sobota, 23 marca 2019

Siódmy


     Po wnętrzu niewielkiego mieszkania roznosiła się rytmiczna melodia happysadu, a po przez niedosłonięte do końca żaluzje przedzierały się pojedyncze, nieliczne promyki słońca, rozjaśniając pomieszczenie, w którym obecnie się znajdowałaś. Zgarnęłaś z niewielkiego stolika kilka drobiazgów, upychając je w wypełnionym po brzegi pudełku. Przetarłaś zwilżoną chusteczką powierzchnie mebla i otarłaś ją papierowym ręcznikiem. Przebiegłaś przelotnie wzrokiem po salonie, odnotowując w głowie, aby pozbawić jeszcze kurzu regał opróżniony z książek, który oprzątnęłaś wczorajszego wieczoru. Przysiadłaś okrakiem na pudełku i przeciągnęłaś po nim taśmą, siłując się z jego zamknięciem. Masłowski wparował do pomieszczenia i zaniósł się głośnym śmiechem, przyglądając się rozbawiony twoim zmaganiom z kartonem.

-Daj mi to słaba kobietko.- nakazał, wyciągając dłoń po taśmę.

-Teraz słaba kobieto, tak? A jak robię ci pranie to mi stopy z wdzięczności całujesz.-prychnęłaś pod nosem, splatając ramiona na klatce piersiowej.

-Nie tylko za to niejednokrotnie jestem ci wdzięczny.-poruszył znacząco brwiami i posłał w twoim kierunku promienny uśmiech, a ty pokręciłaś z niedowierzaniem głową. – A ja lubię twoje włosy, glany, cienkie papierosy…-wymruczał do twojego ucha, muskając koniuszkiem języka jego płatek.

Wzdrygnęłaś się na ten gest i zwróciłaś twarz w jego kierunku. Na moment utonęłaś w jego przyćmionych szarych oczach z mieszanką błękitu. Jednak otrząsnęłaś się z amoku i włożyłaś w jego wielką dłoń taśmę, wymijając go zgrabnie. Uśmiechnęłaś się kącikami ust, gdy podczas oczyszczania twojego dawnego składu książek z paprochów do twoich uszu docierało nieudolne śpiewanie libero, a raczej naśladowanie przez niego wokalisty polskiego zespołu. Popatrzyłaś na niego z politowaniem i podreptałaś do laptopa, aby zmienić utwór. Tanecznym krokiem powróciłaś do swojego miejsca pracy i kołysząc biodrami na boki oraz mrucząc pod nosem tekst piosenki Julki Wieniawy ponowiłaś przerwaną wcześniej czynność. Mateusz i tym razem nie szczędził sobie korzystania ze swoich umiejętności wokalnych nad czym nieco ubolewałaś.

-Moje dzieciaczki wreszcie razem zamieszkają!-do twojego byłego już prawie mieszkania zawitał rozgrywający.

Roześmiałaś się głośno na słowa jakie opuściły jego siwe usta, z których niejednokrotnie zdarzyło ci się nabijać. Jednak dobry nastrój zastąpiło u ciebie skołowanie, bo przecież Łukasz nie miał pojęcia o twojej wyprowadzce i przeprowadzeniu się do rzeszowianina.

-Chwileczkę, chwileczkę… Skąd on o tym wie?-ulokowałaś porozumiewawcze spojrzenie w swoim partnerze.

-A bo ja wiem?- wzruszył ramionami Maślak, ale ty byłaś pewna, że on się wygadał przed przyjacielem.

-Zabiję cię, gamoniu! To miała być niespodzianka!-warknęłaś, mierząc go lodowatym wzrokiem.

-Hej, hej! Spokojnie!- starał się opanować sytuację Kozub.- Nie przejmuj się, Blanka. Mati już taki jest. Gaduła i koniec.-skwitował.

-Czyli się wygadałeś? Wiedziałam!

-Wojciechowska! No nie gniewaj się.-momentalnie przy twoim boku zjawił się siatkarz, aby cię udobruchać, ale nie z tobą były te numery.

Wymierzyłaś w niego wzrok z pod byka i bez słowa podeszłaś do Łukasza. Przytuliłaś go na przywitanie, co on odwzajemnił i poprosiłaś, aby pomógł ci ogarnąć łazienkę. Rozgrywający skinął ochoczo głową na twoją propozycję i posłał wymowne spojrzenie w kierunku kumpla. Masłowski jedynie wzniósł dłonie w geście niewinności, na co ty jedynie prychnęłaś pod nosem. Inaczej sobie wyobrażałaś ten dzień. Miałaś latać cała w skowronkach z powodu, że w końcu zamieszkasz ze swoim chłopakiem, do którego uczuć byłaś pewna jak niczego innego. Tymczasem Mateusz zadbał o to, aby nie było zbyt monotonnie, po twojej myśli. Lubiłaś to, że z nim niczego nie można było być pewnym, jednak czasami miewałaś tego dosyć. Dziś właśnie nastał jeden z takich dni. Oburzona jego zachowaniem z całej siły cisnęłaś kosmetykami z pułki nad umywalką do białego kartonu, kątem oka dostrzegając przerażenie Kozuba.

-Ej, wyluzuj, bo to pudło nie wytrzyma kolejnego ciosu.-przerwał panująca pomiędzy wami ciszę.

-Nie, Łukasz. Kocham go. Cholernie kocham, ale czasami mam go po dziurki w nosie. Niby ma te dwadzieścia dwa lata a kurwa zachowuje się jak nastolatka z liceum. Co tylko złapie nowe plotki musi rozgadać jak największej ilości ludzi.-mówiłaś, gestykulując dłońmi.

-Wiem, znam go, ale jesteś z nim szczęśliwa a to najważniejsze, tak?-wypowiedział, uraczając cię delikatnym uśmiechem.

-No tak.- przyznałaś mu racje.- Nie odpuszczę mu tego tak łatwo.

-I odpowiednio. Niech się chłopak napracuje.- parsknęłaś wraz z nim śmiechem.

-A jak tam z Anetą?- uniosłaś pytająco brew.

-A jak ma być? Normalnie.

-Kogo ty chcesz oszukać, Kozub.-pokręciłaś z politowaniem głową.- Ty i ona macie się ku sobie, ale żadne nie zdecyduje się na ten jeden krok. Jak z dziećmi.

-A tam pieprzysz. Lepiej się zajmij tym pakowaniem.

-Czyli mam racje.- uśmiechnęłaś się triumfalnie.

-Nie.-wystawił ci język.


***

Po klatce jednego z rzeszowskich bloków nieskazitelną ciszę przeszywał twój głośny śmiech, kiedy 22-latek wdrapywał się po schodach z tobą rozłożoną na jego ramionach. Mocniej objęłaś dłońmi jego szyję, gdy nagle podrzucił cię ku górze. Zacisnęłaś powieki przestraszona, a w uszach dudnił ci jego uroczy chichot wywołany twoim impulsem. Za pomocą twojego pośladka naparł na klamkę, a ty pokręciłaś z niedowierzaniem głową. Przeniósł cię przez próg waszego pierwszego gniazda i ostrożnie opuścił na podłoże, abyś mogła wnikliwie przestudiować mieszkanie. Zerknęłaś na niego przez ramie i uśmiechnęłaś się delikatnie, spostrzegając kominek, o którym marzyłaś od dzieciństwa. Jeszcze nie zdążyłaś nawet zajść do salonu, a już u ciebie zapunktował. Musiał cię naprawdę wnikliwie słuchać, gdy leżąc na jego torsie w czerwcową, parną noc i wpatrując się w gwiazdy, opowiadałaś mu o tym jak wyobrażałaś sobie wasze wspólne życie. Popijał wtedy zmrożonego Piccolo, którego zażyczył sobie zamiast procentowego napoju na swoje dwudzieste drugie urodziny i przypatrywał ci się z błyskiem w oczach. Po mimo, że nabierał kolejnej liczby na kark dla ciebie nadal był taki sam. Nie zmieniał się. Zagłębiłaś się we wnętrzu waszych metrów kwadratowych, omiatając otoczenie wnikliwym wzrokiem, badając nim każdy detal, chłonąc każdy szczegół. Mateusz za to wspierał się biodrami o komodę w małym korytarzu, który służył jako szatnia i przypatrywał twoim reakcjom.

-Nie wierzę!- pisnęłaś, wodząc opuszkiem palca po kawałkach stłuczonego kufla.- To ten z tamtego wieczoru?! Naprawdę?!- zwróciłaś głowę w jego kierunku.

-Tak, to ten, który połowicznie ci rozjebałem ja, a połowicznie sama go sobie stłukłaś.- zachichotał.

-Od kiedy go masz?

-Od początku, złotko.-zaprezentował ci w pełni swoje uzębienie, zjawiając się obok.- To taki mały talizman naszego związku.

-Jestem w szoku. Nie spodziewałam się po tobie takich rzeczy.-popatrzyłaś na niego zdziwiona.

-Mam nadzieję, że zrewanżowałem ci się za to wygadanie z Kozubem. – nieśmiało na ciebie spojrzał.

-Możemy uznać, że tak.-skwitowałaś, wnosząc kąciki ust.

Kiwałaś głową z uznaniem, bowiem wystrój waszego wspólnego lokum niebywale przypadł ci do gustu. Masłowski odzwierciedlił każdą twoją zachciankę, którą się z nim dzieliłaś. Najbardziej jednak uradowało cię przestronne i niesamowicie miękkie łóżko w jakie wyposażona była wasza sypialnia. Po dłuższej chwili zachwytu chwyciłaś libero za dłoń i podążałaś w kierunku drzwi, aby udać się po mase kartonów, która ulokowana była w jego samochodzie. Brunet jednak miał co do pierwszych wspólnych chwil w nowym otoczeniu inne plany. Zacisnął dłonie na twoich pośladkach uwydatnionych znacznie przez białe spodnie i owinął sobie twoje uda wokół swojego pasa, uśmiechając się zadziornie. Nim jednak zdążyłaś cokolwiek powiedzieć czy zaprotestować on pałaszował językiem twoje podniebienie, przyprawiając cię tym o przeciągłe jęki zadowolenia. Błądziłaś dłońmi w jego włosach, odczuwając jak układa twój tyłek na blacie kuchennym. Naznaczał ciepłymi wargami twoją wrażliwą na karku skórę, pozostawiając na niej wilgotny szlak.

-Miałaś racje. Jestem seksoholikiem, ale przy takiej kobiecie tylko gej by nie wariował.-wymamrotał ci do ucha, zjeżdżając pocałunkami na dekolt.

-Jesteś pewny, że zamknąłeś drzwi?- odciągnęłaś go od siebie i ujęłaś w dłonie jego przystojną twarz, wpatrując w niego uparcie.- Bo jak nam ktoś tutaj wparuje to nie ręczę za siebie.-dodałaś.

-Tak, tak. Po za tym nikt nie wie, że będziemy tutaj mieszkać.- zapewnił cię.

Podciągnął materiał twojej białej bluzki ku górze i uraczył pieszczotami twój płaski brzuch. Wzdrygnęłaś się na spotkanie jego języka z twoją skórą i podniosłaś ramiona ku górze, aby ułatwić mu pozbycie się twojej górnej partii ubrań. Ułożył dłonie po obu stronach twoich ud i przywarł swoimi bliżej szafki, abyś mogła odczuć jak na niego działałaś w dolnej partii ciała. Twoje policzki spłonęły obfitym rumieńcem, a on zaśmiał się gardłowo. Wasze spojrzenia na moment się skrzyżowały. Poczułaś dreszcz atakujący twoje ciało. Gdy byliście już prawie roznegliżowani do twoich uszu dotarł odgłos czyiś kroków. Przekonana, że to tylko Łukasz ani raczyłaś się oderwać od Mateusza. W końcu był waszym przyjacielem i wiedział o tym jak na siebie oddziałujecie. Niemalże nie uderzyłaś się głową o gablotkę, gdy twoim oczom ukazała się sylwetka twojej rodzicielki.

-Mama?! Co ty tutaj robisz?!-rozwarłaś zdumiona usta, wyciągając rękę w kierunku Masłowskiego, aby podał ci bluzkę oraz spodnie.

-Łukasz mi podał adres, a że cię dawno widziałam to chciałam wpaść z wizytą i zobaczyć to wasze mieszkanko.-wzruszyła ramionami, jakby zaistniała sytuacja nie miała miejsca.- Nie sądziłam jednak, że przeszkodzę wam w kopulacji.-chrząknęła porozumiewawczo, spoglądając na wciąż stojące przed tobą prawie roznegliżowanego całkowicie chłopaka.

-To nie są żadne kopulacje, mamo! Proszę cię licz się ze słowami! –odparłaś oburzona, zeskakując z blatu kompletnie odziana.- Może łaskawie się w końcu ubierzesz? No chyba, że chcesz też coś zdziałać z teściową.-zwróciłaś się w kierunku rzeszowianina.

-Nie, nie, ależ skąd! Gdzie tam!-pokręcił stanowczo głową i zebrał z podłogi swoje ubrania.

-Dlaczego Kozub nas wydał? Miał nikomu nic nie mówić.- ponownie skierowałaś słowa do swojego partnera.

-Ależ on nie podał mi łatwo tej informacji. Walczył jak lwica, ale moja kremówka domowa… Cóż, nie miał szans się jej oprzeć.- oparła kobieta jakby to było oczywiste.

-Zabije go! Zginie śmiercią drastyczną i tragiczną!- wydarłaś się, czym wywołałaś rozbawienie u dwójki twoich towarzyszy.- Ja mówię poważnie!

-Ja się obawiam, że on prędzej na otyłość zdechnie jak się tak zacznie obżerać. Ptysie, kremówki.. Co kolejne? –pokręciłaś z niedowierzaniem głową nad słowami siatkarza.

- W każdym bądź razie nie chcę być babcią!-twoja matka uniosła dłonie. –Nie teraz.


 ✭✭✭

Hejka! ^^
Po mimo, że komentarzy pod ostatnim postem brak to ja dotrzymuję słowa i wrzucam Wam kolejną część! :D Mam nadzieję, że się poprawicie, bo ja wkładam sporo czasu w losy tej trójki i lubię to robić :3 Nie mniej jednak fajnie jak ktoś docenia ten wysiłek ;) Mamy tutaj Mateusza, który papla jak najęty i Łukasz, który najpierw ratuje sytuację, a przynajmniej się stara  :D Potem jednak sobie grabi i no cóż tak to z facetami bywa :D Teściowa zobaczyła coś czego nie powinna XD  Od kolejnego rozdziału akcja gwarantowana! :D Całuję i do zobaczenia w środę! ;*

poniedziałek, 18 marca 2019

Szósty


   Przekroczyłeś próg rodzinnego domu wyczerpany doszczętnie po ostatnich zajęciach na siłowni za pomocą, których trener chciał określić na jakim etapie są wasze organizmy i zsunąłeś z ramienia sportową torbę na podłoże. Pozbyłeś się butów i podreptałeś do kuchni, aby ugasić narastające z każdą chwilą treningu pragnienie, które kilkanaście minut temu po zakończeniu zajęć sięgnęło zenitu. Wyłowiłeś z wnętrza lodówki butelkę soku pomarańczowego i przyssałeś się do jej gwintu, pochłaniając masowe ilości chłodnej cieczy. Odłożyłeś ją na swoje miejsca i chwyciłeś w dłoń talerz z kanapkami, które przygotowała dla ciebie mama, co można było wywnioskować ze starannego charakteru pisma na karteczce, która znajdowała się na krawędzi naczynia. Wyglądało na to, że jesteś tutaj jedynym obecnym domownikiem, bowiem twoja rodzicielka udała się do pracy na swoją zmianę, a ojciec jeszcze nie zdążył wrócić z uczelni. Kiwnąłeś głową, gdyż po tak drastycznych godzinach dla twojego organizmu pragnąłeś jedynie błogości i spokoju. Łaknąłeś także wpicia się w jedwabiste wargi Wojciechowskiej oraz zanoszenia się zapachem jej szamponu, kiedy skryłbyś twarz w zagłębieniu jej szyi, a jej ciemne kosmyki łaskotały by przyjemnie twój nos. Kąciki twoich ust drasnęły wyżyny na samą myśl o tych bodźcach, które były zwyczajem, tradycją w jej towarzystwie. Opadłeś na sofę w salonie i pogrążyłeś się w spożywaniu posiłku. Pod wpływem impulsu sięgnąłeś po telefon usytuowany na dnie kieszeni dresów i odblokowałeś wyświetlacz. Zmarszczyłeś wyraźnie zaniepokojony brwi. Nie widniała na nim ani jedna wiadomość od brunetki, a przecież nie było dnia, aby nie dzieliła się z tobą bieżącymi wydarzeniami z jej życia. Odłożyłeś nadgryzioną kanapkę na porcelanę i sunąłeś opuszkiem palca po ekranie komórki w poszukiwaniu zdjęcia Blanki. Nacisnąłeś ikonkę zielonej słuchawki i z niecierpliwością oczekiwałeś podniesienia słuchawki przez osobę po drugiej stronie połączenia.

-Cześć, Mati.-jej ciepły głos rozlał się po twoich uszach, ale wyraźnie pozbawiony był tej nutki entuzjazmu, radości.

-Cześć, Mati?! Dziewczyno, nie odzywasz się od rana i mówisz mi zwykłe cześć?! Ty jesteś niepoważna! Przyjebałaś się czymś w głowę by mi takie numery robić?! Ja się tu zamartwiam, a ty…- emocje wzięły górę nad twoim zachowaniem, choć miałeś plan poprowadzić tą rozmowę spokojnie.

-Przepraszam. - wypowiedziała skruszona, przerywając twój monolog.

Miałeś ochotę przywalić sobie w twarz, słysząc jej słaby ton głosu. Zapewne teraz czuła się jak mysz pod miotłą, ale taki już byłeś Mateuszu Masłowski. Gdy cholernie ci na czymś zależało przywiązywałeś wagę do detali, szczegółów, a przecież ona miała swoje życie. Miała prawo być zabiegana, mieć dzień pozbawiony chwili na napisanie durnej wiadomości i zaadresowanie jej do ciebie. Chyba byłeś przewrażliwiony na jej punkcie, ale to może dla tego, że była numerem jeden, czymś na szczycie, czymś ponad wszystko i wszystkich. Kochałeś ją. Darzyłeś uczuciem większym niż swoją pasję, niż siatkówkę.

-Nie, to ja przepraszam. Ty nie masz za co. – odezwałeś się po chwili ciszy jaka pomiędzy wami zapadła.-Niepotrzebnie się na ciebie uniosłem. – gdyby tylko widziała grymas na twojej twarzy i zmieszanie w danym momencie.

-To było kochane. Martwisz się, a to jest słodkie.-mogłeś przysiąc, że uśmiecha się teraz błogo.- Nie odzywałam się, bo… Źle się czułam. Wymiotowałam cały dzień.-wyjaśniła, ale lekko zaniepokoiło cię to zacięcie w środku zdania.

-Jesteś w…?-rozwarłeś zdumiony usta.

-Nie, nie jestem.-uspokoiła cię momentalnie.- To zwykła grypa żołądkowa, ale już mi lepiej.

-Chcesz bym przyjechał?-zapytałeś z wyraźną nadzieją w głosie.

-Właściwie to nie marzę o niczym innym jak się do ciebie przytulić.

-W takim razie będę niebawem.

***
Zaparkowałeś przed jednym z krakowskich, nowoczesnych bloków i zgasiłeś silnik. Naciągnąłeś kaptur szarej bluzy na głowę, wysiadając z czarnego BMW i poczułeś przeszywający twoje ciało chłodny, a wręcz lodowaty, październikowy wiatr. Skrzywiłeś się znacznie na to uczucie i przyśpieszyłeś kroku, aby żwawo zmniejszyć dystans dzielący cię od jednej z klatek schodowych. Wycisnąłeś odpowiedni ciąg cyfr i już po chwili sprawnie pokonywałeś pliki schodów, aby znaleźć się na odpowiednim piętrze. Gdy naciskać już miałeś dzwonek dębowe drzwi niespodziewanie się rozwarły, a drobna dłoń zaciśnięta została na materiale twojej klubowej bluzy. Jednym zwinnym ruchem przyciągnęła cię do siebie i scaliła wasze wargi w jedność. Mruknąłeś przeciągle, gdy z niewinnych muśnięć przeszła do miażdżenia zachłannie twoich ust. Dłońmi zjechałeś z jej pleców na kształtne pośladki, badając palcami ich architekturę, którą znałeś już na wylot. Śmiało mogłeś stwierdzić, że to należało do jednych z twoich ulubionych zajęć.  Strąciła nakrycie z twojej głowy i błądziła dłonią po twoich włosach. Trzymając ją cały czas za biodra oraz nie rozstając się z jej słodkimi wargami zagłębiłeś się w jej mieszkaniu. Zachichotałeś cicho, gdy wygięła się dziwacznie, aby przymknąć za wami drzwi. Oderwała się od ciebie i zadarła głowę, spoglądając ci głęboko w oczy. Prąd przeszył twój kręgosłup. Przyciągnąłeś jej rękę do twoich pleców i ułożyłeś ją na nich, aby także to poczuła. Uśmiechnęła się łagodnie, a jej policzki zalazła fala czerwoności. Przywarła swoim drobnym ciałem do twojej klatki piersiowej i oplotła ramionami twój pas. Kąciki twoich ust sięgnęły wyżyn, a poziom endorfin zenitu. Ta dziewczyna była tak cholernie urocza. Ponownie ująłeś w dłonie jej pośladki, ale tym razem z innym zamiarem niż ostatnio. Zaplotłeś jej łydki nad twoim tyłkiem, podrzucając ją gwałtownie. Popatrzyła na ciebie z radosnymi ognikami w oczach i objęła rękami twoją szyję. Przylgnęła do ciebie całym ciałem, a ty nie kryłeś zadowolenia, że taki właśnie miałeś zamiar, aby poczuła ciepło twojego ciała, twoją bliskość. Po mimo, że jej oczy śmiały się do ciebie to zauważyłeś, że nie wygląda jak zazwyczaj podczas waszych spotkań. Coś wyraźnie ci w jej zachowaniu nie pasowało. Coś wyraźnie nie było w porządku, a ty zamierzałeś to od niej wyciągnąć. Walczyła ze smutkiem, którym pokryta byłą jej twarz, ale ty go doskonale wychwyciłeś tuż po przekroczeniu progu jej mieszkania. Zbyt długo ją znałeś. 

-Twoje samopoczucie to nie wszystko, prawda?-utkwiłeś w niej spojrzenie stalowych tęczówek z mieszanką błękitu.- Jest coś jeszcze co sprawia, że jesteś smutna.-dodałeś, gładząc jej policzek zewnętrzną częścią dłoni.

-Nie jestem smutna. Nie teraz, gdy tu jesteś.-odparła i musnęła przelotnie twoje wargi.

Westchnąłeś głośno pewny, że kłamie. Widziałeś to po jej oczach. Przygaszone wpatrywały się prosto w twoje. Nie postanowiłeś jednak odpuścić. Zająłeś miejsce na sofie w niewielkim salonie i obserwowałeś jak z przymkniętymi powiekami wsłuchiwała się w bicie twojego serca. Niejednokrotnie podkreślała ci z łzami w oczach, że to najpiękniejsza melodia jaka może być. Była taka delikatna, krucha. Wiele razy zastanawiałeś się czy kolejna kłótnia nie wyryje o rysy za dużo na jej porcelanowym sercu i nie zdecyduje się tego zakończyć. Jednak ona zawsze powracała z uśmiechem o porażającej mocy.

-Blanka.-mruknąłeś tuż przy jej uchu.- Powiedz mi co się stało.-zwilżyłeś wargami jej czoło.

-Nie, Mateusz. Nie zrobię tego, bo to błahostka i teraz mam zamiar cieszyć się, że tutaj jesteś.-oświadczyła stanowczo.

-Dlaczego nie chcesz mi powiedzieć?!-podniosłeś nieco ton głosu.- Jestem twoim chłopakiem i mam prawo wiedzieć co się u ciebie dzieje, co cię tak zdołowało!

-To nie jest nic ważnego.

-Chyba, że nie traktujesz mnie poważnie to zaraz stąd wyjdę i pojadę do Rzeszowa.- teraz to ty wyraźnie posmutniałeś.

Prychnąłeś pod nosem, gdy zamilkła. Pokręciłeś z niedowierzaniem głową, nie spodziewając się po niej takiego zachowania. Zawsze mówiła ci o wszystkim, o każdej najmniejszej pierdole, a teraz wyraźnie coś ukrywała. Zatajała coś przed tobą, a ty coraz bardziej czułeś się jakby to było coś ważnego. Nie jakaś błahostka jak twierdziła, ale coś większych rozmiarów, coś co mogło cię totalnie wkurzyć. Nie byłeś świadomy, że Blanka spotkała się za twoimi plecami z twoim przyjacielem, kimś kim był dla ciebie jak brat, ale to nie wszystko. Przecież nie było nic złego w samym spędzeniu razem czasu, jednak gdy w ruch wchodził już pocałunek Fornala złożony na jej wargach oraz fakt, że przyznała się przed nim, że nie potrafi trzymać się od niego z daleka to sprawa ta zdecydowanie zyskiwała na wadze. Zrezygnowany obserwowałeś jak spoczywa na twoich kolanach i nadal tuli się do twojego torsu. Strąciłeś ją na kanapę i poderwałeś się z miejsca, ruszając szybko w kierunku drzwi. Nie mogłeś znieść tej cholernej ciszy. Czułeś tą cholerną presję  jaką na niej wywarłeś i jakiej nie zamierzała wcale zlikwidować, usnąć.

-Mateusz!- krzyknęła za tobą. – Uspokój się! Nigdzie nie idziesz!-wsparła się o drzwi, uniemożliwiając ci tym samym ucieczkę.

-A co? Powiesz mi?- fuknąłeś.

-Czemu wywierasz na mnie taką presję?- odpowiedziała pytaniem na pytanie z oburzeniem w głosie.

-Widzę, że to coś nie tak wcale błahego, a ty nie chcesz mi powiedzieć. Wiesz jak się z tym czuję?

-Dobra! Powiem ci!

- W takim razie słucham.-oparłeś się nonszalancko o ścianę.

-Wróćmy do salonu.

Posłusznie powróciłeś na wcześniejsze miejsce i wsparłeś głowę o ramie, przyglądając się jej uważnie. Opowiedziała ci nieśmiało o tym jak pewien chłopak ją pocałował, po mimo, że zdawał sobie sprawę, że ma chłopaka. Uformowałeś dłonie w pięści, a całe twoje ciało się spięło. Blanka musnęła ustami twoją napiętą szczękę, zapewniając cię, że to nic takiego, że poradziła sobie z nachalnym typem. Jeszcze dłuższy czas przybierałeś surowy wyraz twarzy, ale prawda była taka, że ona nic nie zrobiła, tylko po prostu bała ci się o tym powiedzieć, więc nie miałeś powodu się na nią gniewać. Po za tym nigdy nie potrafiłeś tego długo czynić. Mateuszu Masłowski, gdybyś tylko znał całkowitą prawdę… Wtedy tak szybko nie uległbyś brunetce, która pałaszowała drobnymi dłońmi twoją nagą skórę po ściągnięciu twoich górnych partii ubrań. Wasze języki pogrążone były w namiętnym tańcu, a ręce z każdą chwilą odkrywały coraz więcej powierzchni ciała tej drugiej osoby. W końcu nie zauważyłeś nawet, kiedy po solidnej grze wstępnej, w której nie szczędziłeś sobie czasu na pieszczocie każdego zakamarka jej aksamitnej skóry oraz scałowywaniu słodkiego posmaku z jej ust przywarłeś swoim ciałem do jej, czując ogień płonący od waszej bliskości. Narzuciłeś jej od początku dynamiczny rytm, ale znałeś ją na tyle długo, że wiedziałeś iż nie będzie miała nic przeciw. Nie pomyliłeś się. Uświadomiłeś to sobie, kiedy twoja klatka piersiowa stykała się z jej plecami, a twoja twarz spoczywała w zagłębieniu jej szyi, drażniąc ciepłym oddechem jej skórę. Widoczna na niej była gęsia skórka. W nozdrzach wirowała ci mieszanka zapachu jej skóry, perfum oraz szamponu, co doprowadzało cię do obłędu. Jednak nie mogło się to równać z widokiem mięcia przez jej dłonie prześcieradła, gdy zbliżała się do granicy błogości. Splotłeś wasze dłonie i ściskałeś mocno jej dłoń, czując, że i ty jesteś blisko osiągnięcia z nią uniesienia. Musnąłeś wargami jej policzek, gdy z jej gardła wydobył się wrzask, a w nim zawarte było twoje nazwisko. Ty po chwili także uczyniłeś to samo, zatapiając twarz w jej miękkich włosach.

-Kocham cię, Mateusz.-przyłożyła dłoń do twojego policzka i skradła czuły pocałunek z twoich spierzchniętych ust.

Jeszcze długo rozkoszowałeś się melodią tych słów rozbrzmiewającą w twoim umyśle. Obserwując jej opuszek palca kreślący różnorakie kształty na twoim umięśnionym brzuchu oraz rozżarzone miodowe tęczówki wiedziałeś, że znajdowałeś się w odpowiednim miejscu, w odpowiednim czasie i przy odpowiedniej osobie. Stworzyłeś swój własny prywatny raj, do którego po za waszą dwójką nikt nie miał wstępu.

 ✭✭✭

Hello! ^^
Blanka częściowo wyjawiła prawdę Mateuszowi, ale ten nadal nie ma pojęcia, nawet nie przechodzi mu przez myśli, że to jego przyjaciel tak pogarsza humor jego partnerce :P Nasza parka umie się szybko i skutecznie pogodzić :D Niebawem akcja nabierze tempa :3 Być może już od kolejnego rozdziału ;)  Jutro stracie naszych chłopców, na którym będę i na które się cholernie cieszę! <3 Jak myślicie kto z tego pojedynku wyjdzie zwycięsko? Ja stawiam 3:0 lub 3:1 dla Czarnych! <3 Całuję i do zobaczenia w weekend! ;* 
PS: Co Wy na to by publikować nowości na Matiego i Tomka co środę i weekend lub co poniedziałek i weekend? ;)

środa, 13 marca 2019

Piąty


  Westchnąłeś głośno, zatapiając smukłe palce w ciemnych, gęstych włosach. Ponownie utkwiłeś spojrzenie siwo błękitnych tęczówek w wyświetlaczu telefonu, bijąc się z myślami. Toczyłeś z nimi bój odkąd po raz drugi napotkałeś na swojej drodze brunetkę. Nie przewidywałeś, że jeszcze kiedyś na nią natrafisz, że natkniesz się na nią podczas spotkania z przyjacielem, którego partnerką okazała się być, a fakt, że to przy boku Mateusza spoczywa wszystko komplikował. Odtrącałeś od siebie chęci naciśnięcia zielonej słuchawki i usłyszenia barwy jej aksamitnego głosu, gdy proponowałbyś jej chwilę czasu spędzoną w swoim towarzystwie lub wypisanie ciągu kilku wyrazów na ekranie iPhone. Patrząc na to z perspektywy tego, że byłeś kumplem Masłowskiego nie byłoby to nic złego, bowiem mogłeś przecież chcieć poznać bardziej jego wybrankę i przecież wyglądałoby to naturalnie. Pragnąłeś się od niej trzymać na dystans, nie ingerować w jej szczęście dzielone z libero, ale  mimo, że nie powinieneś tego robić to myślałeś o niej nieprzerywalnie od tego cholernego pierwszego sierpnia. Deprymowało cię to cholernie, ale nie potrafiłeś sobie z tym poradzić. Opadłeś plecami na miękki materac i wypuściłeś powietrze ze świstem, walcząc z wyrytym w twojej pamięci obrazem. Jej długie, zgrabne nogi, które mogłeś podziwiać dzięki krótkiej, przylegającej spódnicy sprawiały, że atakowała cię duszność, a mieniące się w świetle lokalu miodowe tęczówki, po których rozlewały się radosne ogniki intrygowały jak żadne inne oczy. Gdy odgarniała niesforne kosmyki z twarzy, które opadały na nią z każdym wybuchem jej uroczego chichotu łaknąłeś wpleść palce w jej długie włosy i owinąć je sobie wokół nich. Nadal nie miałeś pojęcia jakim cudem nie rzuciłeś się na nią przy Maślaku. Kręciłeś z niedowierzaniem głową nad zagadnieniem, którego niegdyś nie rozumiałeś. Zawsze byłeś zdziwiony, gdy docierały do ciebie historię, że kumpel tracił głowę dla dziewczyny swojego przyjaciela, choć wiedział, że dana kobieta jest szczęśliwa z jego prawie bratem. Nie pojmowałeś jak można było zbliżyć się do partnerki przyjaciela, ale teraz sam ledwo co trzymałeś emocje na wodzy. Blanka była zakazanym owocem. Nie mogłeś po nią sięgnąć, choć bardzo pragnąłeś to zrobić. Brunetka niezaprzeczalnie była cholernie kusząca i przyciągająca. Nie dość, że każdy detal jej wyglądu zewnętrznego idealnie ze sobą współgrał to dodatkowo zachęcała otwartością, pozytywnym podejściem czy luźnym sposobem bycia. Choć z tego co opowiadał Mateusz nie zawsze taka była. To on licznym spojrzeniami pobudził w niej skrytą wewnątrz niej, na samym dnie pewność siebie. Kiedyś uważała się za przeciętną dziewczynę, która nie wyróżniała się z tłumu. Po prostu sobie żyła, była i tyle. A Masłowski zwalczył w niej nieśmiałość, może nie do końca, ale znaczne jej stężenie i obudził usypaną niczym niedźwiedź w śnie zimowym kobiecość. Nie rozumiałeś jak taka kobieta jak Wojciechowska mogła kiedyś być tak skrytą osobą, tak nieświadomą swoich atutów , których miała pełno, cała mnóstwo.

-Długo będziesz się tak gapił w ten sufit i wzdychał do niej w myślach?-panująca w pokoju ciszę przerwał Kochanowski, który od dłuższej chwili śledził twoje poczynania.

-Kuba, to jest trudniejsze niż się wydaje.-mruknąłeś, bawiąc się palcami.

-Tak? Czemu niby?-momentalnie zmienił pozycję na siedzącą i wlepił w ciebie swoje zielone oczy, podpierając głowę na łokciu.

-Bo jest zajęta?-wypowiedziałeś jakby to było oczywiste.

-No tak. Zajebiste laski nigdy nie są wolne.-skwitował z łagodnym uśmiechem.- Jednak mam na to rozwiązanie. Chłopak nie ściana. Można przesunąć.-puścił ci oczko.

-Nie wiesz wszystkiego i lepiej by tak zostało.-rzekłeś stanowczo.

- Czekaj, czekaj…Czy Tomasz Fornal ma tajemnice przed swoim najlepszym kumplem, Jakubem Kochanowskim?-wytrzeszczył oczy środkowy.

-Kuba, naprawdę nie mam nastroju.-mruknąłeś.

-Powiem ci jedno. Weź kurwa już tyle nie myśl bo myśliwym zostaniesz.-rzucił Kochan.- Jutro wylatujemy do Japonii, więc krótka piłka Fornal.

-Dzięki, Kubuś!

Zamknąłeś go przelotnie w uścisku i wybiegłeś z pokoju, aby po chwili do niego wrócić, bowiem twoje odzienie nie za bardzo nadawało się na daną okazję. Blondyn pokręcił roześmiany głową nad twoją postawą i rzucił w twoim kierunku jasne dżinsy, z których wyśmiewało się środowisko radomskie oraz czarną koszulkę. Podziękowałeś mu szerokim uśmiechem i po zmienieniu ubrań tym razem na dobre opuściłeś pomieszczenie. 


                                  ***

Zmarszczyłaś brwi, dostrzegając na wyświetlaczu telefonu zdjęcie bruneta, którego poznałaś jakieś dwa miesiące temu. Aneta pośpiesznie powędrowała za twoim wzrokiem i splotła ramiona na klatce piersiowej, oczekując tym samym wyjaśnień. Machnęłaś na nią dłonią i zaakceptowałaś próbę kontaktu młodego przyjmującego. Przeczesałaś palcami włosy, gdy z jego ust wydobywała się propozycja spotkania, które miało by się odbyć dzisiejszego dnia. Na migi przedstawiłaś sytuację przyjaciółce i po ujrzeniu na jej twarzy promiennego uśmiechu przystałaś na ofertę Fornala. Odłożyłaś urządzenie na blat lady i wypuściłaś głośno powietrze.

-Co ty taka skołowana? Była aż tak nachalny?-rzuciła zaintrygowana twoją niedawno zakończoną rozmową Grabowska.

-Nie, tylko… Kurczę, to przyjaciel mojego chłopaka.- podrapałaś się zmieszana po głowie. – Może nie powinnam?-spojrzałaś na nią niepewnie z pytającym wyrazem twarzy.

-Nie robisz nic złego, Blanka!-potrząsnęła twoimi ramionami Aneta.- Przecież to tylko spotkanie nie randka.

-Kto go wie jak on to traktuje po ostatnim...-mruknęłaś pod nosem, ale dotarło to do uszu twojej towarzyszki.

-Ja chyba o czymś nie wiem. – wsparła się biodrami o ścianę szatynka.

Westchnęłaś głośno i powróciłaś myślami do wydarzeń sierpniowej nocy, dzieląc się nimi z przyjaciółką. Aneta słuchała cię z uwagą, coraz obszerniej rozwierając usta ze zdziwienia. Gdy jednak zahaczyłaś opowieścią o urodzinową imprezę Tomka jej szok sięgnął szoku. Sama nie spodziewałaś się wtedy, że gospodarz mieszkania wykorzysta wyjście Mateusza na dwór i zacznie się do ciebie przystawiać. Czułaś, że gdyby nie pochłonął wówczas tyle procentowych mieszanek nie miałoby to miejsca. Na szczęście ty zachowałaś trzeźwy umysł, bowiem zdecydowałaś się tamtego wieczoru na niewielką ilość alkoholu i przystopowałaś zaloty krakowianina. Nie wspomniałaś o tym słowem Masłowskiemu. Nie chciałaś niszczyć ich przyjaźni, a także wiedziałaś, że Tytus by mu tego nie zrobił w stanie trzeźwości. A może sama siebie chciałaś o tym przekonać? W końcu widziałaś te wesołe ogniki szalejące po jego tęczówkach, gdy pochłaniał cię wzrokiem. Nim spostrzegłaś a brunet pojawił się w galerii, aby odebrać cię z pracy jak dość często czynił to rzeszowski libero. Oddychałaś z ulgą, mając pewność, że nie napatoczy się na was, bowiem trener niedawno wznowił im przygotowania do nowego sezonu i zapewne teraz spoczywał cały obolały po pierwszych zajęciach na siłowni na kanapie w rodzinnym domu.

-Dlaczego chciałeś się spotkać?- nie mogłaś się powstrzymać od zadania tego pytania.

-Szczerze?- spojrzał na ciebie krótko, a gdy skinęłaś głową kontynuował.- Chciałem się trzymać od ciebie z daleka, na dystans, ale nie potrafię.- wzruszył ramionami.

-Mam coś podobnego.-szepnęłaś, spuszczając głowę.

-Widocznie oboje siebie intrygujemy nawzajem.-skitował z delikatnym uśmiechem, rozwierając przed tobą drzwi do kabrioletu.

-Co to jest?!-wrzasnęłaś nagle, zdając sobie sprawę z tego co się dzieje.

-Kabriolet.- zaśmiał się siatkarz.- Wykorzystajmy ostatnie promienie słońca w pełni.

-Co ty zamierzasz dzisiaj ze mną robić?

-Przejechać się po Krakowie.

Skinęłaś z podziwem głową. Podobał ci się ten pomysł, oryginalność na jaką się wysilił. Większość chłopaków na spotkanie z przedstawicielką płci przeciwnej obierali typowy schemat. Decydowali się na kolacje, kino lub spacer, a Tomasz był niebywały. Wsiadając do środka białego samochodu zastanawiałaś się czy nie będziesz żałować swojej decyzji. Szybko odgoniłaś od siebie te myśli, bowiem muzykę jaką dobrał siatkarz oraz fakt, że nie wracał wydarzeniami do celebracji jego dwudziestych drugich urodzin napawał się optymizmem odnośnie spędzenia z nim dzisiejszego popołudnia. Nie zawiodłaś się na swoim przeczuciu. Fornal z okularami przeciwsłonecznymi spoczywającymi na nosie okręcał zgrabnie kierownicę i co jakiś czas zerkał w twoim kierunku, obdarowując cię widokiem wznoszących się kącików ust, a co za tym szło śnieżnobiałego uzębienia, które na wielu kobietach robiło wrażenie, w tym w pewnym stopniu na tobie. Rozmowa, która nawiązała się pomiędzy wami zaledwie po dziesięciu minutach po opuszczeniu parkingu galerii handlowej była zadziwiająco luźna i stąpała po neutralnym gruncie. Krakowianin nie bombardował cię jakimiś zalotnymi tekścikami ani nie przekraczał pewnych granic. Po dłuższym czasie zatrzymaliście się w jednym z lokali w centrum miasta. Zaniosłaś się głośnym śmiechem, gdy Tomek zjawił się po chwili z zestawem hamburgerów oraz frytek oraz kubkiem Coli.

-Ty przypadkiem nie lecisz za niedługo do Japonii?- uniosłaś pytająco brew, gdy zajadał się bombą kaloryczną.

-A owszem.-rzekł, wygryzając się w bułkę.- W ogóle interesujesz się siatkówką ze względu na Mateusza czy tak ogólnie?

-Trochę tak trochę tak, ale ciebie jednak nie kojarzyłam.

-A to wredna pizda glizda. Nic o kumplu nie wspomniał.- odparł naburmuszony, na co się roześmiałaś.

-Bo być może kumpel za spożywanie takich rzeczy przed ważnym turniejem z kadry wyleci.-zaśmiałaś się.

-Cicho bądź mikrusie.- wystawił ci język. – Lepiej się zajmij swoją twarzą, bo się upieprzyłaś przy ustach.-wskazał palcem na ubrudzone miejsce.

Pośpiesznie otarłaś je chusteczką, jednak Tytus nadal śmiesznie ci się przyglądał. Upił niewielki łyk zimnego napoju i chwycił serwetkę w dłoń. Spodziewałaś się, że okaże się pomocny i pomoże ci z pozostałościami sosu, jednak zrobił coś zupełnie innego. Pochylił się nad twoją twarzą i zetknął twoje usta z jego wargami. Wykonał to za pomocą niemrawego, nieśmiałego ruchu, obawiając się twojej reakcji i jak się po chwili okazało słusznie.

-Nie rób tego więcej.-warknęłaś przez zaciśnięte zęby, odwracając głowę w drugą stronę.

-Chciałem tylko pomóc ci z zabrudzeniem.-wyjaśnił 22-latek, posyłając ci subtelny uśmiech.

-Daruj sobie. –syknęłaś, mierząc go groźnym wzrokiem.- Muszę już iść. Wezwę taksówkę.

- Daj spokój, Blanka.


Wyrwałaś nadgarstek z jego smukłych palców jakie oplotły go, gdy chciałaś poderwać się z miejsca i opuścić lokal. Pośpiesznym krokiem skierowałaś się w stronę wyjścia z budynku, a gdy znalazłaś się za jego obszarem przyłożyłaś czoło do jego ściany i przymknęłaś powieki. Jak mogłaś mu na coś takiego pozwolić? Jak mogłaś dać się namówić na to cholerne spotkanie?!


                                                                                                                                        ✭✭✭

                                                                                                                                Hello everybody! ^^
Miałam nie dodawać tak szybko, ale jako, że trzynasty marca to nie mój mocny dzień to chcę choć w taki sposób zrobić coś co mi się uda, czyli choć wywołać uśmiech na Waszych twarzach ;) Numer Masłowskiego chyba nie jest dla mnie szczęśliwy XD  Tomek się troszkę rozszalał, a Blanka jeszcze pozostaje racjonalna, ale czy na długo? Mam nadzieję, że pierwsze napomknienie o tym jak to wszystko widzi Fornal przypadło Wam do gustu :D Całuję i do zobaczenia ;*  ( Jak ładnie się spiszecie w weekend :D )

sobota, 9 marca 2019

Czwarty


  W akompaniamencie ulubionego typu muzyki libero przemknęliście obok zielonej tablicy z białym napisem nazwy miasta, w którym odbyć się miał turniej siatkarski. Podrygiwałaś nogą do energicznego rytmu disco polo wydobywającego się z radia obsadzonego w samochodzie i z delikatnym uśmiechem na ustach podziwiałaś rozciągający się za szybą krajobraz Krakowa skąpanego słońcem. Mateusz jakby przypomniał ci o swojej obecności i niespodziewanie pokrył swoją dłonią twoją drobną, gładząc opuszkiem palca jedwabistą skórę na jej zewnętrznej części. Po chwili ścisnął ją mocno, jakby była dla niego najważniejszą rzeczą na świecie, największym skarbem, talizmanem, z którym nigdy się nie rozstaje . Jednak najbardziej rozczulił cię jego kolejny ruch. Przyciągnął twoją rękę do swojej twarzy i subtelnie zwilżył ją swoimi wargami, nie odrywając wzroku od trasy jaką przemierzaliście od prawie dwóch godzin i do której końca wreszcie się zbliżaliście. Ten drobny gest spowodował narodzenie się przyjemnej fali ciepła w twoim cholernie mocno kochającym sercu oraz uświadomił jak wielkim szacunkiem cię darzy. Rozłąka do jakiej byliście zmuszeni z powodu jego pobytu na zgrupowaniu kadry umocniła wasze uczucie i miałaś wrażenie, że sprawiła, że do Mateusza jeszcze bardziej niż dotychczas dotarło jaką rolę odgrywasz w jego życiu, jak jest ona ważna i jak bardzo musi cię kochać. Doceniał cię jeszcze bardziej niż dotychczas, choć nie wiedziałaś nawet, że tak jeszcze się da. Ubolewałaś teraz nad tym, że na jego nosie spoczywały przeciwsłoneczne okulary, które zakrywały jego szare oczy. Żałowałaś, że nie widzisz ich wyrazu, emocji, choć mogłaś się domyślać, że jak zwykle szalały w nich wesołe ogniki. Zatopiłaś spojrzenie miodowych tęczówek w jego przystojnej, przyodzianej w promienie słoneczne twarzy, sunąc wzrokiem po jego delikatnym zaroście, który dodawał mu męskości, wędrując nim coraz wyżej. Nieświadomie zagryzłaś dolną wargę, wbijając w jej płat zęby. Nie zdawałaś sobie sprawy ile tak trwałaś, ale na pewno wystarczająco długo, aby sprowokować go do odezwania się i przerwania ciszy pomiędzy wami, która skutecznie wypełniała składanka jego ulubionych w ostatnim czasie kawałków. Swoją drogą to właśnie dzięki niemu ponownie polubiłaś polskie disco polo.

-Długo będziesz się tak patrzeć jeszcze?- rzucił, okręcając kierownicą wokół własnej osi.- Wiesz jest to naprawdę uroczę, ale rozpraszasz mnie, skarbie.-zerknął na ciebie przelotnie, posyłając łagodny uśmiech.

Dopiero wtedy dotarło do ciebie, że wgapiałaś się w niego dobre kilkanaście minut, nie panując nad swoją mimiką. Musiałaś naprawdę komicznie wyglądać z tą przegryzioną wargą, co oczywiście nie uszło ci na sucho i libero skwitował twoje zachowanie uroczym chichotem.

-Los chcę ze mną grać w pokera! Raz mi daje raz zabiera! –wydzierał się brunet, kołysząc się na boki.

-Ja za swoim szczęściem biegnę w świat!- dołączyłaś do niego, parskając roześmiana śmiechem.

-Ta piosenka kojarzy mi się z moją przeszłością w juniorach. To był świetny okres.-mruknął zadowolony.- W ogóle dzisiaj poznasz kogoś nowego.

-Myślałam, że znam twoich wszystkich kumpli.-nie kryłaś zdziwienia wypowiedzianymi chwilę temu przez niego słowami.

-To nie kumpel. To nie przyjaciel. To mój brat.-oświadczył z dumą Masłowski.

Skinęłaś głową na jego słowa i poczułaś podekscytowanie zalewające twoje drobne ciało, gdy przed oczami rozciągnął się doskonale znany przez ciebie obiekt. Nie trzeba cię było prosić o wysiadanie, gdy w grę wchodził mecz reprezentacji Polski siatkarzy i to w twoim rodzinnym azylu. Zatrzasnęłaś za sobą drzwi czarnego BMW i wsparłaś się biodrami o jego karoserię, obserwując jak siatkarz nieco w inny sposób wykorzystuje swoje. Kręcił nimi zamaszyście, a ty zażenowana spoglądałaś na niego, oczekując momentu, kiedy zaprzestanie to robić. W końcu podirytowana wywróciłaś oczami i splotłaś wasze dłonie, ciągnąc go w kierunku wejścia.

-Czemu nie zabrałeś Kozuba?-zmarszczyłaś brwi utkwiwszy w nim spojrzenie i uświadamiając sobie, że przecież Łukasz spokojnie mógł wam towarzyszyć.

-Bowiem Łuki ma remont w domu i pomaga mu Aneta.-powiedział rzeszowianin, przyglądając ci się z pytającym wyrazem twarzy, gdy przystanęłaś.

-Żartujesz?!-odwróciłaś głowę w jego kierunku i popatrzyłaś na niego zdumiona.

-Jak do tego doszło nie wiem!-zawył, a ty mimowolnie zaśmiałaś się pod nosem.- Nie kazał ci mówić, bo byś wepchała swój wścibski nos.

-Boże! Ja ją zabiję, że mi nic nie powiedziała!

Maślak zarzucił ramie na twoje plecy, przyciągając cię bliżej siebie i musnął ustami twój policzek. Mimowolnie twoje policzki przybrały purpurową barwę, a kilkanaście spojrzeń przedstawicielek płci pięknej, które spoczęły na waszej dwójce nie poprawiły sytuacji. Po mimo, że byliście znani wśród siatkarskiego środowiska jako para, nadal nie przywykłaś do tego pełnego zaintrygowania wzroku jakim niejednokrotnie byłaś uraczana jeszcze na rzeszowskim Podpromiu. Siatkarz jednak potarł twoje ramie, dodając ci tym wsparcia w niezbyt komfortowej dla ciebie sytuacji i sprawnie załatwił wam wejście do wnętrza budynku. Po uzupełnieniu prowiantu na spotkanie rodaków, z którym pomogłaś mu się uporać, bowiem było tego całkiem sporo, zawitaliście do wskazanego przez chłopaka sektora i zajęliście swoje miejsca. Skupiłaś się na śledzeniu rozgrzewki zawodników, a Mateusz ci w tym zawtórował. Tak bardzo się w tym zatraciłaś, że nie spostrzegłaś nawet, kiedy na twoją osobę padł cień spowodowany przystanięciem nad tobą znacznie wyższej sylwetki niż choćby twojego partnera. Nim jednak zadarłaś głowę by ujrzeć twarz przybyłego gościa libero już poderwał się z miejsca i utonął w wylewnym uścisku z siatkarzem, poklepując go solidnie po plecach.

-Boże, Masło! Doczekałem się widoku niewiasty przy twoim boku!-rozwarł usta zdumiony znajomy z pracy twojego chłopaka, zerkając na ciebie przelotnie.- O ciesz kurwa! Cuda się zdarzają!- dodał, przykładając dłonie do twarzy.

-Tomuś, ja ciebie proszę przymknij swój przesłodki pyszczek, na który leci połowa Polek za nim pozostaniesz bez przedniego rzędu zębów. –wypowiedział z udawaną słodkością Mateusz, a ty nie dałaś rady dłużej gryźć policzków od środka i zaniosłaś się niepohamowanym śmiechem.

-Masło, bo się roztopisz i to nie od upałów.-odparł roześmiany Tomasz.- Miło mi…-rozpoczął 21-latek.

-To moja kwestia, Fornal.-oświadczył z powagą Masłowski, a ty pokręciłaś z niedowierzaniem głową.- Skarbie, poznaj mojego brata, Tomka. –wskazał dłonią na siatkarza.- Braciszku, poznaj moją wybrankę, Blankę.

Brunet pochylił delikatnie głowę ku dołowi, aby móc cię lepiej ujrzeć. Wyciągnął rękę w twoim kierunku, a ty uścisnęłaś ją mocno. Dopiero po chwili zdecydowałaś się unieść głowę i zamarłaś. Na swojej drodze napotkałaś te tęczówki. Te tak cholernie siwe, nasycone błękitem, które miałaś okazję dostrzec tylko raz w życiu. Zapadły ci one w pamięci i widziałaś, że nie miałaś prawa się pomylić, czyli twoje początkowe przypuszczenia nasuwające ci się w krakowskim parku w ten upalny majowy dzień były trafne. Tomasz Fornal był siatkarzem, a do tego przyjacielem twojego chłopaka. Był kimś dla niego najbliższym zaraz po twojej osobie. Czułaś się jak otumaniona przez narkotyki. Byłaś w totalnym szoku, ale sportowiec też nie wyglądał lepiej. W końcu chyba żadne z was nie liczyło się z tym, że może się spotkać po raz kolejny i to nie tylko spojrzeniem. Z rozchylonymi wargami wpatrywał się w ciebie, nie mając pojęcia jak się zachować. Wplótł smukłe palce w ciemne, gęste włosy i zaczesał je do tyłu. Przebiegłaś wzrokiem po jego twarzy. Jakże przystojnej, nieskazitelnej twarzy. W porównaniu do Mateusza nie posiadał zarostu, ale to nie ujmowało mu zbyt wiele, jak w ogóle działało na jego niekorzyść.

-Tomek? Blanka? Coś nie tak?-wydusił z siebie Mateusz zaniepokojony wyraźnie ciszą, która zapanowała nad waszą trójką.

-My się tak jakby już znamy.-oświadczył błękitnooki, uśmiechając się nikle.

-Co?! Jak to?!

-Wpadliśmy na siebie w parku.-wyjaśnił Tomek.

-Poprawka. Ty prawie wpadłeś na kobietę rowerem, nie na mnie.-włączyłaś się do dyskusji.-Po za tym nie znamy, ale mieliśmy ze sobą styczność. To lepiej pasuje.-dodałaś.

-Prawie! Ty wpadłaś na mnie wzrokiem!-bronił się Fornal.

-Kurwa trudno było nie zwrócić uwagi na gościa w kapturze i bluzie w 28 stopni!-przewróciłaś podirytowana oczami.

-Ej, stary. Ty się holuj.-mruknął libero.-To moja dziewczyna i tylko mnie może pożerać wzrokiem.-na potwierdzenie tych słów objął cię ramieniem i przyciągnął bliżej siebie.

-Luz, Mati.-uśmiechnął się szeroko brunet.

Sportowcy po krótkiej pogawędce rozstali się, dochodząc do wniosku, że po zakończonych zmaganiach w pierwszym dniu Memoriału Huberta Jerzego Wagnera spotkają się na piwie, a ty ochoczo skinęłaś głową, zgadzając się im uczestniczyć. Odprowadziłaś wzrokiem Fornala i momentalnie odwróciłaś głowę w stronę Mateusza, gdy jego błękitne tęczówki natrafiły na twoje, kiedy przelotnie zajrzał za ramie w kierunku waszej dwójki, pokonując schody. Chwilę później emocjonowałaś się pierwszym spotkaniem Biało-Czerwonych, miażdżąc kciuki, które wyraźnie pobladły z mocy twojego uścisku. Opierałaś głowę na ramieniu rzeszowianina, przyglądając się rywalizacji toczącej się na boisku z reprezentacją Serbii i podkradałaś mu kilka chipsów z czerwonej paczki, bowiem zdecydował się na klasyczne paprykowe. Odchyliłaś lekko głowę i uśmiechnęłaś się nikle, gdy musnął ustami czubek twojego nosa.


***

Pogładziłaś dłońmi materiał czarnej spódnicy, pociągając ja ku dołowi, bowiem wraz z zajęciem miejsca przy jednym ze stolików w krakowskim pubie podwinęła się ona znacznie. Podziękowałaś skinieniem głowy przyjmującemu za wręczenie ci menu z motywem marmuru i biegłaś wzorkiem po średniej wielkości czarnych literkach, snując refleksje na temat swojego zamówienia. Zamknęłaś kartę i spojrzałaś z uniesioną brwią na twoich towarzyszy. Masłowski wyłowił z dna kieszeni moro spodenek portfel i po wysłuchaniu uwag twoich oraz przyjaciela powędrował do lady. Zwróciłaś głowę w kierunku bruneta spoczywającego po twojej lewej stronie i natychmiast tego pożałowałaś. Fornal z wspartą o stół głową przyglądał ci się uważnie jakby chciał cię dokładnie przestudiować. Zmieszana odgarnęłaś ciemny kosmyk za ucho, spuszczając wzrok. Siatkarz skwitował twoje zachowanie cichym śmiechem, a ty w myślach błagałaś o szybki powrót Mateusza, bowiem zaczynało się robić naprawdę niezręcznie. Może nie dla krakowianina, ale z pewnością dla ciebie tak.

-Cieszę się, że nie zakończyło się na tym jednym spojrzeniu.-mruknął cicho, wnosząc lekko kącik ust.

-Żartujesz sobie ze mnie?-zadarłaś wzrok na jego twarz oświetloną przez zawieszoną nad wami lampę.

-Nie, dlaczego tak myślisz?-zmarszczył brwi.

-Tomek, twoje zachowanie nie jest fair w stosunku do Masełka.-wypowiedziałaś twardo, spoglądając mu głęboko w oczy.

-Nie powiedziałem nic złego.- wzruszył ramionami. - Po prostu cieszę się, że jest mi cię dane poznać, siedzieć tutaj z wami.- sunął palcami usytuowany na stole telefon.

-Przepraszam. Coś źle odczytałam.-powiedziałaś cicho.

Tomasz skinął głową na znak przyswojenia twoich słów i posłał ci pokrzepiający uśmiech, aby rozluźnić atmosferę. Odetchnęłaś z ulgą, bowiem w zasięgu twojego wzroku pojawił się libero. Początkowo przysłuchiwałaś się wymianie ich zdań, ale z czasem, gdy upijałaś niewielkie łyki chmielowego trunku połączonego z sokiem malinowym coraz bardziej otwierałaś się przed nowo poznanym chłopakiem. Zaniosłaś się śmiechem z kolejnej historii dotyczącej spalskich czasów jaka opuściła jego usta. Fornal nagle lekko się do ciebie przysunął, czego początkowo nie zauważyłaś, bowiem byłaś zbyt pochłonięta oddawaniem swojego rozbawienia. Twoje ciało wzdrygnęło się, gdy opuszki palców  bruneta zetknęły się ze skórą twojego odkrytego uda. Udawałaś, że tego nie zarejestrowałaś, że to się nie wydarzało. Jednak smukłe palce przyjmującego sunęły wzwyż, a twoje ciało zalewał przyjemny dreszcz. Zwróciłaś ku jemu twarz i mogłaś rozkoszować się śnieżnobiałym, niemalże hollywoodzkim uśmiechem 21-latka. Dopiero dzięki pomocy alkoholu krążącemu po twoim krwiobiegu zauważyłaś, że Tomasz jest naprawdę pociągającym mężczyzną. Choć jego uroda zupełnie odbiegała od tej twojego chłopaka. Przyjmujący był takim uroczym chłopcem z słodkim, pogodnym uśmiechem, obłędnymi oczami oraz proszącymi się o potarganie ciemnymi włosami.  Mateusz miał zdecydowanie ostrzejszy ty urody. Dziwiłaś się, że Masłowski nie odnotował twojego dłuższego wpatrywania się w swojego przyjaciela, ale cała wasza trójka była zbyt rozluźniona i zbyt błoga. Po za tym skoro znali się tyle lat musiał mu bezgranicznie ufać, wiec pewnie nawet się nie spodziewał, że pod stołem dłoń Fornala bada jedwabność skóry jego dziewczyny. Libero nagle schylił się pod stół, a ty obserwowałaś jak ręka bruneta momentalnie została przez niego zabrana. Uniosłaś zdziwiona brew, przyglądając się Tomkowi, który po mimo takiej ilości  spożytych procentów  kontrolował swoje zachowanie. Czyżby alkohol był tylko wymówką dla czynu, na który oczekiwał od dłuższego czasu? Pokręciłaś lekko głową. Fornal wyglądał ci na sympatycznego, poukładanego chłopaka, a nie kogoś kto za plecami przyjaciela zabiera się za obracanie jego partnerki. Niepokoił cię jednak fakt, że co rusz jak wasze spojrzenia się spotykały zawarta w nich była pewnego rodzaju elektryczność, coś pokroju dwóch przyciągających się magnesów. Byłaś pewna, że coś takiego możesz tylko poczuć przy boku rzeszowianina, a tymczasem miało to miejsce dzisiejszej, sierpniowej, parnej nocy.

-Wpadnijcie do mnie na urodziny.-rzucił na odchodne mistrz świata juniorów.

-Z chęcią skorzystamy z zaproszenia.-obdarowałaś go promiennym uśmiechem.

- W takim razie widzimy się 31 sierpnia, a może i szybciej.-odparł brunet.

-Dzięki za dziś, Tomuś!- wydarł się Masłowski zza twoich pleców.

-Wam też dzięki! Pomóc ci z doholowaniem go do hotelu? –zaproponował Tytus.

-Nie, nie. Poradzę sobie.-zaparłaś się.

Przerzuciłaś sobie przez plecy ramie Maślaka i pokręciłaś z niedowierzaniem głową nad jego postawą. Tak bardzo ci obiecywał, że nie przesadzi, że wypije tylko jedno, kulturalne piwko. Przewróciłaś oczami, gdy jego wielka dłoń znalazła się na twoim pośladku. Po dziesięciu minutach opuściłaś go na łóżko w waszym hotelowym pokoju, a sama powędrowałaś pod prysznic.

                                                                                                                                      ✭✭✭

Cześć i czołem! ^^
Nie wytrzymałam i dodaje Wam dzisiaj nowość, choć mogłam to zrobić w kolejnym tygodniu haha :D Znajdzie moją dobroć :D Nasza para napotkała na swojej drodze Fornala i jak widać rozrabia on nieco za plecami kumpla, a Blanka nie wie jak się w tej sytuacji zachować.  Zobaczymy jak to pomiędzy nimi będzie dalej ;) Średnio jestem zadowolona z tego rozdziału, ale kolejny powinien być lepszy w moim wykonaniu ;) Jednak polecam oczekiwać szóstki, która w cholerę mi się podoba i jestem z niej dumna :D Tak, tak piszę sobie zapasy ^^ Całuję i do zobaczenia w środku tygodnia lub weekend! ;* Wszystko zależy od Was i Waszej aktywności w komentarzach! :D 

wtorek, 5 marca 2019

Trzeci


   Machałaś nogami zwisającymi ci z tarasu rodzinnego domu siatkarza, do którego zawitałaś nieco ponad godzinę temu.  Niebywale uradowałaś się, kiedy Mateusz zaproponował ci odwiedzenie go w piękne, piątkowe popołudnie,  a jeszcze bardziej ucieszył cię fakt, że była to inicjatywa jego rodzicielki, która dawno nie miała okazji z tobą porozmawiać. Gdy ci to powiedział uniosłaś pytająco brwi, czując narastający niepokój w twoim ciele, ale wtem libero zaczął gładzić twoje plecy i zapewniać, że to nic takiego, że pewnie jego matka ma ochotę na babskie ploteczki i napicie się z przyszłą synową kieliszka wina i faktycznie tak było, bowiem wizyta w rodzinnej ostoi Masłowskiego przebiegała naprawdę przyjemnie i bezkonfliktowo. Opierałaś głowę na ramieniu bruneta i uśmiechałaś się błogo z przymkniętymi powiekami, chłonąc promienie majowego słońca. W oddali słyszałaś odgłosy przypiekających się na grillu smakołyków, a kilka sekund później ich woń docierała do twoich nozdrzy, powodując narastające uczucie wgryzienia się w specjały ojca siatkarza. Słyszałaś dźwięk drżących kieliszków niesionych przez panią domu, a gdy zadarłaś powieki ku górze zauważyłaś jak z porozumiewawczym uśmiechem dolewa ci alkoholu do naczynia.

-Mamo, nie upijaj mi dziewczyny.-wypowiedział błagalnym tonem twój towarzysz, ale po chwili roześmiał się głośno.-Miałem zamiar skorzystać z jej pięknych uroków w nocy, a tak padnie jak po przebiegnięciu 10 km.- dodał wesoło.

-A tobie synu to w głowie tylko jedno.-wywróciła oczami pani Masłowska.

-Dokładnie!-poparłaś ją, wiedząc, że narażasz się nieodwracalnie Mateuszowi.-Dlatego też gdy mam zajęcia w weekend to nie ma wstępu do mojego mieszkania.-oświadczyłaś z łagodnym uśmiechem, a Masełko mocniej ścisnął  twoją spoczywającą obok jego biodra dłoń, dając ci tym sygnał, abyś zamilkła.

-Bardzo dobrze dziecko! Edukacja najważniejsza!-pokiwała głową z uznaniem.

-Możecie nie robić ze mnie seksoholika? Dziękuję!-odezwał się z pretensjami zawodnik miejscowego klubu.

Zaśmiałaś się dźwięcznie na jego słowa i pokręciłaś z niedowierzaniem głową nad jego postawą. Uwielbiałaś  w nim to, że każdą sytuację potrafił sprawnie obrócić w żart i rozbawić cię przy tym do łez. Musnęłaś subtelnie jego wargi, nie mogąc powstrzymać się przed tym, gdy wyglądał jak naburmuszone dziecko, a w tej odsłonie prezentował się naprawdę uroczo. Wzniósł nikle kąciki ust na twój gest, biegnąc błękitnymi niemalże szarymi tęczówkami po twojej oświetlonej przez promienie słońca twarzy i jednym sprawnym ruchem wciągnął cię na swoje kolana, oplatając szczelnie w pasie, abyś mu nie uciekła. Wpatrywałaś się głęboko w jego oczy i potargałaś jego ciemne włosy, obserwując grymas jaki przemknął przez jego twarz, gdy trud jaki włożył w ułożenie ich poszedł na marne, lecz prawda była taka, że dla ciebie nie musiał ich mieć pod kontrolą. Ty wolałaś go w wersji po przebudzeniu. Ubóstwiałaś ten nieobecny, zamglony wzrok podczas poranku jakim raczył cię zaraz po przebudzeniu, potargane, dotknięte nieładem włosy, lekko uniesione kąciki ust, gdy zdawał sobie sprawę, że naprawdę tutaj jesteś, że leżysz obok niego i po prostu dajesz mu swoją obecność.

-Cholera. Będę tęsknił, lilipucie. – zawył przeciągle, sunąc opuszkami palców po twoim policzku.

-Wiem, Mati. Ja też będę.-momentalnie twoja twarz osnuta została przez smutek.

Za kilka dni Mateusz zobowiązał się do stawienia w ośrodku w Spale na zgrupowanie reprezentacji Polski i dopiero teraz do was dotarło jak trudna będzie wasza rozłąka. Będziecie jak dwa puzzle, które idealnie pasują do danego miejsca, ale aby ponownie je złożyć za kolejnym razem trzeba będzie je rozłączyć. Tak też miało się stać z wami. Już czułaś melancholie jaka wprowadzi się do twojego życia, gdy nie będziesz mogła wyciągnąć telefonu z kieszeni dżinsów i zadzwonić do niego, kiedy dopadnie cię tęsknota za jego przyjemnym dla uszu głosem, kiedy odczujesz potrzebę usłyszenia jego rozbrajającego śmiechu. Już nie pokona autostradą trasy do Krakowa w niespełna dwie godziny, aby zatopić się w twoich słodkich ustach i obsypywać pocałunkami twoje nagie ciało. Cóż, będziesz musiała przez to przejść, choć będzie to równie ciężkie dla niego jak i dla ciebie. Tak bardzo zagłębiłaś się w refleksjach na temat obrazu niedalekiej przyszłości waszej dwójki, że nie odnotowałaś w głowie momentu, kiedy jego miękkie wargi wdały się w wymianę pocałunków z twoimi. Nie zamierzałaś jednak składać ku temu protestów. Opuszkami kciuków obrysowywałaś dokładnie zarys szczęki chłopaka, oddając każdą pieszczotę z nie mniejszym zaangażowaniem niż on. Jego język drażnił twoje podniebienie, a posmak soku pomarańczowego, który scałowywałaś z jego ust doprowadzał cię do szaleństwa. To nie była żarliwa wymiana, żarłoczna walka o dominację. Wasze usta w pełni rozkoszowały się sobą nawzajem, jakby nie znały określenia pośpiech. Odnalazły wolne, odpowiadające im tempo i je podtrzymywały. Nagle jednak Mateusz zrzucił cię ze swoich ud i zniknął we wnętrzu budynku. Zmarszczyłaś brwi zdezorientowana, rozchylając usta, aby zapytać o powód jego zniknięcia rodziców, ale nagle przybył i zeskoczył z tarasu, wyciągając przed ciebie dłoń. Uniosłaś pytająco brew, ale chwyciłaś jego rękę i postawiłaś nogi na trawniku. Chwilę później zanosiłaś się błogim śmiechem, będąc okręcana przez niego wokół własnej osi do jednej z popularnych piosenek disco polo. No tak miłość do tego typu muzyki występowała u niego w znacznie większym stężeniu niż uczucie do ciebie.

-Skacz mała skacz…!- wydzierał się Maślak, patrząc na ciebie z wesołymi iskierkami w oczach.

-Wariat.-mruknęłaś pod nosem.

Zdyszana po kilku piosenkach, które przetańczyłaś z synem państwa Masłowskich opadłaś na plastikowe krzesełko przy sporych rozmiarów stole i sięgnęłaś po schłodzone wino. Zwilżyłaś nim gardło i zgłębiłaś dłoń w kieszeni twoich spodenek po usytuowany w niej telefon.

-Co to jest?!-wrzasnęłaś nagle, podsuwając komórkę pod nos chłopaka.

-Dziewczyny?-odpowiedział ci pytaniem na pytanie, a na jego twarzy malowało się zdezorientowanie.

-Skoro ci się tak bardzo podobają to idź do nich.-warknęłaś.

-O co ci chodzi? To tylko jakieś kibicki. Z resztą tylko z tobą mogę zrobić tak.-mruknął niskim głosem i wpił się w twoje wargi.

-Z nimi byś bardzo chciał zapewne.-powiedziałaś pod nosem i poderwałaś się z miejsca.- I to pewnie coś więcej.-dodałaś cicho.-Urozmaiceń ci się kurwa zachciało!

-Blanka, no co ty! Nie wygłupiaj się!- jego krzyk niósł się echem po wnętrzu domu.

Wdrapałaś się na schody i z hukiem przytrzasnęłaś za sobą drzwi, przekręcając kluczyk w zamku, aby libero nie zdecydował ci się niespodziewanie wparować do środka pomieszczenia. Swoją drogą kiepskim pomysłem było ulokowanie się po kłótni w jego własnym pokoju, ale cóż…

***
Podrygiwałaś stopami do rytmu piosenki disco polo rozbrzmiewającej w białych, sporych rozmiarów słuchawkach i z delikatnym uśmiechem zarysowanym na twoich jasnoróżowych ustach wpatrywałaś się w pogrążonych w popłochu ludzi lub nastolatków przemierzających krakowski park ze złączonymi dłońmi i obdarowujących się nawzajem promiennymi uśmiechami. Zatopiłaś usta w jasnym napoju i mruknęłaś zadowolona, gdy słodka ciecz rozniosła się po wnętrzu twojej buzi i dotarła do twoich kubków smakowych. Opuszkiem palca starłaś piankę jaka uzbierała się nad twoim górnym płatkiem warg i zadarłaś ku górze z nad nosa przeciwsłoneczne okulary. Wtem twoje miodowe oczy napomknęły na rowerzystę, który wyróżniał się dość znacząco z tłumu ludzi i nie chodziło tutaj o typ urody, ale coś zupełnie innego. Twój rodzinny Kraków od tygodnia skąpany był upałami. Słupek rtęci obecny w każdym termometrze wskazywał ponad dwadzieścia pięć stopni Celsiusa , a gdy ten cud techniki skąpany był w promieniach słonecznych sięgał nawet trzydziestu stopni. Z nieba lał się istny żar, a osobnik poruszający się dwukołowym pojazdem przyodziany był w czarną bluzę oraz luźne spodenki. Brązowe, kasztanowe włosy skryte były pod materiałem ciemnego kaptura, a na jego plecach spoczywał czarny plecak z logiem Polskiej Siatkówki. Zmarszczyłaś brwi, zastanawiając się czy to nie jakiś kolega twojego chłopaka, jednak szybko porzuciłaś tą myśl, bowiem odpowiedziały za to unikalne tęczówki mężczyzny. Zwrócił głowę w twoim kierunku, spuszczając wzrok ze ścieżki rozciągającej się przed nim. Jego jasne, wręcz siwe przepełnione błękitem tęczówki zetknęły się z twoimi miodowymi na tym samym pułapie wysokości, co spowodowało, że twoimi plecami wzdrygnął przyjemny dreszcz. Poczułaś, że to spojrzenie elektryzowało znacznie mocniej niż to należące do libero. Poczułaś coś dziwnego, coś nie do opisania. Nie potrafiłaś zerwać kontaktu wzrokowego z nieznajomym. Po chwili jednak on został do tego zmuszony.

-Jak jeździsz do cholery dzieciaku!-wydarła się oburzona kobieta.

Na oko posiadała na koncie jakieś czterdzieści wiosen. Zaśmiałaś się pod nosem, obserwując poczynania bruneta. Zacisnął mocniej smukłe dłonie na kierownicy pojazdu i pośpiesznie wykonał wariant mijania z niemałym utrudnieniem, przejeżdżając obok właścicielki  piskliwego głosu i widziałaś jak odetchnął z ulgą. Gwałtownie wzmocnił intensywność pracy nóg i oddalił się, a ty nadal spoczywałaś na ławce z nikłym uśmiechem na ustach, kręcąc z rozbawieniem a także niedowierzaniem nad jego postawą głową. Po raz pierwszy chyba ktoś tak pochłonął cię wzrokiem.


✭✭✭
Witam! ^^
Mamy pierwszy konflikt pomiędzy Blanką a Matim oraz debiutujący kontakt pomiędzy nią a Fornalem :D Zaczęło się chyba dość niepozornie, ale cicha woda brzegi wie jak to mówią ^^ Bardzo Was proszę o wyrażanie opinii powyżej, bo to naprawdę potrafi dać kopa  motywacji do dalszego pisania, a jak na razie udzielają się w komentarzach tylko dwie dziewczyny :( A czuję, że to opowiadanie chyba nie jest takie złe, a na pewno postaram się by takie nie było na dalszym dystansie ;3  Już odliczam dni do starcia naszych głównych bohaterów w hali Podpromie :D Czy tylko ja się nie mogę tego doczekać? ^^ Całuję i do zobaczenia być może weekend! ;* Wszystko zależy od Was !