obok nich.

-Blanka!-obserwowałaś jak jego usta kształtują się w coraz to szerszy uśmiech, a radość bijąca z jego głosu powodowała, że poczułaś jak bardzo za nim tęskniłaś.

Bez słowa przylgnęłaś twarzą do klatki piersiowej rozgrywającego, który szczelnie objął twoje plecy silnymi ramionami, niwelując dystans pomiędzy waszymi ciałami. Przymknęłaś powieki i napawałaś się wonią jego intensywnych perfum, nie mogąc pozbyć się uśmiechu widniejącego na twoich ustach. Łukasz miał w sobie coś takiego, że uwielbiałaś się do niego tulić i Maślak nie miał prawa być o to zazdrosny. Choć nie raz zdarzyło mu się drwić z tej sytuacji i udawać zirytowanego zbyt długim przytulaniem się ciebie do osoby jego przyjaciela. Aneta także mogła być spokojna. Po prostu Uksool był takim promyczkiem słońca. Odstawał nieco od znacznej części złotego rocznika, jeżeli chodziło o humor, ale nie działało to na jego niekorzyść. On po prostu wolał mówić mało, ale lepiej jakościowo. Gdy rzucił żartem raz na kilka godzin całe towarzystwo zanosiło się salwami śmiechu przez dobrą godzinę. Mimo to biła od niego taka pozytywna energia, że nie dało się na niego długo gniewać. W końcu oderwałaś się od bruneta i zerknęłaś w kierunku, gdzie zostawiłaś libero. Skrzywiłaś się na widok jego sylwetki nadal stojącej blisko Patryka. Twoim towarzyszom nie uszło to na sucho.

-Nadal nie lubisz Patryczka?- zadarł brew pytająco Łukasz.

-Mało powiedziane. Nie cierpię tego pasożyta.-odparłaś.

-Wiesz, że jest ci w stanie rozpierdolić ślub jak go nie polubisz?-zadrwił rozgrywający.

-Chyba go chuj swędzi!-odparłaś zbyt głośno, bowiem bracia skierowali na ciebie swój wzrok.

-Ups!-parsknęła śmiechem Aneta.- Chyba usłyszał.

-Mniejsza o tego kmiecia. –machnęłaś dłonią zrezygnowana.- Wybierasz się z nami do Piekiełka?-zatarłaś ręce, mierząc wyczekującym wzrokiem Kozuba.

-Chłopaki powiedzą, że mam wyjebkę na naszą przegraną, ale… Co mi tam! Dziewoje szykujcie się na przystojniaczka Łukaszka!

-Matko święta! Duńczyk musi zginąć za to co z nim zrobił!-pokręciłaś oburzona głową.

-Zrobiłem z niego przystojnego kawalera.-usłyszałaś za plecami i gdy obejrzałaś się za siebie ujrzałaś uśmiechniętego od ucha do ucha Kowalskiego.- Swoją drogą, mogę się wkręcić na dancingi?-poruszył zabawnie brwiami.

***

Obejmowana ramieniem w pasie przekroczyłaś próg rzeszowskiego klubu. Omiotłaś wzrokiem jego wnętrze i poczułaś uderzenie fali wspomnień. Te same kolorowe światła, pikowane kanapy, to samo ułożenie wyposażenia baru. Wszystko było dokładnie identyczne tylko miesiąc i okazja twojej wizyty była inna. Różnica był też fakt, że wtedy wchodziłaś przy boku Anety, a wychodziłaś osamotniona i zalana wściekłością. Obecnie towarzyszył ci twój chłopak, na którego natrafiłaś właśnie w tym miejscu po raz pierwszy. Mimowolnie kąciki twoich ust zawędrowały na wyżyny, co momentalnie dostrzegł Masłowski, którego myśli zaczęły nadawać na tych samych falach. W takich momentach jak ten czułaś, że naprawdę posiadacie czasami zdolność telepatii. Zauważyłaś wymowność w jego spojrzeniu i ten błysk, którego znaczenie tylko ty potrafiłaś poprawnie odczytać. Reszta waszej grupy nie miała pojęcia dlaczego pożeracie się tak intensywnym wzrokiem i raczycie szczerymi, przepełnionymi szczęściem uśmiechami. Może z wyjątkiem szatynki, do której dotarło nagle jaką wartość ma dla waszej dwójki to miejsce. Niejednokrotnie przecież zawdzięczałaś jej swój związek z libero. Mateusz jako pierwszy otrząsnął się z oszołomienia dotyczącego waszej wspólnej przeszłości i pociągnął cię zamaszyście za dłoń w stronę baru. Zachwiałaś się na wysokich czarnych obcasach i zmroziłaś go wzrokiem, na co on jedynie pstryknął cię palcem w nos. Lawirowałaś pomiędzy tłumem spoconych, łaknących szaleństwa na parkiecie ludzi, podążając tuż za swoim chłopakiem. Tak bardzo zwaliła was z nóg wasza wycieczka do wehikułu czasu, że nie spostrzegliście nawet, kiedy Kowalski wraz z Łukaszem i Anetą zdążyli dotrzeć do obranego przez was miejsca.

-To co gołąbeczki? Za wasze poznanie?-uśmiechnął się łagodnie Łukasz, wznosząc kieliszek wypełniony błękitną cieczą.

-Co jak co, ale nie spodziewałam się, że to ty rozpoczniesz picie.-pokręciłaś z niedowierzaniem głową, zanosząc się chichotem.-Jasne!-przystałaś na propozycję rozgrywającego i wręczyłaś Maślakowi kieliszek, po czym chwyciłaś swój.

Uderzyłaś ścianką naczynia o pozostałe kieliszki i wlałaś w gardło shota. Wskoczyłaś na wysokie krzesełko przy ladzie pomiędzy sylwetkę Mateusza a Łukasza i wsparłaś głowę na dłoni, patrząc uważnie na Kowalskiego. Pochłonęłaś wraz z nim drugiego shota, tym razem o zabarwieniu zielonym i rozpoczęłaś swoje przesłuchanie. Duńczyk przewracał oczami na twoje prośby o doprecyzowanie danej kwestii, ale po chwili wypuszczał słowa z ust niczym z karabinu maszynowego. Uwielbiałaś to, że miałaś tak luźne i przyjazne stosunki z kompanami twojego partnera. Czułaś się jakby jego przyjaciele byli twoimi. Jemu także się to podobało, bo widziałaś jak zerkał nad głową Łukasza na twoją twarz i uśmiechał się delikatnie sprawiając wrażenie zadowolonego z twoich kontaktów z Kowalskim. Po nieco ponad trzydziestu minutach smukłe palce oplotły twój nadgarstek. Ich właściciel skutecznie przywołał na siebie twoje spojrzenie, a wtem nachylił się i koniuszkiem języka drasnął płatek twojego ucha, szepcząc:

-Chodź na parkiet. Skażmy ich trochę na swoje towarzystwo.

Popatrzyłaś oniemiała na twarz Masłowskiego, że wykreował taki plan działania w swojej głowie. Nie spodziewałaś się, że on także angażuje się w akcję swatania Anety ze swoim przyjacielem. Gdy szok minął skinęłaś głową na jego słowa i zacisnęłaś palce na jego dłoni, stając obok niego.

-A Mati?-zapytałaś, wskazując głową na Kowalskiego.

-Zaraz ruszę na podbój.-zapewnił cię.-Tylko najpierw muszę wypatrzeć zajączka.-zaprezentował swoje śnieżnobiałe uzębienie.- O ta na lewej pod sceną jest całkiem niezła.-skwitował, pocierając brodę.

-No, masz racje. Stary, dla takich bioder warto zaryzykować.-poklepał przyjaciela po plecach Masło.

-Yhym.-chrząknęłaś głośno.-Przypominam Ci, że ja tutaj jestem.-rzuciłaś ostro.

-A ten biust…Miód malina!-kontynuował libero, zerkając kątem oka na twoją reakcję.

Kowalski parsknął głośnym śmiechem na widok purpurowej barwy, która zaczęła dominować na twojej twarzy i popchnął siatkarza w twoją stronę, aby lepiej się ewakuował, kończąc swoje refleksje na temat blondynki, którą upatrzył sobie środkowy. Chwilę później przemieszczaliście się pomiędzy sznurami ludzi i zatonęliście w ich rzece, która spragniona była przygód, adrenaliny i zabawy. Podrażniona wcześniejszym zachowaniem rzeszowianina odsunęłaś się od niego na niewielki dystans i odwróciłaś się do niego plecami, kołysząc biodrami na boki. Wedle twoich oczekiwań Maślak momentalnie zjawił się przy twoim boku i dużymi, smukłymi dłońmi wiódł wzdłuż twojej talii osłoniętej przez materiał czarnej, przylegającej sukienki. Starałaś się ignorować drżenie twojego ciała w jakie wprawił cię jego dotyk. Potęgował to także ciepły oddech muskający skórę twojego karku. Przymknęłaś powieki i wzniosłaś ramiona ku górze, bujając się do rytmu muzyki. Twoje ciemne kaskady podrygiwały z każdym twoim ruchem, opadając ci co róż na plecy, co tylko potęgowało ochotę Masłowskiego na tańce z tobą. Stanowczym ruchem zwrócił cię ku sobie, podtrzymując nadal twój łokieć i mogłaś chłonąc swoimi miodowymi tęczówkami rzutujące światła, które oblewały różnorakimi barwami twarz libero.

-Oj no już przestań.-próbował cię rozmiękczyć swoim uśmiechem.- Przecież ona nawet w połowie nie miała tak boskich pośladków jak ty.-argumentował, chichocząc cicho.

-To w takim razie po co na nią patrzyłeś?-splotłaś ramiona na klatce piersiowej, oczekując wyjaśnień.

-Chciałem porównać.

-Akurat.-prychnęłaś pod nosem.

Jego twarz coraz bardziej się rozpromieniała, gdy tak przyglądał się zalewającej cię fali irytacji. Nigdy nie krył się z tym, że ubóstwiał cię w tej odsłonie, bowiem uważał to za coś uroczego. Nieraz zdarzało mu się wspominać, że to właśnie temperamentem podczas waszego pierwszego zetknięcia się ze sobą zapunktowałaś w jego oczach. Mimowolnie uśmiechnęłaś się na ten fakt. Nim się obejrzałaś a uraza do 22-latka ustała. Wirowałaś na parkiecie w jego towarzystwie, a uwalniający się w twoim krwiobiegu alkohol sprowadzał na ciebie stan błogości. Ocierałaś się pośladkami o materiał jego czarnych spodni i spoglądałaś na niego z pod kurtyny ciemnych rzęs, odchylając głowę do tyłu. Na jego ustach widniał natomiast zadziorny uśmieszek i byłaś przekonana, że gdyby nie ci wszyscy ludzie pozbawił by cię sukienki oraz bielizny w kilka sekund. Jego dłonie pałaszowały każdy skrawek twojego ciała, co niewątpliwie ci się podobało. Otaczający was osobnicy zdawali się zauważać kipiącą od was chemię i elektryczność, której nie jedna osoba mogła wam pozazdrościć.  Spragniona przerwałaś jednak proces szaleństw na parkiecie i pognałaś w kierunku baru, mając gdzieś fakt, że potrącana byłaś przez przechodniów. Twój promienny uśmiech wywołał salwy śmiechu Łukasza, Mateusza oraz Anety. Zastanawiałaś się czy naprawdę alkohol tak bardzo przyczyniał się do twojego zachowania. Wiedziałaś jedno. Dziś puściłaś hamulec, dając sobie totalną swobodę, jeżeli chodziło o ilość pochłoniętych procentów. Chciałaś wreszcie totalnie się odprężyć i oczyścić głowę w pełni z twojej pogmatwanej sytuacji z przyjacielem twojego chłopaka, bo po mimo, że zwalczyłaś w sobie po długim czasie wyrzuty sumienia to nie zapomniałaś o tym incydencie choćby w małym stopniu. Podziękowałaś odsłonieniem rzędu śnieżnobiałych perełek barmanowi, który postawił przed tobą kufel piwa scalonego z sokiem i wbiłaś zęby w czarną słomkę, pociągając długi łyk trunku. Oblizałaś wargi językiem i spostrzegłaś na sobie czujne spojrzenie Masłowskiego. Twoje policzki momentalnie oblały się obfitym rumieńcem, na co libero zaśmiał się pod nosem.

-Po alkoholu niesamowicie prowokujesz.-skwitował, kręcąc z niedowierzaniem głową nad twoją postawą.

Wzruszyłaś jedynie ramionami, nie wiedząc co na to odpowiedzieć i odgarnęłaś niesforne kosmyki włosów z wilgotnego czoła. Zaobsorwowana śledziłaś poczynania Kozuba, który nieśmiało draskał palce dłoni szatynki spoczywającej na ladzie baru i nie spuszczał oczu z jej twarzy, która promieniowała na odległość. Zastanawiałaś się jak wcześniej rozgrywający nie spostrzegł, że wpadł jej w oko. Upił spory łyk chmielowego napoju i jakby przysunął się bliżej Grabowskiej. Szturchnęłaś podekscytowana łokciem Mateusza wciągniętego w rozmowę ze swoim imiennikiem i kiedy ściągnął brwi, wpatrując się w ciebie z pytającym wzrokiem wskazałaś dyskretnie dłonią w kierunku pary waszych przyjaciół.

-No dawaj, Pusia.-zagrzewał go libero.- Przypomnij sobie lekcje podrywu u Mateusza Masłowskiego.

-Gdyby nie to, że Aneta mnie przekonała do spotkania z tobą to byśmy tutaj teraz razem nie byli.-mruknęłaś, patrząc na niego z politowaniem.

-Oooo.- zawył donośnie środkowy.-To ci teraz dziewczyna pojechała.-parsknął śmiechem.

- Gdybym nie był taki czarujący to nie byłabyś teraz moją dziewczyną.-wyszczerzył się Masło.

-Pozostawię to bez komentarza.-szepnęłaś, obserwując zanoszącego się śmiechem blondyna.

Popijałaś złocistą ciecz, przypatrując się z dwójką siatkarzy sytuacji jaka kształtowała się pomiędzy Łukaszem a Anetą. Strącił on dłonią telefon z blatu i pośpiesznie schylił się, aby go uchronić przed upadkiem. Po czym zadarł głowę gwałtownie ku górze i wykorzystując okazję iż dziewczyna pochylała się blisko niego przywarł swoimi wargami do ust szatynki. Oniemiała rozwarłaś swoje, podziwiając tą scenę jak zaczarowana. Zwróciłaś twarz w stronę chłopaków, wymieniając z nimi oszołomione spojrzenia.

-Ale jak to cwanie zrobił!-zaśmiałaś się.

-Tak jest! Moja krew!-uradowany Masłowski zacisnął pieść w geście odniesienia triumfu.

-On to kurwa zrobił!-wrzasnął zszokowany Mateusz, odrywając usta od kufla piwa.

Skinęłaś mechanicznie głową, zgadzając się z jego spostrzeżeniem i wyciągnęłaś w ich kierunku dłoń, uśmiechając się przy tym szeroko. Masłowski odwzajemnił twój gest, gdyż rozpierała go duma z powodu zachowania przyjaciela równie mocno jak ciebie euforia, lecz z zupełnie innego motywu. Ty cieszyłaś się, że twoja przyjaciółka w końcu otrzymała to czego chciała, czyli chwilę zbliżenia z Łukaszem. Uderzył dłonią w twoją, a w jego ślady poszedł także Kowalski, który wzrok nadal miał ulokowany w dwójce pogrążonej wciąż w pieszczocie. Po zbiciu piątek powróciłaś do obserwowania rozgrywającego, czuwając na posterunku, bowiem mógł zrobić coś niestosownego, a wówczas otrzymałby od ciebie solidny cios. Rozczulona obserwowałaś jak gładził zewnętrzną częścią dłoni twarz szatynki, muskając subtelnie wargi 21-latki. Całował ją powoli, czule.

-Dobra dość tego.- rzucił Masłowski, odkładając opróżnione naczynie po alkoholu na blat.- Wracamy do tańców! –zażądał.

Już miałaś przystać na jego propozycję, gdy w spoczywającej na twoim udzie torebce poczułaś wibracje. Poprosiłaś go o chwilkę czasu i odblokowałaś ekran telefonu, uprzednio wyławiając go z wnętrza czarnej kopertówki. Wtem na wyświetlaczu ukazało ci się powiadomienie o otrzymaniu nowej wiadomości. Gdy ujrzałaś jej autora twój nastrój uległ totalnej zmianie.

OD: Fornal
Wyjdź przed klub :D

                                                                                                                        ✭✭✭

2658 słów... Chyba mój rekord hahah :D Blanka świetnie bawi się z Mateuszem i już prawie zapomniała o istnieniu kogoś takiego jak Tomek Fornal a tutaj nagle beng.. Jak myślicie co tym razem szykuje Tytus? Będzie się działo! ^^  Jak Wam poszły maturki? ^^ Ja chyba znowu poległam na matmie, ale jeszcze żywię nadzieję, że się uda dostać na studia w końcu :( Walczyłam na tej matmie jak nasi bohaterowie o Blankę! :D Całuję i do zobaczenia za tydzień! ;*

piątek, 3 maja 2019

Piętnasty



   Nachyliłaś się nad twarzą o ciemniejszej karnacji i musnęłaś przelotnie ustami policzek pogrążonego wciąż we śnie rzeszowianina. Nie dziwił cię fakt, że nadal spał. Wskazówki zdobiącego ścianę w kuchni zegara zbliżały się ku szóstej rano. Dziękowałaś Bogu w duchu, że wczoraj tuż po przekroczeniu progu waszego wspólnego mieszkania zmęczony podróżą opadł na wielkie łóżko w sypialni i zasnął. Uniknęłaś wówczas jego wszelkich pytań o domniemaną noc zakraplaną winem w lokum Grabowskiej, której nie było i nie byłaś zmuszona brnąć w dalsze kłamstwa. Zacisnęłaś mocniej kucyka uwiązanego blisko czubka twojej głowy i zerknęłaś z nikłym uśmiechem na libero przekręcającego się na drugi bok i mruczącego niezrozumiale pod nosem. Wsunęłaś na uszy białe, sporego rozmiaru słuchawki i przymknęłaś za sobą drzwi sypialni, a następnie mieszkania. Odnalazłaś ławkę przed blokiem i wyciągnęłaś przed siebie łydkę, wspierając ją o oparcie siedziska. Po chwili to samo uczyniłaś z drugą. Wykonałaś jeszcze kilka innych ćwiczeń rozgrzewających i wybierając wśród swojej biblioteki muzycznej odpowiednią playlistę wyruszyłaś przed siebie. Twoje stopy uderzały o chodnik, a miarowy oddech przeradzał się w zachłyśnięcia. Potrzebowałaś przebieżki. Musiałaś przemyśleć kilka rzeczy, które niegdyś wydawały ci się oczywiste. Chłód uderzający we wrażliwą skórę twojej twarzy skutecznie cię orzeźwiał, ułatwiając proces myślenia. Tomek z każdym spotkaniem coraz bardziej ci się podobał, a podczas ostatnich chwil spędzonych w jego towarzystwie zdecydowanie zabrnęliście za daleko. Nie mogłaś pozwolić, aby to wydarzyło się jeszcze raz, aby miało miejsce jeszcze kiedykolwiek. Zdawałaś sobie jednak sprawę, że nie będzie to takie łatwe. Czułaś, że Fornal za pomocą tej namiętnej nocy dostał bodziec do działania. Byłaś przekonana, że upojne chwile w krakowskim hotelu dodały mu skrzydeł. Zmotywowany Fornal jednak mógł zderzyć się z twoim murem. Mogłaś powstrzymać jego działania. Tylko pytanie czy tego chciałaś? Gdzieś w głębi czułaś do niego coś dziwnego. Coś pokroju pociągu fizycznego, ale nie do końca. W tym dziwnym uczuciu występowała jakaś domieszka. Może to fakt, że cię sobą intrygował? Ostatnio przecież wspomniał ci o dziewczynie, którą zabrał do tego samego lokalu. Może stał się tak pewnym siebie, aby uchronić się przed zranieniem? Może przybrał taką maskę, bowiem tamta kobieta go skrzywdziła i nie chciał okazywać swoich prawdziwych emocji, aby kolejna przedstawicielka płci pięknej nie wykorzystała ich przeciwko niemu? Przecież był zupełnie inny niż Mateusz, a mimo to coś cię do niego ciągnęło. Masłowski był twoim aniołem. Zawsze nadstawiał swoje ramie do wypłakania, chronił cię przed cierpieniem, krył przed niebezpieczeństwami tego świata, opiekował się, troszczył. A na dodatek tego był gorącym kochankiem, który tylko przy tobie odkrywał swoje oblicze spragnionego cielesnych zbliżeń. Dlaczego, więc okłamywałaś Mateusza i spędziłaś gorące chwilę u boku jego najlepszego przyjaciela?  Przecież z rzeszowskim siatkarzem było ci tak dobrze. A może w tym rzecz…? Może było zbyt monotonnie, zbyt sielankowo…?

-Bredzisz, Blanka.-mruknęłaś pod nosem oburzona na samą siebie, że w ogóle mogłaś tak pomyśleć.

Kochałaś Mateusza Masłowskiego. Kochałaś jego osobowość. Kochałaś jego stalowe tęczówki, czarujący uśmiech, ciemne włosy. Nawet nie zauważyłaś, kiedy pod wpływem irytacji twoje tempo zostało zwiększone, a stopy rytmicznie i mocno uderzały w asfaltową dróżkę rozciągającą się nad Wisłokiem. Ujrzałaś przed sobą rzeszowskie Podpromie i mimowolnie rozciągnęłaś usta w lekkim uśmiechu na myśl zbliżającego się meczu, na którym planowałaś się stawić. Gdy obiegłaś obiekt sportowy okręciłaś się na pięcie i uprzednio zerkając na zegarek na wyświetlaczu telefonu umieszczonego w nerce zdecydowałaś się zawrócić. Czułaś się jakby twój umysł został właśnie oczyszczony. Jakby twoja zdrada nie miała miejsca. Napawałaś się chłodnym, a zarazem orzeźwiającym porannym powietrzem, które wprawiało końcówki twoich włosów w kołysanie. Poczułaś lekki dreszcz atakujący całe twoje ciało. Wzdrygnęłaś się, gdy odczułaś po długim czasie temperaturę na dworze na swojej skórze. Odetchnęłaś z ulgą, bowiem przed twoimi oczami widniał znajomy budynek. Wstukałaś doskonale przyswojony kod i weszłaś do klatki. Po chwili zdyszana stawiłaś się w kuchni. Wsparłaś się dłońmi o szafkę i przymknęłaś powieki, próbując pozbyć się śladów wysiłku fizycznego. Wtem odczułaś na sobie czyjś wzrok. Momentalnie zadarłaś powieki ku górze i odnotowałaś świdrujące, przeszywające cię spojrzenie znajomych, szarych oczu. Nie było ono jednak pełne miłości, ciepła czy radości jaką twój współlokator darzył cię na co dzień.  W jego tęczówkach dało się wychwycić coś zupełnie innego.

-Zmieniłaś się.-szepnął w głąb mieszkania, przerywając ciszę, którą przecinało twoje dyszenie.

Przełknęłaś głośno ślinę. Ściągnęłaś brwi i wbiłaś zaintrygowany wzrok prosto w jego twarz. Pokryta była trzydniowym zarostem, co dodawało mu męskości. Miałaś ochotę podejść i pogładzić go po policzku, jednak najpierw chciałaś się dowiedzieć co miał na myśli.

- O co ci chodzi?- wydusiłaś z siebie po chwilowej ciszy jaka między wami zapadła.

- Biegasz. Coraz więcej nocy spędzasz u Anety. Coraz mniej dajesz znać co się z tobą dzieje. Więcej pijesz.-kontynuował wcześniej zaczęty temat, badając wzrokiem zawartość lodówki.

- To źle, że wróciłam do biegania?

-Nie, skarbie, ale nie koniecznie podoba mi się reszta rzeczy jaką ci powiedziałem.

-Mateusz, po prostu ostatnio mam jakiś gorszy okres w życiu.-rozłożyłaś bezradnie ręce.- Może chciałbyś mi poprawić humor i po meczu wybierzemy się do Piekiełka?-dźgnęłaś go łokciem pod żebrami.

-Dziwne, że mieszkam z tobą, a o tym nie wiem.-rzucił oburzony, ale widząc jak przewracasz oczami dodał: - No, ale dobra. Pomińmy to. 

-Nie musisz wiedzieć o wszystkim. Jakbyś zauważył mam kogoś takiego jak Anetę.-posłałaś mu lekki uśmiech.- To jak z tym Piekiełkiem?-poruszyłaś znacząco brwiami.

-A co jak przegramy?-uniósł pytająco brew libero, śmiejąc się.

-Wtedy spędzimy inaczej czas.- otarłaś się biodrem o jego bokserki, mijając go w drodze po wodę.

-Ty wiesz co? Ja wolę tą drugą opcję!-odparł uradowany, chłonąc wzrokiem twoje pośladki wciśnięte w materiał sportowych leginsów.

-Dlaczego mnie to nie dziwi?- zaśmiałaś się, wlewając przeźroczystą ciecz do szklanki.

Masłowski usadowił się przy kuchennej wyspie i podparł głowę na ramieniu, prezentując ci swoje śnieżnobiałe uzębienie. Jego rozmarzone oczy powodowały, ze miałaś ochotę mu ulec i poddać swoje ciało jego dłoniom. Było jednak zbyt wcześnie na takie rzeczy. Poczułaś jak twoje policzki płoną. Zasiadłaś obok twojego chłopaka i obserwowałaś jak zatapia usta w białej filiżance, zachwycając się swoim ukochanym Espresso. Libero obdarował cię przelotnym spojrzeniem i musnął ustami twój policzek, oświadczając, że zaraz zasmakujesz umiejętności szefa kuchni. Roześmiałaś się na jego słowa i obserwowałaś jak przygotowuje dla ciebie jajecznicę. Błądząc wzrokiem po jego nagim torsie miałaś ochotę przebiec po nim opuszkiem palca i spojrzeć z nad wachlarzu rzęs na siatkarza, zagryzając przy tym wargi. Gdy pochłonęłaś przygotowany przez niego posiłek uległaś pokusie. Wodziłaś opuszkiem palca po zarysach jego mięśni, wbijając zęby w dolny płat wargi i patrzyłaś na niego z pod wachlarzu rzęs. Jego stalowe tęczówki zabłysnęły. Pojawił się w nich ogień, który sama wznieciłaś swoimi gestami. Odprowadził wzrokiem twój palec i uśmiechnął się cwanie. Wiedziałaś, że już nie ma odwrotu. Mateusz Masłowski został przez ciebie rozpalony do granic możliwości. Ujął w dłonie twoje pośladki, a ty zarzuciłaś dłonie na jego szyję, uśmiechając się do niego szeroko.

-Ale poczekaj, kochanie. Najpierw prysznic.-droczyłaś się z nim, przejeżdżając palcem po linii jego barku.

-Ty chyba sobie żartujesz!-oburzył się według oczekiwanego przez ciebie efektu.

-Ależ skąd! Biegałam.

Zeskoczyłaś z siatkarza i pośpiesznie zatrzasnęłaś za sobą drzwi łazienki. Parsknęłaś śmiechem, dostrzegając zawód w jego oczach i słysząc jego donośny jęk niezadowolenia. Pośpiesznie spłukałaś z siebie pot wywołany bieganiem i odziana w świeże ubrania pojawiłaś się w salonie. Wtem Mateusz z łobuzerskim uśmiechem przerzucił cię przez swoje prawe ramie i poklepał dłonią po pośladkach. Przestraszona pisnęłaś, na co on jedynie się zaśmiał.

-No to teraz możemy testować to nasze nowe łóżko.-wyszczerzył się, gdy przywarł twoje drobne ciało do miękkiej pościeli.

Odwzajemniłaś jego żarłoczny pocałunek i powędrowałaś dłońmi na jego tors, jednak on pośpiesznie chwycił je w swoje, umieszczając nad twoją głową. Zmarszczyłaś brwi, ale nie protestowałaś. Wyglądało na to, że Maślak miał już zarysy tego jak chcę przeprowadzić pierwszą namiętną chwilę w waszej sypialni. Obawiałaś się tylko czy po niej będzie w stanie w pełni poświęcić się na boisku. Refleksje na ten temat jednak szybko zostały wypędzone z twojej głowy, bowiem 22-latek pozbawił cię bluzki i poczułaś jego wargi pałaszujące twoją nagą skórę. Wyznaczał nimi szlak na twoim drobnym ciele, a tobie pozostało jedynie wzdychać głęboko na to co z tobą czynił. Dziś był jednak wyjątkowo niecierpliwy. Odnotowałaś to po jego gestach, mowie ciała. Nie dziwiło cię to. W końcu na jakiś czas zaserwowałaś mu odwyk od zbliżeń cielesnych z tobą w roli głównej. Zadarł głowę z nad twojego płaskiego brzucha i utkwił spojrzenie stalowych tęczówek głęboko w twoich oczach. Na jego ustach zabłąkał się cwany uśmiech, a chwilę później zamaszystym, gwałtownym ruchem zdarł z ciebie dżinsy wraz z koronkową bielizną i sam pozbawił się bokserek. Szaleńczy błysk rozjaśnił jego oczy, gdy pewnym, energicznym ruchem scalił wasze ciała w jedność, niczym pasującą do siebie idealnie układankę. Zawyłaś głośno zaskoczona jego posunięciem i chwyciłaś się dłońmi jego szerokich barków, po czym  odchyliłaś głowę do tyłu, czując pocałunki jakimi obsypywał twoje ciało. Wzdychałaś głośno na przemian wydając z siebie przeciągłe jęki, kiedy tempo jakie nadawał stawało się coraz większe. Błądziłaś przez chwilę dłońmi po architekturze jego torsu, czując jak przez jego kręgosłup przebiega dreszcz. Po chwili jednak cofnął twoje dłonie i przywiązał je do ramy łóżka za pomocą twojej bluzki. Popatrzyłaś na niego zdumiona, kręcąc z niedowierzaniem głową nad pragnieniem jakie go zalało i jedynie co ci pozostało to wić się pod koniuszkiem jego języka muskającym twoją skórę, na której pojawiła się gęsia skórka, co połączone z jego rytmicznym poruszaniem osiągało jego zamierzone ciele i doprowadzało cię do obłędu. Zawisł twarzą tuż nad twoja i owiewał twoje policzki ciepłym oddechem, podziwiając z satysfakcją stan w jaki cię wprowadził. Dyszałaś. Twój świszczący oddech go niebywale cieszył. Widziałaś to w jego oczach. Jego wzrok przeszyty był dzikością. Intensywność z jaką na ciebie patrzył powodowała, że kręciło ci się w głowie od nadmiaru emocji. Jego stalowe tęczówki hipnotyzowały cię. Czubkiem nosa sunął po zarysach twojej szczęki, przenosząc się sprawnie na linię twojego karku. Chwyciłaś go za włosy i przyciągnęłaś za pomocą dłoni jego twarz do swojej. Twój język toczył zacięty bój z jego. Pieściłaś nim jego podniebienie. Całowałaś go jakby to miały być wasze ostatnie tak skąpane namiętnością chwile. Twój krzyk przeszył jego gardło, a twoje dłonie mięły solidnie materiał prześcieradła. Wygięłaś się pod ciężarem jego ciała i poczułaś, że on także się napiął i skrył twarz w zagłębieniu twojej szyi, jęcząc ci do ucha.

-Gruszka mnie zabije.-sapnęłaś, spoglądając mu głęboko w oczy.

-Daj spokój.-zaśmiał się pod nosem.- Nie doceniasz moich możliwości. Dojdę do siebie do czasu meczu.-zapewnił cię, odgarniając z twojego czoła wilgotne, ciemne kosmyki.

-To było cudowne.-mruknęłaś rozanielona, prezentując mu błogi uśmiech.- Nie wiem co zrobiłeś. Czy czegoś się naoglądałeś czy jak, ale jesteś coraz lepszy.-pocałowałaś go w kącik ust.

-Po prostu tego potrzebowałem.-szepnął.- Nigdy więcej nie rób mi takiego odwyku, bo zwariuję.

Skinęłaś machinalnie głową, trwając w amoku. Nie byłaś w stanie racjonalnie myśleć po przeżyciu czegoś takiego przy boku Masłowskiego. Niemalże zasmakowałaś nieba dzięki rzeszowianinowi. Wydęłaś zawiedziona usta, gdy przeturlał się na druga połowę łóżka i runął na plecy. Przymknął powieki, starając się przywrócić świszczący oddech do miarowego. Wsparłaś głowę o jego klatkę piersiową i także zamknęłaś oczy. Kreśliłaś bliżej niesprecyzowane wzory na muskulaturze jego brzucha za pomocą opuszka palca, wsłuchując się w bicie serca libero. Jego galopada przyprawiała cię o subtelny uśmiech. Z rozchylonych ust siatkarza wydobywał się pomruk zadowolenia spowodowany twoim dotykiem. Mogłabyś trwać przy nim tak wiecznie. Przyglądać się jego przystojnej twarzy, nagiemu, wyrzeźbionemu idealnie ciału, wpatrzonym w ciebie oczom z zapartym tchem. Wiedziałaś jednak, że za kilka godzin będzie zmuszony cię opuścić.
***
Przeczesałaś opadające swobodnie na ramiona włosy i spryskałaś się ulubioną mgiełką, mając nadzieję, że on wyczuje unoszący się w powietrzu znajomy zapach. Spojrzałaś wymownie na Anetę poprawiającą twarz przy lustrze i ciągnąc ją za rękę powędrowałaś przyswojoną doskonale drogą w kierunku wejścia na halę. Szerokim uśmiechem przywitałaś się z bratem twojego chłopaka znajdującym się po przeciwnej stronie obiektu i sprawnie pokonywałaś dystans dzielący cię od pierwszego rzędu ulubionego sektora.

-Myślałam, że go nie lubisz.-mruknęła pod nosem szatynka, kiwając głową w stronę Patryka i przyglądając ci się z uniesioną brwią.

-Bo tak jest, ale nie chcę grabić sobie u przyszłych teściów i żyję z nim w zgodzie, bo jest zdolny przysporzyć mi i Matiemu kilku kłopotów. –odparłaś, przewracając oczami na myśl o sobie swojego niedoszłego szwagra.

Grabowska parsknęła głośnym śmiechem, kręcąc głową z rozbawieniem nad twoimi słowami. Po chwili dźgnęła cię pod żebrami, przypominając ci sytuację o tym jak brat libero znalazł przypadkiem w rzeczach Maślaka twoje czerwone majtki i miał zamiar donieść o tym rodzicom rodzeństwa, ale Mateusz doszedł z nim do porozumienia. Mimowolnie zachichotałaś pod nosem na przytoczoną przez nią sytuację. Miałaś nadzieję, że kiedyś zaakceptujecie siebie nawzajem, bowiem od pierwszego dnia, gdy zawitałaś w rodzinne progi Masłowskich osobnik, z którym łączyły Mateusza węzły krwi był do ciebie uprzedzony. Bił od niego wyraźny dystans, a na twarzy znajdowała się niechęć, której nie umiał ukryć. Pamiętałaś to jakby wydarzyło się to wczoraj. Później doszły cię słuchy, że Patryk próbował wybić cię z głowy Mateuszowi, gdy ten opowiedział w jaki sposób się poznaliście. Wmawiał mu wówczas, że jesteś imprezowiczką i pustą lalunią, dla której liczy się ilość wypitego alkoholu i dobra zabawa. Puściłaś to w niepamięć, ale pozostało to gdzieś wewnątrz ciebie i pełniło rolę lampki ostrzegawczej z napisem STOP DLA PATRYKA MASŁOWSKIEGO. Pokręciłaś głową, chcąc odgonić od siebie te myśli i opadłaś na miejsce podane na bilecie. Po mimo, że Masłowski zapierał się odnośnie wyposażenia cię w karnet na strefę VIP ty zaprzeczałaś stanowczo, pragnąc pozostać w jak największym cieniu i nie przywoływać uwagi jego fanek. Było to jednak ciężkie i ich pewna część rozpoznawała cię bez najmniejszego problemu. Teraz także tego doświadczyłaś, napotykając się na kilka par oczu skierowanych na twoją osobę, gdy zajęłaś miejsce w pierwszym rzędzie sektora C3.

-W ogóle jak z Tomkiem?-zagaiła twoja towarzyska z utkwionym wzrokiem w osobie Łukasza, który właśnie wparował na boisko.


-Nie odzywamy się do siebie. Puściliśmy w zapomnienie tamte wydarzenia.- wzruszyłaś ramionami.-A ty? Umówiłaś się z nim po meczu?-szturchnęłaś ja ramieniem, uśmiechając się porozumiewawczo i wskazując głową na rozgrywającego.

-Czuję, że niebawem cię odwiedzi w tym Rzeszowie.-skwitowała temat Tomka.- Co ty. Jak mu zależy to sam zaproponuje spotkanie.

-No idiotka.-zaśmiałaś się.- No, ale okay. Zobaczymy czy twoja strategia zgrywania niedostępnej podziała.

-Twoja na Tytusa podziałała jak płachta na byka.

-Przestań.

Zamilkłyście, zwracając głowy w kierunku tego samego punktu. Z głośników popłynęła charakterystyczna dla rzeszowskiego zespołu nutka, a co oznaczać mogło tylko jedno. Wyznaczonym wejściem wybiegać zaczęli zawodnicy miejscowego klubu, a ty wypatrywałaś tego jedynego numeru złożonego z dwóch cyfr, jedynki i trójki, który dla wielu uznawany był za pechowy. Jednak dla ciebie jak i zarówno Mateusza był niezwykle ważny. Uradowana klaskałaś w dłonie z promiennym uśmiechem, wpatrując się w płytę boiska, na którym zameldowali się właśnie rzeszowianie. Nie musiałaś długo czekać na moment zauważenia przez Maślaka. Brunet podszedł w kierunku kosza z piłkami, a wtedy jego stalowe tęczówki napotkały na drodze swojego wzroku twoją sylwetkę. Kąciki jego ust momentalnie sięgnęły szczytów, a oczy rozbłysnęły radośnie.

-A mówiłaś, że masz coś pilnego na uczelni…-pokręcił z niedowierzaniem głową, przeskakując przez barierki i zjawiając się przy tobie.

-Widocznie mam inne priorytety.-zadarłaś głowę i spojrzała na niego roześmiana.

-Przyszłaś.-mruknął ci do ucha, przyciągając cię do siebie.- Dziękuję.

-Podziękujesz mi jak wygracie, a teraz leć, bo Piotruś gromi mnie wzorkiem i za chwilę mnie zabije, że zabrałam mu podopiecznego.-poklepałaś go po biodrach, dając tym znak, aby zmykał.

-Chrzanić Piotrusia.- rzucił libero.

Ułożył dłonie na twoich pośladkach i przyciągnął cię za nie do siebie, aby wpić się zachłannie w twoje wargi. Oplotłaś dłońmi jego szyję i odwzajemniłaś pieszczotę, chcąc tym samym nadać mu impuls do zwycięstwa nad zespołem Kozuba. Złożyłaś jeszcze buziaka na jego policzku i mruknęłaś cicho :

-Skop tyłek Kozubkowi.

-Hej, słyszałam!-oburzyła się Aneta, kiedy wróciłaś na swoje miejsce.-Swoją drogą te trzy laski z sektora F tak rozwarły japy, że myślałam, że się udławią muchami.-szepnęła ci na ucho, a ty mimowolnie zachichotałaś pod nosem.

-Nie moja wina, że Maślak musi się afiszować z tym, że jestem jego.- burknęłaś, wzruszając ramionami.
                                                                                                                                
                                                                                                                                        ✭✭✭

                                                                                                                                         Hello! ^^
Po chwilach przy boku Tomka Blanka zatęskniła za cielesnością Matiego :D  Zobaczymy w kolejnym rozdziale jak podziała na niego ta chwila w sypialni podczas meczu haha XD Wyszło, że Blanka nie przepada za swoim przyszłym szwagrem, a Aneta chcę zobaczyć na czym stoi z Łukaszem. Jak myślicie na tej linii coś się zadzieje czy oboje nadal będą milczeć na temat swoich uczuć? W kolejnym będzie się działo :3 Proszę trzymajcie mocno kciuki za mnie we wtorek, bowiem podchodzę po raz kolejny do matury z matmy, ale jak to mówią do trzech razy sztuka :D Liczę, że tym razem się uda :P Całuję i do zobaczenia za tydzień! ;*