sobota, 9 marca 2019

Czwarty


  W akompaniamencie ulubionego typu muzyki libero przemknęliście obok zielonej tablicy z białym napisem nazwy miasta, w którym odbyć się miał turniej siatkarski. Podrygiwałaś nogą do energicznego rytmu disco polo wydobywającego się z radia obsadzonego w samochodzie i z delikatnym uśmiechem na ustach podziwiałaś rozciągający się za szybą krajobraz Krakowa skąpanego słońcem. Mateusz jakby przypomniał ci o swojej obecności i niespodziewanie pokrył swoją dłonią twoją drobną, gładząc opuszkiem palca jedwabistą skórę na jej zewnętrznej części. Po chwili ścisnął ją mocno, jakby była dla niego najważniejszą rzeczą na świecie, największym skarbem, talizmanem, z którym nigdy się nie rozstaje . Jednak najbardziej rozczulił cię jego kolejny ruch. Przyciągnął twoją rękę do swojej twarzy i subtelnie zwilżył ją swoimi wargami, nie odrywając wzroku od trasy jaką przemierzaliście od prawie dwóch godzin i do której końca wreszcie się zbliżaliście. Ten drobny gest spowodował narodzenie się przyjemnej fali ciepła w twoim cholernie mocno kochającym sercu oraz uświadomił jak wielkim szacunkiem cię darzy. Rozłąka do jakiej byliście zmuszeni z powodu jego pobytu na zgrupowaniu kadry umocniła wasze uczucie i miałaś wrażenie, że sprawiła, że do Mateusza jeszcze bardziej niż dotychczas dotarło jaką rolę odgrywasz w jego życiu, jak jest ona ważna i jak bardzo musi cię kochać. Doceniał cię jeszcze bardziej niż dotychczas, choć nie wiedziałaś nawet, że tak jeszcze się da. Ubolewałaś teraz nad tym, że na jego nosie spoczywały przeciwsłoneczne okulary, które zakrywały jego szare oczy. Żałowałaś, że nie widzisz ich wyrazu, emocji, choć mogłaś się domyślać, że jak zwykle szalały w nich wesołe ogniki. Zatopiłaś spojrzenie miodowych tęczówek w jego przystojnej, przyodzianej w promienie słoneczne twarzy, sunąc wzrokiem po jego delikatnym zaroście, który dodawał mu męskości, wędrując nim coraz wyżej. Nieświadomie zagryzłaś dolną wargę, wbijając w jej płat zęby. Nie zdawałaś sobie sprawy ile tak trwałaś, ale na pewno wystarczająco długo, aby sprowokować go do odezwania się i przerwania ciszy pomiędzy wami, która skutecznie wypełniała składanka jego ulubionych w ostatnim czasie kawałków. Swoją drogą to właśnie dzięki niemu ponownie polubiłaś polskie disco polo.

-Długo będziesz się tak patrzeć jeszcze?- rzucił, okręcając kierownicą wokół własnej osi.- Wiesz jest to naprawdę uroczę, ale rozpraszasz mnie, skarbie.-zerknął na ciebie przelotnie, posyłając łagodny uśmiech.

Dopiero wtedy dotarło do ciebie, że wgapiałaś się w niego dobre kilkanaście minut, nie panując nad swoją mimiką. Musiałaś naprawdę komicznie wyglądać z tą przegryzioną wargą, co oczywiście nie uszło ci na sucho i libero skwitował twoje zachowanie uroczym chichotem.

-Los chcę ze mną grać w pokera! Raz mi daje raz zabiera! –wydzierał się brunet, kołysząc się na boki.

-Ja za swoim szczęściem biegnę w świat!- dołączyłaś do niego, parskając roześmiana śmiechem.

-Ta piosenka kojarzy mi się z moją przeszłością w juniorach. To był świetny okres.-mruknął zadowolony.- W ogóle dzisiaj poznasz kogoś nowego.

-Myślałam, że znam twoich wszystkich kumpli.-nie kryłaś zdziwienia wypowiedzianymi chwilę temu przez niego słowami.

-To nie kumpel. To nie przyjaciel. To mój brat.-oświadczył z dumą Masłowski.

Skinęłaś głową na jego słowa i poczułaś podekscytowanie zalewające twoje drobne ciało, gdy przed oczami rozciągnął się doskonale znany przez ciebie obiekt. Nie trzeba cię było prosić o wysiadanie, gdy w grę wchodził mecz reprezentacji Polski siatkarzy i to w twoim rodzinnym azylu. Zatrzasnęłaś za sobą drzwi czarnego BMW i wsparłaś się biodrami o jego karoserię, obserwując jak siatkarz nieco w inny sposób wykorzystuje swoje. Kręcił nimi zamaszyście, a ty zażenowana spoglądałaś na niego, oczekując momentu, kiedy zaprzestanie to robić. W końcu podirytowana wywróciłaś oczami i splotłaś wasze dłonie, ciągnąc go w kierunku wejścia.

-Czemu nie zabrałeś Kozuba?-zmarszczyłaś brwi utkwiwszy w nim spojrzenie i uświadamiając sobie, że przecież Łukasz spokojnie mógł wam towarzyszyć.

-Bowiem Łuki ma remont w domu i pomaga mu Aneta.-powiedział rzeszowianin, przyglądając ci się z pytającym wyrazem twarzy, gdy przystanęłaś.

-Żartujesz?!-odwróciłaś głowę w jego kierunku i popatrzyłaś na niego zdumiona.

-Jak do tego doszło nie wiem!-zawył, a ty mimowolnie zaśmiałaś się pod nosem.- Nie kazał ci mówić, bo byś wepchała swój wścibski nos.

-Boże! Ja ją zabiję, że mi nic nie powiedziała!

Maślak zarzucił ramie na twoje plecy, przyciągając cię bliżej siebie i musnął ustami twój policzek. Mimowolnie twoje policzki przybrały purpurową barwę, a kilkanaście spojrzeń przedstawicielek płci pięknej, które spoczęły na waszej dwójce nie poprawiły sytuacji. Po mimo, że byliście znani wśród siatkarskiego środowiska jako para, nadal nie przywykłaś do tego pełnego zaintrygowania wzroku jakim niejednokrotnie byłaś uraczana jeszcze na rzeszowskim Podpromiu. Siatkarz jednak potarł twoje ramie, dodając ci tym wsparcia w niezbyt komfortowej dla ciebie sytuacji i sprawnie załatwił wam wejście do wnętrza budynku. Po uzupełnieniu prowiantu na spotkanie rodaków, z którym pomogłaś mu się uporać, bowiem było tego całkiem sporo, zawitaliście do wskazanego przez chłopaka sektora i zajęliście swoje miejsca. Skupiłaś się na śledzeniu rozgrzewki zawodników, a Mateusz ci w tym zawtórował. Tak bardzo się w tym zatraciłaś, że nie spostrzegłaś nawet, kiedy na twoją osobę padł cień spowodowany przystanięciem nad tobą znacznie wyższej sylwetki niż choćby twojego partnera. Nim jednak zadarłaś głowę by ujrzeć twarz przybyłego gościa libero już poderwał się z miejsca i utonął w wylewnym uścisku z siatkarzem, poklepując go solidnie po plecach.

-Boże, Masło! Doczekałem się widoku niewiasty przy twoim boku!-rozwarł usta zdumiony znajomy z pracy twojego chłopaka, zerkając na ciebie przelotnie.- O ciesz kurwa! Cuda się zdarzają!- dodał, przykładając dłonie do twarzy.

-Tomuś, ja ciebie proszę przymknij swój przesłodki pyszczek, na który leci połowa Polek za nim pozostaniesz bez przedniego rzędu zębów. –wypowiedział z udawaną słodkością Mateusz, a ty nie dałaś rady dłużej gryźć policzków od środka i zaniosłaś się niepohamowanym śmiechem.

-Masło, bo się roztopisz i to nie od upałów.-odparł roześmiany Tomasz.- Miło mi…-rozpoczął 21-latek.

-To moja kwestia, Fornal.-oświadczył z powagą Masłowski, a ty pokręciłaś z niedowierzaniem głową.- Skarbie, poznaj mojego brata, Tomka. –wskazał dłonią na siatkarza.- Braciszku, poznaj moją wybrankę, Blankę.

Brunet pochylił delikatnie głowę ku dołowi, aby móc cię lepiej ujrzeć. Wyciągnął rękę w twoim kierunku, a ty uścisnęłaś ją mocno. Dopiero po chwili zdecydowałaś się unieść głowę i zamarłaś. Na swojej drodze napotkałaś te tęczówki. Te tak cholernie siwe, nasycone błękitem, które miałaś okazję dostrzec tylko raz w życiu. Zapadły ci one w pamięci i widziałaś, że nie miałaś prawa się pomylić, czyli twoje początkowe przypuszczenia nasuwające ci się w krakowskim parku w ten upalny majowy dzień były trafne. Tomasz Fornal był siatkarzem, a do tego przyjacielem twojego chłopaka. Był kimś dla niego najbliższym zaraz po twojej osobie. Czułaś się jak otumaniona przez narkotyki. Byłaś w totalnym szoku, ale sportowiec też nie wyglądał lepiej. W końcu chyba żadne z was nie liczyło się z tym, że może się spotkać po raz kolejny i to nie tylko spojrzeniem. Z rozchylonymi wargami wpatrywał się w ciebie, nie mając pojęcia jak się zachować. Wplótł smukłe palce w ciemne, gęste włosy i zaczesał je do tyłu. Przebiegłaś wzrokiem po jego twarzy. Jakże przystojnej, nieskazitelnej twarzy. W porównaniu do Mateusza nie posiadał zarostu, ale to nie ujmowało mu zbyt wiele, jak w ogóle działało na jego niekorzyść.

-Tomek? Blanka? Coś nie tak?-wydusił z siebie Mateusz zaniepokojony wyraźnie ciszą, która zapanowała nad waszą trójką.

-My się tak jakby już znamy.-oświadczył błękitnooki, uśmiechając się nikle.

-Co?! Jak to?!

-Wpadliśmy na siebie w parku.-wyjaśnił Tomek.

-Poprawka. Ty prawie wpadłeś na kobietę rowerem, nie na mnie.-włączyłaś się do dyskusji.-Po za tym nie znamy, ale mieliśmy ze sobą styczność. To lepiej pasuje.-dodałaś.

-Prawie! Ty wpadłaś na mnie wzrokiem!-bronił się Fornal.

-Kurwa trudno było nie zwrócić uwagi na gościa w kapturze i bluzie w 28 stopni!-przewróciłaś podirytowana oczami.

-Ej, stary. Ty się holuj.-mruknął libero.-To moja dziewczyna i tylko mnie może pożerać wzrokiem.-na potwierdzenie tych słów objął cię ramieniem i przyciągnął bliżej siebie.

-Luz, Mati.-uśmiechnął się szeroko brunet.

Sportowcy po krótkiej pogawędce rozstali się, dochodząc do wniosku, że po zakończonych zmaganiach w pierwszym dniu Memoriału Huberta Jerzego Wagnera spotkają się na piwie, a ty ochoczo skinęłaś głową, zgadzając się im uczestniczyć. Odprowadziłaś wzrokiem Fornala i momentalnie odwróciłaś głowę w stronę Mateusza, gdy jego błękitne tęczówki natrafiły na twoje, kiedy przelotnie zajrzał za ramie w kierunku waszej dwójki, pokonując schody. Chwilę później emocjonowałaś się pierwszym spotkaniem Biało-Czerwonych, miażdżąc kciuki, które wyraźnie pobladły z mocy twojego uścisku. Opierałaś głowę na ramieniu rzeszowianina, przyglądając się rywalizacji toczącej się na boisku z reprezentacją Serbii i podkradałaś mu kilka chipsów z czerwonej paczki, bowiem zdecydował się na klasyczne paprykowe. Odchyliłaś lekko głowę i uśmiechnęłaś się nikle, gdy musnął ustami czubek twojego nosa.


***

Pogładziłaś dłońmi materiał czarnej spódnicy, pociągając ja ku dołowi, bowiem wraz z zajęciem miejsca przy jednym ze stolików w krakowskim pubie podwinęła się ona znacznie. Podziękowałaś skinieniem głowy przyjmującemu za wręczenie ci menu z motywem marmuru i biegłaś wzorkiem po średniej wielkości czarnych literkach, snując refleksje na temat swojego zamówienia. Zamknęłaś kartę i spojrzałaś z uniesioną brwią na twoich towarzyszy. Masłowski wyłowił z dna kieszeni moro spodenek portfel i po wysłuchaniu uwag twoich oraz przyjaciela powędrował do lady. Zwróciłaś głowę w kierunku bruneta spoczywającego po twojej lewej stronie i natychmiast tego pożałowałaś. Fornal z wspartą o stół głową przyglądał ci się uważnie jakby chciał cię dokładnie przestudiować. Zmieszana odgarnęłaś ciemny kosmyk za ucho, spuszczając wzrok. Siatkarz skwitował twoje zachowanie cichym śmiechem, a ty w myślach błagałaś o szybki powrót Mateusza, bowiem zaczynało się robić naprawdę niezręcznie. Może nie dla krakowianina, ale z pewnością dla ciebie tak.

-Cieszę się, że nie zakończyło się na tym jednym spojrzeniu.-mruknął cicho, wnosząc lekko kącik ust.

-Żartujesz sobie ze mnie?-zadarłaś wzrok na jego twarz oświetloną przez zawieszoną nad wami lampę.

-Nie, dlaczego tak myślisz?-zmarszczył brwi.

-Tomek, twoje zachowanie nie jest fair w stosunku do Masełka.-wypowiedziałaś twardo, spoglądając mu głęboko w oczy.

-Nie powiedziałem nic złego.- wzruszył ramionami. - Po prostu cieszę się, że jest mi cię dane poznać, siedzieć tutaj z wami.- sunął palcami usytuowany na stole telefon.

-Przepraszam. Coś źle odczytałam.-powiedziałaś cicho.

Tomasz skinął głową na znak przyswojenia twoich słów i posłał ci pokrzepiający uśmiech, aby rozluźnić atmosferę. Odetchnęłaś z ulgą, bowiem w zasięgu twojego wzroku pojawił się libero. Początkowo przysłuchiwałaś się wymianie ich zdań, ale z czasem, gdy upijałaś niewielkie łyki chmielowego trunku połączonego z sokiem malinowym coraz bardziej otwierałaś się przed nowo poznanym chłopakiem. Zaniosłaś się śmiechem z kolejnej historii dotyczącej spalskich czasów jaka opuściła jego usta. Fornal nagle lekko się do ciebie przysunął, czego początkowo nie zauważyłaś, bowiem byłaś zbyt pochłonięta oddawaniem swojego rozbawienia. Twoje ciało wzdrygnęło się, gdy opuszki palców  bruneta zetknęły się ze skórą twojego odkrytego uda. Udawałaś, że tego nie zarejestrowałaś, że to się nie wydarzało. Jednak smukłe palce przyjmującego sunęły wzwyż, a twoje ciało zalewał przyjemny dreszcz. Zwróciłaś ku jemu twarz i mogłaś rozkoszować się śnieżnobiałym, niemalże hollywoodzkim uśmiechem 21-latka. Dopiero dzięki pomocy alkoholu krążącemu po twoim krwiobiegu zauważyłaś, że Tomasz jest naprawdę pociągającym mężczyzną. Choć jego uroda zupełnie odbiegała od tej twojego chłopaka. Przyjmujący był takim uroczym chłopcem z słodkim, pogodnym uśmiechem, obłędnymi oczami oraz proszącymi się o potarganie ciemnymi włosami.  Mateusz miał zdecydowanie ostrzejszy ty urody. Dziwiłaś się, że Masłowski nie odnotował twojego dłuższego wpatrywania się w swojego przyjaciela, ale cała wasza trójka była zbyt rozluźniona i zbyt błoga. Po za tym skoro znali się tyle lat musiał mu bezgranicznie ufać, wiec pewnie nawet się nie spodziewał, że pod stołem dłoń Fornala bada jedwabność skóry jego dziewczyny. Libero nagle schylił się pod stół, a ty obserwowałaś jak ręka bruneta momentalnie została przez niego zabrana. Uniosłaś zdziwiona brew, przyglądając się Tomkowi, który po mimo takiej ilości  spożytych procentów  kontrolował swoje zachowanie. Czyżby alkohol był tylko wymówką dla czynu, na który oczekiwał od dłuższego czasu? Pokręciłaś lekko głową. Fornal wyglądał ci na sympatycznego, poukładanego chłopaka, a nie kogoś kto za plecami przyjaciela zabiera się za obracanie jego partnerki. Niepokoił cię jednak fakt, że co rusz jak wasze spojrzenia się spotykały zawarta w nich była pewnego rodzaju elektryczność, coś pokroju dwóch przyciągających się magnesów. Byłaś pewna, że coś takiego możesz tylko poczuć przy boku rzeszowianina, a tymczasem miało to miejsce dzisiejszej, sierpniowej, parnej nocy.

-Wpadnijcie do mnie na urodziny.-rzucił na odchodne mistrz świata juniorów.

-Z chęcią skorzystamy z zaproszenia.-obdarowałaś go promiennym uśmiechem.

- W takim razie widzimy się 31 sierpnia, a może i szybciej.-odparł brunet.

-Dzięki za dziś, Tomuś!- wydarł się Masłowski zza twoich pleców.

-Wam też dzięki! Pomóc ci z doholowaniem go do hotelu? –zaproponował Tytus.

-Nie, nie. Poradzę sobie.-zaparłaś się.

Przerzuciłaś sobie przez plecy ramie Maślaka i pokręciłaś z niedowierzaniem głową nad jego postawą. Tak bardzo ci obiecywał, że nie przesadzi, że wypije tylko jedno, kulturalne piwko. Przewróciłaś oczami, gdy jego wielka dłoń znalazła się na twoim pośladku. Po dziesięciu minutach opuściłaś go na łóżko w waszym hotelowym pokoju, a sama powędrowałaś pod prysznic.

                                                                                                                                      ✭✭✭

Cześć i czołem! ^^
Nie wytrzymałam i dodaje Wam dzisiaj nowość, choć mogłam to zrobić w kolejnym tygodniu haha :D Znajdzie moją dobroć :D Nasza para napotkała na swojej drodze Fornala i jak widać rozrabia on nieco za plecami kumpla, a Blanka nie wie jak się w tej sytuacji zachować.  Zobaczymy jak to pomiędzy nimi będzie dalej ;) Średnio jestem zadowolona z tego rozdziału, ale kolejny powinien być lepszy w moim wykonaniu ;) Jednak polecam oczekiwać szóstki, która w cholerę mi się podoba i jestem z niej dumna :D Tak, tak piszę sobie zapasy ^^ Całuję i do zobaczenia w środku tygodnia lub weekend! ;* Wszystko zależy od Was i Waszej aktywności w komentarzach! :D 

wtorek, 5 marca 2019

Trzeci


   Machałaś nogami zwisającymi ci z tarasu rodzinnego domu siatkarza, do którego zawitałaś nieco ponad godzinę temu.  Niebywale uradowałaś się, kiedy Mateusz zaproponował ci odwiedzenie go w piękne, piątkowe popołudnie,  a jeszcze bardziej ucieszył cię fakt, że była to inicjatywa jego rodzicielki, która dawno nie miała okazji z tobą porozmawiać. Gdy ci to powiedział uniosłaś pytająco brwi, czując narastający niepokój w twoim ciele, ale wtem libero zaczął gładzić twoje plecy i zapewniać, że to nic takiego, że pewnie jego matka ma ochotę na babskie ploteczki i napicie się z przyszłą synową kieliszka wina i faktycznie tak było, bowiem wizyta w rodzinnej ostoi Masłowskiego przebiegała naprawdę przyjemnie i bezkonfliktowo. Opierałaś głowę na ramieniu bruneta i uśmiechałaś się błogo z przymkniętymi powiekami, chłonąc promienie majowego słońca. W oddali słyszałaś odgłosy przypiekających się na grillu smakołyków, a kilka sekund później ich woń docierała do twoich nozdrzy, powodując narastające uczucie wgryzienia się w specjały ojca siatkarza. Słyszałaś dźwięk drżących kieliszków niesionych przez panią domu, a gdy zadarłaś powieki ku górze zauważyłaś jak z porozumiewawczym uśmiechem dolewa ci alkoholu do naczynia.

-Mamo, nie upijaj mi dziewczyny.-wypowiedział błagalnym tonem twój towarzysz, ale po chwili roześmiał się głośno.-Miałem zamiar skorzystać z jej pięknych uroków w nocy, a tak padnie jak po przebiegnięciu 10 km.- dodał wesoło.

-A tobie synu to w głowie tylko jedno.-wywróciła oczami pani Masłowska.

-Dokładnie!-poparłaś ją, wiedząc, że narażasz się nieodwracalnie Mateuszowi.-Dlatego też gdy mam zajęcia w weekend to nie ma wstępu do mojego mieszkania.-oświadczyłaś z łagodnym uśmiechem, a Masełko mocniej ścisnął  twoją spoczywającą obok jego biodra dłoń, dając ci tym sygnał, abyś zamilkła.

-Bardzo dobrze dziecko! Edukacja najważniejsza!-pokiwała głową z uznaniem.

-Możecie nie robić ze mnie seksoholika? Dziękuję!-odezwał się z pretensjami zawodnik miejscowego klubu.

Zaśmiałaś się dźwięcznie na jego słowa i pokręciłaś z niedowierzaniem głową nad jego postawą. Uwielbiałaś  w nim to, że każdą sytuację potrafił sprawnie obrócić w żart i rozbawić cię przy tym do łez. Musnęłaś subtelnie jego wargi, nie mogąc powstrzymać się przed tym, gdy wyglądał jak naburmuszone dziecko, a w tej odsłonie prezentował się naprawdę uroczo. Wzniósł nikle kąciki ust na twój gest, biegnąc błękitnymi niemalże szarymi tęczówkami po twojej oświetlonej przez promienie słońca twarzy i jednym sprawnym ruchem wciągnął cię na swoje kolana, oplatając szczelnie w pasie, abyś mu nie uciekła. Wpatrywałaś się głęboko w jego oczy i potargałaś jego ciemne włosy, obserwując grymas jaki przemknął przez jego twarz, gdy trud jaki włożył w ułożenie ich poszedł na marne, lecz prawda była taka, że dla ciebie nie musiał ich mieć pod kontrolą. Ty wolałaś go w wersji po przebudzeniu. Ubóstwiałaś ten nieobecny, zamglony wzrok podczas poranku jakim raczył cię zaraz po przebudzeniu, potargane, dotknięte nieładem włosy, lekko uniesione kąciki ust, gdy zdawał sobie sprawę, że naprawdę tutaj jesteś, że leżysz obok niego i po prostu dajesz mu swoją obecność.

-Cholera. Będę tęsknił, lilipucie. – zawył przeciągle, sunąc opuszkami palców po twoim policzku.

-Wiem, Mati. Ja też będę.-momentalnie twoja twarz osnuta została przez smutek.

Za kilka dni Mateusz zobowiązał się do stawienia w ośrodku w Spale na zgrupowanie reprezentacji Polski i dopiero teraz do was dotarło jak trudna będzie wasza rozłąka. Będziecie jak dwa puzzle, które idealnie pasują do danego miejsca, ale aby ponownie je złożyć za kolejnym razem trzeba będzie je rozłączyć. Tak też miało się stać z wami. Już czułaś melancholie jaka wprowadzi się do twojego życia, gdy nie będziesz mogła wyciągnąć telefonu z kieszeni dżinsów i zadzwonić do niego, kiedy dopadnie cię tęsknota za jego przyjemnym dla uszu głosem, kiedy odczujesz potrzebę usłyszenia jego rozbrajającego śmiechu. Już nie pokona autostradą trasy do Krakowa w niespełna dwie godziny, aby zatopić się w twoich słodkich ustach i obsypywać pocałunkami twoje nagie ciało. Cóż, będziesz musiała przez to przejść, choć będzie to równie ciężkie dla niego jak i dla ciebie. Tak bardzo zagłębiłaś się w refleksjach na temat obrazu niedalekiej przyszłości waszej dwójki, że nie odnotowałaś w głowie momentu, kiedy jego miękkie wargi wdały się w wymianę pocałunków z twoimi. Nie zamierzałaś jednak składać ku temu protestów. Opuszkami kciuków obrysowywałaś dokładnie zarys szczęki chłopaka, oddając każdą pieszczotę z nie mniejszym zaangażowaniem niż on. Jego język drażnił twoje podniebienie, a posmak soku pomarańczowego, który scałowywałaś z jego ust doprowadzał cię do szaleństwa. To nie była żarliwa wymiana, żarłoczna walka o dominację. Wasze usta w pełni rozkoszowały się sobą nawzajem, jakby nie znały określenia pośpiech. Odnalazły wolne, odpowiadające im tempo i je podtrzymywały. Nagle jednak Mateusz zrzucił cię ze swoich ud i zniknął we wnętrzu budynku. Zmarszczyłaś brwi zdezorientowana, rozchylając usta, aby zapytać o powód jego zniknięcia rodziców, ale nagle przybył i zeskoczył z tarasu, wyciągając przed ciebie dłoń. Uniosłaś pytająco brew, ale chwyciłaś jego rękę i postawiłaś nogi na trawniku. Chwilę później zanosiłaś się błogim śmiechem, będąc okręcana przez niego wokół własnej osi do jednej z popularnych piosenek disco polo. No tak miłość do tego typu muzyki występowała u niego w znacznie większym stężeniu niż uczucie do ciebie.

-Skacz mała skacz…!- wydzierał się Maślak, patrząc na ciebie z wesołymi iskierkami w oczach.

-Wariat.-mruknęłaś pod nosem.

Zdyszana po kilku piosenkach, które przetańczyłaś z synem państwa Masłowskich opadłaś na plastikowe krzesełko przy sporych rozmiarów stole i sięgnęłaś po schłodzone wino. Zwilżyłaś nim gardło i zgłębiłaś dłoń w kieszeni twoich spodenek po usytuowany w niej telefon.

-Co to jest?!-wrzasnęłaś nagle, podsuwając komórkę pod nos chłopaka.

-Dziewczyny?-odpowiedział ci pytaniem na pytanie, a na jego twarzy malowało się zdezorientowanie.

-Skoro ci się tak bardzo podobają to idź do nich.-warknęłaś.

-O co ci chodzi? To tylko jakieś kibicki. Z resztą tylko z tobą mogę zrobić tak.-mruknął niskim głosem i wpił się w twoje wargi.

-Z nimi byś bardzo chciał zapewne.-powiedziałaś pod nosem i poderwałaś się z miejsca.- I to pewnie coś więcej.-dodałaś cicho.-Urozmaiceń ci się kurwa zachciało!

-Blanka, no co ty! Nie wygłupiaj się!- jego krzyk niósł się echem po wnętrzu domu.

Wdrapałaś się na schody i z hukiem przytrzasnęłaś za sobą drzwi, przekręcając kluczyk w zamku, aby libero nie zdecydował ci się niespodziewanie wparować do środka pomieszczenia. Swoją drogą kiepskim pomysłem było ulokowanie się po kłótni w jego własnym pokoju, ale cóż…

***
Podrygiwałaś stopami do rytmu piosenki disco polo rozbrzmiewającej w białych, sporych rozmiarów słuchawkach i z delikatnym uśmiechem zarysowanym na twoich jasnoróżowych ustach wpatrywałaś się w pogrążonych w popłochu ludzi lub nastolatków przemierzających krakowski park ze złączonymi dłońmi i obdarowujących się nawzajem promiennymi uśmiechami. Zatopiłaś usta w jasnym napoju i mruknęłaś zadowolona, gdy słodka ciecz rozniosła się po wnętrzu twojej buzi i dotarła do twoich kubków smakowych. Opuszkiem palca starłaś piankę jaka uzbierała się nad twoim górnym płatkiem warg i zadarłaś ku górze z nad nosa przeciwsłoneczne okulary. Wtem twoje miodowe oczy napomknęły na rowerzystę, który wyróżniał się dość znacząco z tłumu ludzi i nie chodziło tutaj o typ urody, ale coś zupełnie innego. Twój rodzinny Kraków od tygodnia skąpany był upałami. Słupek rtęci obecny w każdym termometrze wskazywał ponad dwadzieścia pięć stopni Celsiusa , a gdy ten cud techniki skąpany był w promieniach słonecznych sięgał nawet trzydziestu stopni. Z nieba lał się istny żar, a osobnik poruszający się dwukołowym pojazdem przyodziany był w czarną bluzę oraz luźne spodenki. Brązowe, kasztanowe włosy skryte były pod materiałem ciemnego kaptura, a na jego plecach spoczywał czarny plecak z logiem Polskiej Siatkówki. Zmarszczyłaś brwi, zastanawiając się czy to nie jakiś kolega twojego chłopaka, jednak szybko porzuciłaś tą myśl, bowiem odpowiedziały za to unikalne tęczówki mężczyzny. Zwrócił głowę w twoim kierunku, spuszczając wzrok ze ścieżki rozciągającej się przed nim. Jego jasne, wręcz siwe przepełnione błękitem tęczówki zetknęły się z twoimi miodowymi na tym samym pułapie wysokości, co spowodowało, że twoimi plecami wzdrygnął przyjemny dreszcz. Poczułaś, że to spojrzenie elektryzowało znacznie mocniej niż to należące do libero. Poczułaś coś dziwnego, coś nie do opisania. Nie potrafiłaś zerwać kontaktu wzrokowego z nieznajomym. Po chwili jednak on został do tego zmuszony.

-Jak jeździsz do cholery dzieciaku!-wydarła się oburzona kobieta.

Na oko posiadała na koncie jakieś czterdzieści wiosen. Zaśmiałaś się pod nosem, obserwując poczynania bruneta. Zacisnął mocniej smukłe dłonie na kierownicy pojazdu i pośpiesznie wykonał wariant mijania z niemałym utrudnieniem, przejeżdżając obok właścicielki  piskliwego głosu i widziałaś jak odetchnął z ulgą. Gwałtownie wzmocnił intensywność pracy nóg i oddalił się, a ty nadal spoczywałaś na ławce z nikłym uśmiechem na ustach, kręcąc z rozbawieniem a także niedowierzaniem nad jego postawą głową. Po raz pierwszy chyba ktoś tak pochłonął cię wzrokiem.


✭✭✭
Witam! ^^
Mamy pierwszy konflikt pomiędzy Blanką a Matim oraz debiutujący kontakt pomiędzy nią a Fornalem :D Zaczęło się chyba dość niepozornie, ale cicha woda brzegi wie jak to mówią ^^ Bardzo Was proszę o wyrażanie opinii powyżej, bo to naprawdę potrafi dać kopa  motywacji do dalszego pisania, a jak na razie udzielają się w komentarzach tylko dwie dziewczyny :( A czuję, że to opowiadanie chyba nie jest takie złe, a na pewno postaram się by takie nie było na dalszym dystansie ;3  Już odliczam dni do starcia naszych głównych bohaterów w hali Podpromie :D Czy tylko ja się nie mogę tego doczekać? ^^ Całuję i do zobaczenia być może weekend! ;* Wszystko zależy od Was ! 

czwartek, 28 lutego 2019

Drugi


      Narzuciłaś na siebie jego czarną  bluzę z Jordana, podciągając suwak aż pod samą szyję. Przymknęłaś powieki, wdychając do nozdrzy zapach jakim przesiąknięte było ubranie. Z nikłym uśmiechem na ustach kołysałaś biodrami do utworu wydobywającego się  z  twojego niezawodnego białego Huaweia i pierwsze co się  zdecydowałaś uczynić w centrum mieszkania to przyrządzić kawę dla ciebie oraz twojego przybysza. W duszy dziękowałaś Kozubowi, który podarował ci na 20-ste urodziny ekspres, z którego wylewnie korzystałaś, a szczególnie podczas piątkowych wieczorów, gdy zdarzyło ci się  nadrabiać materiał z poprzedniego weekendu zajęć, aby przygotować się do kolejnego wypełnionego szkoleniem się  w kierunku psychologa. Dzięki swojej przyszłej pracy potrafiłaś wysłuchać Mateusza w każdej sprawie i pomóc mu radzić sobie z targającymi nim emocjami, gdy jego zespół ponosił porażki długą serią. Doskonale pamiętałaś jak cieszyłaś się, gdy po raz pierwszy się przed tobą otworzył. Nastąpiło to po przegranym boju z Jastrzębskim Węglem o piątą lokatę ubiegłego sezonu. Wyciągnęłaś go wówczas do twojej ulubionej kawiarni w centrum miasta, ale widząc jego kamienny wyraz twarzy uznałaś, że przyda mu się coś zdecydowanie mocniejszego i faktycznie, kiedy tylko upił kilka łyków drinka jego usta jakby zostały odkluczone i wypuszczały słowa z zadziwiającą szybkością, jakby zabrano mu możliwość  mówienia na rok czy dwa lata. Po powrocie do zacisza jego rzeszowskiego mieszkania, które wynajął w tajemnicy przed rodzicami, abyście mieli odrobinę prywatności głaskałaś dłonią jego miękkie włosy i co jakiś czas obdarowywałaś jego spierzchnięte usta czułymi pocałunkami, chcąc odciągnąć go myślami od polegnięcia w rzeszowskim Podpromiu. Mimowolnie kąciki twoich ust wydęły się ku górze na te obrazy przywołane przez twój umysł. Nigdy nie byłaś jakaś przesadnie sentymentalna, ale jeżeli chodziło o siatkarza, który przyszedł na świat trzynastego czerwca to było zupełnie inaczej. Ktoś mógł cię  wyrwać z łóżka w środku nocy, przerywając wędrówkę po krainie Morfeusza, a ty mogłaś mu wyśpiewać wszystko jak zawodowy wokalista. Datę  pierwszego spotkania, datę  pierwszej randki, jego numer telefonu, datę  pierwszego pocałunku, datę  nocy inaugurującej wasze namiętne uniesienia. Mogłaś to wyrecytować niczym cały alfabet, niczym tekst słuchanej od tygodni piosenki, na którą złapałaś przysłowiową  „zajawkę”. W pewien sposób byłaś z tego dumna. A przede wszystkim byłaś dumna z niego. Zawodnika Asseco Resovii Rzeszów, w którego słowniku nie istniało takie pojęcie jak przeszkoda. Już niejednokrotnie drżałaś przed telewizorem czy też za samymi bandami boiska, obserwując jego heroiczną postawę, gdy lądował za banerami reklamowymi. Gdy się  za nimi znajdował twoje serce biło znacznie szybciej niż podczas nie jednej namiętnej nocy jaką z nim przeżyłaś. Wykonywałaś okrężne ruchy łyżeczką, obijając się  nią o ścianki wysokiej szklanki. Oblizałaś ją  i zaśmiałaś się  dźwięcznie na krajobraz jaki się  przed tobą rozciągnął. Masłowski prezentował się  jakby przechodził kaca kategorii piątej a może i nawet dziesiątej, a przecież jedynym spożytym przez was alkoholem ostatniej nocy był kolorowy drink przygotowany przez niego samego. Ty czułaś się wyśmienicie po wczorajszych rozkoszach płynących z  przenocowania go. Przeczesywał smukłymi palcami włosy, przekraczając próg kuchni z grymasem na opalonej twarzy. Jego ciało okryte było jedynie bokserkami, których wczoraj tak śpiesznie chciałaś się  pozbyć , dzięki czemu mogłaś od samego poranka sycić oczy widokami jego coraz bardziej nabierającego mięśni torsu. Opadł z hukiem na krzesło przy niewielkim stole i podparł głowę na ramieniu utkwiwszy wzrok w twojej sylwetce.

-A ty co? Wlałeś sobie za dużo wódki do drinka?-zagadałaś, nie mogąc przejść obojętnie wobec jego stanu.

Posłał ci jedynie lodowate spojrzenie, ale momentalnie przeistoczyło się  ono w bardziej przyjazne, gdy przed jego skromną osobą  postawiłaś kubek z czarną jak smoła cieczą. Momentalnie poderwał się  do pozycji stojącej i oplótł ramiona wokół twojego pasa, przylegając do ciebie plecami. Musnął w podzięce ustami twój policzek, a ty skrzywiłaś się delikatnie, gdy swoim zarostem podrażnił go delikatnie. Wywróciłaś podirytowana oczami, gdy z diabelskim błyskiem w oku potarł swoją twarzą o twój policzek, tym samym wywołując u ciebie przeszywające twoją delikatną skórę nieprzyjemne uczucie pieczenia.

-Maślak, do cholery! Wiesz, że tego nie znoszę!-podniosłaś ton, patrząc na niego wymownie.

-Musiałem się  jakoś odwdzięczyć za twoje piękne powitanie. –kąciki jego ust musnęły wyżyny.

-Nienawidzę cię. –burknęłaś ze splecionymi na piersiach ramionami.

-Ach, tak?-wychrypiał do twojego ucha.

Jego wargi spoczęły na twoim karku, a ty pośpiesznie chwyciłaś się  krawędzi stołu, aby nie upaść pod wpływem tej niespodziewanej pieszczoty jaką cię obdarował. Wzdrygnęłaś się na pierwszy kontakt jego warg z twoją skórą, a twoje kolana momentalnie zmiękły, zmysły się  wyostrzyły. Nie zamierzałaś mu tak łatwo ulec, ale twoje ciało było zbyt słabe. Przymknęłaś powieki i westchnęłaś głęboko. Nawet nie zauważyłaś, kiedy libero ujął w swoje dłonie twoje pośladki, a twoje łydki skrzyżował za plecami, odrywając cię od podłoża. Upuścił cię  delikatnie na kant stołu, a ty zadarłaś na niego spojrzenie, kręcąc z niedowierzaniem głową.

-Kawa ci wystygnie.- spostrzegłaś trafnie.

-Zrobię  sobie nową.-odparł, chwytając za suwak swojej bluzy, która pokrywała twoje ciało.

-Nie ma tak dobrze, Masłowski.-pogroziłaś mu palcem i zeskoczyłaś z drewnianego mebla.- Zbieraj się.  Z tego co wiem lekko po południu masz zarezerwowany kort.-oświadczyłaś z lekkim uśmiechem.-Dawno cię  w tenisa nie pokonałam. – dopiłaś swój kofeinowy napój do końca.

-Ho ho!  Nawet nie licz, że to się  zmieni, maleńka.-rzekł pewny siebie.


***

Oparty nonszalancko o ogrodzenie kortu przyglądałeś się  jak szeroki uśmiech rozświetla kuszące usta brunetki, gdy na horyzoncie pojawił się  rozgrywający. Momentalnie oplotła ramionami jego klatkę piersiową i skryła twarz przy materiale jego koszulki. Łukasz uraczył cię  jedynie roześmianym spojrzeniem i przytulił do siebie mocno twoją dziewczynę, która najwidoczniej zdążyła się  za nim porządnie stęsknić.  To głównie dzięki niemu ją  poznałeś, dlatego nie urządzałeś im wyrzutów o zbyt wylewne powitanie. Nie miałeś  najmniejszych powodów do zazdrości o ich relację. Nie jednokrotnie także słyszałeś z ust bruneta jak Aneta, z którą się  przyjaźnił opowiadała mu o tym jak Wojciechowska wielokrotnie podkreślała ważną  rolę  jaką  Grabowska odegrała w waszej obecnej relacji. To głównie ona przekonywała twoją ukochaną do kolejnej okazji zobaczenia się  z tobą  twarzą w twarz po tym feralnym wypadku jaki miał miejsce w Piekiełku. Studentka psychologii była niezwykle zaparta i nie miała najmniejszej ochoty na oglądanie cię  po tym jak zwyzywałeś ją solidnie przy zgrai ludzi. Ty jednak nie odpuszczałeś  i zabiegałeś o nią. Od samego początku było w niej coś co cię  urzekło.  Może to ten urok osobisty, który niezaprzeczalnie posiadała, a może temperament o jakim dała znać już podczas tej sytuacji w klubie. Nie potrafiłeś przejść obok niej obojętnie.  Nie potrafiłeś się pogodzić z myślą, że to jedna z tych osób, na które napotykasz się  raz, a później już nie jest ci dane ich spotkać. Dzięki Kozubowi zdobyłeś jej numer telefonu i tak rozpoczęły się  twoje zaloty, zmagania, aby ją zdobyć, oczarować, rozkochać, uwieść. Na twoje szczęście Mateuszu udało ci się to. Otrzymałeś uderzenie piłką w ramie i natychmiast powróciłeś duchem do siatkarza oraz dziewczyny. Posłałeś im łagodny uśmiech, aby nie dać poznać, że odpłynąłeś statkiem myśli gdzieś daleko od Rzeszowa, choć oni to zauważyli i mocniej ścisnąłeś dłoń  na rakiecie. Widziałeś jak Blanka odrzuca pukle ciemnych włosów związane w kucyku za plecy i okręca się  na pięcie, odchodząc od Uksiego , który miał dzisiaj wam towarzyszyć na korcie i pełnić rolę  sędziego. Rozwarłeś lekko usta, gdy ponownie zdecydowała się usunąć  włosy z twarzy i mimowolnie uśmiechnąłeś się  na ten gest. Była piękna, a skąpana promykami marcowego słońca jeszcze piękniejsza. Jej ciemniejsza karnacja idealnie współgrała z długimi, ciemnobrązowymi włosami sięgającymi troszkę za ramiona, a miodowe, złociste oczy emanowały taką energią, radością jakiej w życiu jeszcze nie widziałeś u żadnej innej osoby. Usta miała pełne, zawsze w odcieniu słabego różu okazyjnie krwistej czerwieni, ale jakże aksamitne i uzależniające. Na skutek dużego czasu jaki poświęcała bieganiu na dystansie wiosny i lata oraz ćwiartki jesieni posiadała wyrzeźbione, długie nogi, bowiem jej wzrost o jeden centymetr przekraczał metr siedemdziesiąt, ale niejednokrotnie wspinała się na palce, by skraść pocałunek z twoich ust. Jej brzuch zachwycał płaskością, a wcięcie w talii było niemalże idealne. Jednak najbardziej przez ciebie lubianą cechą w jej wyglądzie były kobiece atuty, które teraz uwydatniały przylegające spodenki oraz dopasowany krótki top. Nie raz przekonałeś się o jędrności jej pośladek czy biustu, który rozmiarem przyciągał wzrok nie jednego mężczyzny.  

-Przecież to jest niemożliwe, panie sędzio! Tam był aut!-wydzierałeś się oburzony, spoglądając ukradkiem na dumną twarz brunetki.

-Słuchaj no Masłowski. Proszę mi tu nie pierdolić, bo ja ślepy jeszcze nie jestem. –rzucił rozgrywający miejscowego klubu, posyłając oczko twojej partnerce.

-Widziałem!

-No i co z tego, że widziałeś? Po to masz oczy.

-Czym cię przekupiła?

-Niczym.

-A tak serio?

-Ptysiem. –przyznał się Kozub.

-Tylko jednym?- zadarłeś zdziwiony brwi.

- To i tak zdecydowanie za dużo kalorii.-odpowiedziała ci Wojciechowska.

-Ależ ja posiadam sposób na doskonałe spalanie kalorii i nie są to treningi u Cretu.-objąłeś ramieniem Blankę, uśmiechając się do niej porozumiewawczo.-Tobie jednak Pusia nie wróżę szybkiego odnalezienia takiego sposobu, a raczej chętnej do niego.

-Pójdę do burdelu i każda będzie chętna.-wzruszył ramionami rozgrywający.

Cała wasza trójka parsknęła głośnym śmiechem.

-Matko! Demoralizujesz mi kumpla!-zarzuciła ci 20-latka i uderzyła z pięści w ramie.

- Nie muszę. Kowalski już to zrobił w Będzinie.-zaśmiałeś się.

✭✭✭

Witam! ^^
Na miły i mam nadzieję udany początek weekendu dla Was wrzucam kolejną część losów Blanki i Mateusza, ale niebawem grono bohaterów się powiększy ;) Oczekujcie cierpliwie! Na razie jest błogo, sielankowo, ale kiedy czar przyśnie... Ten rozdział jest trochę taki o niczym, ale jeśli mnie już znacznie od dłuższego czasu z wcześniejszych historii to wiecie, że dopiero się rozkręcam i tu się jeszcze sporo zadzieje! Gwarantuje Wam to! :D Całuję i do zobaczenia w kolejnym tygodniu ;* 
PS: Proszę dajcie cynk w komentarzu czy się Wam podoba czy nie :3

piątek, 22 lutego 2019

Pierwszy


   Przebiegłaś wzrokiem po sporych rozmiarów zegarze i wystukiwałaś palcami o blat lady rozbrzmiewający w głowie rytm. Posłałaś nikły uśmiech w kierunku pracującej razem z tobą Anety, która rozkładała towar na półkach czy dodawała elementy nowej dostawy  na odpowiednie wieszaki. Omiotłaś wzrokiem wnętrze lokalu odzieżowego i nie odnotowując żywej duszy po za obecną tutaj przyjaciółką oraz tobą ulotniłaś się na zaplecze, aby dogodzić swoim kubkom smakowym i spełnić ich największe na obecny moment oczekiwanie. Pokryłaś czarny proszek strumieniem wrzącej wody, obserwując jak substancje łączą się w jedność, wzdrygając się na myśl o wyrazistym smaku kawy, którą popijać rano uwielbiał twój partner. Ty zdecydowanie gustowałaś w delikatniejszej, subtelniejszej odsłonie tego działającego cuda napoju. Wręczyłaś kubek z naniesionymi na nim barwami rzeszowskiego klubu siatkarskiego oraz jego logiem szatynce i  nim się obejrzałaś upijałaś z wysokiej szklanki Latte Macchiato z syropem karmelowym na samym szczycie.  

-Pewnie już nie możesz się doczekać, aż zobaczysz tego szajbusa.- skwitowała z chichotem Grabowska, rozkoszując się wyrazistym smakiem gorącej cieczy.

-Jak ty mnie dobrze znasz.-kiwnęłaś głową ze śmiechem, ścierając opuszkiem kciuka piankę usytuowaną nad twoją górną wargą.

-Nie myślałaś o wspólnym zamieszkaniu? Przecież jesteście razem już ponad rok.-usłyszałaś zza zaplecza, gdzie szatynka powędrowała, aby oczyścić naczynia po skonsumowaniu kofeinowej rozkoszy.

-Jest nam dobrze jak jest.-wzruszyłaś ramionami, zauważając w myślach, że libero jakoś nigdy nie poruszył tematu przeniesienia się do jego mieszkania. 

-Naprawdę?-uniosła pytająco brwi 20-latka.- Chcę mu się jeździć do ciebie dwie godzinki albo odwrotnie?

-Widocznie tak, skoro nie narzeka. - parsknęłaś nieco rozbawiona już napieraniem przyjaciółki na ten temat.

-Pomyśleć, że to przez mnie się poznaliście, gołąbeczki!-zapiszczała uradowana.

Z twojego gardła wydobył się błogi śmiech spowodowany słowami jakie opuściły jej usta. Westchnęłaś rozmarzona, opierając głowę na ramieniu i wykonałaś wędrówkę do przeszłości, czując jak odżywają w tobie wspomnienia tej pamiętnej czerwcowej, skwarnej nocy. Tak wiele zawdzięczałaś Anecie. Gdyby nie jej nieoczekiwane zjawienie się w twoim skromnym mieszkaniu i zarzucenie, że masz jej towarzyszyć podczas imprezy w klubie, na którą wybierał się jej ulubiony siatkarz, nie zawitałabyś do rzeszowskiego, najpopularniejszego klubu. Wciągnięta w wir zabawy podskakiwałaś energicznie wśród sporej gromady młodych ludzi, aby po chwili podążając w kierunku baru, przy którym Aneta niby przypadkiem napotkała na swojej drodze młodego rozgrywającego. Bujając biodrami na boki przemieszczałaś się pomiędzy tłumami spragnionych szaleństwa na parkiecie ludzi, aż w końcu dotarłaś do obranego celu. Faktycznie na wysokim krześle obok ubranej w czerwoną sukienkę dziewczyny spoczywał Łukasz, który kupił serce młodszej od niego towarzyszki już jakiś czas temu.

-Gdzieś tu powinien być mój przyjaciel, ale na razie to rozpłynął się w powietrzu jak to ma zwyczaj w takich miejscach.-oświadczył Kozub, drapiąc się po głowie zmieszany i wykonując coś na kształt nieśmiałego uśmiechu w kierunku waszej dwójki.

-No problem. Mamy czas.-zaśmiałaś się, aby rozluźnić mężczyznę.- Ja wezmę piwo i skocze do naszej loży. Jak coś wiesz gdzie mnie szukać.-mruknęłaś w  kierunku przyjaciółki, puszczając jej porozumiewawcze oczko.

Skinęła jedynie głową i ponownie utkwiła spojrzenie w Łukaszu, który nieco speszony jej wzrokiem zaczął przyglądać się chmielowemu trunkowi. Pokręciłaś z niedowierzaniem głową nad jego postawą, zanosząc się śmiechem i chwyciłaś w dłoń kufel piwa, który przygotował dla ciebie barman.

-To jest właśnie Maślak.-oznajmił rzeszowianin, wskazując wielką dłonią na osobę za twoimi plecami.

Nim jednak dokończył swoją wypowiedź zdołałaś okręcić się na pięcie i uderzyć szklanym naczyniem w jego nieskazitelnie białą koszulkę, która teraz w znacznym stopniu była wilgotna i posiadała sporych rozmiarów plamę. Miałaś ochotę zapaść się pod ziemie. W tym momencie żałowałaś, że nie jesteś czarodziejką, która za pstryknięciem dwóch palców może teleportować się do wybranego przez nią miejsca. Nie miałaś odwagi zadrzeć głowy ku górze i spojrzeć na twarz poszkodowanego przez ciebie mężczyzny. Słyszałaś przeszywający twoje uszy śmiech przyjaciela domniemanego chłopaka oraz odgłosy rozbawienia pochodzące z gardła twojej przyjaciółki. Ta chwila wydawała ci się niemiłosiernie długa, choć w rzeczywistości trwała tylko kilka sekund.

-I co narobiłaś cholerna idiotko?! Jak ja mam teraz się tego do kurwy nędzy pozbyć?! Ja pierdolę! Jak nie umiesz utrzymać kufla w ręce to się najlepiej nie bierz za picie! –wydzierała się na ciebie twoja ofiara.-Pierdolona kretynka.-mruknął pod nosem.

Zacisnęłaś dłonie w piąstki i przymknęłaś powieki, licząc szeptem do dziesięciu. Chciałaś zapanować nad napinającymi się gwałtownie mięśniami w twoim ciele oraz nad gniewem, który wypełnił twój krwiobieg, powodując szybszy przepływ szkarłatnej cieczy w twoich żyłach. Doskonale zdawałaś sobie sprawę z tego, że powinnaś uważać, ale reakcja poszkodowanego na ten przypadkowy incydent była zbyt wyolbrzymiona. Czułaś się tak jakby rolę się zamieniły. Jakbyś to ty była ofiarą tej sytuacji. Jego wrzaski zdecydowanie nie przeszły obojętnie wobec tłumu ludzi, których oczy zostały utkwione w waszej dwójce, a tobie było najzwyczajniej w świecie wstyd jakbyś co najmniej została rozebrana przed tysiącami ludzi.

-Nabrzmiały kutas.-warknęłaś, gdy twoja dłoń zerknęła się z ogromną siłą z jego policzkiem.

W duchu dziękowałaś sobie, że zdecydowałaś się na trzynastocentymetrowe, czarne szpilki. To im zawdzięczałaś niemalże znikomą różnice wzrostową pomiędzy tobą a brunetem, co pozwoliło ci na wykonanie ciosu, który spoczął na jego twarzy. Poczułaś przypływ cholernej pewności siebie i uśmiechnęłaś się słodko w kierunku ofiary tego zdarzenia, po czym zwróciłaś głowę w kierunku twojej kumpeli oraz jej towarzysza. Szok malujący się na ich twarzach powodował, że byłaś z siebie dumna, że zalała cię fala zadowolenia z twojego posunięcia. Wyglądali naprawdę epicko, trwając w otępieniu. Upiłaś ostatki schłodzonego alkoholu i odstawiłaś naczynie na blat lady, następnie wyruszając przed siebie, w stronę wyjścia z lokalu.


***

Wyłoniłaś się zza lady, pałaszując wzrokiem wysoką sylwetkę chłopaka, która nagle mignęła ci w wejściu do sklepu. Poderwałaś się do biegu i chwilę później oplatałaś dłońmi szyję rzeszowskiego zawodnika, przylegając do jego smukłego ciała. Mateusz zanosił się beztroskim chichotem na twoją reakcję spowodowaną jego widokiem i ujął w dłonie twoje pośladki, przyciągając cię jeszcze bliżej. Przymknęłaś powieki i delektowałaś się w pełni jego bliskością, obecnością. W nozdrzach wirowała ci intensywna woń jego perfum, a jego ciepły oddech owiewał skórę twojego karku, powodując nawiedzające twój kręgosłup dreszcze. Każdy punkt twojego ciała radował się jego pojawieniem w krakowskiej galerii. Serce obijało się o mostek, łomocząc jak szalone, a oddech jakby ustał w pucach, gdy jego smukłe palce musnęły przelotnie skrawek twojego ciała pod cienkim materiałem koszulki. Uśmiechał się do ciebie szelmowsko, a ty już wiedziałaś co tkwi w zakamarkach jego umysłu, o czym marzył, pokonując te niespełna sto siedemdziesiąt kilometrów. Ujęłaś jego twarz w drobne dłonie i przypieczętowałaś wasze przywitanie złączeniem waszych warg. Wycisnęłaś na jego ustach o posmaku Coca-Coli solidny, długi pocałunek, na który on zamruczał rozanielony i wydostałaś się z jego szczelnych objęć, aby zgarnąć swoje rzeczy z zaplecza.

-Poczekaj, wezmę rzeczy.-obwieściłaś.

-Tylko nie roznieście łóżka w sypialni.-zaśmiała się Aneta, która także zakończyła na dziś swoją prace.

-Skąd wiesz, że będziemy to robić?-parsknęłaś, kręcąc z rozbawieniem głową.

-Nie udawaj, że nie widzisz tego wygłodniałego wzroku.-szepnęła wprost do twojego ucha przed opuszczeniem sklepu.

Posłałaś jej jedynie roześmiane spojrzenie i pomachałaś na pożegnanie. Wykonałaś szereg tradycyjnych czynności przed zamknięciem butiku i w końcu przystanęłaś przy boku siatkarza. Obserwowałaś jak splata wasze palce ze sobą, a następnie pociąga cię w kierunku wyjścia z centrum handlowego. Przez pokonywany do jego samochodu dystans nie odezwałaś się ani słowem. On także tego nie uczynił, ale nie była to cisza pokroju tych niezręcznych, ciężkich. Wystarczyły krótkie spojrzenia jakimi szczyciliście się co jakiś czas czy pocieranie delikatnie swoich dłoni. Dopiero, gdy zatrzymałaś się przy jego Toyocie pchnął cię mocno na jej karoserię i wpił się łapczywie w twoje kuszące go odcieniem czerwieni wargi, układając dłonie po obu stronach twoich bioder. Uniemożliwił ci tym samym ucieczkę, ale ty wcale nie miałaś zamiaru z niej skorzystać. Z przyjemnością odwzajemniałaś namiętne pocałunki Masłowskiego, drażniąc jego podniebienie swoim językiem. Po kilku minutach odsunął się od ciebie i oparł swoje czoło o twoje, prześwietlając cię na wylot błękitnymi tęczówkami. Wzdrygnęłaś się na ciarki jakimi obsypane zostało twoje drobne ciało na skutek wzroku chłopaka.

-Tęskniłem. –wymruczał cicho.

-Czekałam, aż w końcu to powiesz. –przyznałaś, odsłaniając przed nim swoje śnieżnobiałe perełki.

-A ty?

-Ja..- zaczęłaś się jąkać.-Ja cię kocham.-rzekłaś, podziwiając blask, który narodził się w jego oczach po tych słowach.

-Ja ciebie bardziej.-przedrzeźniał cię. – A teraz wskakuj, bo noc krótka, a trzeba ją dobrze spożytkować!-posłał ci porozumiewawczy uśmiech, a płomień w jego oczach nie zwiastował nic dobrego, gdy otwierał przed tobą drzwi od strony pasażera.

-Aneta miała rację!

-Oj, no przecież żartuję.

Piętnaście minut później przekręcałaś kluczyk w zamku drzwi, za którymi kryło się twoje skromne czterdzieści pięć metrów. Mateusz jak przystało na dżentelmena przepuścił cię w wejściu, ale ty doskonale wiedziałaś, że uczynił to tylko po to by popatrzeć na twoje pośladki kołyszące się na boki. Uśmiechnęłaś się pod nosem na tą myśl, bo lubiłaś go takim jakim jest. Kochałaś go z tym wrodzonym zboczeniem. Potargałaś jego włosy dłonią i udałaś się do kuchni, aby przyrządzić wam coś do picia. Znienacka zostałaś jednak zgarnięta z podłoża i spoczywałaś na jego rękach, przypatrując się jego twarzy z pytającym wyrazem swojej.

-Jesteś pewnie padnięta, więc wynocha mi stąd i ani mi się waż ruszać z kanapy ruchliwa pchełko.-ułożył cię starannie na sofie w salonie, a sam ulotnił się do pomieszczenia, w którym przed chwilą jeszcze byłaś.

-Nie nazywaj mnie tak, maślanka.-odburknęłaś, splatając ramiona na klatce piersiowej, czego on nie mógł zobaczyć.

-Jeszcze raz ci to wytłumaczę, złotko. Maślanka ma chuj wspólnego z moim nazwiskiem, a gdybyś zapomniała nazywam się Mateusz Masłowski. –podkreślił podirytowany.

-Oj, już się tak nie denerwuj, Masi.

-O to zdrobnienie brzmi zdecydowanie lepiej i słodziutko!

Wnętrze twojego mieszkania przeszył twój śmiech, do którego po chwili przyłączył się także Maślak. Podstawił przed tobą tackę z dwoma szklankami oraz talerz z makaronem połączonym z kurczakiem i warzywami. Popatrzyłaś na niego z wdzięcznością i zabrałaś się za spożywanie posiłku jaki pełnił u ciebie rolę późnego obiadu, a raczej obiadokolacji. Odnotowałaś w głowie, że nawet nie słyszałaś odgłosów jego pichcenia w kuchni i pokiwałaś z uznaniem głową nad jego zachowaniem niczym ninja. Sięgnęłaś po szklane naczynie, przyglądając się uważnie jego kolorowej barwie i pochłonęłaś niewielki łyk za pomocą szklanki.

-To jest pyszne!-wykrzyknęłaś rozanielona.

-Mateusz Masłowski mistrz drinków.-poruszył znacząco brwiami.

Chwycił w dłoń swojego i także zwilżył nim spierzchnięte gardło. Zgarnął ze stolika twój telefon i zmarszczył brwi, skupiając całą swoją uwagę na tym dla niego wiadomym obiekcie. Potarł brodę, odgrywając myśliciela i popatrzył na ciebie dzisiaj po raz kolejny z tym szatańskim błyskiem w oku.    

-Czekaj, czekaj…Czyli dzisiaj możemy się starać o małego Masłowskiego!-sprawiał wrażenie jakby go nagle olśniło.

-Mateusz!-skarciłaś go, próbując wyrwać mu komórkę.

-Masz dzisiaj dni płodne. Losu nie oszukasz.-oświadczył z powagą.

-Jesteś bez mózgu. Natury nie oszukasz.-przedrzeźniłaś go, obserwując jak burzy się niczym dziecko, które nie otrzymało ukochanej zabawki.

-I tak mnie kochasz.-wystawił ci język.

Odpowiedziałaś mu promiennym uśmiechem i wdrapałaś się na jego uda, ściskając mocno jego barki. Wasze spojrzenia spotkały się na jednej linii, a jego wpadające niemalże w szarość błękitne tęczówki hipnotyzowały mocniej niż zazwyczaj. Żyły swoim życiem, połyskując niczym gwiazdy na niebie złączone z lśnieniem diamentów. Twój wzrok padł na jego usta, a on doskonale odczytał ten sygnał i zespawał twoje wargi z własnymi. Odnalazły one własny rytm, a jego smukłe dłonie rozpoczęły wędrówkę po twoim ciele. Chwilę później zdarta została z ciebie bluzka, a pięknym za nadobne odwdzięczyłaś się Masłowskiemu, nie pozostając mu dłużna. Twoje palce zaszczycały uwagą każdy mięsień libero na torsie, a jego usta pieściły każdy zakamarek twojej górnej partii ciała ze szczególnym uwzględnieniem piersi. Runęłaś na kanapę przygnieciona ciężarem jego sylwetki. Jego ciało stykało się z twoim, a pomiędzy nimi płonął żywy ogień, choć nie doszło jeszcze do ostatecznego aktu. Jego chłodne dłonie sprawiały, że co rusz atakowały cię dreszcze. Nie byłaś w stanie zlekceważyć przechodzących między wami prądów i jego rozedrganych kącików ust. Zbeształaś go, kiedy uraczył kilkoma sinymi śladami skórę twojej szyi. Masłowski jedynie uśmiechnął się łobuzersko i obrysował ustami twoją szczękę, czym momentalnie cię udobruchał. Nim spostrzegłaś strzępki twojej ulubionej bielizny spoczywały na podłodze obok waszych ubrań, a ty nie miałaś czasu nad nimi ubolewać, bowiem z zakleszczonymi o pas mistrza świata juniorów nogami doznawałaś ekstazy. Wyginałaś się pod wpływem jego ruchów, wznosząc wyżej spragnione większej rozkoszy biodra, dając mu tym samym znak, aby wspiął się na wyżyny swoich możliwości. Złączył wasze dłonie, następnie zespawał ze sobą wasze usta i posłuchał. Po chwili przeszywający nieskazitelną ciszę krzyk było zapewne słychać aż do samego zwieńczenia budynku, w którym znajdowała się twoja kawalerka. Masłowski zastygł nad twoją twarzą i uśmiechnął się błogo, skradając delikatny pocałunek z twoich ust.

-Byłaś boska.-wydyszał, opadając obok ciebie i cisnąć się, aby wasza dwójka zmieściła się na sofie.

-Ty nie gorszy.-mruknęłaś z pokerową twarzą, ale kiedy wasze spojrzenia się spotkały nie wytrzymałaś i uśmiechnęłaś się łagodnie.


 ✭✭✭

  
Cześć! 
Przyznajcie się teraz, bo zżera mnie ciekawość, jak przypuszczałyście w prologu? Który z chłopaków był tam przedstawiony? :D Jak widzicie dzisiaj to Mateusz  pełni rolę chłopaka Blanki i wywiązuje się z niej chyba najlepiej jak może ;) Na razie wszystko się układa, ale niebawem czar pryśnie... A gdyby któraś z Was nie zauważyła to prolog i pierwsza część są pisane z perspektywy czasu  :3 Co myślicie o takim wydaniu Masłowskiego jakie przedstawiłam? Mi osobiście podoba się jak go wykreowała, zobaczymy jak mi to wyjdzie z Fornalem :D Ogólnie jestem bardzo zadowolona z tego wyżej i mam nadzieje, że podtrzymam taki dobry poziom w kolejnych częściach, ale to nie mi oceniać czy podołałam, a Wam, więc czekam na opinię na dole ^^ Przypominam, że można komentować też anonimowo ;) Całuję i do zobaczenia w przyszłym tygodniu! ;* ( Publikacje będą raz w tygodniu, może jak będę miała dobra passę w pisaniu dwa razy ;) Zobaczymy!)
PS: Dziękuję za tak miłe przyjęcie tej historii! <3