sobota, 11 maja 2019

Szesnasty


Przejęta biegałaś wzrokiem po boisku za lotem żółto-błękitnej Mikasy. Aneta niejednokrotnie kręciła głową nad twoim zaangażowaniem się w pojedynek dwóch przyjaciół z dziewięćdziesiątego siódmego rocznika. Oczywiście szatynka przybrała stronę Łukasza. Kiwnęłaś z podziwem głową, gdy młody rozgrywający zamaskował idealnie swoje zagranie i kiwnął tuż za siatkę. Masłowski rzucił się w pogoń do tej piłki, ale nim upadł na parkiet w celu jej podbicia ta już wylądowała w placu gry, zapisując na koncie Gdańska piłkę setową. Widziałaś jak libero zirytowany kręci głową i żywo gestykuluje dłońmi, zaklinając pod nosem. Po chwili jednak uderzył w ręce kilka razy, zagrzewając kolegów na boisku głośnym okrzykiem motywacyjnym. Ustawił się do przyjęcia, wypinając nieco tyłek i odprowadzał wzrokiem lecącą na stronę gospodarzy piłkę wprowadzoną do gry przez Rubena Schotta. Na szczęście ta uplasowana została po za linią końcową boiska, a Masło wrzasnął uradowany, przytulając się do chłopaków. 24:24. Zacisnęłaś mocno kciuki, wbijając zęby nerwowo w dolny płat wargi. Zachłysnęłaś się powietrzem, kiedy serwis posłany przez Schulza zatrzymał się na taśmie, ale odetchnęłaś z ulgą, gdy piłka przewinęła się po górnej części siatki i wpadła w plac gry Trefla. 25:24 dla Rzeszowa. Wstałaś z miejsca, pociągając za sobą szatynkę. Twoje knykcie znacznie pobladły od solidnego uścisku, a krew w twoim krwiobiegu przemieszczała się znacznie szybciej. Wlepiłaś uważny wzrok w sylwetkę rzeszowskiego atakującego, oczekując aż odda kolejny serwis. Wówczas o time-out poprosił Michał Winiarski. 

-Kurwa! No typowo!- warknęłaś zirytowana.

-Uspokój się.-Grabowska roześmiała się i potrząsnęła twoimi ramionami.-To dopiero pierwszy set.

Machnęłaś jedynie na nią dłonią i odszukałaś wzrokiem twarz o ciemnej karnacji. Mateusz zadarł spojrzenie z nad butelki wody i napotkał się z twoim na jednym pułapie. Wyraz jego twarzy był niemal pokerowy. Pozbawiony wszelkich emocji, ale po chwili cień uśmiechu zabłąkał się na jego ustach. Widocznie musiał dostrzec niepokój w twoich oczach o wynik pierwszej partii i wsparcie jakim niepodważalnie go darzyłaś. Zespoły powróciły na boisko, a Damian zameldował się za linią dziewiątego metra, odbijając piłkę od parkietu. Odetchnął głęboko i po odbyciu swoich rytuałów kilka sekund po gwizdu sędziego wykonał zagrywkę.

-Masło!-uderzyłaś o siebie swoimi dłońmi.-Masło!-kolejne rytmiczne uderzenie.

-Kocham twój sposób kibicowania, Blanka!- nie powstrzymała się od komentarza Aneta, parskając śmiechem.

Na nic jednak zdał się twój doping, bowiem piłka z ogromną siłą powaliła w przyjęciu niemieckiego zawodnika i zawirowała po odbiciu się od jego ramion w kierunku jednej z trybun. Oznaczało to, że w inauguracyjnej partii triumf odnieśli miejscowi. Wrzasnęłaś uradowana i spojrzałaś z wyższością nad twoją towarzyszkę. Ta jedynie odpowiedziała ci wystawieniem języka i pognała po butelkę Coli, gdyż zaschło jej w gardle od wrzasków jakie kierowała w  stronę Łukasza, aby czuł jej wsparcie. Skinęłaś jedynie głową i przekazałaś jej wyliczoną kwotę, aby i tobie zakupiła napój. Obdarowałaś zmieniającego stronę na boisku Masłowskiego rozległym uśmiechem i zbadałaś zawartość tablicy Instagrama w przerwie. Nim spostrzegłaś, a kolejne dwa sety zapisane zostały na konto rzeszowian i to oni zwyciężyli w pojedynku z ekipą z Gdańska. Po wybraniu MVP, którym o dziwo został Mateusz pognałaś  w kierunku band reklamowych, pozostawiając Anetę na moment samą. W podświadomości liczyłaś, że Kozub skorzysta z okazji i zdecyduje się z nią na małą pogawędkę. Uwiesiłaś się na szyi 22-latka i zapiszczałaś mu do ucha rozemocjonowana. Twój ukochany delikatnie cię od siebie odsunął, aby kompletnie nie stracić słuchu i przekrzywił głowę na bok, przyglądając ci się wnikliwie.

-Gratulacje. Świetnie dziś broniłeś!-nie kryłaś zadowolenia z postawy rzeszowianina w dzisiejszym meczu.

-Musisz częściej pozwalać mi na takie jazdy bez trzymanki.-wyszczerzył się głupio.- A tak na poważnie to dziękuję skarbie za wsparcie.-musnął wargami twoje czoło.

Rozczulona uśmiechnęłaś się do niego jedynie i wspięłaś się na palce, aby złożyć na jego rozgrzanym policzku czuły pocałunek. W jego szarych tęczówkach dało się dostrzec spore pokłady ciepła z jakimi na ciebie patrzył. Chciałaś znacznie bardziej wynagrodzić mu wysiłek na boisku, jednak wolałaś powstrzymać się od zbytnich czułości. Wystarczyło ci to, że wasze wylewne przywitanie widziało setki ludzi. Nie przepadałaś za takimi sytuacjami.

-Jak z tą imprezką?- zapytałaś po chwili mierzenia się na spojrzenia.

-No idziemy! Ja z MVP i miała by się nie odbyć? Proszę cię!-momentalnie się ożywił.- Spytam Łukaszka czy idzie na osłodę porażki z nami, idę do szatni i będę gotowy. Czekaj gdzie zawsze.-puścił ci oczko.

-Namów go koniecznie, bo Anetka umiera z tęsknoty.-zaśmiałaś się.- O nie! Szwagierek nadciąga. To ja spierdalam.-okręciłaś się na pięcie i miałaś zamiar powrócić do szatynki.

Do twoich uszu dotarł jeszcze uroczy śmiech Maślaka oraz słowa jego brata brzmiące następująco : „ Gratulacje braciszku! Zmiażdżyłeś ich!”. Wywróciłaś jedynie oczami na barwę jego głosu i rozciągnęłaś usta w leniwym uśmiechu na widok rozgrywającego opierającego się biodrem o bandę reklamową. Wzrok wbity miał w twarz twojej przyjaciółki, a ty nie mogłaś ukryć zadowolenia z powodu, że owa dwójka pogrążona jest w rozmowie i wygląda jakby świetnie się bawiła.

-Siemka Łuki!- zawyłaś przeciągle, gdy przystanęłaś obok nich.

-Blanka!-obserwowałaś jak jego usta kształtują się w coraz to szerszy uśmiech, a radość bijąca z jego głosu powodowała, że poczułaś jak bardzo za nim tęskniłaś.

Bez słowa przylgnęłaś twarzą do klatki piersiowej rozgrywającego, który szczelnie objął twoje plecy silnymi ramionami, niwelując dystans pomiędzy waszymi ciałami. Przymknęłaś powieki i napawałaś się wonią jego intensywnych perfum, nie mogąc pozbyć się uśmiechu widniejącego na twoich ustach. Łukasz miał w sobie coś takiego, że uwielbiałaś się do niego tulić i Maślak nie miał prawa być o to zazdrosny. Choć nie raz zdarzyło mu się drwić z tej sytuacji i udawać zirytowanego zbyt długim przytulaniem się ciebie do osoby jego przyjaciela. Aneta także mogła być spokojna. Po prostu Uksool był takim promyczkiem słońca. Odstawał nieco od znacznej części złotego rocznika, jeżeli chodziło o humor, ale nie działało to na jego niekorzyść. On po prostu wolał mówić mało, ale lepiej jakościowo. Gdy rzucił żartem raz na kilka godzin całe towarzystwo zanosiło się salwami śmiechu przez dobrą godzinę. Mimo to biła od niego taka pozytywna energia, że nie dało się na niego długo gniewać. W końcu oderwałaś się od bruneta i zerknęłaś w kierunku, gdzie zostawiłaś libero. Skrzywiłaś się na widok jego sylwetki nadal stojącej blisko Patryka. Twoim towarzyszom nie uszło to na sucho.

-Nadal nie lubisz Patryczka?- zadarł brew pytająco Łukasz.

-Mało powiedziane. Nie cierpię tego pasożyta.-odparłaś.

-Wiesz, że jest ci w stanie rozpierdolić ślub jak go nie polubisz?-zadrwił rozgrywający.

-Chyba go chuj swędzi!-odparłaś zbyt głośno, bowiem bracia skierowali na ciebie swój wzrok.

-Ups!-parsknęła śmiechem Aneta.- Chyba usłyszał.

-Mniejsza o tego kmiecia. –machnęłaś dłonią zrezygnowana.- Wybierasz się z nami do Piekiełka?-zatarłaś ręce, mierząc wyczekującym wzrokiem Kozuba.

-Chłopaki powiedzą, że mam wyjebkę na naszą przegraną, ale… Co mi tam! Dziewoje szykujcie się na przystojniaczka Łukaszka!

-Matko święta! Duńczyk musi zginąć za to co z nim zrobił!-pokręciłaś oburzona głową.

-Zrobiłem z niego przystojnego kawalera.-usłyszałaś za plecami i gdy obejrzałaś się za siebie ujrzałaś uśmiechniętego od ucha do ucha Kowalskiego.- Swoją drogą, mogę się wkręcić na dancingi?-poruszył zabawnie brwiami.

***

Obejmowana ramieniem w pasie przekroczyłaś próg rzeszowskiego klubu. Omiotłaś wzrokiem jego wnętrze i poczułaś uderzenie fali wspomnień. Te same kolorowe światła, pikowane kanapy, to samo ułożenie wyposażenia baru. Wszystko było dokładnie identyczne tylko miesiąc i okazja twojej wizyty była inna. Różnica był też fakt, że wtedy wchodziłaś przy boku Anety, a wychodziłaś osamotniona i zalana wściekłością. Obecnie towarzyszył ci twój chłopak, na którego natrafiłaś właśnie w tym miejscu po raz pierwszy. Mimowolnie kąciki twoich ust zawędrowały na wyżyny, co momentalnie dostrzegł Masłowski, którego myśli zaczęły nadawać na tych samych falach. W takich momentach jak ten czułaś, że naprawdę posiadacie czasami zdolność telepatii. Zauważyłaś wymowność w jego spojrzeniu i ten błysk, którego znaczenie tylko ty potrafiłaś poprawnie odczytać. Reszta waszej grupy nie miała pojęcia dlaczego pożeracie się tak intensywnym wzrokiem i raczycie szczerymi, przepełnionymi szczęściem uśmiechami. Może z wyjątkiem szatynki, do której dotarło nagle jaką wartość ma dla waszej dwójki to miejsce. Niejednokrotnie przecież zawdzięczałaś jej swój związek z libero. Mateusz jako pierwszy otrząsnął się z oszołomienia dotyczącego waszej wspólnej przeszłości i pociągnął cię zamaszyście za dłoń w stronę baru. Zachwiałaś się na wysokich czarnych obcasach i zmroziłaś go wzrokiem, na co on jedynie pstryknął cię palcem w nos. Lawirowałaś pomiędzy tłumem spoconych, łaknących szaleństwa na parkiecie ludzi, podążając tuż za swoim chłopakiem. Tak bardzo zwaliła was z nóg wasza wycieczka do wehikułu czasu, że nie spostrzegliście nawet, kiedy Kowalski wraz z Łukaszem i Anetą zdążyli dotrzeć do obranego przez was miejsca.

-To co gołąbeczki? Za wasze poznanie?-uśmiechnął się łagodnie Łukasz, wznosząc kieliszek wypełniony błękitną cieczą.

-Co jak co, ale nie spodziewałam się, że to ty rozpoczniesz picie.-pokręciłaś z niedowierzaniem głową, zanosząc się chichotem.-Jasne!-przystałaś na propozycję rozgrywającego i wręczyłaś Maślakowi kieliszek, po czym chwyciłaś swój.

Uderzyłaś ścianką naczynia o pozostałe kieliszki i wlałaś w gardło shota. Wskoczyłaś na wysokie krzesełko przy ladzie pomiędzy sylwetkę Mateusza a Łukasza i wsparłaś głowę na dłoni, patrząc uważnie na Kowalskiego. Pochłonęłaś wraz z nim drugiego shota, tym razem o zabarwieniu zielonym i rozpoczęłaś swoje przesłuchanie. Duńczyk przewracał oczami na twoje prośby o doprecyzowanie danej kwestii, ale po chwili wypuszczał słowa z ust niczym z karabinu maszynowego. Uwielbiałaś to, że miałaś tak luźne i przyjazne stosunki z kompanami twojego partnera. Czułaś się jakby jego przyjaciele byli twoimi. Jemu także się to podobało, bo widziałaś jak zerkał nad głową Łukasza na twoją twarz i uśmiechał się delikatnie sprawiając wrażenie zadowolonego z twoich kontaktów z Kowalskim. Po nieco ponad trzydziestu minutach smukłe palce oplotły twój nadgarstek. Ich właściciel skutecznie przywołał na siebie twoje spojrzenie, a wtem nachylił się i koniuszkiem języka drasnął płatek twojego ucha, szepcząc:

-Chodź na parkiet. Skażmy ich trochę na swoje towarzystwo.

Popatrzyłaś oniemiała na twarz Masłowskiego, że wykreował taki plan działania w swojej głowie. Nie spodziewałaś się, że on także angażuje się w akcję swatania Anety ze swoim przyjacielem. Gdy szok minął skinęłaś głową na jego słowa i zacisnęłaś palce na jego dłoni, stając obok niego.

-A Mati?-zapytałaś, wskazując głową na Kowalskiego.

-Zaraz ruszę na podbój.-zapewnił cię.-Tylko najpierw muszę wypatrzeć zajączka.-zaprezentował swoje śnieżnobiałe uzębienie.- O ta na lewej pod sceną jest całkiem niezła.-skwitował, pocierając brodę.

-No, masz racje. Stary, dla takich bioder warto zaryzykować.-poklepał przyjaciela po plecach Masło.

-Yhym.-chrząknęłaś głośno.-Przypominam Ci, że ja tutaj jestem.-rzuciłaś ostro.

-A ten biust…Miód malina!-kontynuował libero, zerkając kątem oka na twoją reakcję.

Kowalski parsknął głośnym śmiechem na widok purpurowej barwy, która zaczęła dominować na twojej twarzy i popchnął siatkarza w twoją stronę, aby lepiej się ewakuował, kończąc swoje refleksje na temat blondynki, którą upatrzył sobie środkowy. Chwilę później przemieszczaliście się pomiędzy sznurami ludzi i zatonęliście w ich rzece, która spragniona była przygód, adrenaliny i zabawy. Podrażniona wcześniejszym zachowaniem rzeszowianina odsunęłaś się od niego na niewielki dystans i odwróciłaś się do niego plecami, kołysząc biodrami na boki. Wedle twoich oczekiwań Maślak momentalnie zjawił się przy twoim boku i dużymi, smukłymi dłońmi wiódł wzdłuż twojej talii osłoniętej przez materiał czarnej, przylegającej sukienki. Starałaś się ignorować drżenie twojego ciała w jakie wprawił cię jego dotyk. Potęgował to także ciepły oddech muskający skórę twojego karku. Przymknęłaś powieki i wzniosłaś ramiona ku górze, bujając się do rytmu muzyki. Twoje ciemne kaskady podrygiwały z każdym twoim ruchem, opadając ci co róż na plecy, co tylko potęgowało ochotę Masłowskiego na tańce z tobą. Stanowczym ruchem zwrócił cię ku sobie, podtrzymując nadal twój łokieć i mogłaś chłonąc swoimi miodowymi tęczówkami rzutujące światła, które oblewały różnorakimi barwami twarz libero.

-Oj no już przestań.-próbował cię rozmiękczyć swoim uśmiechem.- Przecież ona nawet w połowie nie miała tak boskich pośladków jak ty.-argumentował, chichocząc cicho.

-To w takim razie po co na nią patrzyłeś?-splotłaś ramiona na klatce piersiowej, oczekując wyjaśnień.

-Chciałem porównać.

-Akurat.-prychnęłaś pod nosem.

Jego twarz coraz bardziej się rozpromieniała, gdy tak przyglądał się zalewającej cię fali irytacji. Nigdy nie krył się z tym, że ubóstwiał cię w tej odsłonie, bowiem uważał to za coś uroczego. Nieraz zdarzało mu się wspominać, że to właśnie temperamentem podczas waszego pierwszego zetknięcia się ze sobą zapunktowałaś w jego oczach. Mimowolnie uśmiechnęłaś się na ten fakt. Nim się obejrzałaś a uraza do 22-latka ustała. Wirowałaś na parkiecie w jego towarzystwie, a uwalniający się w twoim krwiobiegu alkohol sprowadzał na ciebie stan błogości. Ocierałaś się pośladkami o materiał jego czarnych spodni i spoglądałaś na niego z pod kurtyny ciemnych rzęs, odchylając głowę do tyłu. Na jego ustach widniał natomiast zadziorny uśmieszek i byłaś przekonana, że gdyby nie ci wszyscy ludzie pozbawił by cię sukienki oraz bielizny w kilka sekund. Jego dłonie pałaszowały każdy skrawek twojego ciała, co niewątpliwie ci się podobało. Otaczający was osobnicy zdawali się zauważać kipiącą od was chemię i elektryczność, której nie jedna osoba mogła wam pozazdrościć.  Spragniona przerwałaś jednak proces szaleństw na parkiecie i pognałaś w kierunku baru, mając gdzieś fakt, że potrącana byłaś przez przechodniów. Twój promienny uśmiech wywołał salwy śmiechu Łukasza, Mateusza oraz Anety. Zastanawiałaś się czy naprawdę alkohol tak bardzo przyczyniał się do twojego zachowania. Wiedziałaś jedno. Dziś puściłaś hamulec, dając sobie totalną swobodę, jeżeli chodziło o ilość pochłoniętych procentów. Chciałaś wreszcie totalnie się odprężyć i oczyścić głowę w pełni z twojej pogmatwanej sytuacji z przyjacielem twojego chłopaka, bo po mimo, że zwalczyłaś w sobie po długim czasie wyrzuty sumienia to nie zapomniałaś o tym incydencie choćby w małym stopniu. Podziękowałaś odsłonieniem rzędu śnieżnobiałych perełek barmanowi, który postawił przed tobą kufel piwa scalonego z sokiem i wbiłaś zęby w czarną słomkę, pociągając długi łyk trunku. Oblizałaś wargi językiem i spostrzegłaś na sobie czujne spojrzenie Masłowskiego. Twoje policzki momentalnie oblały się obfitym rumieńcem, na co libero zaśmiał się pod nosem.

-Po alkoholu niesamowicie prowokujesz.-skwitował, kręcąc z niedowierzaniem głową nad twoją postawą.

Wzruszyłaś jedynie ramionami, nie wiedząc co na to odpowiedzieć i odgarnęłaś niesforne kosmyki włosów z wilgotnego czoła. Zaobsorwowana śledziłaś poczynania Kozuba, który nieśmiało draskał palce dłoni szatynki spoczywającej na ladzie baru i nie spuszczał oczu z jej twarzy, która promieniowała na odległość. Zastanawiałaś się jak wcześniej rozgrywający nie spostrzegł, że wpadł jej w oko. Upił spory łyk chmielowego napoju i jakby przysunął się bliżej Grabowskiej. Szturchnęłaś podekscytowana łokciem Mateusza wciągniętego w rozmowę ze swoim imiennikiem i kiedy ściągnął brwi, wpatrując się w ciebie z pytającym wzrokiem wskazałaś dyskretnie dłonią w kierunku pary waszych przyjaciół.

-No dawaj, Pusia.-zagrzewał go libero.- Przypomnij sobie lekcje podrywu u Mateusza Masłowskiego.

-Gdyby nie to, że Aneta mnie przekonała do spotkania z tobą to byśmy tutaj teraz razem nie byli.-mruknęłaś, patrząc na niego z politowaniem.

-Oooo.- zawył donośnie środkowy.-To ci teraz dziewczyna pojechała.-parsknął śmiechem.

- Gdybym nie był taki czarujący to nie byłabyś teraz moją dziewczyną.-wyszczerzył się Masło.

-Pozostawię to bez komentarza.-szepnęłaś, obserwując zanoszącego się śmiechem blondyna.

Popijałaś złocistą ciecz, przypatrując się z dwójką siatkarzy sytuacji jaka kształtowała się pomiędzy Łukaszem a Anetą. Strącił on dłonią telefon z blatu i pośpiesznie schylił się, aby go uchronić przed upadkiem. Po czym zadarł głowę gwałtownie ku górze i wykorzystując okazję iż dziewczyna pochylała się blisko niego przywarł swoimi wargami do ust szatynki. Oniemiała rozwarłaś swoje, podziwiając tą scenę jak zaczarowana. Zwróciłaś twarz w stronę chłopaków, wymieniając z nimi oszołomione spojrzenia.

-Ale jak to cwanie zrobił!-zaśmiałaś się.

-Tak jest! Moja krew!-uradowany Masłowski zacisnął pieść w geście odniesienia triumfu.

-On to kurwa zrobił!-wrzasnął zszokowany Mateusz, odrywając usta od kufla piwa.

Skinęłaś mechanicznie głową, zgadzając się z jego spostrzeżeniem i wyciągnęłaś w ich kierunku dłoń, uśmiechając się przy tym szeroko. Masłowski odwzajemnił twój gest, gdyż rozpierała go duma z powodu zachowania przyjaciela równie mocno jak ciebie euforia, lecz z zupełnie innego motywu. Ty cieszyłaś się, że twoja przyjaciółka w końcu otrzymała to czego chciała, czyli chwilę zbliżenia z Łukaszem. Uderzył dłonią w twoją, a w jego ślady poszedł także Kowalski, który wzrok nadal miał ulokowany w dwójce pogrążonej wciąż w pieszczocie. Po zbiciu piątek powróciłaś do obserwowania rozgrywającego, czuwając na posterunku, bowiem mógł zrobić coś niestosownego, a wówczas otrzymałby od ciebie solidny cios. Rozczulona obserwowałaś jak gładził zewnętrzną częścią dłoni twarz szatynki, muskając subtelnie wargi 21-latki. Całował ją powoli, czule.

-Dobra dość tego.- rzucił Masłowski, odkładając opróżnione naczynie po alkoholu na blat.- Wracamy do tańców! –zażądał.

Już miałaś przystać na jego propozycję, gdy w spoczywającej na twoim udzie torebce poczułaś wibracje. Poprosiłaś go o chwilkę czasu i odblokowałaś ekran telefonu, uprzednio wyławiając go z wnętrza czarnej kopertówki. Wtem na wyświetlaczu ukazało ci się powiadomienie o otrzymaniu nowej wiadomości. Gdy ujrzałaś jej autora twój nastrój uległ totalnej zmianie.

OD: Fornal
Wyjdź przed klub :D

                                                                                                                        ✭✭✭

2658 słów... Chyba mój rekord hahah :D Blanka świetnie bawi się z Mateuszem i już prawie zapomniała o istnieniu kogoś takiego jak Tomek Fornal a tutaj nagle beng.. Jak myślicie co tym razem szykuje Tytus? Będzie się działo! ^^  Jak Wam poszły maturki? ^^ Ja chyba znowu poległam na matmie, ale jeszcze żywię nadzieję, że się uda dostać na studia w końcu :( Walczyłam na tej matmie jak nasi bohaterowie o Blankę! :D Całuję i do zobaczenia za tydzień! ;*

piątek, 3 maja 2019

Piętnasty



   Nachyliłaś się nad twarzą o ciemniejszej karnacji i musnęłaś przelotnie ustami policzek pogrążonego wciąż we śnie rzeszowianina. Nie dziwił cię fakt, że nadal spał. Wskazówki zdobiącego ścianę w kuchni zegara zbliżały się ku szóstej rano. Dziękowałaś Bogu w duchu, że wczoraj tuż po przekroczeniu progu waszego wspólnego mieszkania zmęczony podróżą opadł na wielkie łóżko w sypialni i zasnął. Uniknęłaś wówczas jego wszelkich pytań o domniemaną noc zakraplaną winem w lokum Grabowskiej, której nie było i nie byłaś zmuszona brnąć w dalsze kłamstwa. Zacisnęłaś mocniej kucyka uwiązanego blisko czubka twojej głowy i zerknęłaś z nikłym uśmiechem na libero przekręcającego się na drugi bok i mruczącego niezrozumiale pod nosem. Wsunęłaś na uszy białe, sporego rozmiaru słuchawki i przymknęłaś za sobą drzwi sypialni, a następnie mieszkania. Odnalazłaś ławkę przed blokiem i wyciągnęłaś przed siebie łydkę, wspierając ją o oparcie siedziska. Po chwili to samo uczyniłaś z drugą. Wykonałaś jeszcze kilka innych ćwiczeń rozgrzewających i wybierając wśród swojej biblioteki muzycznej odpowiednią playlistę wyruszyłaś przed siebie. Twoje stopy uderzały o chodnik, a miarowy oddech przeradzał się w zachłyśnięcia. Potrzebowałaś przebieżki. Musiałaś przemyśleć kilka rzeczy, które niegdyś wydawały ci się oczywiste. Chłód uderzający we wrażliwą skórę twojej twarzy skutecznie cię orzeźwiał, ułatwiając proces myślenia. Tomek z każdym spotkaniem coraz bardziej ci się podobał, a podczas ostatnich chwil spędzonych w jego towarzystwie zdecydowanie zabrnęliście za daleko. Nie mogłaś pozwolić, aby to wydarzyło się jeszcze raz, aby miało miejsce jeszcze kiedykolwiek. Zdawałaś sobie jednak sprawę, że nie będzie to takie łatwe. Czułaś, że Fornal za pomocą tej namiętnej nocy dostał bodziec do działania. Byłaś przekonana, że upojne chwile w krakowskim hotelu dodały mu skrzydeł. Zmotywowany Fornal jednak mógł zderzyć się z twoim murem. Mogłaś powstrzymać jego działania. Tylko pytanie czy tego chciałaś? Gdzieś w głębi czułaś do niego coś dziwnego. Coś pokroju pociągu fizycznego, ale nie do końca. W tym dziwnym uczuciu występowała jakaś domieszka. Może to fakt, że cię sobą intrygował? Ostatnio przecież wspomniał ci o dziewczynie, którą zabrał do tego samego lokalu. Może stał się tak pewnym siebie, aby uchronić się przed zranieniem? Może przybrał taką maskę, bowiem tamta kobieta go skrzywdziła i nie chciał okazywać swoich prawdziwych emocji, aby kolejna przedstawicielka płci pięknej nie wykorzystała ich przeciwko niemu? Przecież był zupełnie inny niż Mateusz, a mimo to coś cię do niego ciągnęło. Masłowski był twoim aniołem. Zawsze nadstawiał swoje ramie do wypłakania, chronił cię przed cierpieniem, krył przed niebezpieczeństwami tego świata, opiekował się, troszczył. A na dodatek tego był gorącym kochankiem, który tylko przy tobie odkrywał swoje oblicze spragnionego cielesnych zbliżeń. Dlaczego, więc okłamywałaś Mateusza i spędziłaś gorące chwilę u boku jego najlepszego przyjaciela?  Przecież z rzeszowskim siatkarzem było ci tak dobrze. A może w tym rzecz…? Może było zbyt monotonnie, zbyt sielankowo…?

-Bredzisz, Blanka.-mruknęłaś pod nosem oburzona na samą siebie, że w ogóle mogłaś tak pomyśleć.

Kochałaś Mateusza Masłowskiego. Kochałaś jego osobowość. Kochałaś jego stalowe tęczówki, czarujący uśmiech, ciemne włosy. Nawet nie zauważyłaś, kiedy pod wpływem irytacji twoje tempo zostało zwiększone, a stopy rytmicznie i mocno uderzały w asfaltową dróżkę rozciągającą się nad Wisłokiem. Ujrzałaś przed sobą rzeszowskie Podpromie i mimowolnie rozciągnęłaś usta w lekkim uśmiechu na myśl zbliżającego się meczu, na którym planowałaś się stawić. Gdy obiegłaś obiekt sportowy okręciłaś się na pięcie i uprzednio zerkając na zegarek na wyświetlaczu telefonu umieszczonego w nerce zdecydowałaś się zawrócić. Czułaś się jakby twój umysł został właśnie oczyszczony. Jakby twoja zdrada nie miała miejsca. Napawałaś się chłodnym, a zarazem orzeźwiającym porannym powietrzem, które wprawiało końcówki twoich włosów w kołysanie. Poczułaś lekki dreszcz atakujący całe twoje ciało. Wzdrygnęłaś się, gdy odczułaś po długim czasie temperaturę na dworze na swojej skórze. Odetchnęłaś z ulgą, bowiem przed twoimi oczami widniał znajomy budynek. Wstukałaś doskonale przyswojony kod i weszłaś do klatki. Po chwili zdyszana stawiłaś się w kuchni. Wsparłaś się dłońmi o szafkę i przymknęłaś powieki, próbując pozbyć się śladów wysiłku fizycznego. Wtem odczułaś na sobie czyjś wzrok. Momentalnie zadarłaś powieki ku górze i odnotowałaś świdrujące, przeszywające cię spojrzenie znajomych, szarych oczu. Nie było ono jednak pełne miłości, ciepła czy radości jaką twój współlokator darzył cię na co dzień.  W jego tęczówkach dało się wychwycić coś zupełnie innego.

-Zmieniłaś się.-szepnął w głąb mieszkania, przerywając ciszę, którą przecinało twoje dyszenie.

Przełknęłaś głośno ślinę. Ściągnęłaś brwi i wbiłaś zaintrygowany wzrok prosto w jego twarz. Pokryta była trzydniowym zarostem, co dodawało mu męskości. Miałaś ochotę podejść i pogładzić go po policzku, jednak najpierw chciałaś się dowiedzieć co miał na myśli.

- O co ci chodzi?- wydusiłaś z siebie po chwilowej ciszy jaka między wami zapadła.

- Biegasz. Coraz więcej nocy spędzasz u Anety. Coraz mniej dajesz znać co się z tobą dzieje. Więcej pijesz.-kontynuował wcześniej zaczęty temat, badając wzrokiem zawartość lodówki.

- To źle, że wróciłam do biegania?

-Nie, skarbie, ale nie koniecznie podoba mi się reszta rzeczy jaką ci powiedziałem.

-Mateusz, po prostu ostatnio mam jakiś gorszy okres w życiu.-rozłożyłaś bezradnie ręce.- Może chciałbyś mi poprawić humor i po meczu wybierzemy się do Piekiełka?-dźgnęłaś go łokciem pod żebrami.

-Dziwne, że mieszkam z tobą, a o tym nie wiem.-rzucił oburzony, ale widząc jak przewracasz oczami dodał: - No, ale dobra. Pomińmy to. 

-Nie musisz wiedzieć o wszystkim. Jakbyś zauważył mam kogoś takiego jak Anetę.-posłałaś mu lekki uśmiech.- To jak z tym Piekiełkiem?-poruszyłaś znacząco brwiami.

-A co jak przegramy?-uniósł pytająco brew libero, śmiejąc się.

-Wtedy spędzimy inaczej czas.- otarłaś się biodrem o jego bokserki, mijając go w drodze po wodę.

-Ty wiesz co? Ja wolę tą drugą opcję!-odparł uradowany, chłonąc wzrokiem twoje pośladki wciśnięte w materiał sportowych leginsów.

-Dlaczego mnie to nie dziwi?- zaśmiałaś się, wlewając przeźroczystą ciecz do szklanki.

Masłowski usadowił się przy kuchennej wyspie i podparł głowę na ramieniu, prezentując ci swoje śnieżnobiałe uzębienie. Jego rozmarzone oczy powodowały, ze miałaś ochotę mu ulec i poddać swoje ciało jego dłoniom. Było jednak zbyt wcześnie na takie rzeczy. Poczułaś jak twoje policzki płoną. Zasiadłaś obok twojego chłopaka i obserwowałaś jak zatapia usta w białej filiżance, zachwycając się swoim ukochanym Espresso. Libero obdarował cię przelotnym spojrzeniem i musnął ustami twój policzek, oświadczając, że zaraz zasmakujesz umiejętności szefa kuchni. Roześmiałaś się na jego słowa i obserwowałaś jak przygotowuje dla ciebie jajecznicę. Błądząc wzrokiem po jego nagim torsie miałaś ochotę przebiec po nim opuszkiem palca i spojrzeć z nad wachlarzu rzęs na siatkarza, zagryzając przy tym wargi. Gdy pochłonęłaś przygotowany przez niego posiłek uległaś pokusie. Wodziłaś opuszkiem palca po zarysach jego mięśni, wbijając zęby w dolny płat wargi i patrzyłaś na niego z pod wachlarzu rzęs. Jego stalowe tęczówki zabłysnęły. Pojawił się w nich ogień, który sama wznieciłaś swoimi gestami. Odprowadził wzrokiem twój palec i uśmiechnął się cwanie. Wiedziałaś, że już nie ma odwrotu. Mateusz Masłowski został przez ciebie rozpalony do granic możliwości. Ujął w dłonie twoje pośladki, a ty zarzuciłaś dłonie na jego szyję, uśmiechając się do niego szeroko.

-Ale poczekaj, kochanie. Najpierw prysznic.-droczyłaś się z nim, przejeżdżając palcem po linii jego barku.

-Ty chyba sobie żartujesz!-oburzył się według oczekiwanego przez ciebie efektu.

-Ależ skąd! Biegałam.

Zeskoczyłaś z siatkarza i pośpiesznie zatrzasnęłaś za sobą drzwi łazienki. Parsknęłaś śmiechem, dostrzegając zawód w jego oczach i słysząc jego donośny jęk niezadowolenia. Pośpiesznie spłukałaś z siebie pot wywołany bieganiem i odziana w świeże ubrania pojawiłaś się w salonie. Wtem Mateusz z łobuzerskim uśmiechem przerzucił cię przez swoje prawe ramie i poklepał dłonią po pośladkach. Przestraszona pisnęłaś, na co on jedynie się zaśmiał.

-No to teraz możemy testować to nasze nowe łóżko.-wyszczerzył się, gdy przywarł twoje drobne ciało do miękkiej pościeli.

Odwzajemniłaś jego żarłoczny pocałunek i powędrowałaś dłońmi na jego tors, jednak on pośpiesznie chwycił je w swoje, umieszczając nad twoją głową. Zmarszczyłaś brwi, ale nie protestowałaś. Wyglądało na to, że Maślak miał już zarysy tego jak chcę przeprowadzić pierwszą namiętną chwilę w waszej sypialni. Obawiałaś się tylko czy po niej będzie w stanie w pełni poświęcić się na boisku. Refleksje na ten temat jednak szybko zostały wypędzone z twojej głowy, bowiem 22-latek pozbawił cię bluzki i poczułaś jego wargi pałaszujące twoją nagą skórę. Wyznaczał nimi szlak na twoim drobnym ciele, a tobie pozostało jedynie wzdychać głęboko na to co z tobą czynił. Dziś był jednak wyjątkowo niecierpliwy. Odnotowałaś to po jego gestach, mowie ciała. Nie dziwiło cię to. W końcu na jakiś czas zaserwowałaś mu odwyk od zbliżeń cielesnych z tobą w roli głównej. Zadarł głowę z nad twojego płaskiego brzucha i utkwił spojrzenie stalowych tęczówek głęboko w twoich oczach. Na jego ustach zabłąkał się cwany uśmiech, a chwilę później zamaszystym, gwałtownym ruchem zdarł z ciebie dżinsy wraz z koronkową bielizną i sam pozbawił się bokserek. Szaleńczy błysk rozjaśnił jego oczy, gdy pewnym, energicznym ruchem scalił wasze ciała w jedność, niczym pasującą do siebie idealnie układankę. Zawyłaś głośno zaskoczona jego posunięciem i chwyciłaś się dłońmi jego szerokich barków, po czym  odchyliłaś głowę do tyłu, czując pocałunki jakimi obsypywał twoje ciało. Wzdychałaś głośno na przemian wydając z siebie przeciągłe jęki, kiedy tempo jakie nadawał stawało się coraz większe. Błądziłaś przez chwilę dłońmi po architekturze jego torsu, czując jak przez jego kręgosłup przebiega dreszcz. Po chwili jednak cofnął twoje dłonie i przywiązał je do ramy łóżka za pomocą twojej bluzki. Popatrzyłaś na niego zdumiona, kręcąc z niedowierzaniem głową nad pragnieniem jakie go zalało i jedynie co ci pozostało to wić się pod koniuszkiem jego języka muskającym twoją skórę, na której pojawiła się gęsia skórka, co połączone z jego rytmicznym poruszaniem osiągało jego zamierzone ciele i doprowadzało cię do obłędu. Zawisł twarzą tuż nad twoja i owiewał twoje policzki ciepłym oddechem, podziwiając z satysfakcją stan w jaki cię wprowadził. Dyszałaś. Twój świszczący oddech go niebywale cieszył. Widziałaś to w jego oczach. Jego wzrok przeszyty był dzikością. Intensywność z jaką na ciebie patrzył powodowała, że kręciło ci się w głowie od nadmiaru emocji. Jego stalowe tęczówki hipnotyzowały cię. Czubkiem nosa sunął po zarysach twojej szczęki, przenosząc się sprawnie na linię twojego karku. Chwyciłaś go za włosy i przyciągnęłaś za pomocą dłoni jego twarz do swojej. Twój język toczył zacięty bój z jego. Pieściłaś nim jego podniebienie. Całowałaś go jakby to miały być wasze ostatnie tak skąpane namiętnością chwile. Twój krzyk przeszył jego gardło, a twoje dłonie mięły solidnie materiał prześcieradła. Wygięłaś się pod ciężarem jego ciała i poczułaś, że on także się napiął i skrył twarz w zagłębieniu twojej szyi, jęcząc ci do ucha.

-Gruszka mnie zabije.-sapnęłaś, spoglądając mu głęboko w oczy.

-Daj spokój.-zaśmiał się pod nosem.- Nie doceniasz moich możliwości. Dojdę do siebie do czasu meczu.-zapewnił cię, odgarniając z twojego czoła wilgotne, ciemne kosmyki.

-To było cudowne.-mruknęłaś rozanielona, prezentując mu błogi uśmiech.- Nie wiem co zrobiłeś. Czy czegoś się naoglądałeś czy jak, ale jesteś coraz lepszy.-pocałowałaś go w kącik ust.

-Po prostu tego potrzebowałem.-szepnął.- Nigdy więcej nie rób mi takiego odwyku, bo zwariuję.

Skinęłaś machinalnie głową, trwając w amoku. Nie byłaś w stanie racjonalnie myśleć po przeżyciu czegoś takiego przy boku Masłowskiego. Niemalże zasmakowałaś nieba dzięki rzeszowianinowi. Wydęłaś zawiedziona usta, gdy przeturlał się na druga połowę łóżka i runął na plecy. Przymknął powieki, starając się przywrócić świszczący oddech do miarowego. Wsparłaś głowę o jego klatkę piersiową i także zamknęłaś oczy. Kreśliłaś bliżej niesprecyzowane wzory na muskulaturze jego brzucha za pomocą opuszka palca, wsłuchując się w bicie serca libero. Jego galopada przyprawiała cię o subtelny uśmiech. Z rozchylonych ust siatkarza wydobywał się pomruk zadowolenia spowodowany twoim dotykiem. Mogłabyś trwać przy nim tak wiecznie. Przyglądać się jego przystojnej twarzy, nagiemu, wyrzeźbionemu idealnie ciału, wpatrzonym w ciebie oczom z zapartym tchem. Wiedziałaś jednak, że za kilka godzin będzie zmuszony cię opuścić.
***
Przeczesałaś opadające swobodnie na ramiona włosy i spryskałaś się ulubioną mgiełką, mając nadzieję, że on wyczuje unoszący się w powietrzu znajomy zapach. Spojrzałaś wymownie na Anetę poprawiającą twarz przy lustrze i ciągnąc ją za rękę powędrowałaś przyswojoną doskonale drogą w kierunku wejścia na halę. Szerokim uśmiechem przywitałaś się z bratem twojego chłopaka znajdującym się po przeciwnej stronie obiektu i sprawnie pokonywałaś dystans dzielący cię od pierwszego rzędu ulubionego sektora.

-Myślałam, że go nie lubisz.-mruknęła pod nosem szatynka, kiwając głową w stronę Patryka i przyglądając ci się z uniesioną brwią.

-Bo tak jest, ale nie chcę grabić sobie u przyszłych teściów i żyję z nim w zgodzie, bo jest zdolny przysporzyć mi i Matiemu kilku kłopotów. –odparłaś, przewracając oczami na myśl o sobie swojego niedoszłego szwagra.

Grabowska parsknęła głośnym śmiechem, kręcąc głową z rozbawieniem nad twoimi słowami. Po chwili dźgnęła cię pod żebrami, przypominając ci sytuację o tym jak brat libero znalazł przypadkiem w rzeczach Maślaka twoje czerwone majtki i miał zamiar donieść o tym rodzicom rodzeństwa, ale Mateusz doszedł z nim do porozumienia. Mimowolnie zachichotałaś pod nosem na przytoczoną przez nią sytuację. Miałaś nadzieję, że kiedyś zaakceptujecie siebie nawzajem, bowiem od pierwszego dnia, gdy zawitałaś w rodzinne progi Masłowskich osobnik, z którym łączyły Mateusza węzły krwi był do ciebie uprzedzony. Bił od niego wyraźny dystans, a na twarzy znajdowała się niechęć, której nie umiał ukryć. Pamiętałaś to jakby wydarzyło się to wczoraj. Później doszły cię słuchy, że Patryk próbował wybić cię z głowy Mateuszowi, gdy ten opowiedział w jaki sposób się poznaliście. Wmawiał mu wówczas, że jesteś imprezowiczką i pustą lalunią, dla której liczy się ilość wypitego alkoholu i dobra zabawa. Puściłaś to w niepamięć, ale pozostało to gdzieś wewnątrz ciebie i pełniło rolę lampki ostrzegawczej z napisem STOP DLA PATRYKA MASŁOWSKIEGO. Pokręciłaś głową, chcąc odgonić od siebie te myśli i opadłaś na miejsce podane na bilecie. Po mimo, że Masłowski zapierał się odnośnie wyposażenia cię w karnet na strefę VIP ty zaprzeczałaś stanowczo, pragnąc pozostać w jak największym cieniu i nie przywoływać uwagi jego fanek. Było to jednak ciężkie i ich pewna część rozpoznawała cię bez najmniejszego problemu. Teraz także tego doświadczyłaś, napotykając się na kilka par oczu skierowanych na twoją osobę, gdy zajęłaś miejsce w pierwszym rzędzie sektora C3.

-W ogóle jak z Tomkiem?-zagaiła twoja towarzyska z utkwionym wzrokiem w osobie Łukasza, który właśnie wparował na boisko.


-Nie odzywamy się do siebie. Puściliśmy w zapomnienie tamte wydarzenia.- wzruszyłaś ramionami.-A ty? Umówiłaś się z nim po meczu?-szturchnęłaś ja ramieniem, uśmiechając się porozumiewawczo i wskazując głową na rozgrywającego.

-Czuję, że niebawem cię odwiedzi w tym Rzeszowie.-skwitowała temat Tomka.- Co ty. Jak mu zależy to sam zaproponuje spotkanie.

-No idiotka.-zaśmiałaś się.- No, ale okay. Zobaczymy czy twoja strategia zgrywania niedostępnej podziała.

-Twoja na Tytusa podziałała jak płachta na byka.

-Przestań.

Zamilkłyście, zwracając głowy w kierunku tego samego punktu. Z głośników popłynęła charakterystyczna dla rzeszowskiego zespołu nutka, a co oznaczać mogło tylko jedno. Wyznaczonym wejściem wybiegać zaczęli zawodnicy miejscowego klubu, a ty wypatrywałaś tego jedynego numeru złożonego z dwóch cyfr, jedynki i trójki, który dla wielu uznawany był za pechowy. Jednak dla ciebie jak i zarówno Mateusza był niezwykle ważny. Uradowana klaskałaś w dłonie z promiennym uśmiechem, wpatrując się w płytę boiska, na którym zameldowali się właśnie rzeszowianie. Nie musiałaś długo czekać na moment zauważenia przez Maślaka. Brunet podszedł w kierunku kosza z piłkami, a wtedy jego stalowe tęczówki napotkały na drodze swojego wzroku twoją sylwetkę. Kąciki jego ust momentalnie sięgnęły szczytów, a oczy rozbłysnęły radośnie.

-A mówiłaś, że masz coś pilnego na uczelni…-pokręcił z niedowierzaniem głową, przeskakując przez barierki i zjawiając się przy tobie.

-Widocznie mam inne priorytety.-zadarłaś głowę i spojrzała na niego roześmiana.

-Przyszłaś.-mruknął ci do ucha, przyciągając cię do siebie.- Dziękuję.

-Podziękujesz mi jak wygracie, a teraz leć, bo Piotruś gromi mnie wzorkiem i za chwilę mnie zabije, że zabrałam mu podopiecznego.-poklepałaś go po biodrach, dając tym znak, aby zmykał.

-Chrzanić Piotrusia.- rzucił libero.

Ułożył dłonie na twoich pośladkach i przyciągnął cię za nie do siebie, aby wpić się zachłannie w twoje wargi. Oplotłaś dłońmi jego szyję i odwzajemniłaś pieszczotę, chcąc tym samym nadać mu impuls do zwycięstwa nad zespołem Kozuba. Złożyłaś jeszcze buziaka na jego policzku i mruknęłaś cicho :

-Skop tyłek Kozubkowi.

-Hej, słyszałam!-oburzyła się Aneta, kiedy wróciłaś na swoje miejsce.-Swoją drogą te trzy laski z sektora F tak rozwarły japy, że myślałam, że się udławią muchami.-szepnęła ci na ucho, a ty mimowolnie zachichotałaś pod nosem.

-Nie moja wina, że Maślak musi się afiszować z tym, że jestem jego.- burknęłaś, wzruszając ramionami.
                                                                                                                                
                                                                                                                                        ✭✭✭

                                                                                                                                         Hello! ^^
Po chwilach przy boku Tomka Blanka zatęskniła za cielesnością Matiego :D  Zobaczymy w kolejnym rozdziale jak podziała na niego ta chwila w sypialni podczas meczu haha XD Wyszło, że Blanka nie przepada za swoim przyszłym szwagrem, a Aneta chcę zobaczyć na czym stoi z Łukaszem. Jak myślicie na tej linii coś się zadzieje czy oboje nadal będą milczeć na temat swoich uczuć? W kolejnym będzie się działo :3 Proszę trzymajcie mocno kciuki za mnie we wtorek, bowiem podchodzę po raz kolejny do matury z matmy, ale jak to mówią do trzech razy sztuka :D Liczę, że tym razem się uda :P Całuję i do zobaczenia za tydzień! ;*

sobota, 27 kwietnia 2019

Czternasty


    Zadarłaś powieki ku górze wynurzona brutalnie z krainy Morfeusza przez przedzierające się przez niezasłonięte okna promyki listopadowego słońca i za pomocą łokci dźwignęłaś się do pozycji siedzącej. Mętne spojrzenie miodowych tęczówek zostało utkwione w nagich plecach siatkarza, który zwrócony był do ciebie tyłem. Wychyliłaś się delikatnie w prawą stronę, aby przyjrzeć się jego twarzy. Nadal osnuta była snem, a na jego jasnoróżowych ustach błąkał się błogi uśmiech. Wiedziałaś czym był on spowodowany. Zapewne marzył o zasmakowaniu bliskości twojego ciała od dłuższego czasu i uparte dążenie do tego celu popłaciło, bowiem właśnie regenerował się po intensywnej nocy z tobą w roli głównej. Ty natomiast nie planowałaś tego epizodu. W najmniejszych zakamarkach twojego umysłu nie dopuściłaś do siebie myśli, że do czegoś takiego kiedykolwiek dojdzie. Los jednak zadrwił z ciebie i brutalnie cię zaskoczył, serwując ci sprowadzenie na ziemie tego listopadowego poranka. Otuliłaś się szczelniej materiałem śnieżnobiałej kołdry wokół biustu i tempo wpatrywałaś się przed siebie. Nie potrafiłaś wytłumaczyć swojego zachowania. Nie umiałaś dojść do wniosku, dlaczego nie odparłaś działań bruneta, dlaczego się mu nie sprzeciwiłaś, dlaczego nie odpędziłaś od myśli, że to w ogóle może się udać? Skryłaś twarz w drobnych dłoniach i westchnęłaś głośno, sunąc wzrokiem po pierzynie, gdzie usytuowane było ciało przyjmującego. Nie narzekałaś na jego towarzystwo. Nie było ci z nim źle, okropnie czy katastrofalnie. Wręcz przeciwnie, przy jego boku czułaś się wczoraj od samego początku wspólnego wieczoru niezwykle przyjemnie, a z każdą kolejną upływającą godziną twoje samopoczucie wznosiło się na coraz to wyższy poziom. Nie spodziewałaś się, że osiągniesz z nim szczyt z nocy dziesiątego na jedenastego listopada. Nie byłaś gotowa na zbieranie się po takich wydarzeniach. Naprawdę ciężko było ci doprowadzić się do ładu po błędzie jakim popełniłaś, bo noc, która połączyła cię z Tomaszem Fornalem niezaprzeczalnie nim była. A co najgorsze ty jej nie żałowałaś. Nie potrafiłaś po tym w jaki nastrój wprowadził cię ten przystojny mężczyzna.

-Cześć księżniczko.-wymruczał zachrypniętym głosem, przewracając się na plecy i krzyżując ramiona za głową.

Zwróciłaś głowę w jego kierunku i podziwiałaś  jak rozciąga kąciki ust w leniwym uśmiechu. W myślach przyznałaś, że wyglądał niezwykle uroczo w takiej porannej odsłonie. 

-Cześć przystojniaku.-rzekłaś, posyłając mu delikatny uśmiech.- To nie powinno się wczoraj stać.-sapnęłaś, spuszczając wzrok i bawiąc się skrawkiem kołdry.

-Ale się stało.-rzekł Fornal, ujmując za pomocą dwóch palców twój podbródek i podnosząc go. – Blanka, mi też nie jest łatwo. Maślak to mój przyjaciel, ale nie potrafię się tobie oprzeć.-wypowiedział, przeczesując wolną dłonią gęste, ciemne włosy.

-To nie może się więcej powtórzyć, a on nie może się o tym dowiedzieć.-oznajmiłaś stanowczo.

-Zgadzam się, ale wiesz, że teraz będzie nam sto razy trudniej niż za nim to nie miało miejsca?

-Musisz się trzymać od mnie z daleka, Tomek. To najlepsze wyjście.

-Przecież tego nie unikniemy. Przyjaźnie się z twoim chłopakiem, a ty jesteś dziewczyną mojego przyjaciela.

Przewróciłaś jedynie oczami i rozejrzałaś się po pomieszczeniu w poszukiwaniu telefonu. Zmarszczyłaś brwi, kiedy nigdzie go nie dostrzegłaś. Schyliłaś się po swoją bieliznę, która na twoje szczęście znajdowała się blisko łóżka i wciągnęłaś ją na siebie. Po chwili poszukiwań odnalazłaś komórkę i przysiadłaś na skraju posłania, odblokowując ekran. Na wyświetlaczu ujrzałaś dwucyfrową liczbę, która wskazywała ilość połączeń jakie próbowała z tobą nawiązać Aneta na zmianę z Mateuszem.

-Kurwa mać!-wykrzyknęłaś zirytowana na samą siebie, że nie pomyślałaś o tym, aby poinformować ją o swoim położeniu.

-Co się stało?- zza twoich pleców wychylił się odziany jedynie w bokserki krakowianin, wpatrując się w wyświetlacz twojego telefonu.

-Ja się dziwię, że jego jeszcze w Krakowie nie ma.-parsknęłaś z niedowierzaniem, wskazując palcem na ilość połączeń wykonanych przez libero.

-Kocha cię.  Gdyby ci nie ufał już dawno by był u twojej przyjaciółki.- skwitował Tomek, siląc się na delikatny uśmiech.

-Nie mam pewności czy go tam nie było.

Narzuciłaś na siebie bluzkę oraz wsunęłaś na nogi spodnie i opuszkiem palca przesuwałaś po wyświetlaczu telefonu aż do momentu odnalezienia fotografii szatynki. Nacisnęłaś zieloną słuchawkę, a gdy dziewczyna zaakceptowała dokonywane przez ciebie połączenie odciągnęłaś komórkę od ucha, aby nie ogłuchnąć od wrzasków wydobywających się z jej gardła. Poziom decybelów zawartych w jej głosie zdecydowanie przekraczał normę. Wywróciłaś podirytowana oczami i westchnęłaś głośno, prosząc ją, aby się uspokoiła. Gdy to uczyniła przytoczyłaś jej jak spędziłaś te kilka godzin po za jej mieszkaniem. Słyszałaś huk, który sygnalizował kamień spadający z jej serca, że nic ci nie jest, że żyjesz. Po zakończeniu rozmowy z Grabowską czekała cię kolejna i to ze znacznie trudniejszą osobą. Poderwałaś się z miejsca i wsłuchiwałaś w sygnał rozbrzmiewający w głośniku, który zwiastował oczekiwanie na podniesienie przez 22-latka słuchawki.

-Blanka?! –krzyknął pełnym niedowierzania, ale także euforii głosem.-Cholera jasna! Nigdy więcej cię samej z tego Rzeszowa nie puszczę! Nie ma najmniejszej opcji i nie próbuj nawet tego podważać! Ja pierdolę! Prawie na zawał zdechłem! Pusia mi świadkiem! – nie byłaś w stanie przerwać tego jakże ekspresywnego monologu.

-Maślak, dość.- mruknęłaś do telefonu, ale kiedy libero nadal się wydzierał dodałaś nieco ostrzej: -Wystarczy!

-Naprawdę mi się dziwisz? Wiesz jakiego stracha mi napędziłaś?-oburzył się.-Ciekaw tylko jestem jak się z tego wytłumaczysz.
-Zdaję sobie z tego sprawę, ale przepraszam cię. –wypowiedziałaś szczerze skruszona, bo wyrzuty sumienia już brały nad tobą górę.- Poszalałam z Anetą z winem wczoraj i po prostu usnęłam, więc nie mogłam usłyszeć telefonu.- wytłumaczyłaś się, patrząc kątem oka na twarz twojego towarzysza, który posłał ci pokrzepiający uśmiech, zapewniając, że jego przyjaciel ci uwierzy.- Naprawdę mi głupio. Przepraszam.

-No już dobrze, ale nie rób mi więcej takich numerów, bo skończę na kardiologii.

-Dla ciebie wszystko, słońce. Przyjedziesz po mnie o 12 do Grabowskiej?

-Pewnie. Idź już się zbieraj, bo znając życie trochę ci zejdzie.

-To, że cię przeprosiłam nie znaczy, że masz być dla mnie wredny, okay?

-Też cię kocham! Papatki!

Roześmiałaś się na głos, odkładając urządzenie na szafkę. Zwróciłaś głowę w kierunku przyjmującego i przyłapałaś go na wbitym w ciebie intensywnym spojrzeniu. Jednak jego siwe, błękitne tęczówki były jakby nieobecne. Wędrował myślami w przestworzach, a ty westchnęłaś głośno, wyrywając go tym samym z zamyślenia.  Pochylił się nad tobą i zaczął obsypywać pocałunkami twoją szyję, odgarniając jednym ruchem dłoni pukle twoich ciemnych włosów na bok. Przymknęłaś powieki i odchyliłaś głowę do tyłu, ułatwiając mu dostęp do twojego karku. Po chwili jednak otrzeźwiałaś.

-Tomek, nie utrudniaj tego.-skarciłaś go.

-Żałujesz?-wlepił w ciebie przeszywający wzrok.

-Nie, bo nie można żałować chwil, w których było się szczęśliwym choć na moment.-szepnęłaś, gładząc zewnętrzną częścią dłoni jego policzek.

Tomek uśmiechnął się słabo na twoje słowa i wycisnął na twoim czole delikatny pocałunek. Nim zdążyłaś na to zareagować usłyszałaś odgłos zamknięcia drzwi i dostrzegłaś zarysy oddalającej się wysokiej, szczupłej sylwetki. Zapewne poszedł pokryć koszty waszego krótkiego pobytu w tym miejscu, z czego ty owocnie skorzystałaś, udając się do łazienki. Doprowadziłaś swoją twarz oraz włosy do ładu i zerknęłaś na zegar widniejący na blokadzie telefonu. Niespełna 20 minut później odstawiona zostałaś pod doskonale znaną ci krakowską kamienice przez Fornala i w pośpiechu wdrapałaś się na odpowiednie piętro. Wparowałaś do wnętrza mieszkania szatynki, która omal nie przysporzyła cię o zawał. Tuż po przekroczeniu drzwi wyskoczyła ci znienacka, oczekując wyjaśnień. Przewróciłaś jedynie oczami, ale po kilku minutach dałaś się jej przekupić ulubioną kawą i sprawnie poruszając się po twoim tymczasowym pokoju w lokum Anety opowiadałaś jej o tym co zaszło wczorajszej nocy pomiędzy tobą a reprezentantem Polski.

-Zwariowałaś!-skwitowała jedynie twoje zachowanie.- Przecież to się tak nie skończy. Wierzysz w to, że oprzesz się teraz Fornalowi? Naprawdę? Przecież ja widzę jak ten dzieciak cię pociąga, jakie masz rozmarzone oczy…-żywo gestykulowała dłońmi właścicielka mieszkania, przedstawiając ci swoje zdanie.

-Za dużo się romansów naoglądałaś.-parsknęłaś, wystawiając w jej stronę język.- To był jednorazowy epizod.

-Yhym, jasne. A twoje dzieci będą mieć na imię Tyfus i Kunegunda. –mruknęła pod nosem.

-A czemu nie?

-Blanka!

-Aneta! 

Popatrzyłyście się na siebie z niedowierzaniem, a w mieszkaniu zapanowała nieskazitelna, mistyczna wręcz cisza. Po spakowaniu swoich rzeczy wpadłaś do łazienki, aby pozbyć się śladów wczorajszej, namiętnej nocy. Muskałaś gąbką naznaczoną arbuzowym żelem pod prysznic każdy obszar ciała, oczyszczając go z pieszczot Tomka i jednocześnie wracając myślami do fragmentów tamtych chwili. Twój umysł mimowolnie odtwarzał ruchy przyjmującego, a w nozdrzach jakby poczułaś obezwładniającą woń jego perfum zmieszaną z wonią jego oddechu.
-Już tak przeżywaj tego pod tym prysznicem!- doleciało do ciebie zza drzwi łazienki.
-Spadaj!- warknęłaś zirytowana w kierunku Anety.
Po upływie niespełna trzydziestu minut byłaś w pełni gotowa na przybycie twojego chłopaka. Gdy Grabowska pognała otworzyć mu drzwi ty wykonałaś głęboki oddech i wypuściłaś powietrze ze świstem, aby pozbyć się stresu wiążącego się z zobaczeniem Mateusza po zdradzie jakiej dokonałaś się kilka godzin temu. Brunet powolnym krokiem zmierzał w twoim kierunku. Momentalnie wyczytałaś po jego zachowaniu, że coś jest nie w porządku. Wtem wyciągnął przed siebie bukiet czerwonych róż, a ty zakryłaś usta dłonią, czując obezwładniający cię szok. Takiego powitania z jego strony kompletnie się nie spodziewałaś. Nawet nie spostrzegłaś, kiedy po twoich policzkach skapywały łzy. Wręczył ci bukiet i zamknął cię w swoich objęciach. Objęłaś jego szyję dłońmi, przekazując kwiaty przyjaciółce i przywarłaś do niego szczelnie, pociągając nosem.

-Hej, skarbie! Nie płacz.-posłał ci szeroki uśmiech zaskoczony twoją reakcją.

Nie odpowiedziałaś nic. To nie były łzy szczęścia jak mogło się wydawać Masłowskiemu, a te spowodowane bólem. Miałaś tak kochanego chłopaka i wyrządziłaś mu coś tak podłego. Dotąd nie odczuwałaś tak bardzo skutków swojego zachowania, ale gdy ujrzałaś go z tymi czerwonymi różami i nieskazitelnym uśmiechem oraz wpatrzonymi w ciebie szczęśliwymi, stalowymi tęczówkami coś w tobie pękło. Biel jego uśmiechu była taka czysta, nieskażona złem, którym ty niestety byłaś przesiąknięta doszczętnie. Jakby hamulec wcześniej przez ciebie załączony puścił i runęła lawina emocji, która zbyt pośpiesznie się przemieszczała. Nienawidziłaś siebie, Blanko. Nie mogłaś pojąć jak mogłaś się dopuścić takiej krzywdy względem tak kochającej cię mocno osoby. Osoby, która była dla ciebie tak dobra, która czyniła cię lepszą, która była całym twoim światem, a ty niepodważalnie byłaś wszystkim dla niej.

-Przepraszam… Ja po prostu się wzruszyłam… -wysiliłaś się na delikatny uśmiech przez łzy.

-Wrażliwa istotka z ciebie.-skwitował, muskając ustami twoje czoło dokładnie w tym samym miejscu, które swoimi wargami naznaczył Fornal.

Skinęłaś jedynie głową i wydostałaś się z objęć libero pod pretekstem udania się po swoją walizkę. Miałaś ochotę uderzyć sobie z otwartej dłoni w czoło, ubolewając nad tym jaka głupia byłaś. Obiecałaś sobie już nigdy nie przekroczyć pewnej granicy w obecności Fornala i zachowywać jak największy dystans od jego osoby. Wtedy nie miałaś jeszcze świadomości, że to dopiero początek tej karuzeli emocji jakie zawładną całą waszą trójką, Blanko.

                                                                                                                                         ✭✭✭

Hejka! ^^
Tomek i Blanka jak dostrzegli to, że popełnili błąd, ale starają się temu zapobiec w przyszłości. Mateusz nieświadomy niczego połyka kolejne kłamstwo swojej dziewczyny, a dodatkowo pięknie ją wita... Cóż, będzie coraz ciekawiej Kochane! :D Gwarantuję Wam to ^^ Jestem tak cholernie dumna z Czarnych, z tego co zrobili wczoraj na moich oczach <3 Kocham Bełchatów i Radom jednocześnie, więc  było to dla mnie ciężkie, ale mimo wszystko chciałam by Czarni osiągnęli tak historyczny wynik i udało się *.* Gratulacje dla nich <3 Ci chłopcy są wielcy <3 Kolejne i już ostatnie wspaniałe wspomnienie tego sezonu :3 Przynoszę szczęście tym wariatom haha :D  A Skrze także dziękuję za ten sezon, bo po mimo tylu przeciwności dali radę :3 Całuję i do zobaczenia za tydzień! ;*

sobota, 20 kwietnia 2019

Trzynasty


    Stąpając obok szatynki z dłońmi skrytymi w kieszeniach pikowanej kurtki podziwiałaś uroki jesieni jakimi obdarowany został krakowski park. Cień uśmiechu przemknął przez twoje spierzchnięte wargi poszkodowane przez lodowaty, listopadowy wiatr, gdy twoje miodowe tęczówki natrafiły na ławkę, na której siedem miesięcy wcześniej rozkoszowałaś się promieniami majowego słońca i wychwyciłaś wśród tłumu sylwetkę przyjmującego. Aneta momentalnie spostrzegła twoją zmianę w mimice twarzy i poruszyła znacząco brwiami. Roześmiałaś się głośno i pokręciłaś głową z niedowierzaniem. Deptałaś po dywanie usłanym z różnorako zabarwionych liści, a pukle twoich włosów zgrabnie obracał wiatr. Odgarnęłaś niesforny kosmyk z twarzy, zahaczając go za ucho. Powoli irytowała cię już siła żywiołu, który zażądał układem ułożenia twoich włosów za ciebie. Wysłuchiwałaś opowieści Grabowskiej o tym co wydarzyło się w dawnej stolicy kraju podczas twojej nieobecności, ale myślami dryfowałaś na znacznie innym pułapie. Według złożonej wcześniej samej sobie obietnicy zapomniałaś o incydencie z Fornalem, jednak nadal obawiałaś się, że to co pomiędzy wami zaszło wtedy na terenie warszawskiej ziemi wyjdzie na jaw, a twój sen jakim określałaś życie u boku libero pryśnie niczym bańka mydlana. Jakby ściągnęłaś siatkarza myślami bowiem do twoich uszu dotarła donośna melodia utworu, który posługiwał ci jako dzwonek, a gdy sięgnęłaś po telefon usytuowany w kieszeni czarnych spodni zaskoczyłaś się. Na wyświetlaczu urządzenia widniało zdjęcie przyjmującego reprezentacji Polski, a w twojej głowie zakiełkowały wątpliwości czy zaakceptować dokonaną przez niego próbę kontaktu. Byłaś pewna, że kiedyś będziesz musiała stawić czoła swoim demonom przeszłości. Tomasz zasługiwał na twoje wyjaśnienia, po tym jak pozostawiłaś go bez słowa i wbiegłaś do lokalu. Doskonale zadawałaś sobie z tego sprawę, ale w głębi pragnęłaś by ten moment nie nadszedł, bo szczerze mówiąc nie wiedziałaś dlaczego to zrobiłaś, nie miałaś pojęcia co mu powiedzieć.

-Odbierz!-nakazała ci przyjaciółka, widząc twoje rozchwianie nad podjęciem decyzji.

Spojrzałaś na nią niepewnie, ale po chwili przyłożyłaś telefon do ucha i oddaliłaś się od niej na niewielki dystans, aby w spokoju odbyć tą rozmowę z zawodnikiem bełchatowskiej Skry. Westchnęłaś głośno, czując opanowujący twoje ciało stres. Czubkiem buta wyrysowywałaś na glebie różnorakie kształty.

-Witaj piękna!- wypalił z euforią do słuchawki przyjmujący.

-Cześć, Tomek.-wybełkotałaś do telefonu ze znacznie mniejszą dawką zadowolenia w głosie.

-Słuchaj. Myślę, że powinniśmy się spotkać i wyjaśnić pewną kwestię.-wypowiedział na jednym wdechu, a ty mogłaś się założyć, że teraz wypuszcza powietrze ze świstem i zaczesuje włosy do tyłu, denerwując się nie mniej niż ty.

-Zgadzam się z tobą.-skinęłaś głową, czego on nie mógł zobaczyć.- Kiedy i gdzie?

-Jestem w Krakowie. Dałabyś radę dzisiaj się tutaj zjawić?

-Yhym, jasne. Akurat jestem u Anety, więc żaden problem.

-W takim razie może tak za godzinę i w Miód Malinie?

Przystałaś na jego propozycje i zakończyłaś połączenie. Wsunęłaś telefon do kieszeni i okręciłaś się na pięcie, aby powrócić do Anety. Ta zarzuciwszy dłonie na biodra zmierzyła cię wyczekującym wzrokiem, oczekując szczegółów wymiany zdań dokonanej z 22-latkiem. Przewróciłaś jedynie oczami i opadłaś na pobliską ławkę, klepiąc wolne miejsce obok siebie. Posłusznie dzieliłaś się z przyjaciółką nie tylko przebiegiem rozmowy, ale także swoimi obawami związanymi ze spotkaniem z Tytusem. Grabowska objęła cię ramieniem i posłała ci pokrzepiający uśmiech, zapewniając, że na pewno wszystko przebiegnie po twojej myśli, bo przecież Fornal jadł ci z ręki. Może i miał do ciebie słabość, ale był inteligentnym facetem.


***

Poddenerwowana pchnęłaś drzwi krakowskiego lokalu i wparowałaś do środka pewnym krokiem. Omiotłaś wzrokiem wnętrze, aby dowiedzieć się czy Tomek już dotarł, jednak okazało się, że to ty byłaś jako pierwsza w miejscu docelowym waszego spotkania. Powędrowałaś w kierunku jednego z wolnych miejsc i zajęłaś je, zerkając na ekran blokady telefonu, aby wybadać czas. Splotłaś ze sobą palce twoich dłoni i ułożyłaś na nich głowę utkwiwszy spojrzenie w krajobrazie rozciągającym się za oknem. To zajęcie odrobinę sprawiło, że napięcie ustąpiło z twojego drobnego ciała, a stres, który wiercił ci dziurę w żołądku wyparował. Tak bardzo pochłonęło cię wpatrywanie się w zabieganych ludzi poruszających się po centrum miasta, że nie spostrzegłaś nawet momentu przybycia do restauracji Fornala. Podskoczyłaś przerażona w miejscu, układając dłoń na lewej piersi, gdzie znajdowało się twoje serce, gdy oderwałaś wzrok od tafli szkła i przeniosłaś go na siedzenie naprzeciwko siebie. Brunet roześmiał się na głos z powodu twojej reakcji na jego widok i podsunął ci pod nos kartę menu, sugerując tym samym, abyś coś wybrała.

-Ładny lokal wybrałeś.-mruknęłaś, podziwiając wystrój restauracji.

-Dziękuję.-odpowiedział ci czarownym uśmiechem.- Zabrałem tutaj swoją pierwszą miłość.-wypowiedział rozmarzonym głosem, zapewne wracając myślami do tamtych czasów.- A później jakoś mnie tutaj nie było, aż do dziś.- spojrzał na ciebie wymownie.

-To znaczy, że jestem jakaś wyjątkowa skoro mnie tutaj zaprosiłeś? –uniosłaś pytająco brew.

-Dokładnie tak.-skinął głową, ponownie nagradzając cię uśmiechem.

-Tomek…-rozpoczęłaś łagodnie, bawiąc się dłońmi.- Ja…

-Podać coś dla państwa?-przy waszym stoliku nagle pojawił się kelner.

Fornal otworzył przed sobą jadłospis i przebiegł wzrokiem zapisane w nim pozycje oraz zdjęcia, na których zostały przedstawione, po czym płynnie przelał swoje zachcianki starszemu mężczyźnie. Ten skinął głową na znak przyswojenia jego wypowiedzi i zniknął z pola twojego widzenia. Tomek wbił w ciebie intensywne, przeszywające spojrzenie jakby, wyczekując tego co chciałaś mu powiedzieć. Przełknęłaś głośno ślinę i ponownie rozpoczęłaś zabawę dłońmi, wyłamując ich palce niczym w amoku. Siatkarz skrzywił się na ten odgłos i poprosił, abyś tego nie robiła. Mimowolnie uśmiechnęłaś się pod nosem.

-Tomek, ja naprawdę nie wiem, dlaczego cię wtedy pocałowałam.-rozłożyłaś bezradnie dłonie.-To był taki impuls, przypływ odwagi… Przysięgam ci, że nie wiem, nie znam motywu tego działania.-wypowiadałaś skołowana, skubiąc materiał spodni.

-Ale ja go znam.-rzekł pewnie, nawiązując z tobą kontakt wzrokowy.-Podobam ci się. Przyznaj to wreszcie, Blanka.

-To nie to, Fornal.-pokręciłaś przecząco głową.- Na trzeźwo tego nie przyznam.

-Poczekaj, zaraz będzie wino.- zapewnił cię.

-Chcesz mnie upić? Jesteś jeszcze cwańszy niż myślałam.-skwitowałaś, kręcąc z niedowierzaniem głową.

-Myślisz, że na trzeźwo wyciągnął bym z ciebie prawdę?-uniósł pytająco brew, przyglądając ci się z cwanym uśmiechem.

Zaniosłaś się cichym chichotem. Miał cię lepiej rozłożoną na czynniki niż myślałaś. Czyżby to opowieści Mateusza się na coś przydały? Porzuciłaś refleksje i całą swoją uwagę skupiłaś na jedzeniu, które właśnie wjechało na wasz stół. Pochłaniałaś sprawnie apetycznie wyglądające dania, popijając je niewielkimi łykami szkarłatnej cieczy. W międzyczasie wysłuchiwałaś historii Tomka odnoszących się głównie do tematu jego nowego klubu oraz śmiesznych sytuacji, które zdążyły mieć miejsce w towarzystwie Kochanowskiego i Droszyńskiego.

-Cholernie mnie intrygujesz Tomaszu i odpychasz za razem. A wszystko przez tą twoją pojebaną pewność siebie i zbyt wysokie mniemanie o sobie. –otworzyłaś się przed nim, czując rozluźnienie jakie zaserwował ci kolejny kieliszek wina.

-Uroczo się o mnie wypowiadasz.- zaśmiał się.- Ty przyciągasz mnie do siebie jak magnes. Jesteś taka słodka, niewinna, delikatna i niesamowicie śliczna. Żałuję, że nie poznałem cię przed Mateuszem. Może to by się wtedy inaczej potoczyło.-podzielił się z tobą swoją opinią.

-Tomek, nie próbuj mieć takiego toku myślenia.-momentalnie stonowałaś jego zapał.-Kocham Mateusza i nic tego nie zmieni. Tym bardziej ty. –wypowiedziałaś stanowczo.

-Nie unoś się tak. Nie chciałem by to źle zabrzmiało.-uniósł dłonie w geście  swojej obrony.

-Wiesz co? Ja się chyba będę zbierać.-poderwałaś się z miejsca, czując, że to spotkanie zmierza w złym kierunku.

-Odprowadzę cię do Anety.-oznajmił tonem głosu, któremu nie dało się sprzeciwić.- Kraków nocą bywa niebezpieczny.

Skinęłaś głową, bowiem nie uważałaś tego za coś złego. Było to swojego rodzaju urocze, że chciał mieć pewność, że dotarłaś do mieszkania przyjaciółki w nieskazitelnym stanie. Z jego pomocą narzuciłaś na ramiona kurtkę i skierowałaś się w stronę drzwi wyjściowych. Zaczekałaś przy nich na siatkarza, który uregulował rachunek i ponownie zaszczycił cię swoją obecnością. Przemierzałaś przy jego boku park, w którym po raz pierwszy nawiązaliście kontakt wzrokowy. Szeroki uśmiech zdobiący jego twarz odzwierciedlał idealnie słowa „ pamiętam to jakby to było wczoraj” . Nagle zastygł w miejscu, a ty zaintrygowana odwróciłaś się w jego kierunku i to był twój błąd. Ujął twoją twarz w wielkie dłonie i przycisnął swoje usta do twoich. Jego aksamitne wargi delikatnie muskały twoje. Po mimo wcześniejszych zapewnień w restauracji nie odepchnęłaś go od siebie. Nie chciałaś. Łaknęłaś by ta chwila trwała. By nic nie było w stanie jej przerwać. Zarzuciłaś mu dłonie na szyję i pogłębiłaś pocałunek jak on uczynił to przed warszawskim lokalem. Nie myślałaś wówczas o Mateuszu, o tym, że może go niepokoić twój przedłużający się pobyt w twoim rodzinnym mieście. Ten brunet odbierał ci zdrowe myślenie. Nawet nie zauważyłaś kiedy udało mu się ciebie zaciągnąć do najbliższego hotelu i wprowadzić do ekskluzywnego pokoju. Nie marnowałaś wspólnego czasu jakim zostaliście obdarowani. Momentalnie po przekroczeniu progu pomieszczenia zgrabnie rozpinałaś guziki ciemnej koszuli siatkarza i zsunęłaś ją z jego ramion, cisnąć w kąt pokoju. Chwyciłaś się jego rozbudowanych barków i przeciągle jęknęłaś, gdy badał dłońmi architekturę twoich pośladków. Oplotłaś nogami jego pas i wraz z nim zmierzałaś do położenia łóżka. Czułaś dreszcze nawiedzające twój kręgosłup, gdy smukłymi palcami sunął od linii twoich spodni ku górze. Jego usta napierały na twoje ze zdwojoną siłą niż tą z jaką wyciskał pocałunki w parku. Wasze języki toczyły gorący taniec jakby znały się od zawsze. Ułożył cię delikatnie na materacu łóżka, a ty wzdrygnęłaś się na chłód pościeli jaki spotkał się z twoją skórą, którą przyjmujący zdążył już wprowadzić na poziom wysokiej temperatury.  Jego wargi przywarły do wrażliwej skóry twojej szyi, a jego ręce zwinnie podwijały materiał twojej bluzki. Po chwili wylądowała ona po za obszarem posłania, a jego oczy syciły się widokiem twojego półnagiego ciała. Widziałaś te rozżarzone iskierki pobudzające znacznie jego siwe, błękitne tęczówki. Jakby wprowadziły w nie nowe życie. Nigdy dotąd nie spostrzegłaś w nich takiej ekscytacji. Nawet podczas opowieści o kadrze, o jego pierwszym turnieju z nią. Z jednej strony wywarło to na tobie ogromne wrażenie, a z drugiej cię przerażało. Jego język naznaczał wilgotnym szklakiem górą partię twojego ciała, skupiając się w głównej mierze na tej dolnej sferze. Słyszałaś jak zachwycał się twoim precyzyjnym wcięciem w talii czy doceniał twój biust. Miętoliłaś w dłoniach jego ciemne, gęste włosy, wyginając się pod siłą jego pieszczot. Nie śpieszył się do ostatecznego aktu. Nagradzał cię masą pocałunków, otarć, muśnięć czy dotyków. Był zupełnie inny w działaniu, w zachowaniu w takiej chwili niż Mateusz. Biła od niego subtelność, ślamazarność i chęć zasmakowania każdego twojego atutu. Obdarowania każdej cząstki twojego ciała chwilą uwagi i docenieniem jej. Podobało ci się to w nim. Szczerze mówiąc byłaś tym mile zaskoczona. Uważałaś, że w łóżku może być tak pewny siebie i swojego uroku osobistego jak na co dzień. Może chcieć nim kusić, a na tym pułapie kontaktów był zupełnie inny. Ocierał się dolnym płatkiem wargi o twoje zgrabne nogi po pozbyciu się ciemnych spodni. Ty natomiast rozpoczęłaś zmagania z jego rurkami. Po chwili dzielącą was jedynie granicą od spełnienia była bielizna. Jego ciepły oddech owiewał twoje policzki, kiedy rozprawiał się z tchawką od twojego czarnego stanika. Uśmiechnął się z satysfakcją, gdy się mu to udało i pałaszował koniuszkiem języka twoje piersi, a szczególnie ich najwrażliwszą część. Zacisnęłaś dłonie na materiale prześcieradła i przymknęłaś powieki pod względem rozkoszy. Nim spostrzegłaś a strzępki koronkowych majtek spoczęły na podłodze, a jego bokserki po chwili wylądowały za ramą łóżka. Utkwił siwe, błękitne tęczówki w twoich miodowych i tym jakże elektryzującym kontaktem wzrokowym pytał cię o pozwolenie. Nie powiedziałaś nic. Nie byłaś w stanie. Jego pieszczoty paraliżowały cię doszczętnie. Przełknęłaś jedynie głośno ślinę, nie mogąc się doczekać tego momentu. Tomek doskonale zrozumiał ten sygnał. Wsparł się czołem o twoje  i powoli spajał wasze ciała w jedność, a ty czułaś zalewającą cię stopniowo przyjemność. To jednak nie był koniec. Krakowianin zespawał wasze usta ze sobą, obsypując cię pełnymi żaru pocałunkami, a jego dłonie drasnęły każdy milimetr twojej skóry. Jego ruchy były spokojne, ale posiadały swój rytm, który zapewne zdążył sobie wypracować. Przyjemność nie przychodziła od razu, ale z każdą chwilą twoje łaknienie jej było coraz bardziej zaspokajane. Byłaś coraz bardziej rozanielona sposobem za jakiego pomocą Fornal poprowadził wasz akt cielesny. Delektował się tobą, a ty nim i mogliście to czynić na długim dystansie czasowym, korzystając przy tym z niezwykłych doznań. Masłowski był bardziej gwałtowny, chciwy. A od Fornala uderzała cierpliwość, chęć smakowania siebie w pełni, oddania się sobie nawzajem na dłuższy czas. Twój chłopak był odwzorowaniem dzikości. Uwielbiałaś jego oblicze w życiu seksualnym, ale Tytus okazał się miłym urozmaiceniem. Wygięłaś się w pół, gdy oboje sięgnęliście szczytu w tym samym momencie. Wbiłaś paznokcie w jego plecy, wykrzykując donośnie jego pełne imię. Byłaś przekonana, że się uśmiecha. I tak było, bowiem gdy dłonią odgarniał wilgotne kosmyki włosów z czoła obdarzył cię anielskim, błogim, najpiękniejszym uśmiechem jaki dotąd u niego ujrzałaś.

-Fornal, kurwa…-wyszeptałaś zachwycona, spoglądając na niego wypełniona euforią.- To było…-podekscytowana starałaś się odnaleźć odpowiednie określenie.

- Zajebiste?- zaśmiał się gardłowo, a ty skinęłaś głową. -Wiem, kochana. Nie musisz nic mówić.-wypowiedział słabo, oddając tym samym ile siły kosztowało go uniesienie z tobą.

-Jestem w szoku. Totalnie.-mruknęłaś.

-Ja też, że się zgodziłaś, ale cieszmy się chwilą. –musnął ustami twoje czoło.

Przymknęłaś powieki i wtuliłaś się w nagi tors przyjmującego. Starałaś się unormować swój płytki oddech, wsłuchując się w przyśpieszony rytm bicia serca Fornala. Byłaś tak bardzo zajęta regeneracją po chwilach uniesienia z przyjacielem twojego chłopaka, że nie odnotowałaś faktu, że Masłowski wykonywał do ciebie ósme połączenie z rzędu. Twój telefon wibrował gdzieś na podłodze pod łóżkiem, a ty starałaś się odgonić mętlik jaki zasiał w twojej głowie leżący obok chłopak.


                                                                                                                                 ✭✭✭

Cześć i czołem! ^^

Mam wreszcie przełomowy moment w relacji Tomka i Blanki, który za pewne nie spodobał by się Mateuszowi... No, ale w końcu część numer 13, więc musiała być wyjątkowa :D   Spodziewałyście się takiego obrotu sprawy? To spotkanie miało być wyjaśnieniem, zakończeniem tej pogmatwanej sytuacji, a tymczasem jeszcze bardziej ją skomplikowało.  Zobaczymy jak teraz owa dwójka będzie się zachowywać po razem spędzonej nocy i czy ich sekret dotrze do Maślaka. Wesołych Świąt Kochane! ;* Całuję i do zobaczenia w kolejny weekend! ;*
PS: Zastanawiam się nad odejściem z  Bloggera, bowiem Wasz odzew jest znikomy :( Wówczas tworzyłabym w ciągu dalszym na Wattpadzie, gdzie wyraźnie widzę zainteresowanie nowymi rozdziałami  ;) Łatwo tam konto założyć także jak komuś zależy na mojej twórczości, której jeszcze trochę będzie to nich przygotuje się na przenosiny  :3  No chyba, że dacie jakoś znak, że tu jesteście i mnie zatrzymacie. Wszystko zależy od Was!