poniedziałek, 15 kwietnia 2019

Dwunasty


  Przełknąłeś głośno ślinę. Nie miałeś pojęcia, że cię rozgryzie. Jakim cudem to uczynił? Przecież uważałeś, nie zdradzałeś mu szczegółów, które mogły naprowadzić go na odpowiedni trop, które mogły wskazać, że tą, która omotała ci umysł była dziewczyna twojego najlepszego przyjaciela, niemalże przyszywanego brata. Nagle twoje nastawienie do świata uległo całkowitej zmianie. Teraz przypominało te ciemne chmury rozciągające się nad plejadą samochodów, które podążały tą samą drogą co wasza dwójka. Twój humor przypominał wędrówkę z nieba do piekła. Z niemalże anielskiej błogości zostałeś skazany na przeżywanie katuszy, bo przecież nie zamierzałeś okłamywać Jakuba. Nie po tym ile dla ciebie znaczył, ile dla ciebie zrobił i przede wszystkim nie po tym kim dla ciebie był. Wiedziałeś jednak, że zbierzesz baty od blondyna. Czułeś, że ta rozmowa nie będzie miała przyjemnego przebiegu.

-Ale jak? Skąd ty to?-wydusiłeś wreszcie z siebie, omiatając jego twarz wzrokiem pełnym zdumienia.

-Myślisz, że nie widzę jak na nią patrzysz? Masz kurwiki w oczach! Może i Mateusz zdaje się tego nie zauważać, ale ja tak!- oderwał dłonie od kierownicy, aby żywo gestykulować. - Radzę ci je ogarnąć, bo jak dostrzeże je Mati to będziesz miał przemeblowanie i to nie w mieszkaniu a na ryju.-dodał twardo.

-Kochan, jak ci wspomniałem na samym początku, że to nie jest takie proste.-rozłożyłeś bezradnie ręce.

-Staraj się choć ukrywać ten obłęd w oczach jak na nią patrzysz, bo dojdzie do niezłej zadymy, a ja nie chcę takich sytuacji pomiędzy moimi dwoma najlepszymi kumplami, rozumiesz?- cierpliwie tłumaczył ci środkowy.- A tak zazwyczaj się kończy jak jeden zakocha się w lasce drugiego…

-Myślisz, że się zakochałem?!-parsknąłeś zdziwiony.

-No, a nie?! Tytus, proszę cię!- popatrzył na ciebie z politowaniem.- Pożerasz ją wzrokiem, latasz za nią, szukasz okazji do przytulenia i pocałowania…

-Pocałowała mnie dzisiaj przed lokalem, gdy wyszedłem za nią.-wyszeptałeś, odczuwając potrzebę ujawnienia tego przed nim.

-Co?!-wrzasnął totalnie skołowany Kochanowski, zatrzymując na moment samochód i spoglądając na ciebie z wytrzeszczonymi oczami.-Nie wierzę. Nie sądziłem, że ona taka jest. -wyszeptał bardziej do siebie niż do ciebie.-Blanka? Nie! To niemożliwe!

-Bo nie jest.-odparłeś pewnie.-Możliwe, że to te drinki tak na nią zdziałały, bo kiedyś jak ją pocałowałem dostałem po pysku.

-Pomyśl w tym wszystkim o Mateuszu. On zasługuje na szczęście po tylu przejściach z dziewczynami. Nie możesz go skrzywdzić na czele z jego dziewczyną. Przecież on się załamie. Nie podniesie się.

-Wiem. Uwierz mi. Znam go równie długo jak ty i również jestem jego przyjacielem.

-Jeszcze.-powiedział cicho Kuba.

-Przestań.-warknąłeś.

Dopiero rozmowa z kapitanem juniorskiej drużyny uświadomiła ci jak daleko się posunąłeś. Chciałeś omamić Blankę jak ona nieumyślnie zrobiła to z tobą, bo przecież na początku hamowała się. Sprowadzała cię na ziemię, chłodziła twój zapał co do swojej osoby, ale ty odtrącałeś jej działanie, wypierałeś się. Brnąłeś w to coraz dalej, zagłębiłeś się coraz zachłanniej, aż w końcu Wojciechowska stała się dla ciebie oczkiem w głowie, kimś kogo brakowało ci w życiu na co dzień. Przebywając w Japonii czułeś tęsknotę za jej osobą. Brakowało ci jej gaszenia twoich ruchów w stronę jej osoby, słodkiego uśmiechu, jej miodowych tęczówek oraz jej drobnego ciała, które już miałeś kilka razy okazję przytulić. Kochanowski miał rację. Zakochałeś się, Tomku. Przepadłeś i to w tej samej dziewczynie  co Mateusz Masłowski, co twój przyjaciel. Jeden z was był skazany na cierpienie. Nie chciałeś być nim ty, ale nie miałeś wyboru. Mogłeś w to brnąć dalej, mogłeś ją w sobie chcieć rozkochać, pragnąć by poczuła to samo, ale to byłoby nie fair w stosunku co do Mateusza, który trafił na nią wcześniej i jak ci niejednokrotnie opowiadał w odpowiednim miejscu i czasie. Pamiętałeś do dziś jego słowa wypowiedziane w rzeszowskim lokalu przy kuflu piwa brzmiące następująco : „ Spotkałem swojego anioła w odpowiednim miejscu i czasie. Życzę ci, abyś kiedyś mógł powiedzieć to samo, Tytus.” Mimowolnie kąciki twoich ust powędrowały ku wyżynom. Nim zauważyłeś a Kochanowski odstawił cię pod rodzinny dom.

-Nie wiem co ci doradzić, Tomek. –posłał ci słaby uśmiech.-Jesteście obaj z Matim dla mnie cholernie ważni i nie wiem jak się mam zachować względem niego po tym co mi powiedziałeś. –jego zielone tęczówki przesiąknięte były smutkiem.

-Nie mów mu. Może to był jednorazowy wybryk, a ja może z czasem odpuszczę.-wypowiedziałeś, wpatrując się tępo przed siebie.

-Trzymaj się, Fornal.-poklepał cię po ramieniu, posyłając pokrzepiający uśmiech i już go nie było.

A ty zostałeś sam z mętlikiem w głowie, okropnym humorem i wyrzutami sumienia. Wciąż miałeś przed oczami jej piękną, skąpaną w mroku twarz, błyszczące miodowe tęczówki i ciemne włosy opadające bezwładnie na ramiona. W nozdrzach wciąż czułeś jej słodką woń, a na ustach odczuwałeś dotyk jej warg. Tak subtelny, ale tak rozkoszny. Jednak Kochan miał rację. Nie mogłeś tak podle zachować się względem Mateusza. Nie potrafiłeś go skrzywdzić. Zdenerwowany kopnąłeś czubkiem buta w kamyk znajdujący się przed tobą i wolnym krokiem skierowałeś się w stronę wejścia do budynku zwanego twierdzą Fornalów.


***

Pierwsze co wykonałaś po zjawieniu się w rzeszowskim mieszkaniu to nasączyłaś wacik kosmetyczny płynem mineralnym i przyłożyłaś go do ust, ścierając z całej siły pozostałości jasno różowej szminki. Dało się zauważyć od twoich ruchów kipiącą frustrację na samą siebie. Z resztą uzasadnioną. Chciałaś jak najszybciej oczyścić wargi ze śladów ich pałaszowania przez usta Fornala. Tak jakby to miało ci pomóc w odbarwieniu samej siebie, w usunięciu plamy z własnej osoby, którą zabarwiłaś się podczas skuszenia się na pocałowanie przyjmującego. Wsparłaś dłonie po obu stronach umywalki i spojrzałaś na swoje odbicie w lustrze. Z twoich oczu bił przerażający gniew i zawód samą sobą. Jak mogłaś mu to zrobić? Jak mogłaś pocałować jego najlepszego przyjaciela? Przymknęłaś powieki, odczuwając słoną ciecz gromadzącą się w kącikach twoich oczu. Czułaś się podle, Blanko. Po chwili łzy tworzyły mozaikę na twoich policzkach, a twoje ciało drżało pod wpływem szlochu jaki cię zaatakował. Patrzyłaś na swoją wersję w lustrzanym odbiciu i kręciłaś z niedowierzaniem głową nad własną postawą. Nie byłaś tak. Nigdy nie skrzywdziłabyś Mateusza. Nigdy nie pomyślałabyś o żadnym innym mężczyźnie. Aż tutaj nagle… Marnym pocieszeniem był fakt, że choć nie wylądowałaś z Tomkiem w łóżku, a skończyło się jedynie na jednym gorącym pocałunku.

-Wojciechowska, co sobie życzysz na kolacje?-podskoczyłaś w miejscu, gdy zza szpary w drzwiach wyłonił się libero.

Pośpiesznie otarłaś wilgotne policzki dłonią i okręciłaś się na pięcie, zwracając w jego kierunku. Modliłaś się, żeby rzeszowianin nie zauważył śladów twojej słabości. Wzniosłaś znacznie kąciki ust i odparłaś:

-Może zapiekanki?

-Płakałaś?-zlekceważył twoje słowa i momentalnie zjawił się przy twoim boku.-Ej, mała. Co się dzieje?-zewnętrzną częścią dłoni pogładził twój policzek, spoglądając ci głęboko w oczy.

Ponownie zadałaś sobie w głowie pytanie jak mogłaś mu to zrobić. Troska uderzającą od jego stalowych tęczówek zmiękczała twoje serce doszczętnie. Od jego twarzy biło zmartwienie twoim stanem emocjonalnym, a ty nie mogłaś mu powiedzieć o co chodzi. Nie chciałaś niszczyć tego wszystkiego co z nim budowałaś tygodniami, miesiącami. Był taki kochany, tak cholernie opiekuńczy.

-Nic. Po prostu ten cholerny płyn do demakijażu podrażnił mi oczy.-wymruczałaś, uśmiechając się do niego subtelnie, aby uwiarygodnić swoje słowa.

-Rozumiem.- skinął głową.- Przestraszyłaś mnie.- dźgnął cię pod żebrem.

-Przepraszam.-musnęłaś ustami jego policzek.- To co z tą kolacją?

-Twoja propozycja zdaje się być idealna, bo akurat mam wszystko co potrzebne.

Posłałaś mu lekki uśmiech i odetchnęłaś z ulgą, kiedy opuścił łazienkę. Pośpiesznie pozbyłaś się smug tuszu do rzęs z policzków oraz oczyściłaś twarz z makijażu. Wypuściłaś głośno powietrze i zerknęłaś jeszcze na odchodne na swoje odbicie w lustrze. Obserwując radość na twarzy Mateusza z powodu przygotowywania dla ciebie posiłku obiecałaś sobie, że zapomnisz o incydencie mającym miejsce pod warszawskim lokalem i będziesz opierać się urokowi młodego przyjmującego. Ten plan zamiar miałaś wcielić w życie niemalże od razu. Dlatego też odgoniłaś od siebie wyrzuty sumienia i skupiłaś się na podziwianiu libero, który właśnie kołysał biodrami do jakiegoś discopolowego kawałka i nastawiał piekarnik na odpowiednią temperaturę. Pokręciłaś z niedowierzaniem głową, zanosząc się głośnym śmiechem.

-Czasami się zastanawiam czy nie mam z tobą lepiej pod względem gotowania niż za dzieciństwa u mojej mamy.-skwitowałaś, gdy wgryzałaś się w chrupiącą, długą bagietkę pokrytą serem mozzarella, pieczarkami, kukurydzą, groszkiem, pomidorem, kiszonym ogórkiem oraz kilkoma innymi dodatkami, na których polegało wyjątkowe przygotowanie  tego przysmaku, które znał tylko Mateusz Masłowski.

-Bo masz, słońce. Jednak innego wyjścia nie miałaś wiążąc się z siatkarzem z zamiłowaniem do gastronomii.-zaprezentował ci swoje śnieżnobiałe uzębienie, a ty parsknęłaś śmiechem, podziwiając jego niezadowolenie, gdy kukurydza wylądowała na jego dresach.

-Kocham cię, Maślak.-oświadczyłaś, pocierając nosem o jego nos.

-Ja ciebie bardziej moja Julio.-mruknął siatkarz.

Skrzywiłaś się na szczęście niezauważalnie dla Masła, bowiem przypomniały ci się słowa jego przyjaciela. Jednak pośpiesznie odgoniłaś od siebie tą myśl i rozkoszowałaś się błogimi chwilami z ukochanym.


                                                                                                                                    ✭✭✭

Hejka! ^^
Z okazji, że dzisiaj obchodzę 3 lata wspierania jednego z głównych bohaterów opowiadania, a mianowicie Tomka to pomyślałam, że to idealna okazja by dodać Wam rozdział ^^ Mam nadzieję, że poprawi on Wam humor , jeśli takowy jest zły i dobrze wejdziecie  w tydzień ! ;3 Tomek przepadł, Kuba sprowadza go na ziemię, a Blanka brnie w kłamstwa :( Zobaczymy jak to dalej się potoczy ;D Ogólnie jestem zadowolona z tego wyżej i liczę, że i Wy będziecie :3 Całuję i do zobaczenia w weekend! ;*

piątek, 12 kwietnia 2019

Jedenasty


Zaśmiałaś się, dostrzegając wymachujących złotymi medalami siatkarzy, którzy chwilę temu opuścili pokład samolotu. Warszawskie Okręcie tętniło życiem, a odpowiadali za to podopieczni Vitala Heynena, którzy Puchar Świata zwieńczyli zwycięstwem. Nie szczędzono pochwał na ich temat, a ty ściskając dłoń Masłowskiego przedzierałaś się przez tłum ludzi, aby znaleźć się jak najbliżej znajomych twojego chłopaka. Gdy przystanęłaś gdzieś w okolicach początku zebranych cierpliwie wysłuchiwałaś przemówień różnorakich osobistości. Aż w końcu nastał moment, którego cholernie się obawiałaś. Spuściłaś głowę, mając nadzieję, że podążający w waszym kierunku Fornal nie spostrzeże twojej osoby. Chciałaś się przed nim ukryć, zapaść pod ziemie, aby uniknąć kolejnych niedomówień jakie mógł ci ponownie zaserwować Mateusz. Nic z tego. Zadarłaś głowę i napotkałaś się wzrokiem na wesołe iskierki migoczące w siwo, błękitnych tęczówkach, które niby wpatrywały się w waszą dwójkę, ale ty wiedziałaś, że tak naprawdę skierowane są na twoją twarz. Tomek naznaczył twój policzek mokrym śladem, a dopiero później przeszedł do powitania się z swoim przyjacielem. Uśmiechnęłaś się do dwójki siatkarzy niemrawo i odetchnęłaś z ulgą. Nim spostrzegłaś a tonęłaś w silnych ramionach Kochanowskiego, który okręcał cię wokół własnej osi. Zanosiłaś się głośnym śmiechem spowodowanym jego spontaniczną reakcją na twój widok. Poznałaś go dzięki libero i niemalże od razu zyskałaś jego sympatię.  Może to dzięki temu, że poziomem sarkazmu nie odstawałaś od jego. Uwielbiałaś te wasze długie wymiany, które kończyły się po dłuższej chwili salwami śmiechu. Niejednokrotnie przy jego pomocy wyrządziłaś Maślakowi żart, którego nie potrafił zapomnieć przez długi czas. 

-Boże, Blanka! Kopę lat!-wydarł się, mierząc dłonią twoje włosy.

-Ty, Kochanczak! Nie pozwalaj sobie na za dużo!-splotłaś ramiona na piersiach i popatrzyłaś na niego z pod łba, gdy totalnie popsuł ułożenie twoich włosów. – Tak w ogóle miło cię widzieć, kmieciu.-na twoje usta wpłynął wredny uśmieszek.

-To samo mogę powiedzieć o tobie, mikrusie.- odpowiedział ci tym samym.

-Spadaj, żyrafo.- wystawiłaś mu język, a on roześmiał się wesoło.

-Kochanowski, już sobie daruj.-wtrącił się w wasze przekomarzanie rzeszowianin.-Nie mamy na wasze pogawędki wieczności.-wywrócił oczami, przyciągając cię do siebie.

Zerknęłaś na niego przez ramie, kręcąc głową z dezaprobatą, że popsuł ci zabawę ze środkowym, z którym przecież tak dawno się widziałaś. W głębi siebie byłaś wdzięczna Jakubowi za podejście do waszej paczki, bowiem stres spowodowany obecnością przyjmującego jakby wyparował. Kochan zawsze świetnie rozluźniał atmosferę. Swoją ripostą naprawdę potrafił poprawić ci humor. Posłałaś mu przepraszający uśmiech, który miał mu wynagrodzić uwagę rzeszowianina i mocniej splotłaś ze sobą palce wielkiej dłoni Mateusze ze swoimi drobnymi. Po sprzeczce na temat twojej relacji z Tomkiem nie było ani śladu.

-Hmmm, a może tak obiad w tak cudownym, doborowym towarzystwie?-zaproponował Tytus, unosząc pytająco brew i mierząc ciebie oraz chłopaków przelotnym wzrokiem.

-Dla mnie idealnie! Padam z głodu!-zatarł ręce Masłowski.

-Ten jak zwykle…-wywrócił oczami Kochanowski.- Ja też jestem za.-posłał przyjacielowi łagodny uśmiech.

-Blanka?-przechylił głowę na bok Tomek.

-A mam inne wyjście?- zaśmiałaś się.


***

Skinęłaś głową w geście podziękowania przyjmującemu za postawienie przed tobą zamówionego wcześniej drinka i niemalże natychmiast włożyłaś słomkę pomiędzy zęby, sącząc niewielki łyk napoju. Wlepiłaś spojrzenie w twarz środkowego, który przytaczał właśnie kolejną zabawną historię z pobytu w Japonii i zaśmiałaś się, gdy Masłowski pod wpływem rozbawienia zadławił się kawałkiem piersi z kurczaka. Z całej siły uderzyłaś go w plecy i podałaś szklankę z sokiem, obserwując jak jego twarz przybiera barwę purpurowej. Pokręciłaś z niedowierzaniem głową nad jego postawą i ponownie utkwiłaś wzrok w osobie Kochanowskiego. Parsknęłaś głośnym śmiechem, gdy Kuba wspomniał o Arturze, który przypadkiem rozwalił okno w hotelowym pokoju i mimowolnie uśmiechnęłaś się pod nosem na odgłos rozbawienia wydobywający się z gardła Fornala. Dźwięk jego chichotu uznałaś za uroczy. Chwilę później poderwałaś się z miejsca i przeprosiłaś swoich towarzyszy, aby się odrobinę przewietrzyć. Przymknęłaś powieki i wsparłaś się o ścianę budynku plecami, chłonąc orzeźwiające powietrze, w którym po jesiennej ulewie unosiła się przyjemna dla nozdrzy woń. Po chwili jednak jakby zmieszała się z intensywnym zapachem męskich perfum. Te nie należały jednak do Mateusza. Tego byłaś w stu procentach pewna, dlatego też gwałtownie zadarłaś powieki i ujrzałaś przed sobą bruneta. Zmrok, który otulił waszą dwójkę nie utrudniał ci widoczności na jego subtelną twarz. Jego siwe, błękitne tęczówki chłonęły cię przenikliwym wzrokiem, a po ich powierzchni rozlewała się totalna beztroska. Zarejestrowałaś fakt, że siatkarz przelotnie obdarzył spojrzeniem twoje pokryte jasną, różową szminką usta. O dziwo cię to jednak nie zaniepokoiło, wręcz przeciwnie. Spodobało ci się. Nie wiedziałaś czy to procenty pulsujące w twoim krwiobiegu, czy jego obłędna woń perfum czy może ciepły oddech owiewający policzki, a może coś zupełnie innego, ale coś wyraźnie zadecydowało o tym co chciałaś w tamtym momencie zrobić. Przerwałaś prąd wytwarzający się pomiędzy waszymi spojrzeniami i ujęłaś jego twarz w drobne dłonie, przywierając wargami do jego ust. Ślamazarnymi ruchami muskałaś je, czując ich aksamitną powierzchnie pod swoimi ustami, a on… Cóż, nie protestował.  Wtargnął swoim językiem do wnętrza twojej jamy ustnej i pogłębił pocałunek, przygniatając cię do nawierzchni budynku aż poczułaś chód przeszywający twoje plecy odziane jedynie w materiał cienkiej bluzki. Wplotłaś palce w jego ciemne, gęste włosy i pociągnęłaś na ich spory kosmyk, słysząc  jego przeciągły jęk. Oderwałaś się od przyjmującego i zmierzyłaś go zszokowanym wzrokiem jakby to on zrobił coś niewłaściwego, coś czego się totalnie nie spodziewałaś, ale to ty to uczyniłaś, Blanko. Do rozwartych ust przyłożyłaś dłoń, zdając sobie sprawę z twojego posunięcia. Trwałaś tak przez dłuższy czas jakby sparaliżowana pod ciężarem szoku, totalnie oszołomiona, otumaniona, ale w końcu zebrałaś się w sobie i zlekceważyłaś fakt, że Fornal rozchylał usta zupełnie tak jakby chciał coś powiedzieć.  Nie czekałaś na jego komentarz. Odepchnęłaś go od siebie i uciekłaś do wnętrza lokalu z mętlikiem w głowie. Zajęłaś swoje miejsce i spuściłaś głowę, obiecując sobie, że nie spojrzysz w twarz swojego ukochanego po czymś takim. Nie potrafiłaś tego teraz zrobić. Wyłamywałaś nerwowo palce, modląc się, aby żaden z dwójki siatkarzy wywodzących się z rocznika dziewięćdziesiątego siódmego nie spostrzegł zmiany w twoim zachowaniu. Jednak zdawałaś sobie sprawę, że Masłowski zbyt długo cię znał i zbyt wiele z tobą przeszedł by tego nie odnotować, natomiast kapitan juniorskiej drużyny także doskonale radził sobie z odczytywaniem twoich gestów, mowy ciała.

-Wszystko w porządku?-wypalili jednocześnie Masłowski z Kochanowskim.

-Tak.-odparłaś pewnie, wysilając się na delikatny uśmiech.- Czemu pytacie?

-Bo jakoś tak gwałtownie weszłaś z powrotem do środka. Tak jakbyś przed czymś uciekała, czegoś się przestraszyła.-wytłumaczył Kuba.

-Aaaa, no bo… Zaczęło padać.-wypaliłaś.-Nie chciałam zmoknąć.-wzruszyłaś ramionami.

-A gdzie Fornal?-zmarszczył brwi Mateusz, przypatrując ci się uważnie.

-Chyba gada z kimś przez telefon.-odparłaś, sięgając po kolorową szklankę z alkoholem.

-I nie boi się, że zmoknie?-kontynuował temat libero.

-Nie wiem. Nie jestem jego niańką.-rzuciłaś nieco ostrzej niż zamierzałaś.

-Okay, rozumiem.-wzniósł dłonie w geście obrony rzeszowianin.

-Jestem!- wkroczył do lokalu Tomek z szerokim uśmiechem.

-Nie pada na dworze?- zdziwił się Kochan, lustrując wzorkiem jego suche ubrania.

-Yyy nie?-odparł przyjmujący, ale gdy otrzymał twój groźny wzrok dodał: - Znaczy lunęło, ale już przeszło. Ja się schowałem pod dachem.

Odetchnęłaś z ulgą, przełykając łyk trunku alkoholowego. Obawiałaś się, że Kochan z Masełkiem prześwietlą was na wylot i wyczują co miało miejsce, jednak okazali się mniej spostrzegawczy niż myślałaś. Nie wiedziałaś nawet jak bardzo się myliłaś. Mateusz objął cię ramieniem i przyciągnął bliżej siebie. Skradł z twoich ust przelotny pocałunek, a ty wzniosłaś nikle kąciki ust na ten gest, zauważając przy tym spojrzenie Tytusa, którego tęczówki były jakby puste, wyprane z emocji. Czułaś się podle po tym jak pocałowałaś go, a teraz twoje usta muskał twój partner. Chciałaś jak najszybciej znaleźć się w zaciszu sypialni i przymknąć powieki, zakończyć ten dzień. Częściowo twoje błagania zostały wysłuchane, bowiem okazało się, że Kuba zaparkował swój samochód pod dworcem autobusowym i to on odstawi Tomasza do rodzinnego miasta. Podobał ci się ten fakt, gdyż obawiałaś się, że to Mateusz ponownie będzie pełnił rolę szofera młodego przyjmującego. Dźwignęłaś się z mini kanapy i odebrałaś kurtkę od Matiego, zarzucając ją sobie na ramiona. Zamknęłaś w silnym uścisku Kochanowskiego i musnęłaś przelotnie jego policzki wargami. Środkowy nagrodził cię za tak miłe pożegnanie szerokim uśmiechem i ponownie tego dnia zmierzył dłonią twoje włosy z cwanym wyrazem twarzy. Westchnęłaś głośno na jego posuniecie i pokręciłaś z niedowierzaniem głową.

-Zabije cię kiedyś, gamoniu.-warknęłaś.

-Tak, tak. Najpierw to zaopatrz się w drabinę, złotko.-puścił ci oczko Jakub.

Pozostała dwójka chłopaków zaniosła się głośnym śmiechem, a ty popatrzyłaś na nich z politowaniem. Podeszłaś do Tomka i niepewnie objęłaś go ramionami. Przyjmujący zachichotał na twoją nieśmiałość i pewnie otulił cię swoimi ramionami. Wspięłaś się na palce i pozostawiłaś mokry ślad na policzku krakowianina.

-Złoto wywalczone w Japonii nie może się równać z tym co czułem podczas naszego pocałunku.-wyszeptał ci wprost do ucha, muskając jego płatek wargą.-Musimy to kiedyś powtórzyć, Julio.

Posłałaś mu blady uśmiech i momentalnie od niego odeszłaś. Dziękowałaś Bogu, że Kochanowski wciągnął w żarliwą wymianę zdań rzeszowianina i umknęło mu pożegnanie z krakowianinem. Stawiłaś się obok swojego partnera, oświadczając gotowość do powrotu do jego rodzinnego miasta. Mateusz utonął w męskim uścisku najpierw z Kochanowskim, później Fornalem i pociągnął cię w kierunku samochodu, machając na odchodne swoim kumplom.

-Świetnie dziś było. Musimy to kiedyś powtórzyć.-nie krył swojego entuzjazmu Masłowski.

-Zgadzam się z tobą, Mati.-skinęłaś głową na jego słowa.

Mimo, że docierało do ciebie co mówił to duchem byłaś zupełnie gdzieś indziej. W głowie huczały ci słowa 22-latka, a przed oczami miałaś jego skąpaną mrokiem twarz, a później wyobraźnia otwierała ci niczym klatkę z filmu scenę waszego zbliżenia. Po mimo, że chciałaś ją wyprzeć z umysłu nie potrafiłaś. Nie umiałaś tego ukryć, że ten pocałunek cholernie ci się podobał.


***

Nucąc pod nosem przebój radiowy rozbrzmiewający po wnętrzu samochodu środkowego wpatrywałeś się przed siebie i nie umiałeś ukryć błąkającego się na twoich ustach beztroskiego uśmiechu. Byłeś wyczerpany długodystansową podróżą do stolicy Polski, ale brunetka jakby sprowadziła na ciebie pokłady siły.  Świat nagle jakby przybrał kolorowe barwy, po mimo tego, że w rzeczywistości skąpany był szarością, a  o szyby obijał się rzęsisty deszcz, rzeźbiąc na szkle różnorakie szklaki. Ty jakby zdawałeś się tego nie dostrzegać, Tomaszu. Przebywałeś w zupełnie innej galaktyce, stąpałeś po zupełnie innym gruncie. Ten wyimagowany przez ciebie był aksamitny i niezwykle przyjemny, a nie twardy i wrogi. Byłeś tak bardzo pochłonięty sobą i przeżywaniem pamiętnej chwili z Blanką na nowo, że zdawałeś się nie zauważać badawczego spojrzenia Kochanowskiego, które cisnął w twoim kierunku lada chwila, analizując co ci właściwie jest. Choć on chyba dobrze wiedział co teraz przeżywałeś. Zbyt długo cię znał, by nie czytać z ciebie jak z otwartej książki.

-Nie wspominałeś, że znasz dziewczynę Maślaka.-zagaił, przerywając ciszę, którą przeszywały jedynie piosenki wydobywające się z radia.

-Poznałem ją niedawno.-odparłeś, wracając do rzeczywistości.

-Tomek, nie pchaj się w to.-wypowiedział ostro, patrząc na ciebie uważnie.

-Ale o czym ty mówisz stary?-zwróciłeś głowę w jego kierunku i spojrzałeś na niego z niezrozumieniem.

-Ta dziewczyna, dla której straciłeś głowę… To ona, prawda?



                                                                                                                                  ✭✭✭

Hello! ^^
Karuzela śmiechu właśnie ruszyła! Jak widzicie akcja start! Nie macie pojęcia jak bardzo jestem dumna z tej sceny z dialogiem w Warszawie i tej końcówki z Tomkiem :D Coś mi wreszcie w życiu wyszło haha XD  Ogólnie to jeden z lepszych rozdziałów tutaj, co mnie niezmiernie cieszy ;3 Mam nadzieję, że i Wam przypadnie on do gustu ;) Koniecznie dajcie znać na dole :3  Całuję i widzimy się za tydzień! ;* 


piątek, 5 kwietnia 2019

Dziesiąty


Ślamazarnym ruchem przekręciłaś kluczyk, próbując zagłuszyć jego szczęk w zamku. Pragnęłaś wtargnąć do głębi nowego lokalu niezauważona, dlatego też tuż po pozbyciu się ze stóp butów oraz odwieszenia okrycia wierzchniego na metalowy haczyk na palcach powędrowałaś w kierunku salonu. Westchnęłaś głośno zawiedziona, spodziewając się, że libero będzie oczekiwał na ciebie w napięciu na kanapie, walcząc z potrzebą snu, którego nie zaznał minionej nocy, ale jego tam nie było. Zajrzałaś do wszystkich pomieszczeń w mieszkaniu i rozczarowana zjawiłaś się w kuchni, aby uciszyć natłok myśli zaserwowaniem sobie kubka kawy. Po chwili z parującym naczyniem spoczywałaś przy wyspie na wysokim taborecie i z przymkniętymi powiekami starałaś się pozbyć osoby rzeszowianina ze swojego umysłu. Skoro nie zostałaś go w waszym wspólnym lokum widocznie nie przeżywał tej kłótni równie mocno jak ty, więc postanowiłaś pójść w jego ślady i pozbyć się napięcia ze swojego ciała jak i głowy. Zatapiałaś wargi w cieczy o jasnej barwie, kiedy do twoich uszu dotarło trzaśnięcie drzwi. Wzdrygnęłaś się na ten niespodziewany dźwięk i zadarłaś głowę, napotykając się na stalowe tęczówki z domieszką błękitu na swojej drodze wzroku.

-Jezu! Jesteś nareszcie!-wrzasnął wypełniony euforią na twój widok Masłowski.

-Już nie udawaj, że się moim zniknięciem tak przejąłeś.-mruknęłaś z przekąsem, upijając kolejny łyk kofeinowego napoju. –Nie patrz się tak na mnie. Nawet na mnie nie czekałeś, Mateusz.-zarzuciłaś mu.

-Masz rację.- skinął głową, przyznając ci rację.-Nie czekałem, bo byłem u Łukasz wyżalić się jakim jestem dupkiem.-wypowiedział, spuszczając głowę.

-Wow, jak na ciebie to naprawdę szybko do tego doszedłeś!- odparłaś, udając zdumioną i przykładając dłonie do twarzy.

-Nie bądź już taka.-zawył błagalnym tonem.

-To znaczy jaka? Oschła? Ironiczna? Zła? Czy może sukotwata? No proszę! Wybierz sobie określenie!-poderwałaś się z miejsca i przystanęłaś naprzeciw niego.- Nie, Mateusz, bo nie widzisz czegoś oczywistego. Czegoś co powinieneś zauważyć na samym początku.-tłumaczyłaś mu uparcie.- Zraniłeś mnie. Twoje słowa to był sztylet wymierzony prosto w moje serce.-wypowiedziałaś przesiąkniętym smutkiem tonem głosu.

-Przepraszam. Naprawdę mi przykro, że cię to zabolało.- z jego wyrazistej twarzy dało się wyczytać żal do samego siebie, a z oczu biła tak szczera skrucha, że nie potrafiłaś się nadal na niego gniewać. On nie grał. Naprawdę żałował swojego zachowania i było mu przykro z twojego obecnego stanu. Wiedziałaś to, ale mimo tego nie chciałaś łatwo odpuścić. – Nie wiem co mi strzeliło do głowy. Mam porządną dziewczynę obok siebie, a oskarżam ją o jakieś chore akcje z moim przyjacielem. Najwidoczniej w świecie chyba mi się nudzi, bo jesteś zbyt idealna, że nie mam ci czego wytknąć, do czego się przyczepić.-wzruszył ramionami i roześmiał się wesoło.

-Nie przesadzaj. Nie jestem idealna, ale ty też nie jesteś nieskazitelny.-pstryknęłaś go w nos, a jego twarz momentalnie się rozchmurzyła. To był jednak z lepszych widoków tego rozpoczynającego się tygodnia.

-To znaczy, że…?-uniósł pytająco brew, a jego oczy rozświetliła nutka nadziei.

-Tak, przebaczam ci, grzeszniku.-skinęłaś głową, targając mu włosy.- Jeszcze raz taki numer, a nie ręczę za siebie.- zastrzegłaś, wymierzając palec prosto w jego klatkę piersiową.

-Tak jest pani Wojciechowska!-zasalutował, a ty nie potrafiłaś powstrzymać śmiechu cisnącego ci się na usta.

Pokręciłaś głową nad jego postawą i wciągnęłaś go do kuchni, prezentując przed nim zawartość lodówki. Mateusz jednak nie bardzo odczytał twoje intencje, więc po chwili jasno przekazałaś mu, że powinien przyrządzić pojednawcze śniadanie. Brunet musnął ustami twój policzek i poderwał się do pracy podczas, gdy ty obserwowałaś jego poczynania z ręką podpartą na ramieniu z delikatnym uśmiechem na ustach. Zaniosłaś się chichotem, gdy do piosenki wydobywającej się z głośnika jego telefonu zaczął bujać biodrami na boki w zabawny sposób. Po kilku minutach po wnętrzu pomieszczenia roznosiła się wyrazista woń jego ulubionego Espresso, a przed twoim nosem spoczywał talerzyk pokryty porcją gofrów z bitą śmietaną, przystrojonych owocami oraz polanych czekoladą. Zatarłaś dłonie z szerokim uśmiechem na ustach niczym Mateusz przed przyjęciem piłki i zabrałaś się za jedzenie. Co jakiś czas lokowałaś spojrzenie w twoim współlokatorze, który powoli popijał ciemną ciecz usadowiony obok ciebie. Gdy pochłonęłaś posiłek, a ulubiony kubek siatkarza stał się pusty jego usta spoczęły na twojej wrażliwej skórze szyi i obsypywały zachłannie pocałunkami ten właśnie obszar.

-Zapamiętaj jedno drogi chłopcze.-rzekłaś z lekkim uśmiechem.- Nie zawsze seks jest dobry na zgodę, a w twoim przypadku to oklepany pomysł.-poklepałaś go po ramieniu i zeskoczyłaś z siedzenia.

-Jak twoja matka zrobiła nam nalot na chatę, a przepraszam wróć.. Moja teściowa to nie narzekałaś!-spojrzał na ciebie zadowolony.

-Mati, ale nie da się godzić seksem za każdym razem.-przewróciłaś podirytowana oczami.

-U Mateusza Masłowskiego wszystko się da.-oświadczył pewnie, przerzucając cię przez ramie i kierując się w stronę sypialni.

-Puść mnie, kretynie!

-No i co się drzesz?! Sama chciałaś przetestować łózko w sypialni!

-Oj, nie. Nie ze mną te numery!

Opuścił cię na miękki materac, przywierając waszymi dłońmi do chłodnej powierzchni pościeli. Wzdrygnęłaś się na spotkanie z tkaniną i sprawnie wyrwałaś z jego uścisku, odchodząc w stronę salonu. Słyszałaś jak westchnął przeciągle. Uśmiechnęłaś się z satysfakcją, bowiem za cel obrałaś sobie nauczyć się mu odmawiać. Zbyt wiele razy rozpieszczałaś go pod tym względem. Dogadzałaś za każdym razem, ale im dłużej z nim przebywałaś tym bardziej dostrzegałaś, że naprawdę jest uzależniony od zbliżeń cielesnych z tobą w roli głównej.

-Blanka…

-Nie!

-Ale czemu?

-Bo musisz iść na odwyk.

-Jesteś moim problemem, więc muszę się z tobą przespać.-nagle zjawił się za twoimi plecami i poruszył znacząco brwiami.

-Mogłeś się bardziej postarać!-parsknęłaś rozbawiona.

***

Kręciłeś z niedowierzaniem głową nad postawą twojej dziewczyny. Wbiła palce w materiał prześcieradła, broniąc się przed zdarciem ją z miękkiego materaca, wydzierając się przy tym na całe gardło. Przewracałeś oczami, dochodząc do wniosku co mogą o was pomyśleć nowi sąsiedzi. Przecież nie zamierzałeś mieć z kimkolwiek na tym osiedlu złych relacji, a dzięki wrzaskom twojej współlokatorki w głowach ludzi, którzy mieszkania mieli obsadzone w tym bloku mogły się zrodzić kosmate myśli. Nie łaknąłeś potem napotykać się na zdumione spojrzenia i szepty zawierające zdanie : „ to ci z pod trójki! Co chwila uprawiają seks.”. Zaśmiałeś się do swoich myśli i mocniej zacisnąłeś dłonie na płaskim brzuchu brunetki, przyciągając ją do siebie jednym solidnym ruchem. Blanka pisnęła donośnie, a ty pstryknąłeś ją w nos.

-Od razu ci uzmysławiam, że to ty będziesz się tłumaczyć sąsiadom, nie ja!- rzekłeś stanowczym głosem.

-A co? Mam się tłumaczyć z tego, że mam jebniętego chłopaka i wydziera mnie siłą z łóżka?-uniosła pytająco brew, spoglądając na twoja twarz.

-Nie, kochana. Gorzej. Ty będziesz się tłumaczyć, że to wcale nie były jak to ujęła twoja matka kopulacje, bo pewnie tak większość pomyślała.

-Nie wszyscy są tak zboczeni jak ty.-skwitowała, przewracają oczami.

Musnąłeś przelotnie jej kuszące cię od rana wargi i opuściłeś ją ostrożnie na kanapę. Okryła się szczelnie kocem, który podsunąłeś jej pod nos i odprowadziła cię wzrokiem przez ramie do kuchni. Uśmiechnąłeś się lekko, gdy dobiegły do ciebie doskonale przyswojone głosy komentatorów sportowych. Pamiętała. Wiedziała dlaczego wyciągnąłeś ją z pod ciepłej pierzyny o poranku. Przygotowałeś dla waszej dwójki kofeinowe napoje i talerzem kanapek oraz naczyniami wypełnionymi parującą cieczą usadowiłeś się na sofie w salonie. Otrzymałeś buziaka w policzek w podzięce za jej ulubiony napój i obserwowałeś jak pochłania posiłek. Zaniepokoiło cię jednak to, że kiedy jeden z komentatorów wspomniał o Fornalu jej miodowe oczy zabłysnęły radośnie. Zmarszczyłeś brwi, zastanawiając się nad powodem takiego impulsu, jednak wolałeś nie stąpać po cienkim gruncie, bowiem ledwo co doszedłeś z nią do porozumienia po ostatniej sprzeczce na temat przyjmującego. Objąłeś ją ramieniem i także ulokowałeś spojrzenie w plazmowym ekranie.

-Proszę państwa! Oto mamy debiut! Pierwszy mecz w reprezentacji Polski Tomasza Fornala i to pierwszy od razu w wyjściowej szóstce! Cóż to za szansa dla tego młodego przyjmującego, ale jakże uzdolnionego!- wydzierał się Tomasz Swędrowski.

-No to teraz mamy pewność, że ich rozjebią.-zaśmiałeś się.

Brunetka zawtórowała ci i wsparta o twoje ramie głową popijała jasną ciecz. Starłeś kciukiem nadmiar pianki z jej górnej wargi i powróciłeś wzrokiem na telewizor. Blanka rozemocjonowana podskakiwała na sofie, a gdy Fornal meldował się w polu serwisowym czy miał wykonywać akcje ściskała mocno kciuki i wydzierała się  wniebogłosy. Odniosłeś wrażenie, że kibicowała mu na porównywalnym poziomie jak tobie na meczach. Nikogo nie darzyła takim wsparciem. Nawet Kozuba, który był waszym wspólnym przyjacielem. Niepokoił cię jej stosunek do osoby twojego przyjaciela. Obawiałeś się o ich relacje. Może świrowałeś, może nie miałeś się o co martwić, ale intuicja ci podpowiadała, że Wojciechowska coś związanego z nim przed tobą ukrywała. Nie miałeś pojęcia, że była to prawda. Nie byłeś świadom tego, że twój kumpel, którego traktowałeś jak rodzonego brata zasmakował tylko przez ciebie smakowanych jej ust i bezczelnie się do niej przystawiał. Choć starałeś się porzucić te myśli obijające się o twój umysł to gdzieś z tyłu głowy nie potrafiłeś wyciszyć tego głosu mówiącego ci, że to może być prawda, że Blanka coś działa za twoimi plecami z Tomkiem.

-Wszystko w porządku?-usłyszałeś przy szyi.

-Tak, czemu pytasz?-przeniosłeś spojrzenie z ekranu na jej twarz.

-Wydajesz się być jakiś spięty, taki nieobecny.-patrzyła na ciebie podejrzanie.

-Nie masz się czymś martwić.-wargami naznaczyłeś obszar skóry na jej czole.

Skinęła głową, ale poderwała się z kanapy i stanęła za nią, aby wykonać ci masaż. Twierdziła, że jesteś zbyt zestresowany i miała racje. Przecież obawiałeś się o swojego najlepszego przyjaciela i dziewczynę, z którą przecież łączyła cię piękna przeszłość i zapowiadała jeszcze owocniejsza przyszłość. Jej subtelne dłonie jednak skuteczne odgoniły twoje obawy. Drobne palce brunetki pałaszujące skórę twojej szyi działały na ciebie niezwykle kojąco i wprowadzały w błogość, czego teraz naprawdę potrzebowałeś. Gdy wychyliła się zza twoich pleców, pytając z lekkim uśmiechem o powód twojego zestresowania z najbardziej wiarygodnym uśmiechem oparłeś, że obawiasz się o kolejny sezon w rzeszowskim klubie po ostatnich kilkunastu miesiącach niepowodzeń. Odetchnąłeś z ulgą, gdy połknęła haczyk i wdała się z tobą w konwersacje na temat tutejszej drużyny siatkarskiej. Zdarła z ciebie koszulkę i okrakiem spoczęła na twoich pośladkach, naciągając dłonie, aby przygotować je odpowiednio do masażu twoich pleców. Przymknąłeś powieki, korzystając z chwili reklam pomiędzy zakończonym setem a kolejnym spotkania rozgrywanego w Japonii i poddałeś się chwili relaksu co z tą dziewczyną nie było trudne.

-Gotowe.-oświadczyła z delikatnym uśmiechem.

-Dziękuję. Skarbie, działasz cuda.-mruknąłeś jej prosto w usta, obsypując je namiętnymi, długimi pocałunkami.


                                                                                                                                     ✭✭✭

                                                                                                                                       Hello! ^^
Trochę nudny ten rozdział, ale cóż..Niebawem naprawdę zacznie się dziać!  Podjęłam decyzję, że będę publikować co weekend, gdyż nie chcę, abyście miały zaległości :D To ostatni rozdział zapasu, ale mam nadzieję, że pisanie kolejnych dziesięciu pójdzie mi tak samo lekko i swobodnie jak tej dziesiątki :D Mateusz niby przeprasza, Blanka niby wybacza, ale jednak Masłowski nie potrafi odpędzić od siebie myśli, że jego dziewczyna jakoś dziwnie reaguje na jego przyjaciela...Zobaczymy jak to się dalej potoczy! ^^ Całuję i do zobaczenia za tydzień! ;*

sobota, 30 marca 2019

Dziewiąty


Oderwałaś wzrok od rozciągających się za taflą szkła krajobrazów, przechylając głowę na lewe ramie i zwracając ją w jego kierunku. Patrzyłaś na niego w ciszy z rozlewającym się po twoich miodowych tęczówkach niedowierzaniem i skołowaniem. Kręciłaś głową niczym w amoku, próbując wyprzeć fakt, że z jego ust naprawdę padło to cholerne pytanie. Pytanie, które wyprowadziło cię z równowagi. Oczekiwałaś, że za chwilę się roześmieje na głos i złapie cię za rękę, zapewniając, że żartuje. Jednak nic podobnego nie nastąpiło. Z wzrokiem utkwionym w jezdni oczekiwał twojej odpowiedzi. Widziałaś to po jego tężejącej z każdą sekundą twarzy i ściągniętych brwiach. Zawsze tak czynił, gdy chciał się na czymś w pełnym stopniu skoncentrować. Szkarłatna ciecz była zdecydowanie bardziej produktywnie pompowana przez twoje serce, a prędkość, z którą przemierzała twój krwiobieg znacznie wzrosła. Miałaś ochotę parsknąć mu prosto w twarz. Jak śmiał ci coś takiego zarzucać? On, twój chłopak! Zalała cię furia. Byliście razem ponad dwanaście miesięcy, a on wyskakiwał ci z czymś takim. Chciałaś zachować się neutralnie, nie przywołać podejrzeń na swoją osobę, bo takowe ściągnął na siebie Fornal, czym wcześniej podzielił się z tobą libero. Pragnęłaś się tylko zwyczajnie pożegnać z przyjacielem twojego partnera, a że on cię o to poprosił to przytuliłaś go lekko i pocałowałaś w policzek. Przecież to nic takiego nie było. Chciałaś zapewnić Mateusza tymi gestami, że twoje kontakty z przyjmującym są przyjazne i pełne sympatii. A najwidoczniej podziałało to w zupełnie inną stronę.

-Jeżeli szukasz powodu do kłótni, aby się ze mną rozstać to mi to powiedz!-warknęłaś przepełniona złością.-Powiedz, że już nie chcesz ze mną być, a nie grasz w jakieś cholerne gierki!-kontynuowałaś, zaciskając dłonie w pięści.

-Jak mogłaś tak w ogóle pomyśleć?!- teraz to on zdawał się być zdziwiony twoimi słowami i oderwał dłonie od kierownicy, uraczając cię spojrzeniem stalowych tęczówek. -Blanka, jesteś dla mnie wszystkim i cholernie cię kocham.-wypowiedział pewnym głosem, odnajdując twoją dłoń i ściskając ją mocno przez swoją.-Planuję z tobą przyszłość, a nie ją zakończyć.

-Cały czas dziś coś wymyślasz z Tomkiem. Najpierw pytasz czy mi się nie narzuca, a potem insynuujesz, że przesadziłam z pożegnaniem go.-żywo gestykulowałaś dłońmi, uzmysławiając mu jak się zachowuje.- Nigdy nie wątpiłam w twoje uczucia do mnie, ale teraz mam wrażenie, że szukasz czegoś na siłę co by mnie łączyło z Fornalem, ale nic mnie  z nim nie łączy, zrozum to!-wykrzyczałaś prosto w jego twarz, wyrywając dłoń z jego uścisku.

-To nie tak…- westchnął głośno, zatapiając rękę we włosach i nerwowo je zaczesując do tyłu.- Po prostu niepokoi mnie wasze zachowanie.-wypowiedział cicho.

-Dość.-gestem dłoni pokazałaś mu, aby zamilknął, bo to było dla ciebie zbyt wiele.-Zawieź mnie do Krakowa i wysadź na dworcu.-oznajmiłaś stanowczo, wbijając wzrok w przednią szybę.

-Przecież masz jeszcze czas do zajęć.-zacisnął dłonie na kierownicy.-Co ty wymyślasz?

-I bardzo dobrze, że go mam.- kiwnęłaś głową, uśmiechając się sztucznie.- Wyjdę sobie gdzieś i nie będę musiała siedzieć z takim kretynem jak ty.-warknęłaś głosem przesiąkniętym odrazą.

-Blanka…-rozpoczął łagodnie, jednak szybko mu przerwałaś.

-Zamknij się, Masłowski.-wycedziłaś przez zęby.

Libero odnotował twój stan emocjonalny za pomocą wzroku i wypuścił powietrze ze świstem. Dotarł chyba do niego fakt, że lepiej, aby się już nie odzywał. Powietrze w samochodzie kipiało od gęstej atmosfery jaka zapanowała pomiędzy waszą dwójką. Widziałaś jak Mateusz ciężko znosi tą sytuację. Rozrywało go od wewnątrz, aby coś powiedzieć, aby przerwać tą niekomfortową, ciążącą wam sytuację. Doskonale dostrzegałaś napięte mięśnie, żyły, które wyłoniły się pod zakamarków jego skóry, a doskonale uwydatniała to koszulka odsłaniająca jego ramiona. Palcami wystukiwał nerwowo znany tylko jemu rytm. Obawiałaś się czy dotrzecie do twojego rodzinnego miasta w całości. Odetchnęłaś z ulgą, gdy Maślak uszanował twoją prośbę i zaparkował przy dworcu. Pośpiesznie odpięłaś pas i zatrzasnęłaś za sobą drzwi, wkładając w to wszystkie pokłady siły. Popatrzyłaś na właściciela samochodu przez szybę i jęknęłaś pod nosem. Mateusz skrył twarz w dłoniach, zdając sobie chyba sprawę, że zawinił, a chwilę później wyłapałaś smutek bijący od jego szarych oczu. Po mimo złości na niego nie potrafiłaś na to patrzeć. Ten widok sprawiał ci tak cholerny ból w sercu. Najpierw  przełamywało się ono na pół, a następnie roztrzaskiwało na kawałeczki. Poprawiłaś pasek od torebki spoczywający na twoim ramieniu i pośpiesznie ruszyłaś przed siebie.

-Aneta? Jesteś w domu?-powiedziałaś do słuchawki, decydując się na połączenie do przyjaciółki.

Gdy otrzymałaś pozytywną i pożądaną jednocześnie odpowiedź momentalnie wparowałaś do wnętrza jednego z tramwajów i obrałaś za cel wnętrze mieszkania szatynki. Chwilę później okryta kocem z nadrukiem szachownicy i z głową wspartą o ramie krakowianki dawałaś upust swoim emocjom, wyrzucając z siebie słowa z prędkością karabinu maszynowego i z taką złością, że nawet ona, znająca cię niemal od dziecka patrzyła na ciebie z oczami wielkości Mikasy.

-Blanka, to co teraz powiem może cię jeszcze dobić, ale chcę być z tobą szczera, słońce.-rozpoczęła, a ty zmarszczyłaś brwi, wlepiając w nią wzrok.-Moim zdaniem Tomek coś do ciebie ma i jak widzisz idzie na całość od samego początku.

-Najgorsze jest to, że tak cholernie mnie irytuje swoim sposobem bycia, ale ta jego pewność siebie jest też pociągająca.-przyznałaś, przegryzając dolną wargę.

-Uhu, czyli ty też coś do niego masz.-skwitowała z niemałym szokiem, ale i nikłym uśmiechem Aneta.- Jest ciekawiej niż myślałam.

-Nie wiem. Zbyt krótko się znamy by to stwierdzić, ale ta znajomość jest… Dziwna.-wzruszyłaś ramionami.- No, ale powiedz mi co myślisz o zachowaniu Maślaka.-popatrzyłaś na nią wyczekująco.

- Miałaś z Masełkiem tyle kłótni, a tą przeżywasz jakbyście co najmniej przechodzili kryzys.- przewróciła oczami. 

-Aneta, on mnie zranił.-jęknęłaś.- Nie ufa mi. Mało tego swojemu przyjacielowi wygląda na to, że też nie. Według mnie to było grube przegięcie. Nie zrobiliśmy nic złego.-tłumaczyłaś jej oburzona.

-Może Tomek kiedyś sprzątnął mu laskę z przed nosa i teraz się boi?

-Nie wiem, ale zabolało mnie to.

-Wiem, widzę to. Jesteś strasznie przybita.- chwyciła cię za rękę i spojrzała na ciebie oczami przepełnionymi współczuciem.-Na pewno chcesz iść na te zajęcia?-uniosła pytająco brew.

-Szczerze? Nie mam na to najmniejszej ochoty.

Takim oto sposobem ustaliłaś z krakowianką, że spędzisz w jej towarzystwie weekend i tym samym odpoczniesz od Mateusza, porządkując mętlik w twojej głowie. Z kolorowym kubkiem wypełnionym parująca cieczą, który otuliłaś drobnymi dłońmi wpatrywałaś się w plazmowy ekran wraz z przyjaciółką, która odpaliła na nim komedie romantyczną, aby poprawić ci humor. Po dwóch godzinach gorącą herbatę o posmaku maliny zastąpiłaś słodkim winem, które obie ubóstwiałyście i kojarzyło się wam ono z przegadanymi nocami. Tak też było tym razem. Kolejny raz tematem waszych rozmów okazali się siatkarze, a w szczególności ulubiona dwójka pochodząca z Rzeszowa. Zanosiłaś się dźwięcznym śmiechem, który przeszywał ciszę w mieszkaniu Anety, gdy owa dziewczyna wytykała ci potknięcia w początkowych kontaktach z libero, a ty odwdzięczałaś jej się pięknym za nadobne z postacią rozgrywającego.

-Boże, a pamiętasz jak klepnęłaś Kozuba w dupę, gdy byłaś wstawiona na mojej domówce?- parsknęłaś rozbawiona, zasłaniając dłonią usta, aby nie wydobył się z nich kolejny atak rechotu.

-Nie przypominaj mi nawet tego! Jezu!- zawyła błagalnie właścicielka mieszkania.

-Kurna, jak ja go kocham.- mruknęłaś pod nosem, gdy wsparłaś się o barierkę balkonu Anety.

-Mówię ci pogodzicie się.-potarła twoje ramie w ramach dodania otuchy, dokładając do tego lekki uśmiech.


***

-Pusia, spierdoliłem to!-wydarłeś się, przekraczając próg mieszkania przyjaciela.

Pewnym krokiem zagłębiłeś się we wnętrzu mieszkania Łukasza i posłałeś mu nikły uśmiech, gdy jego sylwetkę dostrzegłeś spoczywającą na kanapie w salonie.

-Debilu, rodzice śpią. Nie drzyj się.-zbeształ cię mistrz świata.

Roześmiałeś się na jego słowa i zająłeś miejsce obok niego. Wyrwałeś z jego dłoni ciemno brązową butelkę i upiłeś zachłanny łyk chmielowego trunku. Zgromił cię za to wzrokiem i odebrał co jego, wznosząc pytająco brew. Oznajmił ci, że wyglądasz fatalnie i splótł ramiona na klatce piersiowej, oczekując wyjaśnień twojego beznadziejnego stanu. Westchnąłeś głośno i usadowiłeś się wygodnie na sofie.

-Zarzuciłem Blance, że ona  z Fornalem…

-Nie! Powiedz, że nie!-popatrzył na ciebie wyczekująco, łapiąc się za głowę.- Maślak, cholera! Oskarżyłeś ją o zdradę z Tytusem?!-wydarł się na całe gardło.

-Nie. Pojebało cię?!-zmierzyłeś go zdezorientowanym wzrokiem.- Po prostu powiedziałem jej, że zbyt wylewnie się z nim pożegnała i …-wyjaśniłeś sytuację.

-Boże, jakim ty jesteś idiotą, Maślak.-uderzył się z otwartej dłoni w czoło, kręcąc z niedowierzaniem głową.- Szukasz sobie dram w związku, bo ci ich mało czy jak?

-Jakbyś ich widział też byś tak pomyślał.

-Coś wątpię, ale gdzie ona teraz jest?

-W Krakowie. Pewnie nie wróci na noc i wcale mnie to nie dziwi. Zasłużyłem sobie.

-Oj zasłużyłeś. Ta dziewczyna ma totalnie w dupie innych chłopaków, a ty jej wyskakujesz, że coś z Tomkiem kręci. Brak słów na ciebie.

Skinąłeś jedynie głową na jego słowa i podziękowałeś mu za otrzymane piwo. Już dawno nie zostałeś u rozgrywającego na noc, a teraz wszystko zapowiadało to, że będziesz do tego zmuszony, bowiem w stanie nietrzeźwości nie zamierzałeś siadać za kierownice. Zagłębiłeś się z Łukaszem w rozmowie o płci pięknej i kpiłeś z niego, gdy opowiadał ci o tym jak to nieudolnie idzie mu z Anetą. Mimo to dalej zapierał się, że tutaj występują jedynie przyjacielskie relacje. Kręciłeś głową nad jego postawą. W głębi siebie byłeś mu jednak wdzięczny za przygarnięcie tej nocy i poprawienie humoru. Mimo to nadal atakowały cię potworne wyrzuty sumienia, a gdzieś z tyłu głowy odzywały się myśli na temat brunetki. Gdzie może teraz być? Co może teraz robić? Czy nadal jest na ciebie wściekła? Z resztą słusznie. Czy ci wybaczy?

                                                                                                                                   ✭✭✭

Hejka!
Drama time! Kiedyś to tutaj musiało nadjeść :D Maślak przesadził i Blanka czuje się przez niego zraniona. Jednak czy jej reakcja nie była zbyt przesadzona? Mateusz jednak pod wpływem Łukasza dostrzegł co źle zrobił i pewnie będzie chciał to naprawić, ale czy jego dziewczyna mu tak szybko ulegnie i wybaczy? Zobaczymy! ^^ Widzimy się w środę! Ja jutro natomiast widzę się z przyjaciółką w Radomiu,  aby wspierać Czarnych, w tym Tomka ;3 Jak myślicie dadzą radę i przedłużą rywalizacje o półfinał? Ja w to głęboko wierzę <3 Żałuję, że Skrze się to nie udało i ubolewam nad tym, ale cóż...Jestem dumna, że tak daleko zaszli po mimo tak wielu przeszkód, tak wielu kontuzji...Dziękuję chłopaki! <3  Całuję i do kolejnego razu ;*


wtorek, 26 marca 2019

Ósmy


   Burknęłaś pod nosem niezadowolona, gdy twoje uszy zaatakował donośny dźwięk budzika. Momentalnie go uciszyłaś i otuliłaś się szczelniej śnieżnobiałą kołdrą, przykładając z powrotem policzek do miękkiego materiału poduszki. Wzdrygnęłaś się delikatnie, kiedy dłoń siatkarza wylądowała na twoim brzuchu. Mateusz skrył twarz w zagłębieniu twojej szyi, łaskocząc cię lekko dwudniowym zarostem. Jego ciepły oddech owiewał twoją wrażliwą skórę, powodując przyjemne dreszcze, które atakowały twoje drobne ciało. Przymknęłaś powieki i splotłaś swoje palce z jego.

-Wstajemy, kochanie.-wymruczał do twojego ucha sennym, zachrypniętym głosem.

Zawisł swoją twarzą na twoją i wpatrywał się w ciebie zamglonym wzrokiem. W jego stalowych tęczówkach z domieszką błękitu dało się jednak dostrzec wesołe iskierki i nutkę rozbawienia spowodowaną twoim mozolnym postępowaniem. Nachylił się nad twoim bladym policzkiem i musnął go za pomocą powolnego ruchu, składając na nim czuły pocałunek. Mruknęłaś coś niezrozumiałego pod nosem i przewróciłaś się na bok, odtrącając od siebie rękę Masłowskiego. Jej właściciel parsknął głośnym śmiechem na twój bunt. Nie zamierzał go jednak zaakceptować. Chwilę później poczułaś chłód przeszywający twoje odkryte nogi odziane w spodenki, który przemieszczał się ku górze w kierunku także nieokrytych materiałem ubrania ramion. Miałaś ochotę zamordować Mateusza, który gwałtownie pozbawił cię pierzyny i wzniósł ku górze, nie przejmując się ciężarem twojego ciała.

-Jedziemy na wycieczkę, więc się zbieraj mała. –oświadczył, odstawiając cię w łazience. Gdy miał już przymknąć za sobą drzwi okręcił się nagle na pięcie i utkwił w tobie przeszywające spojrzenie. Jego oczy rozbłysnęły tajemniczo, a ty już wiedziałaś, że w jego szalonej głowie narodził się pewien pomysł.- Poczekaj, mam lepszy pomysł.-mruknął.

Zniwelował dzielący was dystans i wsparł swoje czoło o twoje, wlepiając swoje tęczówki wprost w twoje. Po mimo jego wcześniejszego pośpiechu nie miałaś zamiaru przerwać tej magicznej chwili. Mierzyliście się niemęczącym kontaktem wzrokowym pogrążeni w całkowitej ciszy. Zaśmiałaś się, kiedy jego smukłe dłonie zawędrowały pod materiał twojej koszulki.

-Co ty robisz? Mieliśmy gdzieś jechać.- chwyciłaś jego dłonie i popatrzyłaś mu w oczy.

-Zrobimy tak.- jego usta znalazły się przy twoim płatku ucha.- Najpierw zaliczmy poranny prysznic, później ja wyskoczę nam zrobić śniadanie, a ty w tym czasie doprowadzisz się do ładu i składu i wyruszymy.-tłumaczył ci niskim, seksownym tonem głosu tuż przy uchu.

Nie odpowiedziałaś. Nie miałaś kiedy, bowiem momentalnie po zakończeniu swojej wypowiedzi ściągnął ci bluzkę i zrzucił na posadzkę. Zachłannie wpił się w twoje wargi, pieszcząc dłońmi twoje piersi i przygniatając twoje plecy do kabiny prysznica. Przegryzając wargi zsunęłaś z jego bioder obcisły materiał bokserek, a on zdecydowanym ruchem zdarł z twoich nóg spodenki wraz z koronkową bielizną. Na moment wasze spojrzenia spotkały się na jednej linii. Porozumieliście się bez słów. Mateusz chwycił cię za pośladki i wniósł do wnętrza prysznicu, a ty nie protestowałaś, kiedy przywarł twoje nagie ciało do chłodnej powierzchni płytek. Wzdrygnęłaś się na dreszcze przechodzące twój kręgosłup. Strumień ciepłej wody otulił wasze ciała, które zdążyły się ze sobą spoić. Czułaś wszędzie na przemian wargi i ręce Masłowskiego doprowadzające cię do szaleństwa. Twoja skóra paliła cię od jego dotyku, od jego intensywności. Te pieszczoty połączone z energicznymi ruchami gwarantowały rozkosz wznoszącą cię niemal do nieba. Wbiłaś długie paznokcie w jego plecy, zdając sobie sprawę, że od tego ostatecznego aktu dzieli cię cienka granica. Słyszałaś jego dyszenie przy twoim uchu, gdy wtopił twarz w skórę twojego prawego barku. Czułaś kropelki potu skapujące z jego czoła, które stapiały się ze strugami chłodnej wody wydostającej się z deszczownicy zawieszonej nad waszymi głowami i wędrowały po waszych klatkach piersiowych. Zwieńczył zalewający was szczyt przyjemności długim, gorącym pocałunkiem wyciśniętymi na twoich spierzchniętych wargach i przeszył cię na wylot swoim intensywnym wzrokiem. We wnętrzu łazienki rozlegały się wasze świszczące oddechy oraz odgłos obijającej się o brodzik cieczy.

-Mati, twoja forma idzie ku górze. –skwitowałaś z błogim uśmiechem, przeczesując palcami wilgotne, długie włosy.

-Pff, ja nie wiem jak można wątpić w moje możliwości.-wzruszył ramionami delikatnie oburzony.- Skończyliśmy szybciej niż ostatnio. Zdecydowanie szybciej.-skwitował, zerkając na ekran blokady telefonu.

Pokręciłaś z niedowierzaniem głową i wychyliłaś się zza kabiny prysznicowej, skradając z jego kuszących ust przelotny pocałunek.  Zmierzyłaś jego mokre włosy dłonią i rozciągnęłaś usta w leniwym, szczerym uśmiechu. W takich chwilach jak ta docierało do ciebie, że byłaś cholerną szczęściarą, że to akurat na niego trafiłaś w tym klubie z kuflem piwa. Oparta o pralkę podziwiałaś jak zwinnie ociera wilgotne ciało puchatym ręcznikiem i nuci pod nosem jakąś nieokreśloną melodię. Rzuciłaś w jego kierunku świeżą koszulką, po którą sięgnęłaś z suszarki i obserwowałaś jak naciąga ją na swój umięśniony tors. Gdy przymknął za sobą drzwi zajęłaś się w pełni sobą. Ściągnęłaś nadmiar wody z ciemnych kaskad włosów i pozostawiłaś je na wyschnięcie, biorąc się za makijaż. Podkreśliłaś odrobinę swoje miodowe oczy czernią tuszu do rzęs oraz uwydatniłaś niewidoczne prawie brwi. Z zaciśniętym wokół piersi ręcznikiem udałaś się do sypialni, aby dobrać komplet odpowiednich ubrań.

-Mam się jakoś odwalić czy mogę postawić na wygodę?-zjawiłaś się w kuchni, gdzie od dłuższej chwili pałętał się już Masłowski.

-Zależy jak masz ochotę, ale mi na dziś wystarczy dawki twojego boskiego ciała.-zaprezentował ci swoje śnieżnobiałe uzębienie.- Pośpiesz się, bo kawa ci wystygnie.- ponaglił cię.

Skinęłaś głową na jego słowa i ponownie zawędrowałaś do waszego pokoju. Podciągnęłaś suwak czarnej, klasycznej bluzy pod samą szyję, a na nogi naciągnęłaś białe spodnie. Włosy przeczesałaś jedynie szczotką i pozwoliłaś im bezwładnie opadać na twoje ramiona. Przekroczyłaś próg kuchni i opadłaś na kolana Maślaka, sięgając talerz z jajecznicą. Pośpiesznie pochłaniałaś posiłek, aby po chwili dopieszczać kubki smakowe posmakiem ulubionej kawy. Zdecydowanie ubóstwianym przez ciebie rodzajem śniadania były takowe, kiedy mogłaś wpatrywać się bez ograniczeń czasowych w oczy ukochanego i jednocześnie popijać aromatyczną, parującą ciecz.


***

Tkwiłaś na fotelu pasażera, uważnie śledząc obraz rozciągający się za twoim oknem. Starałaś się wybadać gdzie libero zabiera cię na przysłowiową wycieczkę. Przekroczyliście granicę Rzeszowa i obraliście kierunek na Głogów Małopolski. Znałaś tą okolicę jak własną kieszeń. Zbyt wiele raz przemierzałaś tą trasę przy boku Mateusza lub sama po większej sprzeczce z brunetem decydowałaś się ją pokonać za pomocą własnego samochodu lub pojazdu komunikacji miejskiej. Zdezorientowana przechyliłaś głowę na bok i zmarszczyłaś brwi utkwiwszy spojrzenie w przystojnej twarzy siatkarza.

-Po co jedziemy do Łukasza?

-Niebawem się przekonasz.-odparł twój towarzysz, nie odrywając wzroku od drogi.

-On się przekona jak to jest być pokiereszowanym, gdy mówi się mojej matce rzeczy, które zabroniłam mu wyjawiać.-burknęłaś, przypominając sobie sytuację ze swoją rodzicielką z nowego mieszkania.

-Ej, ej. Zostaw Pusie w spokoju!-ożywił się.- Po za tym już nie zgrywaj takiej niezadowolonej. Wynagrodziłem ci to przecież rano.- musnął ustami twój policzek.

Zasłoniłaś ciemnymi kaskadami policzki, odczuwając wyraźny przyrost temperatury w ich obszarze. Masłowski pokręcił roześmiany głową i zaparkował przed rodzinnym domem Łukasza. Odpięłaś pas i zatrzasnęłaś za sobą drzwi. Miałaś już zamiar skierować się w kierunku drzwi do budynku, gdy twoim oczom ukazał się zupełnie inny siatkarz niż ten, którego się spodziewałaś. Fornal z przerzuconą przez ramie torbą oraz dużą, czarną walizką zmierzał w stronę waszej dwójki. Obrzuciłaś Maślaka pytającym, przelotnym spojrzeniem przez ramie, nie rozumiejąc z tej sytuacji nic. Mateusz machnął na ciebie jedynie dłonią i zamknął przyjmującego w solidnym uścisku.

-Cześć!-rzucił uradowany twoim widokiem Tomek, doprowadzając do krótkiego kontaktu twojego policzka z jego ustami.

-Hej.-odparłaś oszołomiona jego zachowaniem z mniejszym zdecydowanie entuzjazmem w głosie, a nawet z jego brakiem.

-No no! Powie mi ktoś od kiedy panna Wojciechowska zna Tomka Fornala?-zza pleców krakowianina wyłonił się rzeszowianin.

-Lepiej się kryj za plecami Tytusa dla swojego dobra!- pocisnęłaś w kierunku Kozuba, czując zalewającą cię frustrację na jego osobę.

-Ja ich ze sobą poznałem na memoriale, ale wcześniej nasz Tomasz pałaszował wzrokiem moją dziewczynę.-zaznaczył Masłowski.

-Za nim mnie zaatakujesz jak kibol kibica przeciwnej drużyny to chcę powiedzieć na swoją obronę, że…-rozpoczął łagodnie rozgrywający.

-Że co? Bałeś się mojej matki? Łukasz, błagam cię! Nie kompromituj się!-parsknęłaś.

-Weź się kurwa nie pogrążaj!- dołączył do ciebie Mateusz.

-Dziękuję, kotek!- posłałaś w jego kierunku szeroki uśmiech.

-Ja tylko uznałem, że to odpowiedni moment, aby zacytować Kozuba z pomeczowego studia!

Pokręciłaś z niedowierzaniem głową i zrezygnowana opadłaś na fotel kierowcy, z którego po chwili zostałaś wygnana przez swojego chłopaka. Zajęłaś więc miejsce pasażera i oczekiwałaś aż trójka siatkarzy zakończy swoją konwersację. Nadal nie miałaś pojęcia o co tu chodzi i czemu krakowianin przebywał u waszego wspólnego przyjaciela.  Obawiałaś się kontaktów z nim po ostatnich wydarzeniach i jak się okazało słusznie, bowiem powitanie twojej osoby z jego strony totalnie cię zaskoczyło. Byłaś wręcz zdumiona jego bezpośredniością i pewnością, że Masłowski nic mu nie zarzuci. Po chwili w towarzystwie dwóch przyjaciół w czarnym BMW rzeszowianina przemierzałaś autostradę. Mateusz w końcu zdecydował ci się oznajmić, że podrzucie Tomka na warszawskie Okęcie, z którego wraz z reprezentacją Polski odleci do Japonii. Zastanawiałaś się tylko na co ty mu byłaś potrzebna. Twoje wyobrażenia o romantycznych chwilach przy boku 22-latka prysły niczym bańka mydlana. Byłaś zawiedziona, a jeszcze bardziej dobijał cię fakt, że byłaś także skazana na towarzystwo Fornala, z którym nie czułaś się wcale komfortowo.

-Możemy się zatrzymać na jakieś stacji? Nic od rana nie jadłem.-zaproponował Tytus, wpatrując się z wyczekiwaniem w libero.

-Serio, nie jadłeś jeszcze? –wytrzeszczył oczy Maślak, spoglądając na zegar usytuowany na nadgarstku.- Ja swoje spożyłem z samego rana i do tego jakie obfite i apetyczne.- wypowiedział rozmarzonym tonem głosu, uśmiechając się cwanie i spoglądając wymownie na twoją osobę.

Popatrzyłaś przez fotel na spoczywającego na tyłach samochodu Fornala, któremu popijana właśnie woda uwięzła w przełyku. Zagryzłaś policzki od wewnątrz, aby się nie roześmiać na głos. Mimo to przyjmujący dostrzegł cień uśmiechu zdobiący twoje usta w lusterku bocznym, za którego pomocą spotkaliście się wzrokiem. Po chwili kaszlu oraz mocnym uderzeniu w plecy zadanym przez bruneta Tomek opanował sytuację.  Mateusz wedle prośby przyjaciela zajechał na stacje benzynową i zamknął za sobą drzwi, udając się w stronę sklepiku. Chwilę później w jego ślady poszedł Tomek i zostałaś sama z własnymi myślami. Oparłaś się biodrami o karoserię samochodu, a w twoją twarz uderzył chłodny powiew wiatru. Wzdrygnęłaś się na dreszcze przeszywające twoje drobne ciało. Wtem dostrzegłaś przed sobą smukłą dłoń Mateusza, który wręczył ci hot doga. Podziękowałaś mu całusem w policzek i nieco głodna zabrałaś się za jedzenie.

-Mam wrażenie, że Fornal ci się narzuca.-mruknął z wzrokiem wymierzonym przed siebie.

-Co?!-wrzasnęłaś, zatapiając wzrok w jego twarzy.

Pierwsza myśl jaka przebiegła ci przez głowę to, że sobie z ciebie kpi, że zaraz wybuchnie śmiechem i powie to swoje klasyczne „ żartowałem”. Jednak to nie nastąpiło, a wyraz jego twarzy zmienił się gwałtownie z tego, który podziwiać u niego mogłaś jakieś 15 minut temu. Zniknęła z niej nawierzchnia wesołości i błogości. Jego twarz stężała, napięła się, przybrała poważny wyraz. Przymknął powieki i wypuścił głośno powietrze.

-Przywitał cię dziś tak wylewnie, a po tobie dało się zauważyć, że nie byłaś tym zachwycona.-kontynuował rozpoczętą wcześniej kwestię.

-Nie o to chodzi, Mati. Byłam najzwyczajniej zaskoczona, ale widocznie Tomek mnie polubił.

-Skoczę jeszcze do łazienki.

Skinęłaś głową i odetchnęłaś z ulgą. Nie trwała ona jednak długo, bowiem miejsce Maślaka zastąpił Fornal, który w dłoni trzymał kubek z parującą cieczą oraz kanapkę. Obiecałaś sobie, że nie odezwiesz się do niego ani słowem. Byłaś zbyt wkurzona na to, że Mateusz zauważył coś czego nie powinien, bo tak Tomek wyraźnie ci się narzucał.

-A ty co taka cicha, hmm?-zagaił do ciebie brunet.

-Ty się kurwa lepiej nie odzywaj.-syknęłaś przez zęby.

-Hej, ale po co tak agresywnie?-roześmiał się nerwowo.

Zlekceważyłaś jego pytanie. Otworzyłaś drzwi i zajęłaś swoje miejsce. Czułaś ciężar spadający z twojego ciała, gdy Tomasz udał się w towarzystwie Mateusza do wejścia na lotnisko. Gestem dłoni libero przywołał cię do siebie, abyś do nich dołączyła. Westchnęłaś głośno i posłusznie zjawiłaś się przy boku rzeszowianina. Jeszcze kilka chwil tej niezręczności z młodym przyjmującym wytrzymasz. Obserwowałaś jak chwilę później chłopaki tonęli w męskim, długim uścisku i jak Mateusz potrząsał ramionami Tomka, wygłaszając motywującą mowę. Uśmiechnęłaś się mimowolnie kącikami ust. To było takie do niego podobne. Pozytywny kopniak musiał być sprzedany. Cieszyło cię to, że nie miał wyrzutów do przyjaciela, że jemu udało się znaleźć w składzie na turniej, a Masłowskiego trener odesłał do domu. Początkowo ciężko to znosił, pałętał się, nie wiedząc co ze sobą zrobić, ale później udało mu się z tym pogodzić. Oczywiście z twoim wsparciem.

-Nie pożegnasz się?- Fornal przechylił głowę na bok i utkwił swoje spojrzenie w tobie, uśmiechając się nikle.

Wysiliłaś się na słaby uśmiech w jego kierunku i przylgnęłaś do jego ciała, obejmując go w pasie. Twoje nozdrza rozkoszowały się bijącą od niego intensywną wonią perfum. Dzięki doświadczeniu tego bodźca ciężko ci się było od niego odkleić.  Po kilku minutach oderwałaś się od 22-latka i wspięłaś się na czubki palców, wyciągając znacznie ku górze i złożyłaś delikatny pocałunek na prawym policzku przyjmującego.

-Powodzenia.-wyszeptałaś.

Dopiero odchodząc w kierunku wyjścia z obiektu lotniczego dotarło do ciebie, że możesz go już nigdy nie zobaczyć i w pewien sposób ta myśl cię dotknęła, Blanko. Obawiałaś się latania. Nie ufałaś temu żywiołowi i sama unikałaś go jak ognia, a przecież Tomasza czekał kilkunastogodzinny lot do kraju kwitnącej wiśni. Po mimo, że irytował cię swoją postawą, której nie potrafił ujarzmić nawet w obecności przyjaciela jakim niepodważalnie był Masłowski, to jednak pewnego rodzaju smutek powodowała w tobie myśl, że może nie wylądować, że może już nie poczuć podłoża pod swoimi stopami.

-Czy ty nie zbyt wylewnie żegnałaś się z Tytusem?-zarzucił ci Mateusz po znalezieniu się w samochodzie.


 ✭✭✭

Hello! ^^
Dodaje wcześniej niż zamierzałam, ale korzystam z wolnego w pracy i oto jest :D Po sielankowym poranku nastał czas na pierwsze zgrzyty. Mateusz chyba zauważa dziwne zachowanie dwójki najbliższych mu osób, choć Blanka ostrożnie wykonuje każdy swój ruch w kierunku Tomka, ale on... Hmm.. Jest zdecydowanie bardziej bezpośredni :D Jak myślicie jak zareaguje dziewczyna na pytanie Mateusza, a jak on się dalej zachowa? ^^  Całuję i widzimy się w weekend! ;*