środa, 12 czerwca 2019

Dwudziesty trzeci


  
  Brunet kołysał waszymi splecionymi dłońmi, stąpając obok ciebie. Gdy zerkałaś na niego po kryjomu dojrzałaś, że jego twarz osnuta jest ekstazą, a jego siwo błękitne tęczówki są rozmigotane jak nigdy dotąd. Mimowolnie kąciki twoich ust drasnęły wyżyny, bowiem cieszyło cię to, że doprowadzasz go do takiego stanu. Na spierzchniętych wargach rozciągał się pogodny, szczery uśmiech, który odpowiadał po części za pajęczynek zmarszczek gromadzącą się wokół jego oczu. Z przyjemnością podziwiało ci się takiego Tomka Fornala, lecz nadal nie potrafiłaś przywyknąć do myśli, że to ty w pełni sprawowałaś nad tym opiekę. To ty wywoływałaś jego świetliste oblicze i nikt nie mógł się o tym dowiedzieć, choć Filip żył w pełni przekonany o tym co miało miejsce pomiędzy waszą dwójką. Pamiętałaś jak Fornal po opuszczeniu mieszkania przez atakującego zatrzasnął za nim drzwi i momentalnie zwrócił twarz ku tobie, tłumacząc ci w jakie kłopoty wpakowałaś siebie i jego. Po chwili jednak złagodniał i uznał, że może zaufać Michałowi. Od tamtej grudniowej nocy już nic nie było takie samo. Wy nie byliście tacy sami. Wpadłaś w sidła przyjmującego na dobre, ale nie zamierzałaś się z nich wydostać. Tytus był twoją odskocznią od dotychczasowego życia. Czas spędzony w jego towarzystwie dawał ci coś, czego dotąd ci brakowało. Nadal nie miałaś pojęcia co to takiego, ale nie martwiło cię to. Ważne, że zarówno ty jak i siatkarz byliście w takich momentach szczęśliwi.

-Zobacz!-pisnęłaś podekscytowana, przykładając dłoń do ust, a drugą wskazując na biały puch przebywający ścieżkę z nieba aż do podłoża.

-A wiesz, że padało podczas tamtej nocy?-zaśmiał się, lokując w tobie przeszywające spojrzenie.- Byliśmy tak zajęci sobą, że nawet tego nie zauważaliśmy.-dodał, kręcąc z niedowierzaniem głową nad waszą postawą.

-Cóż… Są rzeczy ważne i ważniejsze.-odparłaś, mocniej ściskając jego dłoń i uśmiechając się błogo.

-Nie wierzę, że to się naprawdę dzieje, że tutaj jesteś.-wyszeptał oszołomiony.

-Hej! To uwierz!-roześmiałaś się wesoło.

Oplotłaś dłońmi szyję przyjmującego i wspięłaś się na palce, aby przywrzeć swoimi wargami do jego. 22-latek przejął inicjatywę i muskał subtelnie twoje zziębnięte wargi. Opuszkiem palca wędrował po twoim zarumienionym na skutek mrozu policzku, co wywołało blady uśmiech na twoich ustach. Pocałunek jakim się związaliście był czuły i zarazem gorący, ale jakże subtelny. To właśnie podobało ci się w krakowianinie. Potrafił być diametralnie inny niż libero, który przy każdej nadarzającej się okazji okazywał ci jak bardzo kiełkuje pomiędzy wami namiętne, pełne żaru uczucie. Tomek na pozór był zbyt pewnym siebie chłopakiem, ale gdy się go poznało okazywał się delikatnym, czułym facetem. Chyba tym urzekł cię najbardziej w swojej osobie.
-To co? Gorąca czekolada na rozgrzanie?-zagaił do ciebie po chwili  poświęconej czułościom.

-Wystarczy mi twoja sypialnia, ale to też brzmi nieźle.-zaniosłaś się błogim chichotem.

-Widać wpływ Maślaka.- także się roześmiał.

Otrzymał od ciebie kuksańca w żebra i chwycił cię pod ramieniem rozbawiony, ciągnąc w kierunku jednej z bełchatowskich kawiarni. Biały puch osiadał na twojej czapce z pomponem i w krótkiej drodze do lokalu uzbierało się go na niej całkiem sporo, ale zupełnie ci to nie przeszkadzało. Zdecydowanie lepiej śnieg wyglądał wplątany w ciemne, gęste włosy, którymi targał grudniowy wiatr. Fornal przepuścił cię w drzwiach uprzednio je przed tobą rozwierając i nie spoglądając w kartę menu złożył zamówienie, posyłając ci jeden z tych przebiegłych uśmiechów. Chwilę później jednak nie żałowałaś tej decyzji, bowiem napój jaki otrzymała wasza dwójka był niebem w gębie. Delektowałaś się słodkim posmakiem, trzymając się za dłonie z młodym siatkarzem. Niejednokrotnie na myśl przychodziło ci, że przeżywasz z nim nastoletnie zauroczenie. Miałaś wrażenie, że zachowujecie się jak zakochani w sobie nastolatkowie, którzy nie zwracają uwagi na nic wokół nich. Dla nich liczy się tylko ta druga osoba.

-Zrobiłaś sobie tatuaż?- pełen szoku głos wyrwał cię z refleksji, a przed sobą ujrzałaś zmarszczone brwi bruneta.

-Owszem.-skinęłaś głową, obawiając się, że zapyta o jego znaczenie.- Mateusz też.

-Właśnie wydawało mi się, że go gdzieś widziałem.-mruknął, upijając łyk parującej cieczy.-Co on oznacza?-zapytał, przyglądając się z zaintrygowaniem kotwicy widniejącej na palcu twojej prawej ręki.

-Czy to ważne? Po co wypytujesz o Maślaka?

-Jestem po prostu ciekawy.-wzruszył ramionami, ale zdążyłaś zauważyć nutkę rozdrażnienia w jego głosie.

-Mateusz uznał, że jesteśmy dla siebie kotwicami i nawzajem się w sobie zatracamy.-oświadczyłaś z delikatnym uśmiechem, podziwiając tatuaż.

-Zatracacie się? Hmm, nie powiedziałaś mi ostatnio czegoś podobnego?-prychnął, mierząc cię wrogim spojrzeniem.

-Fornal, o co ci do cholery chodzi?-przewróciłaś lekko  oczami podirytowana  jego zachowaniem.

-Ależ o nic, Blanko.-odparł, upijając ostatni łyk napoju.- Lepiej będzie jak już sobie pójdę.

Rozwarłaś usta oniemiała na jego postawę. Obserwowałaś jak zasuwa kurtkę pod samą szyję i opatula się szczelnie szalikiem. Wieczór, który rozpoczął się przyjemnie dla was obojga teraz zwiastował swój koniec. Myślałaś, że ten będzie miał miejsce w domu przyjmującego, jednak chyba się myliłaś. Tomek sfrustrowany poprosił kelnerkę o rachunek i rzucając na stół banknot poderwał się z miejsca.

-Powiesz mi o co jesteś zły?-wysiliłaś się na wszelkie pokłady spokoju w głosie jakie tylko było cię stać.

-Już odpowiedziałem ci na podobne pytanie.-mruknął cicho.- Dobrej nocy, Blanko.

-Tomek, ale ja ci niczego nie obiecywałam. Kocham Mateusza i wiesz dobrze w co się wpakowałeś, więc teraz nie rób mi wyrzutów.-warknęłaś.

***

Wtulona w bok rzeszowianina przemierzałaś skąpane mrokiem ulice, zatapiając się z nim w swobodnej rozmowie. Brunet uspał twoją czujność i gdy pochylił się nad twoją twarz, owiewając twoje policzki ciepłym oddechem przymknęłaś powieki, będąc pewna, że pragnie cię pocałować. On jednak solidnym pchnięciem wpakował cię do sporej zaspy. Rozwarłaś oszołomiona oczy i przeszyłaś jego sylwetkę srogim wzrokiem. Siatkarz znajdował się kilka metrów od ciebie zapewne ze względu na swoje bezpieczeństwo i zanosił się głośnym, błogim śmiechem. Jego salwy obijały ci się o uszy niczym mantra, potęgując uczucie złości. Przeniosłaś ciężar ciała na łokcie, aby następnie poderwać się z podłoża. Otrzepałaś pośpiesznie powierzchnię kurtki, do której przylgnął śnieg i wzdrygnęłaś się na dreszcz przeszywający twoje drobne ciało. Wszystko zwiastowało nadejście do ciebie choroby tuż przed nadciągającymi Świętami Bożego Narodzenia. Zziębnięta potarłaś dłońmi ramiona i spojrzałaś wymownie na Maślaka, który nadal nie opanował rozbawienia. Zwinnie pokonałaś dzielący was dystans i uformowałaś z dłoni pięść, której uderzeniem nagrodziłaś jego ramie. Zawył przeciągle z bólu i przyciągnął cię do siebie, aby skraść z twoich ust przelotny pocałunek. Ty jednak zwróciłaś głowę w przeciwnym kierunku i wyrwałaś z jego rąk reklamówki, w których kryły się prezenty dla waszych najbliższych. Przyśpieszyłaś kroku i oddaliłaś się od niego.

-Blanka! Spokojnie, 15 minut i rozgrzeje cię w sypialni!-wydzierał się za tobą.

Westchnęłaś głośno, odnotowując pełne zaintrygowania a także rozbawienia spojrzenia ludzi, którzy mijali twoją sylwetkę. Uderzyłaś sobie z otwartej dłoni w czoło i wsparłaś się o maskę samochodu, oczekując przybycia twojego chłopaka. Mateusz posłał ci cwany uśmiech, okręcając kluczyki na palcu wskazującym. Wywróciłaś jedynie oczami i opadłaś na miejsce pasażera, gdy raczył otworzyć BMW. Dopiero w momencie zajęcia fotelu spostrzegłaś jak bardzo przemoczona jesteś. Tapicerka została naznaczona przez wodą jaka wsiąknęła doszczętnie w twoje ubrania, na co libero pokręcił jedynie z niedowierzaniem głową. Twoje ciało drżało, a Mateusz widząc to, podkręcił ogrzewanie.

-Tacy sami a ściana między nami!-zawył, zerkając na ciebie przelotnie i zanosząc się śmiechem.

-Bardzo zabawne, Masłowski.-prychnęłaś, zapinając pas.

-Ja dbam o atrakcje w naszym związku, a ty się o to fochasz.

-Mi nudno w nim nie jest.

-Mogłaś mi oddać.

-Nie jestem taka durna jak ty, Masłowczak.

-Wszystko w porządku?

-Niekoniecznie, ale cieszy mnie perspektywa nie oglądania Patryka w święta.-mimowolnie wzniosłaś kąciki ust.

-Nie zrobisz mi tego.-wypowiedział pewnie, patrząc ci głęboko w oczy.

-Ja tylko dbam o rozrywkę w naszym związku, skarbie.-poklepałaś go po ramieniu, powstrzymując się od parsknięcia śmiechem.

-Wojciechowska!

-Masłowski! –przedrzeźniałaś się z  nim. - A tak w ogóle to święta spędzamy w Krakowie. Koniec, kropka.-rzekłaś stanowczo, gdy rozwierał już usta, aby coś powiedzieć.


***

Poprawiłaś koc osuwający ci się z ramion i przejęłaś od 22-latka parujące naczynie. Zamglonym wzrokiem sunęłaś po jego twarzy, upijając niewielki łyk gorącego napoju. Nadal miałaś mu za złe wczorajsze wpakowanie do śniegu i niejednokrotnie urządzałaś mu wyrzuty z tego powodu, ale odrobinę spokorniał i dostrzegł swój błąd. Teraz na jego barkach spoczywała opieka twoją osobą, bowiem w nocy twoje ciało przebiegła drobna metamorfoza. Poranek rozpoczęłaś od gorączki sięgającej trzydzieści osiem i pół stopnia, a twoje struny głosowe w pewnych momentach wydawały tak przeraźliwe dźwięki, że co rusz otrzymywałaś od libero pełen współczucia wzrok. Katarowi natomiast zawdzięczałaś walające się po mieszkaniu tuziny chusteczek. Przymknęłaś powieki i oplotłaś smukłe palce wokół ciepłej porcelany, odchylając głowę do tyłu. Myśl, że spędzisz ten dzień osamotniona doprowadzała cię do szału. Mateusz pochylił się nad twoją twarzą i musnął wargami twoje rozgrzane ciało.

-Trzymaj się, słońce.-wymruczał, posyłając ci pokrzepiające spojrzenie.

-A miałam jechać do Kędzierzyna. –westchnęłaś.

-Przepraszam. To miały być tylko głupie żarty.-skruszony wpatrywał ci się w oczy.

-Wiem, Mati, ale coś ci nie pykło.

Wtuliłaś się w niego mocno, żałując, że nie możesz się zaciągnąć jego intensywnymi perfumami. Zmierzył dłonią twoje związane w kucyka włosy i roześmiał się, pociągając walizkę w kierunku drzwi. Odprowadziłaś go wzrokiem, dopóki nie zniknął z jego zasięgu i zrezygnowana westchnęłaś, wspierając się plecami o oparcie sofy. Zatopiłaś wargi w malinowym naparze i pogrążyłaś się w refleksjach o tematyce jak dogadać się z twoją rodzicielką na temat świąt. Wtem twoje rozważania przerwał obijający się o ściany dzwonek. Zmarszczyłaś brwi, zastanawiając się kto może okazać się nieoczekiwanym gościem, ale po chwili zaśmiałaś się pod nosem, będąc pewna, że to Mateusz zapomniał czegoś zabrać. Przekręciłaś kluczyk w drzwiach i momentalnie oparłaś się o ich framugę, bowiem widok Fornala w progu nieco zwalił cię z nóg. Brunet wparował do środka mieszkania przez niewielką przestrzeń powstałą pomiędzy twoją sylwetką a ścianą i zamknął drzwi, oplatając smukłe palce wokół twojego nadgarstka, za który pociągnął cię do salonu. Uniosłaś brwi zdziwiona zachowaniem 22-latka, ale nadal milczałaś, oczekując wyjaśnień. Tomek tymczasem okręcił się na pięcie i przeszył intensywnym wzrokiem twoją sylwetkę. Przygarnął cię do siebie i jednym sprawnym ruchem rozprawił się z zawiązanym białym szlafrokiem, sprawiając, że opadł on na podłogę. Jego siwe błękitne tęczówki hipnotyzowały cię niezmiernie, ale nie mogłaś pozwolić na to, by ta sytuacja nabrała rozwoju.

-Tomek, nie. –odepchnęłaś go od siebie.- Ja jestem chora.-oświadczyłaś, kręcąc głową, gdy ponownie chciał się do ciebie zbliżyć.

-Pieprzyć chorobę.-mruknął pod nosem i przywarł wargami do twoich ust.


                                                                                                                                               ✭✭✭
Hello! ^^
Aby umilić Wam ostatnie upalne i burzowe dni zdecydowałam się wrzucić kolejny rozdział :D  Zachęcił mnie też do tego powrót Paulki :3 Miło, że znowu tutaj jesteś! <3  Jutro chłopak naszej głównej bohaterki obchodzi urodziny także wszystkiego najlepszego Mati oraz mniej niepowodzeń w życiu niż w tym opowiadaniu :D  Jak sądzicie Tomek słusznie się obraził? Czyżby przeszkadzało mu, że nie może mieć Blanki na wyłączność ze względu na przyjaciela? Ostatecznie jednak wygłodniały wpadł do twierdzy Masłowskich i skończyło się jak się skończyło ^^ Całuję i do zobaczenia w niedzielę! ;* 
PS: Szykujcie się na wielkie bum! XD

piątek, 7 czerwca 2019

Dwudziesty drugi


  Wzdychałaś głęboko, bębniąc opuszkami palców w pobliską ścianę. Wzrok ulokowany miałaś w czarnej wycieraczce usytuowanej przed dębowymi drzwiami, za którymi rozciągało się mieszkanie przyjmującego. Byłaś niezmiernie wdzięczna Droszyńskiemu za udzielenie informacji o adresie zamieszkania Fornala. Ponownie nacisnęłaś dłonią na dzwonek i zdenerwowana czubkiem buta wyrysowywałaś bliżej niezidentyfikowany wzór na podłodze. Tak bardzo pochłonęło cię to zajęcie, że nawet nie spostrzegłaś momentu, kiedy drzwi się rozwarły, a za nich wyłoniła się wysoka sylwetka. Donośnie chrząknięcie spowodowało, że momentalnie zadarłaś głowę ku górze i wzrokiem nadziałaś się na znajome, siwo błękitne tęczówki. Nie wyrażały one euforii na twój widok do czego zdążyłaś już przywyknąć. Tym razem po ich powierzchni rozlewał się przeraźliwy chłód i obojętność.  Wzdrygnęłaś się delikatnie na to spostrzeżenie. Tomek wsparł się biodrem o framugę drzwi i zadarł pytająco brew, oczekując wyjaśnień, bowiem twoje zjawienie się w Bełchatowie było tak nieoczekiwane jak za pierwszym razem.

-Jeżeli przyszłaś załagodzić sytuację pomiędzy nami to daruj sobie.-odezwał się jako pierwszy, przerywając mistyczną ciszę jaka pomiędzy wami zapadła.

-Tomek, przyszłam ci powiedzieć, że…-z twoich ust wydobył się słaby szept. Wykonałaś dwa kroki do przodu i ujęłaś w dłonie twarz bruneta, który pod wpływem szoku nie odepchnął twoich rąk.-…mimo iż tego nie chcę to zatracam się w tobie.-wypowiedziałaś cicho, wpatrując się wprost w oczy chłopaka.

-Jeżeli to twoja kolejna gierka to…-wysapał sfrustrowany, ale przerwałaś mu.

-To nie żadna gierka. To prawda.-oświadczyłaś, przełykając głośno ślinę i zdając sobie sprawę z powagi sytuacji, która czy chciałaś czy nie chciałaś miała miejsce.- Nie wiem co w sobie masz. Może czegoś takiego brakuje mi w Mateuszu, ale cholernie mnie do ciebie ciągnie i…- zmieszona własnymi słowami spuściłaś głowę i zaczęłaś nerwowo wyłamywać palce.

Wtem poczułaś wielkie dłonie na swoich policzkach i momentalnie podniosłaś wzrok na twarz bruneta. Spostrzegając jego oczy, których spojrzeniem mierzył twoje wargi wyręczyłaś go i przywarłaś nimi do jego ust. Zanurzyłaś palce w jego gęstych włosach, odczuwając ich aksamitność pod opuszkami. Siatkarz mruknął zadowolony, kiedy nieoczekiwanie szarpnęłaś za końcówki jego kosmyków. Zamknął za wami drzwi i zjechał dłońmi na twoje biodra, ujmując je pewnie w dłonie. Przyciągnął cię za nie bliżej siebie, niwelując dzielący wasze ciała dystans. Pogłębił pocałunek, który z delikatnego przerodził się w żarłoczną walkę o dominację, którą ostatecznie wygrał właściciel mieszkania, a ty sięgnęłaś po rąbek jego białej bluzy. Tomek zaśmiał się, kwitując pod nosem twoją niecierpliwość, ale nie protestował, gdy podwinęłaś materiał ubrania ku górze, by po chwili cisnąć nim na drugi koniec salonu. Poczułaś jego ciepłe dłonie sunące po twoich plecach tuż pod bluzką i wzdrygnęłaś się na jego dotyk. Miażdżyłaś swoimi wargami jego, chcąc nasycić głód jego bliskości, którego dotąd nie odczuwałaś. Wzniecił się on dopiero w  momencie, kiedy wasze usta się spotkały.  To jeszcze bardziej utwierdziło cię w przekonaniu, że Tomasz Fornal miał na ciebie wyjątkowo zły, ale jakże niebywały wpływ. Przylgnęłaś nogami do gumki jego dresów, oplatając nimi nagie plecy siatkarza. Zarzuciłaś dłonie na jego szyję i w drodze do sypialni obsypywałaś czułymi pocałunkami jego kark, wysłuchując jęków zadowolenia wydobywających się z jego rozwartych ust oraz obserwując jego drgającą szczękę. Nim spoczęłaś na jego wielkim łóżku postawił cię na panelach, okręcił do siebie plecami i wyrysowywał ustami szlak na twojej skórze, rozpoczynając od szyi. Twoja bluzka opadła obok waszych sylwetek, a mocowanie ze sprzączką stanika zajęło mu mniej niż piętnaście sekund. Po chwili poczułaś w jej miejscu jego ciepłe wargi i rozanielona przymknęłaś powieki. Zwrócił cię do siebie twarzą i uklęknął przed tobą, nagradzając pocałunkami twój płaski brzuch. Wygięłaś się lekko pod wpływem mokrych śladów jakie po sobie pozostawiał, obserwując kątem oka jak rozpina rozporek od twoich spodni i zsuwa je z twoich nóg. Zagryzłaś dolną wargę i rozprawiłaś się z jego dresami. Wasze oczy przesiąknięte dzikością, pożądaniem i żarem spotkały się na jednej linii. Po chwili w jednym momencie zdarliście z siebie strzępki bielizny, która była jedyną granicą dzielącą was od rozkoszy. Przyjemności, za którą wewnątrz siebie tęskniliście. Łaknęliście uczucia, które było wam niesamowicie niezbędne w tym momencie, w tym bełchatowskim mieszkaniu i podczas tej grudniowej nocy. Twoje drobne ciało napierało na materac, a chwilę później przylgnęło do niego męskie, należące do przyjmującego. Wsparł swoje czoło o twoje i przymknął powieki, uśmiechając się przebiegle. Zacisnęłaś dłonie na powierzchni chłodnego prześcieradła, oczekując tego jedynego momentu, tego jedynego ruchu, który wykonać miał właściciel mieszkania. Zachłysnęłaś się powietrzem, kiedy Fornal scalił wasze ciała w jedność. Jego aksamitne wargi napierały na twoje, wyciskając na nich zachłanne pocałunki, a twoje długie paznokcie urozmaicały w szramy jego dobrze zbudowane plecy. Jego wielkie dłonie wodziły po każdym skrawku twojego pokrytego gęsią skórką ciała, chcąc napawać się jego jedwabistością. Wasze ciała obijały się o siebie, poruszając w znajomym tylko wam rytmie. Zanurzeni w całkowitej delektacji aktu cielesnego nie odnotowaliście białego puchu uformowanego w różnorakie kształty, który otulał sobą bełchatowskie ulice po raz pierwszy w dwa tysiące dziewiętnastym roku.

-Co teraz zrobimy?-wymruczał brunet wprost do twojego ucha, tuląc cię do siebie niczym największy skarb.

-Ja byłam wobec ciebie szczera, ale co ty z tym zrobisz to zależy od ciebie.-odparłaś, bawiąc się skrawkiem kołdry.- Wiem jedno. Nie chcę, aby to był nasz ostatni raz.-odchyliłaś głowę do tyłu i spojrzałaś na twarz przyjmującego osnutą światłem ulicznej latarni spod firanki rzęs.

-Co oznacza, że nie chcesz, żeby to był nasz ostatni raz? Kim dla ciebie jestem?-momentalnie odsunął cię od siebie i wsparł głowę na łokciu, utkwiwszy w tobie zaintrygowane spojrzenie.  

-Miłością, w której nie chce się zatracać.-szepnęłaś słabo, spuszczając głowę.

-Żartujesz, prawda?-patrzył na ciebie połyskującymi radośnie oczami.

-Nie, Tomaszu.-uśmiechnęłaś się blado.- Ktoś tutaj zostanie skrzywdzony, ale nic nie poradzę na to, że kocham was oboje. –w twoich oczach zaszkliły się łzy.

***

Uśmiech widniejący na twoich ustach rozrastał się, gdy twoje siwe, błękitne tęczówki sunęły za nagą sylwetką brunetki, która w popłochu przemieszczała się po wnętrzu twojej sypialni, poszukując swoich ubrań. W końcu rzuciła ci przelotne spojrzenie przez ramie, po czym z przebiegłym uśmiechem przesunęła drzwi od twojej szafy i wyłowiła z jej wnętrza białą, reprezentacyjną bluzę. Narzuciła ją na siebie, a ty wykorzystałeś jej skupienie poświęcone na ubieraniu się i zjawiłeś się obok niej. Chwyciłeś w palce suwak od twojego ubrania i wzniosłeś kąciki ust na wyżyny, nawiązując z nią jeden z tych elektryzujących kontaktów wzrokowych. Nachyliłeś się nad nią i otarłeś się wargami o jej usta. Blanka zadowolona twoim posunięciem zarzuciła ci dłonie na szyję, a ty zachichotałeś pod nosem. Nie mogłeś się nasycić takim jej obliczem. Obliczem błogiej, wesołej dziewczyny, która z tyłu głowy nie miała świadomości, iż zdradza swojego chłopaka z jego najlepszym przyjacielem. Zachowywała się jakby na świecie, a przynajmniej w jej życiu obecnie nie było Mateusza Masłowskiego. Jakbyś był tylko ty i ona, co niezmiernie ci się podobało, choć chyba nie powinno, Tomaszu. Jej miodowe tęczówki połyskiwały radośnie, uraczając swoim wzrokiem twoją twarz. Długie, ciemne kaskady opadały swobodnie na plecy, będąc nieco potargane przez twoje dłonie. Skubała zębami płatek dolnej wargi, co jeszcze bardziej potęgowało w tobie łaknienie pocałowania jej.

-Czerwona będzie ci lepiej pasować, słońce.-mruknąłeś niskim głosem, pociągając suwak bluzy ku dołowi.

-Chciałam być twoim aniołem i wybrałam białą.-wzruszyła ramionami, zatrzymując twoją dłoń swoją za nim zdążyłeś dotrzeć do połowy.

-Bez tego nim jesteś.-odparłeś, odgarniając jej niesforny kosmyk za ucho.  

-Tak naprawdę powinnam się smażyć w piekle za to co robię Mateuszowi.-szepnęła, spuszczając głowę, ale zdołałeś odnotować smutek, który wstąpił na jej twarz.

-Proszę, nie myśl o tym.-ująłeś jej twarz w dłonie i musnąłeś wargami jej czoło.- Przywykniemy do tego, a jeżeli on się nie dowie nie zostanie skrzywdzony.

-Tomek, nie obieraj takiego toku myślenia.-wypowiedziała stanowczo.

Rozwierałeś już usta, aby udzielić jej odpowiedzi, ale ostatecznie wydobyło się z nich głębokie westchnięcie, bowiem wasze uszy otuliła melodia sygnalizująca przybycie gościa. Okręciłeś się na pięcie, pozostawiając Wojciechowską samą w sypialni i bez spoglądania w wizjer przekręciłeś kluczyk w zamku, rozwierając drzwi. Lekko oszołomiony przybyciem postaci stojącej za progiem podrapałeś się po głowie i rozmasowywałeś nerwowo kark. Michał był ostatnią osobą, której wizyty mogłeś się spodziewać.

-Witaj Tomuś.-odezwał się jako pierwszy, obdarowując cię delikatnym uśmiechem.- Nie wpuścisz swojego dobrego kumpla?-uniósł pytająco brew, gdy nadal nie otworzyłeś przed nim szerzej drzwi.

-Yyy…Tak, jasne!-odparłeś zadziwiająco szybko, co spowodowało podejrzliwość u Filipa.

Osunąłeś się na bok i modliłeś w myślach, aby Wojciechowska nie zamierzała się zbliżyć w najbliższym czasie do kuchni czy salonu. Twoje błagania zostały jednak odrzucone, bowiem tobie oraz twojemu towarzyszowi ukazała się drobna sylwetka dziewczyny przyodzianej jedynie w twoją klubową koszulkę sięgającą jej do połowy ud. Nieco zawstydzona pociągnęła nerwowo jej materiał ku dołowi jakby to miało pomóc jej w ukryciu większej powierzchni odkrytego ciała, ale na nic się to jednak zdało.

-Tomek? To jest dziewczyna? Prawdziwa? Nie dmuchana jak ostatnio?-rozdziawił usta oniemiały atakujący, naparł na ciebie pociskiem pytań.

-Dmuchana?-niemalże pisnęła krakowianka.

-Nie słuchaj go! Pomylił mnie ze swoim pierdolniętym kumplem!-oświadczyłeś, mierząc Michała groźnym spojrzeniem.-Tak, prawdziwa, Michale.-westchnąłeś, przewracając oczami.

-Miło mi, Michał jestem.- wysunął dłoń w kierunku brunetki.- Cieszę się, że on jednak nie jest gejem, bo już czułem się zagrożony.-wypowiedział z ulgą.

Przyglądałeś się Blance, która zanosiła się głośnym chichotem na słowa jakie opuściły usta Bicka i przelotnie spoglądała w twoim kierunku. Po chwili się opamiętała i pokręciła rozbawiona głową. Cisnęło ci się na język, aby napomknąć, że Wojciechowska to nie twoja dziewczyna, by zapobiec spekulacjom 24-latka, ale wtem wydarzyło się coś, czego się nie spodziewałeś. Wsparty o kuchenną szafkę biodrem przysłuchiwałeś się słowom brunetki, które narodziły chaos w twojej głowie.

-Blanka, dziewczyna Tomka.-rzekła, ściskając dłoń twojego przyjaciela i obdarzając go lekkim uśmiechem.

***

Przymknęłaś powieki według zalecenia Masłowskiego wyszeptanego ci do ucha i uśmiechałaś się błogo pod nosem, gdy jego wielkie dłonie ślamazarnymi ruchami raz po raz muskały skórę twoich pleców. Wydałaś z siebie pomruk zadowolenia i upiłaś niewielki łyk schłodzonego szampana z wysokiego kieliszka. Poczułaś niewielki ruch w sferze swoich bioder, na których spoczywał libero, ale nie przejęłaś się tym. Było ci zbyt sielankowo. Maślak przykucnął przy twojej twarzy i otarł brzeg truskawki zamoczonej w czekoladzie o twoją dolną wargę. Zadarłaś momentalnie powieki ku górze i pokręciłaś z niedowierzaniem głową. 3 grudnia 2019 roku był dniem, w którym Mateusz Masłowski był dla ciebie zbyt dobry, za miłosierny. Wgryzłaś się w owoc i przejęłaś od chłopaka naczynie wypełnione tą słodkością, aby mógł kontynuować masaż. Pochłaniałaś masowe ilości truskawek oblanych słodkim płynem i toczyłaś refleksje nad tym co jeszcze przygotował 22-latek. Ten jakby posiadał zdolność telepatii nakazał ci naciągnąć na siebie bluzkę i usiąść na kanapie obok.

-Co powiesz na basen, a później wizytę w prawdziwym spa?-przechylił głowę, spoglądając na ciebie niepewnie.

-Jesteś najlepszym chłopakiem na ziemi.-pisnęłaś uradowana, oplatając ramionami jego szyję i wskakując mu na uda.

-Czyli to oznacza, że się cieszysz, tak?-zachichotał pod nosem, skracając przelotny pocałunek z twoich ust.

Przywarłaś ustami do jego warg, uznając to za doskonałą odpowiedź na jego pytanie, co oczywiście przypadło mu do gustu. Chwilę później przyodziana w czerwony strój kąpielowy dryfowałaś na powierzchni wody największego basenu, rozkoszując się jego zadziwiająco ciepłą temperaturą. W pobliżu ciebie przemieszczał się Mateusz, nie kryjąc dumy ze swojego pomysłu, którym nadal byłaś zachwycona. Oplotłaś dłońmi jego kark i przywarłaś do niego ciałem, krzyżując łydki za jego plecami.

-Dziękuję, kochanie.-szepnęłaś, spoglądając mu głęboko w oczy.

-Wszystkiego najlepszego, skarbie.-wypowiedział pełnym ciepła głosem, scalając wasze wargi.


                                                                                                                                 ✭✭✭

Hello! ^^
Tym razem góra przyszła do Mahometa, czyli Blanka przybyła do Tomka i ta wizyta chyba skomplikowała wszystko jeszcze bardziej, nie mówiąc o niezapowiedzianych odwiedzinach Bicka :D No, ale by nie było zbyt dramatycznie są i urodziny Blanki, które pokazują jak bardzo Mateusz ją kocha i o nią dba ;3 Zagłębiamy się coraz bardziej w tą historię i uwierzcie mi, ale będzie naprawdę ciekawie :D Ja już znam rozwikłanie ich losów, ale Wy niebawem także ją poznacie ;D Cieszy mnie niebywale występ Tomka, który teraz spisał się zdecydowanie lepiej niż w meczu z Australią :D Oby tak dalej! Może i dziś była przegrana, ale nie było aż tak źle ;)  Całuję i do zobaczenia w weekend ;* ( może jak ktoś mnie ubłaga to szybciej, bo rozdziały do 27 są napisane  XD) 

piątek, 31 maja 2019

Dwudziesty pierwszy


  
  Słyszałeś wydobywające się z jej niezwykle słodkich i kuszących ust ciche westchniecie, gdy minąłeś jej drobne ramiona, którymi chciała cię opleść w pasie i wtulić się ufnie w twoje ciało niczym bezbronne dziecko. Zatopiłeś wargi w parującej cieczy, która wypełniała śnieżnobiałą filiżankę i ulokowałeś spojrzenie szarych oczu w krajobrazie rozciągającym się za oknem, przystając przy jednej z kuchennych szafek. Chłonąc tęczówkami panoramę miasta czułeś na sobie jej biegnący po twoim smukłym ciele przeszywający wzrok. Było ci ciężko, bowiem przez te kilka godzin zdążyłeś się stęsknić za słodką wonią jej skóry, miękkością jej ust oraz aksamitnością jej ciemnych kosmyków. To uświadomiło ci jak podatny stałeś się na jej osobę. Jak bardzo byłeś kruchy i słaby, Mateuszu. Ta niewinna i drobna kobietka była całym twoim światem, tlenem. To dla niej twoje serce wybijało miarowy rytm, a niejednokrotnie obijało się o żebra, gdy jej bliskość stawała się niebezpiecznie uzależniająca. Mimo to nie zamierzałeś ulegać pokusie. Okłamała cię. Uczyniła coś, czego nie tolerowałeś, a ona dobrze o tym wiedziała. Najbardziej cię jednak zastanawiał motyw dla jakiego to zrobiła. Czy aby na pewno chodziło jedynie o ponownie zatlenie się w tobie zazdrości o przyjaciela czy może o coś zupełnie innego? Prychnąłeś pod nosem, niwelując powstające w umyśle wszelkie domysły na temat domniemanego romansu przyjmującego z twoją dziewczyną. Przecież nie mogli ci tego zrobić. Fornal był dla ciebie jak brat, a na dodatek tyle opowiadałeś mu o Wojciechowskiej, że nie mógł nie mieć pojęcia ile dla ciebie znaczyła. Natomiast Blanka nie potrafiła by ci zadać takiego ciosu. Za kilka dni bowiem kalendarz wyznaczyć miał rok i sześć miesięcy waszego kwitnącego wciąż jak kwiat wiśni związku. Do dnia, w którym brunetka oświadczyła ci, że wybiera się do Krakowa, aby załatwić sprawy związane z uczelnią wasze relacje były oparte na stuprocentowej szczerości. Żadne z was nie posiadało tajemnic do tego właśnie czasu, a skoro 21-latka zatuszowała przed tobą swój wyjazd do Bełchatowa jakąś skrytą musiała mieć. Odstawiłeś puste naczynie do zlewu i bez słowa obszedłeś spoczywającą przy wyspie brunetkę, której wzrok sunął za twoją sylwetką.

-Naprawdę tak to teraz będzie wyglądać?-warknęła podirytowana sposobem twojego zachowania.

Prychnąłeś pod nosem na pytanie rzucone w głąb mieszkania i zatrzasnąłeś za sobą drzwi sypialni. Naciągnąłeś na swój tors szarą, opinającą twoje ciało bluzkę i dobrałeś do niej czarne spodnie. Na ramie narzuciłeś sportową torbę i przystanąłeś w salonie, wbijając swój wzrok w postać brunetki.

-Odpowiadając na twoje wcześniejsze pytanie: tak, dokładnie tak, słońce. –odezwałeś się oschle.- Zasłużyłaś sobie.

-Zachowujesz się jak dziecko.-fuknęła ze splecionymi na piersiach ramionami.

-Przynajmniej nie jestem oszustem.-wysiliłeś się na uśmiech.

-Mateusz…

-Co Mateusz?!-prychnąłeś.- Oszukałaś mnie! Powiedziałaś, że jedziesz na tą pierdoloną uczelnie, że nie możesz jechać do Zawiercia choćbyś bardzo chciała, ale później jakimś cudem zjawiłaś się w Bełchatowie i czas na rozmowę z Tomusiem także znalazłaś! Powiedz mi jak ja mam to do chuja odbierać?!-wysyczałeś przez zaciśnięte zęby, zaciskając dłonie w pięści.

-Czy ty naprawdę myślisz, że zdradzam cię z Tomkiem?-popatrzyła na ciebie z politowaniem.

-Nie wiem kurwa! Nie wiem!- żywo gestykulowałeś dłońmi.- Skoro niby nie to po co zatajałaś przed mną fakt, że jedziesz lub miałaś jechać na mecz Skry?! Bo tego za cholerę nie rozumiem!

-Tomek, gdy odwoziłeś go do Warszawy zostawił u ciebie w samochodzie swoją ulubioną bluzę, a ja uznałam, że mu ją podrzucę i zobaczę go na żywo w akcji. To wszystko.-wzruszyła ramionami.-Nie powiedziałam ci,  bo raz wkurzyłbyś się, że nie pojechałam na twój mecz choć mogłam, a dwa bo wybrałam jego.



***

Skinąłeś porozumiewawczo głową w kierunku Kawiki, a ten posłusznie wypuścił piłkę ze swoich smukłych palców. Wzbiłeś się nad pomarańczowy plac i pozwoliłeś zetknąć się dłoni ze skórzaną powierzchnią, wykorzystując wszelkie pokłady siły. Twoje stalowe tęczówki sunęły wzrokiem za żółto-błękitną Mikasą, która z pewnością odbiła ślad w miejscu swojego upadku po tym z jakim hukiem spotkała się z parkietem.  Twoje ciało przeszyła niesamowita ulga. Jakby napięcie z niego zniknęło za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Spodobała ci się satysfakcja jaką czułeś po zakończonym udanie ataku i poprosiłeś Amerykanina o wystawienie jeszcze kilku piłek. Chłopaki zdziwieni twoją nagłą chęcią do elementu defensywy wpatrywali się w ciebie z rozwartymi ustami. Po chwili jednak każdy otrzymał predyspozycje od trenera i skupił się na swoich zadaniach. Westchnąłeś głęboko, gdy kolejna piłka wpadła w obszar niedaleko twojej sylwetki. Odprowadziłeś ją wzrokiem i zakląłeś siarczyście pod nosem, obiecując, że to już ostatnia taka wpadka. Dzisiejszego dnia rozrywało cię od środka. Pragnąłeś być wszędzie na boisku, odebrać każdą zagrywkę i przelać swoją furię na  dyspozycję podczas treningu. Nie koniecznie ci to jednak wychodziło, Mateuszu.

-Co ty kurwa odstawiasz?-warknął w twoim kierunku Lemański nieco podrażniony twoim zachowaniem.

Wbiłeś w niego spojrzenie stalowych tęczówek i prześwietliłeś go nim na wylot. Prychnąłeś pod nosem i zlekceważyłeś jego pytanie, skupiając się na kolejnej akcji. Po kolejnej pomyłce jaką popełniłeś błędnie odczytując lot piłki środkowy ponowił swoją próbę dowiedzenia się co jest powodem twojej irytacji. Cisnąłeś w niego gniewne spojrzenie, ale po chwili z twoich ust wydostał się potok słów, za pomocą którego nakreśliłeś sytuację Bartkowi.

-Nie dramatyzujesz trochę?-uniósł pytająco brew, przyglądając ci się powątpiewająco.- Przecież Blanka cię kocha. Wkurzyłeś się o jakąś błahostkę.

-O błahostkę? Moja dziewczyna wybrała mecz mojego przyjaciela zamiast mój, drogi przyjacielu.

-Jezu, Maślak! Wyluzuj!

Machnąłeś zrezygnowany dłonią na postać środkowego i przerzucając przez kark biały, puchaty ręcznik, a w dłoń chwytając butelkę wody, opuściłeś halę. Po kilkunastu minutach wdrapywałeś się już na odpowiednie piętro jednego z bloków usytuowanych w centrum miasta. Przekroczyłeś próg mieszkania i omiotłeś wzrokiem jego wnętrze, aby rozeznać się, gdzie znajduje się twoja partnerka. Odnalazłeś ją w głębi łazienki, gdzie siedziała na kafelkach, segregując części garderoby, aby za chwilę wykonać pranie. Wsparłeś się biodrem nonszalancko o framugę drzwi i przyglądałeś się jej w ciszy, gdy obracała w drobnych piąstkach biały materiał z wstawkami czerwonych elementów i czarnym numerem 13 na przodzie i tyle ubrania. Kąciki jej ust drgnęły mimowolnie, co poskutkowało uśmiechem i na twoich ustach.

-Jak skończysz przyjdź do salonu. Porozmawiamy.-odezwałeś się przepełnionym spokojem głosem.

Blanka upuściła twoją koszulkę meczową na podłogę, wzdrygając się na nagłe usłyszenie twojego głosu. Zwróciła głowę w twoim kierunku i w milczeniu skinęła głową, po czym powróciła do przerwanej czynności. Ty natomiast wyczerpany po treningu opadłeś na sofę w salonie i odchyliłeś głowę do tyłu, przymykając powieki. Oddychałeś powoli, chcąc zasmakować chwili odprężenia i błogości. Zdecydowanie zbyt wiele swojej energii i siły pozostawiłeś na boisku, decydując się na wykonywanie ataków. Poczułeś jak materiał kanapy ugina się pod ciężarem jej drobnego ciała. Rozwarłeś oczy i przechyliłeś głowę w jej stronę, aby twarz brunetki znajdowała się w zasięgu twojego wzroku. Wojciechowska westchnęła cicho pod wpływem intensywnego spojrzenia jakim ją uraczyłeś i nerwowo ułożyła dłonie na kolanach, przełykając głośno ślinę.

-Przemyślałem to.-wydobyłeś z siebie po chwili ciszy i oczekiwałeś, aż przywołasz na siebie jej zaintrygowany wzrok.-Nigdy więcej tego nie rób, skarbie. Nie okłamuj mnie. Nie cierpię tego i dobrze o tym wiesz.

-Przepraszam, Mateusz.-skruszona pogładziła dłonią twój pokryty delikatnym zarostem policzek.-Bałam się twojej reakcji i dlatego to zrobiłam, ale nigdy więcej tego nie uczynię. Obiecuję, kochanie.-na jej ustach rozkwitł promienny uśmiech.

-Wierzę ci.-musnąłeś wargami jej czoło.- A teraz choć.-splotłeś palce jej dłoni ze swoimi.

-Ale czekaj. Gdzie ty chcesz iść?-zmarszczyła brwi zdezorientowana, ale posłusznie ubrała buty i narzuciła na siebie kurtkę.

-Zaufaj mi.-uśmiechnąłeś się tajemniczo.


***

Zagryzłaś nerwowo wargi, gdy Mateusz ujmował cię za ramiona i popchnął delikatnie do przodu. O twoje uszy obił się charakterystyczny dźwięk dzwonka, który sygnalizował przybycie nowych klientów do placówki. Zastanawiało cię tylko, gdzie przyprowadził cię ten facet będący nie w pełni zmysłów. Słyszałaś jego cichy chichot, gdy obiłaś się biodrem o stolik i jęknęłaś przeciągle z powodu przeszywającego bólu. Strzępki rozmowy toczonej z mężczyzną znacznie starszym od twojego chłopaka, co wywnioskowałaś po barwie jego głosu, dotarły do twoich uszu, powodując u ciebie ściągnięcie brwi. Zdezorientowanie, które towarzyszyło ci od blisko godziny zaczynało cię już powoli irytować, a fakt, że Masłowski czerpie z tego przyjemność jeszcze bardziej cię drażnił. Jego smukłe palce scaliły się z twoją dłonią, która została przez niego szarpnięta gwałtownie, na co jedynie przewróciłaś oczami. Po chwili poczułaś jak układa smukłe dłonie na twoich łopatkach i nakazuje ci usiąść. Subtelnymi ruchami masował twoje ciało, szepcząc ci, abyś się odprężyła, bowiem to niezwykle pomoże  ci w tym co na chwile nastąpi.

-Coś ty do kurwy nędzy znowu wymyślił, Masło?-warknęłaś rozdrażniona jego zachowaniem.

-Kotku, spokojnie.-zaśmiał się, muskając przelotnie twoje wargi.-Myślę, że ci się spodoba.-mogłaś się założyć, że rozciągał teraz usta w szerokim, głupkowatym uśmiechu.

-Dość tego.-mruknęłaś pod nosem i sięgnęłaś dłonią ku oczom, aby pozbyć się zawiązanej za twoją głową opaski.

-Jeszcze nie teraz.-westchnął libero, odpychając twoją rękę od osłony znajdującej się na oczach.

-Z tobą idzie pierdolca dostać.-roześmiał się na twoje słowa.

-Może i tak, ale nie mów, że nie wynagradzam ci tego w łóżku.-szepnął wprost do twojego ucha, muskając jego płatek wargą.- Dzisiaj też to mogę uczynić.

-Och, przymknij się, maślanka.

-Boże! Mówiłem ci coś na ten temat już!

Parsknęłaś śmiechem na oburzenie jakim podsycony był jego głos, ale po chwili nie było ci wesoło. Zacisnęłaś bowiem zęby, aby nie zawyć z bólu, który falą przeszył twój wskazujący palec. Swojego rodzaju okazał się on znajomy. Uczucie chłodu jakie spotykało się z twoją wrażliwą skórą naprowadziło cię na pewną sugestię.

-Mati, czy do cholery zabrałeś mnie na tatuaż?-pisnęłaś ściszonym głosem, kręcąc głową z niedowierzaniem.

-Potwierdzam. Pański chłopak zaklepał dzisiaj miejsce dla waszej dwójki.-odezwał się obcy ci głos, który zapewne należał do mężczyzny, z którym wcześniej rozmawiał rzeszowianin.

-Dwójki?-rozwarłaś zdziwiona usta.- Co ty odwalasz?-zwróciłaś się ponownie do libero.

-Niespodzianka, skarbie.-jego głos ociekał radością.- Dowiesz się jak to ja będę siedział na fotelu.

Westchnęłaś głośno i jedyne co ci pozostało to znieść chwilę, kiedy igła ocierała się o powierzchnię twojej skóry. Po chwili nie było to taką udręką jak na początku, a jedynie pojedyncze szczypnięcia sprawiały ci ból. A możliwe, że to dotyk libero wciąż odczuwalny na twoich plecach koił jak nic innego. Po nieokreślonym odcinku czasu Masłowski rozwiązał supeł od opaski widniejącej na twoich oczach i zakazał ci zaglądania pod opatrunek, do momentu, gdy ujrzysz dzieło widniejące na jego palcu. Przewróciłaś jedynie oczami i opadłaś na fotel obok chłopaka, okrywając jego prawą dłoń swoją. Obserwowałaś jak jego twarz co rusz wykrzywia się pod grymasem bólu, a usta zaciśnięte są w wąską linie. Uśmiechałaś się z satysfakcją, że przechodzi to samo co ty. W pewnym momencie mocniej zacisnął swoje palce na twojej ręce i cicho zawył z bólu, na co roześmiałaś się rozbawiona.

-Faceci naprawdę nie są podatni na ból.-skwitowałaś, kręcąc głową.

-Oj, gdyby pani widziała tych co sobie życzą tatuaże w tych miejscach to dopiero by pani ubolewała.-odparł tatuażysta.

-Już wiem jaką kare ci zaserwuje.- zachichotałaś pod nosem, rzucając wymowne spojrzenie Maślakowi.

-Chyba sobie żartujesz, kobieto.- odparł oburzony.

-Moje imię na fujarce, a serduszko na bimbałku.- uśmiechnęłaś się głupkowato.

-Nie rób wstydu, Wojciechowska.-zbeształ cię siatkarz.

Salwy całej waszej trójki obijały się o ściany niewielkiego, aczkolwiek przytulnie urządzonego studia. Zaintrygowana przyciągnęłaś do siebie jego lewą dłoń i chłonęłaś miodowymi tęczówkami zarys kotwicy, która widniała na jego palcu wskazującym. Wtem oświadczył ci z uśmiechem, że posiadasz taką samą na prawej dłoni i tym samym palcu. Zamrugałaś kilkukrotnie zdumiona, zastanawiając się nad sensem jego niespodzianki.

-Złotko, jesteśmy dla siebie kotwicami. Ja zatonąłem w tobie, a ciebie pochłonąłem ja. Trzymamy siebie nawzajem na dnie swoich serc.-wyszeptał z czułością Masłowski.

-O cholera!-wypowiedziałaś oszołomiona.- Mateusz… Jesteś genialny. To piękne.-wydobyłaś z siebie słabym głosem.

Zarzuciłaś dłonie na jego szyję i przylgnęłaś do jego ciała. Słone łzy zebrały się w kącikach twoich oczów, a chwilę później rzeźbiły tor w twoich bladych policzkach, ściekając ostatecznie na materiał koszulki bruneta. Byłaś tak rozczulona przez gest twojego ukochanego, że nie byłaś z siebie wydusić żadnych słów. Z każdym dniem pokazywał ci jak bardzo jesteś dla niego ważna, a w najmniej oczekiwanych momentach zaskakiwał cię czymś takim. Niebanalnym, głębokim, ale jakże wspaniałym. Płakałaś także z innego powodu niż ze wzruszenia jego zachowaniem.  Znowu poczułaś się jak w domu Anety, gdy w zasięgu twojego wzroku znalazł się z bukietem róż. Ogarnęła cię rozpacz, udręka. Ponownie ubolewałaś nad tym, że Mateusz był dla ciebie tak ciepły, troskliwy, kochany, a ty wyrządziłaś mu taką krzywę, o której na co dzień starałaś się nie pamiętać, ale nie szło o tym zapomnieć. Jednak w takich chwilach cios zadany libero wracał do ciebie jak bumerang, rozrywając cię jeszcze mocniej, jeszcze dotkliwiej niż za poprzednim razem.


                                                                                                                                ✭✭✭

Hello! ^^
Na dobry początek weekendu wrzucam Wam nowa część jeszcze przed początkiem zmagań w Lidze Narodów naszych siatkarzy :3  Dziś 21, wiec może okaże się on szczęśliwy dla Tomka podczas tego weekendu :D Jak widzicie  Mateusz jednak nie oparł się Blance i wybaczył jej dość dotkliwe kłamstwo, a nawet postarał się jej pokazać jak bardzo jest dla niego ważna. No, ale czy to wystarczy, aby Wojciechowska porzuciła całkowicie myślenie o Fornalu i kontakty z nim? Zobaczymy! :D Całuje i do zobaczenia może w tyg, może w weekend! ;* Wszystko zależy od Was ;3 

wtorek, 28 maja 2019

Dwudziesty


   Zirytowany okładałeś pięści wnętrze dębowych drzwi, fukając pod nosem siarczyste przekleństwa. Osunąłeś się plecami po ich chłodnej nawierzchni i poczułeś przeszywającą twoje smukłe ciało bezczynność. Wplotłeś długie palce w gęste, ciemne włosy i wypuściłeś powietrze ze świstem, czując ogarniająca cię bezwładność wobec osoby Wojciechowskiej. Ta kobieta niszczyła cię doszczętnie i gdybyś tylko zapewne wiedział wcześniej o jej zjawieniu się w bełchatowskiej Energii nie ukończyłbyś żadnej z otrzymanych piłek. Jej drobna sylwetka o idealnych proporcjach i wodzących na pokuszenie kobiecych kształtach działała na ciebie jak płachta na byka. Od tej pamiętnej listopadowej nocy skąpanej ciemnością hotelowego pokoju oraz płytkimi oddechami unoszącymi się w powietrzu nie potrafiłeś ujarzmić pokładów łaknienia jej. Oddałbyś wszystko, aby ponownie zatapiać się w niej i smakować rozkoszy jaką wypełniała cię jej bliskość. Pragnąłeś kreślić mokre szlaki na jej ciele, nagradzać jej usta gorącymi, zmysłowymi pocałunkami i wdychać woń jej szamponu podczas osiągania z nią szczytu, gdy twoja twarz wtopiona była w jej długie, ciemne kaskady. Chciałeś znów ujrzeć jej połyskujące, czarowne oczy wpatrzone w ciebie niczym zahipnotyzowane i poczuć to napięcie w powietrzu, gdy wasze spojrzenia spotykały się na jednej linii. Tak bardzo łaknąłeś ją adorować w każdy możliwy sposób, okazywać jej jak ważna jest dla ciebie, ale nie mogłeś tego czynić Tomaszu i to bolało cię najbardziej. Cierpiałeś z miłości do Blanki. Cierpiałeś z miłości do dziewczyny twojego przyjaciela. Prychnąłeś pod nosem, zdając sobie sprawę jak żałośnie to brzmi. Wyłowiłeś z kieszeni wibrujący telefon i odblokowałeś go, aby odczytać treść otrzymanej właśnie wiadomości.

Od: Masełko
Gratulacje bro! Nie wiedziałem, że Blanka się do Ciebie wybiera…

Uśmiechnąłeś się blado, gdy dotarło do ciebie, że Wojciechowska zataiła wyprawę do Bełchatowa przed swoim chłopakiem. Nie odpisałeś, bowiem miałeś totalną pustkę w głowie. Co miałeś mu powiedzieć? Może, że przyjechała tutaj, aby wyjaśnić niedomówione sprawy jakie was ze sobą łączyły? Poderwałeś się z podłogi i podreptałeś do kuchni. Rozwarłeś przed sobą drzwi lodówki i sięgnąłeś po przeźroczystą, oszronioną butelkę. Gdy miałeś już przelać jej część do kieliszka usłyszałeś trzask drzwi, a gdy zadarłeś spojrzenie z nad blatu szafki twoje siwo błękitne tęczówki napatoczyły się twarz blondyna.

-Co do cholery robiła tu Blanka?-jego pytanie przecięło nieskazitelną, wręcz mistyczną ciszę panująca w mieszkaniu.

-Tutaj nic, ale na hali kibicowała naszej drużynie w meczu z Jastrzębiem i gadała ze mną chwilę.-odparłeś obojętnym tonem, kontynuując przerwaną wcześniej czynność.- Kielicha? –uniosłeś brew.

-Bardzo zabawne, Tomku.-skitował, przewracając oczami.- Czy ty do reszty zgłupiałeś?! Będziesz się przez nią upijał?!-zbeształ cię Kochanowski, wyrywając ci z dłoni naczynie i odstawiając je na blat.

-To już nie mogę opijać zwycięstwa?

-Coś się stało. Pomiędzy wami coś się wydarzyło.-mówił, opierając się biodrem o szafkę i sunąc badawczym wzrokiem po twojej twarzy.- A ty w tej chwili powiesz mi co, bo jak nie to jeden ruch i telefon do Maślaka.- wypowiedział stanowczo.

-Szantażujesz mnie?-nie kryłeś swojego zdziwienia.- Kochanowski, jestem pod wrażeniem.

-Nie pierdol tylko gadaj co się działo.

-Może sobie lepiej usiądź.-posłałeś mu blady uśmiech, a on posłużenie opadł na jedno z krzeseł przy kuchennym stole i zmarszczył brwi.- Ja i Blanka…Przespaliśmy się ze sobą.-szepnąłeś, spuszczając głowę.

-Żartujesz, prawda? Żartujesz, kurwa?!- poderwał się na równe nogi Kochan.- Fornal, jesteś… Nawet nie wiem co powiedzieć.-prychnął pod nosem.

Podsunąłeś mu pod nos kieliszek i w jednym momencie z nim wlałeś w gardło alkohol. Przenieśliście się na kanapę, a twoja głowa wylądowała na jego barku. Westchnąłeś głośno  i nakreśliłeś obecną sytuacje pomiędzy tobą a Wojciechowską, powracając przy tym także do przeszłości. Obserwowałeś mimikę twarzy blondyna zmieniająca się jak w kalejdoskopie oraz z chęcią przyjmowałeś naczynie wypełniane przez niego przeźroczystą cieczą raz po raz. Ta noc była wasza i nikt nie mógł wam tego odebrać, a ty w końcu czułeś się oczyszczony ze smogu jaki sprowadziła a na ciebie Blanka Wojciechowska.


***

Kołysałaś biodrami do rytmicznej melodii wydobywającej się z głośników wieży rozstawionej w salonie. Nadzorowałaś smażącego się właśnie kurczaka na patelni, który skomponowany z ryżem i warzywami miał pełnić rolę twojego obiadu. Mateusz rozgrywał dzisiaj spotkanie z drużyną Zawiercia, więc byłaś zmuszona na własne umiejętności kulinarne, a takowe zyskałaś choć w minimalnym stopniu przez czas związania się z rzeszowianinem. Niesamowicie zadowalał cię fakt, że mieszkanie dzisiaj jest wyłącznie do twojej dyspozycji. Miłym urozmaiceniem była nieskazitelna, wręcz mistyczna cisza jaka otaczała cię z każdej strony. Zazwyczaj w lokum dzielonym z Masłowskim roiło się od jego osoby, a co za tym idzie pełno było jego discopolowych kawałków oraz salw  jego śmiechu obijających się od ścian mieszkania. Dzisiejszy dzień był inny. Delektowałaś się samotnością w pełni. Tym bardziej po tym czego się dopuściłaś, a mianowicie wizyty w bełchatowskim ulu oraz rozmowy z Tomkiem. Ciągle przed oczami miałaś obraz twarzy przyjmującego, która kipiała złością, a jego oczy cisnęły w ciebie niemalże błyskawice. Wzdrygnęłaś się na to wspomnienie i potrząsnęłaś głową, aby odgonić od siebie natłok myśli i w pełni rozkoszować się brakiem towarzystwa. Czasami każdy potrzebował chwili wyciszenia. Ty po ostatnich wydarzeniach łaknęłaś jej, choć sama przed sobą się do tego nie przyznawałaś. Nuciłaś pod nosem tekst roznoszącej się po wnętrzu mieszkania piosenki, nakładając na talerz danie. Gdy powędrowałaś w stronę salonu do twoich uszu dotarł charakterystyczny dźwięk. Odłożyłaś naczynie na niewielki stolik i podreptałaś do drzwi. Przekręciłaś klucz w zamku i zdziwiona taksowałaś spojrzeniem kobiecą sylwetkę. Szczerze powiedziawszy takiego gościa się nie spodziewałaś.

-Będziesz tak stać i gapić się jak ciele na malowane wrota? –odezwała się starsza kobieta, splatając ramiona na piersi i unosząc pytająco brew.

-Wybacz, mamo.-zamrugałaś kilkukrotnie wyrwana z szoku i rozwarłaś szerzej drzwi, osuwając się na bok.- Po prostu się ciebie tutaj nie spodziewałam.

-Kontrola rodzicielka.-zachichotała twoja rodzicielka.- Mmmm… Jak pięknie pachnie! Widzę, że załapałam się na obiad!

Zaśmiałaś się i wskazałaś jej gestem dłoni, aby powędrowała do salonu. Sama natomiast nałożyłaś jej porcję posiłku na talerz i białą filiżankę wypełniłaś wrzącą cieczą. Z takim oto zestawem zjawiłaś się w pomieszczeniu i opadłaś obok brunetki. Podziękowała ci skinieniem głowy i pożyczyła smacznego. W ciszy spożywałyście obiad, wsłuchując się w głos komentatorów sportowych twojej ulubionej stacji telewizyjnej, którzy wprowadzali w meczowy nastrój widzów zgromadzonych licznie przed telewizorami.

-To prawda, że Aneta coś z Łukaszem?- poruszyła znacząco brwiami pani Marta.

-Boże, skąd ty to wiesz?-parsknęłaś, kręcąc z niedowierzaniem głową.

-Można powiedzieć, że plotki szybko się rozchodzą.-zachichotała.

-Aneta ci nie powiedziała na pewno, więc…-potarłaś brodę, zamyślając się na chwilę.- O nie! Naprawdę się wygadał?!-ożywiłaś się nagle, dochodząc do wniosku, że rozgrywający mógł pisnąć słówko na temat rozkwitającego związku z twoją przyjaciółką.

-Nie za darmo.-pokiwała palcem twoja rodzicielka.- Wysłałam mu pocztą słoik rosołu.

-Mamo!-zawyłaś błagalnie, nie wierząc w możliwości tej kobiety.-Co ci powiedział? To prawdą, jak mówią, że z kim przestajesz takim się stajesz! Mateusz źle na niego wpływa!

Błękitnooka kobieta zaniosła się śmiechem na twoje oburzenie i na dobre zagłębiła się w temacie pary, która niedawno zaliczyła swój debiut. Słuchałaś jej z zaintrygowaniem, wlepiając wzrok w plazmowy ekran i zaciskając mocno kciuki. Podkurczyłaś kolana pod brodę i westchnęłaś głośno podirytowana, gdy kolejna akcja ekipy z Rzeszowa zakończyła się klęską. Po zakończeniu obmawiania zagadnienia związku Anety i Łukasza twoja rodzicielka uniosła dłonie ku górze, obiecując, że nie napomknie już  ani jednego słowa, bowiem doskonale wiedziała, że podczas spotkań swojego chłopaka przeżywasz w zupełnie innym świecie. Posłałaś jej jedynie pełen ciepła uśmiech i ponownie powróciłaś wzrokiem na odbiornik. Zaklęłaś pod nosem, gdy Masłowski miał piłkę na rękach, ale tak w ostatnim momencie mu z nich uciekła. Pierwsza partia zakończyła się zwycięstwem gospodarzy. Poderwałaś się z sofy i z pięści uderzyłaś w jedną z poduszek. Z jednej z półek w lodówce zgarnęłaś schłodzoną Warkę Radler i skierowałaś zapytanie w kierunku rodzicielki, ale ta jednak odmówiła, tłumacząc się prowadzeniem samochodu. Skinęłaś jedynie głową i opuszkiem palca wodziłaś po oszronionej puszce, oczekując dalszego przebiegu meczu. Zmarszczyłaś brwi, odnotowując w głowie fakt, że Mateusz jest dzisiaj przepełniony furią. Co rusz wgryzał się w koszulkę lub parkiet obrywał od jego dłoni wymierzonej w niego z całych pokładów siły. Nie biła od niego cierpliwość jak zazwyczaj. Był wręcz cholernie impulsywny i wydzierał się na kolegów z zespołu, przeżywając najmniejsze błędy jakby został przez nich stracony kolejny set.

-Nie wydaje ci się, że Mateusz…?-wbiła w ciebie spojrzenie błękitnych tęczówek kobieta, a ty jej przerwałaś.

-…jest dzisiaj jakiś taki wkurwiony?-dokończyłaś za nią, zwracając głowę w jej kierunku i patrząc jej w oczy. –Owszem.-dodałaś, gdy skinęła głową.

-O co chodzi? Poprztykaliście się?- zmarszczyła brwi.

-Nie, co ty.-wzruszyłaś ramionami.-Nie mam pojęcia o co chodzi.

Jeszcze wtedy Blanko nie dopuszczałaś w zakamarkach swojego umysłu wiadomości, że to ty odpowiadałaś za stan swojego chłopaka w obecnym spotkaniu. To ty byłaś powodem jego pulsującej na czole żyłki i to na myśl o twoim kłamstwie buzował. Zwilżyłaś usta chłonnym mixem piwa z lemoniadą i pustym wzrokiem wpatrywałaś się w osnutą smutkiem twarz rzeszowskiego libero po wykorzystaniu przez zawiercian piłki meczowej. Uśmiechnęłaś się blado, pocieszając się w myślach, że będziesz choć miała dobry powód do poprawienia mu humoru w miły sposób spędzenia czasu w sypialni oraz, że przybędzie do rodzinnego miasta znacznie szybciej niż oczekiwałaś. Stawiałaś, bowiem na tie break, jednak rzeszowianie polegli na ziemi gości bez ugrania choćby seta.

***

Naparłeś dłonią na powierzchnie zimnego metalu, a malujące się przed tobą drzwi ustąpiły. Przekroczyłeś próg mieszkania i pociągnąłeś za sobą walizkę, aby po chwili postawić ją obok szafy na kurtki. Nim zdążyłeś zsunąć z ramienia pasek od torby sportowej przy twoim boku pojawiła się drobna brunetka. Wyciągała dłonie w kierunku twojego karku oraz wspinała się na palcach, aby dorównać ci wzrostem. Ty jednak delikatnym ruchem odparłeś ją od siebie i beznamiętnym wzrokiem zmierzyłeś, gdy minąłeś jej sylwetkę, aby dostać się do środka waszego lokum. Mimo frustracji na jej osobę miałeś cholerną ochotę poczuć ciepło jej ciała i zapach wirujący w twoich nozdrzach, ale dołożyłeś wszelkich starań, aby oprzeć się pokusie. Dreptała za tobą do wnętrza kuchni, a gdy przystanąłeś, aby wybadać zawartość lodówki wsparła się biodrami o kuchenkę i przyglądała ci się uważnie.

-O co chodzi?-westchnęła głośno, mając dojść ciszy panującej pomiędzy wami.

-O nic.-odburknąłeś, nie odrywając wzroku od jednej z półek.

-Mati, ja wiem, że przegraliście. Oglądałam, ale to tylko jeden mecz. Jeszcze się odbijecie.-mówiła spokojnym głosem.

-Wiem, że oglądałaś.-uraczyłeś ją w końcu spojrzeniem.- Nawet zdołałaś być dzień wcześniej w Bełchatowie. Urocze z twojej strony, że wspierałaś mojego przyjaciela. Tylko zapewniałaś mnie, że w tym czasie musisz cos załatwić na studiach.-uraczyłeś ją sztucznym uśmiechem.- Świetnie ci wyszło to kłamstwo. Naprawdę.

-Mateusz, to nie tak jak myślisz.-przystanęła obok ciebie i dłonią pogładziła twój policzek.- Po prostu bałam się ci powiedzieć, bo ostatnio mieliśmy spinę odnośnie Fornala i nie chciałam powtórki.-oświadczyła łagodnym tonem głosu.

-Szczerze powiedziawszy nie wiem czy mam ci wierzyć.-szepnąłeś niepewnie.- Co nie zmienia fakt, że kamera pięknie uchwyciła moment pocałunku Tomka na twoim policzku i jego roześmiany ryjek. Naprawdę gdybym cię nie znał pomyślałbym, że jesteście cudowną i szczęśliwą parą.-mówiłeś głosem przesiąkniętym chłodem i jadem z dodatkiem sarkazmu.

-Maślak!-krzyknęła za tobą, gdy zniknąłeś z zasięgu jej wzroku.

Westchnąłeś głośno, opuszczając się na miękki materac łóżka w sypialni. Przymknąłeś powieki i zdałeś sobie sprawę, że koledzy z twojej drużyny za pewne zaznają teraz pocieszenia w ramionach swoich ukochanych, a ty wszcząłeś kłótnie ze swoją partnerką o być może drobiazg.

                                                                                                                                ✭✭✭

Hello! ^^
Powrócił trzeźwo myślący Kochan, ale Tomkowi chyba udało się go udobruchać :D Blance na pewno tak łatwo nie pójdzie z Mateuszem, który jest naprawdę wściekły z powodu kłamstwa ukochanej, ale pożyjemy, zobaczymy ;) Drama time! :O  Trochę ich tu jeszcze będzie XD Dodaję wcześniej dzięki namówieniu pewnej osóbki, znowu haha :D Całuję i do zobaczenia w weekend! ;*

sobota, 25 maja 2019

Dziewiętnasty


  Pokręciłaś głową z niedowierzaniem nad postawą libero, który pognał do samochodu, pozostawiając na podłodze w salonie torbę treningową. Narzuciłaś na ramie pasek od niej i spryskałaś się ulubioną perfumą, przymykając za sobą drzwi mieszkania. Twarz bruneta momentalnie rozświetlił promienny uśmiech, gdy znalazłaś się w zasięgu jego wzroku z jego własnością. Odtworzyłaś tylne drzwi i ułożyłaś torbę na siedzeniu, aby po chwili zameldować się na miejscu pasażera obok fotelu kierowcy i wymienić z rzeszowianinem porozumiewawcze spojrzenie. Salwy twojego śmiechu przecinały mistyczną cisze wypełniająca wnętrze samochodu. Podziwiałaś chłopaka, który zwinnie manewrował pomiędzy autami, którymi zastawiony był parking przed waszym blokiem i włączył się do ruchu ulicznego. Lawirował pomiędzy sznurami samochodów, zerkając co jakiś czas na twoją twarz. Po powrocie od jego rodziców posadził cię sobie na udach i westchnął głośno, wypytując cię o motyw twojego upicia w Piekiełku. Jego troskliwy wzrok roztapiał twoje serce, które kochając go potrafiło mocniej zabić na widok jego najlepszego przyjaciela pozbawionego koszulki. Wmawiałaś mu wówczas, że uczyniłaś to bez większego powodu, aby się po prostu wyluzować, ale na początku odpierał twoje słowa, kręcąc uparcie głową. W końcu jednak ci uwierzył, a ty dziękowałaś w duchu za to, że nie wychwycił, iż od spotkania z Fornalem przed klubem często zdarzało ci się odpłynąć myślami gdzieś z dala od niego, po mimo, że spoczywałaś tuż obok niego. Zachichotałaś pod nosem, gdy oczekując na zmianę oświetlenia bębnił palcami do rytmu piosenki w skórzaną powierzchnię kierownicy i wcielił się w Pawła Domagałę, odśpiewującego swój hit. Nachyliłaś się nad fotelem kierowcy i musnęłaś jego pokryty kilkudniowym zarostem policzek, żegnając się z nim na dobre dwie może trzy godziny. Gdy ułożyłaś dłoń na klamce i miałaś już opuścić czarne BMW on owinął smukłe palce wokół twojego nadgarstka, przyciągając cię do siebie zamaszystym ruchem. Wyciskał na twoich miękkich wargach żarłoczne pocałunki, wodząc opuszkiem palca po linii twojej szczęki. Oderwałaś się od niego zdyszana i posłałaś mu psotny uśmiech, zamykając za sobą drzwi.  Przekroczyłaś próg jednego z rzeszowskich lokali i niemalże od razu rzuciła ci się w oczy postać szatynki, która wspierała się plecami o siedzenie usytuowane obok okna. Zsunęłaś z ramion kurtkę i położyłaś ją obok siebie, opadając na wolne obok dziewczyny miejsce.

-Po co ty to zrobiłaś, Blanka? Hmmm…-odezwała się Grabowska, przyglądając ci się z niezrozumieniem.

Wiedziałaś o czym mówiła. Westchnęłaś głośno, zdając sobie sprawę z tego, że Aneta zauważyła twoje czułe pożegnanie z 22-latkiem i ubolewała nad tym jak mogłaś niszczyć tak żarłoczną relacje. Nie miałaś zamiaru odpowiadać na jej pytanie, bowiem sama nie rozumiałaś motywu swojego działania. Skinęłaś głową w geście podziękowania w stronę kelnerki, która postawiła przed tobą wysoką szklankę i kolistymi ruchami mieszałaś trójwarstwowy napój.

-Waniliowe Latte.-oświadczyła z delikatnym uśmiechem 21-latka, przywołując ci pewne wspomnienie.-I po co ja cię nakłaniałam do przeprowadzki do Rzeszowa? Teraz muszę kursować z Krakowa na Podkarpacie.-sapnęła, krzywiąc się i mieszając swoją kawę.

-Pamiętałaś.-szepnęłaś z radością malująca się w twoich miodowych oczach.- Za to ja nie narzekam na marzniecie w nocy.- zachichotałaś.

Zatopiłaś wargi w ciepłej cieczy, delektując się jej wyrazistym, ale zarazem delikatnym posmakiem, który docierał coraz wyraźniej do twoich kubków smakowych. Jego przyjemny aromat otulił twoje nozdrza, przywołując ten jesienny klimat, gdy smakowałaś go po raz pierwszy. Przymknęłaś powieki i mimowolnie teleportowałaś się do września dwa tysiące osiemnastego roku. Kuliłaś się wtedy na kanapie w krakowskim mieszkaniu szatynki i zapierałaś, że nie wyjdziesz z salonu dopóki Masłowski nie opuści granic dawnej stolicy Polski. Aneta przygotowała ci wtedy waniliowe Latte, abyś się odprężyła i odpędziła od siebie choć na moment obawy dotyczące pierwszej randki z brunetem. Histeryzowałaś wtedy, że wytknie ci wasze pierwsze spotkanie i uzna, że zachowałaś się jak skończona idiotka, a nawet bałaś się, że znowu cię sprowokuje do obsypania go siarczystymi przekleństwami i całe spotkanie szlag trafi. Mimo nerwów Grabowskiej jakoś udało się wykopać cię z mieszkania, co jak się później okazało było odpowiednim krokiem, bowiem przez najbliżej kilka dni rozwodziłaś się na tym jakie wrażenie wywarł na tobie Mateusz, porywając cię na rejs statkiem na terenie krakowskiej ziemi.

-Takiej to dobrze.-skwitowała twoja przyjaciółka.- Jednak do rzeczy… W jakiej sprawie mnie tutaj ściągnęłaś?- wbiła w ciebie uważne spojrzenie.

-Chciałam pojechać na mecz Fornala i z nim pogadać.-mruknęłaś ze spuszczoną głową, czując się jak dziecko, które coś przeskrobało. –Mogłabyś mnie kryć?

-Blanka, do cholery. –warknęła podirytowana szatynka. – Zdajesz sobie sprawę, że na meczach są kamery i pokazują kibiców? To raz, a dwa nie upieczesz dwóch pieczeni na jednym ogniu.-tłumaczyła ci zawzięcie.

-Zapewniam cię, że on nie będzie oglądał.-odparłaś lekko sfrustrowana jej reakcją na twoją prośbę.- Ja tylko chcę to wyjaśnić. Aneta, ja spierdoliłam z pod tego klubu po tym jak mi powiedział, że mnie kocha. Nie sądzisz, że zasługuje na wyjaśnienia?

-Sądzę, że zaliczycie kolejny szybki numerek i to pod nosem Kochanowskiego i Droszyńskiego.-mruknęła pod nosem. – Brawo za kreatywność, Blanko. –posłała ci wredny uśmieszek.

-Ochłoń.-rzuciłaś stanowczo, łapiąc ją za ramie.- Będziemy tylko rozmawiać.- podkreśliłaś ostatnie słowo. –Po za tym to nie był numerek. To było coś…-próbowałaś odnaleźć odpowiednie określenie, ale zbyt bardzo się rozmarzyłaś.

-Boże, ty się w nim zakochałaś.-szepnęła oniemiała szatynka.

-Co?!-wrzasnęłaś, odkładając raptownie naczynie z napojem na stolik.

-Zakochałaś się w Tomku.-powtórzyła, wpatrując się w ciebie z przerażeniem.


***

Pustym wzrokiem wpatrywałaś się w przednią szybę samochodu Anety, analizując w głowie strukturę swoich zachowań w obecności młodego przyjmującego. Słowa szatynki dudniły ci w głowie, siejąc spustoszenie w twoim umyśle. Jednak nie mogłaś kochać dwóch osób jednocześnie. Na zbyt krótkim dystansie czasu znałaś Fornala, by móc się w nim zakochać.  Nie można było tego powiedzieć o Masłowskim, bowiem we wrześniu wybiło wam równe dwanaście miesięcy znajomości. Przez ten okres czasu byłaś świadkiem wszystkich jego zachowań i w pełni pokochałaś go za całokształt. Po mimo, że wielokrotnie ludzie darzyli was ciekawskimi spojrzeniami głownie właśnie z powodu jego dziwnych reakcji na różnorakie bodźce to ty ubóstwiałaś w nim tą nutkę zwariowania i nieprzewidywalności. Przyciągała cię do niego jak magnes, a w połączeniu z jego atrakcyjnym wyglądem oraz urokiem osobistym tworzyła mieszankę wybuchową i jakże intrygującą. Pogrążona we własnych myślach nawet nie zauważyłaś, gdy Grabowska zaparkowała pod obiektem sportowym. W ramach wdzięczności zaserwowałaś jej przytulenie i obiecałaś skontaktować się z nią, gdy odbędziesz już rozmowę z Tomkiem. Dziewczyna poruszyła znacząco brwiami, zaznaczając, abyś się nie śpieszyła, a ty jedynie roześmiałaś się na głos, zatrzaskując za sobą drzwi. Zaczerpnęłaś dużej ilości powietrza do płuc, po czym wypuściłaś je sprawnie i wparowałaś do wnętrza budynku. Podążałaś za odgłosem donośnej muzyki oraz wiwatem kibiców, którzy zapewne w ten sposób witali na parkiecie zawodników, którzy zameldowali się tam, aby odpowiednio przygotować się do spotkania rozpoczynającego się dokładnie za 60 minut. Chwyciłaś w dłoń bilet i ukazałaś go odpowiedniej osoby. Rozdziawiłaś usta, omiatając wzrokiem sporej wielkości halę i wędrując nim po kibicach, którzy już tak wcześnie wypełniali licznie trybuny. Gdy szok minął stawiłaś się w odpowiednim miejscu i opadłaś na chłodną powierzchnie krzesełka, pozbywając się kurtki oraz komina ciasno przylegającego do twojej szyi. Oczarowana klimatem panującym w tym miejscu śledziłaś uważnie rozgrzewających się zawodników stołecznego klubu oraz przeciwnika, którym dzisiaj okazała się drużyna z Jastrzębia Zdrój. Parsknęłaś głośnym śmiechem, gdy zauważyłaś zdezorientowanie malujące się na twarzy środkowego w szeregach bełchatowian. Rozciągnęłaś usta w szerokim uśmiechu i pomachałaś do niego roześmiana. Ten odpowiedział ci machnięciem koniuszkami palców, udając modelkę, co zwiększyło twoje rozbawienie. Nim jednak spostrzegłaś  a zmagania na parkiecie zostały zapoczątkowane. Kąciki twoich ust drgnęły znacznie, gdy zawodnik z numerem 19 na koszulce otrzymał idealnie dobraną pod niego piłkę i wzbił się nad boisko, kończąc dynamicznym atakiem z szóstej strefy pierwszą partię. Uradowany napiął całe swoje ciało i przybił piątki z graczami znajdującymi się na parkiecie. Chwycił w dłoń plastikową butelkę i przywarł wargami do jej gwintu, zwilżając suche gardło i przechodząc na przeciwną stronę boiska. Zmierzył śnieżnobiałym ręcznikiem wilgotne odrobinę włosy i powrócił na parkiet. Cieszyłaś się, że nie odnotował twojej obecności na widowni, bowiem mogło by go to rozproszyć. Podrygiwałaś stopą do rytmu energicznej piosenki, oczekując wznowienia meczu. Po chwili ściskałaś mocno kciuki, wpatrując się z napięciem w płytę boiska. Zachichotałaś pod nosem na Kochanowskiego, który chwycił za ramiona  bruneta i przewrócił oczami nad zbyt dużym wybuchem złości przyjmującego. Przywołał go do porządku i już po chwili wrzeszczał na całe gardło, uderzając się torsem o klatkę piersiową przyjaciela po skutecznej akcji. Od tego momentu Tomek jakby dostał impuls do działania i wygrywał wszelkie pojedynki z blokiem jastrzębian. Z podziwem sunęłaś wzrokiem za jego sylwetką, gdy wyłaniał się zza sylwetek kolegów i plasował piłkę w parkiecie przeciwnika z pipe’a z ogromną siłą.  Uradowana zaklaskałaś w dłonie, piszcząc na całe gardło, gdy Artur odrzucił mocnym serwisem przyjmującego rywali i zakończył tym samym kolejną partię na korzyść bełchatowian. Wraz z klubem kibica miejscowej drużyny zdzierałaś gardło w trzeciej odsłonie meczu, bowiem procent skuteczności w ataku miejscowych spadł drastycznie. Zacisnęłaś mocno kciuki, nie zwracając uwagi na niebezpiecznie blednące knykcie i wtopiłaś spojrzenie miodowych tęczówek w sylwetkę Kochanowskiego widniejącą za linią dziewiątego metra. Dwadzieścia trzy do dziewiętnastu dla ekipy z Jastrzębia Zdroju. Twoje nerwy sięgały zenitu, ale wierzyłaś, że pszczoły odwrócą losy tego seta. Kuba uderzył w żółto-błękitną Mikasę, która runęła pomiędzy dwójką przyjmujących wpatrzonych w siebie z pretensją widoczną na twarzy. Wraz z bełchatowskimi siatkarzami krzyknęłaś wypełniona euforią, obserwując jak Kochan szczerzy się w kierunku Tomka. Kolejne dwie zagrywki także nie zostały odebrane przez gości. 23:22 widniało na tablicy wynikowej w bełchatowskiej Energii. Tym razem serwis środkowego zahaczył o górną taśmę siatki, co ujęło na prędkości lotu piłki dzięki czemu przeciwnik w końcu przyjął i mógł rozegrać akcje. Przypatrywałaś się jak Szalpuk wyciągnął się w przyjęciu, dostarczając piłkę do Łomacza, który przerzucił ją na lewe skrzydło. Tytus kiwnął sprytnie za blok, odprowadzając wzrokiem piłkę aż do miejsca upadku. 23:23. Bohaterem kolejnych dwóch akcji był Mariusz Wlazły, który atakiem po prostej ukończył spotkanie. Adrenalina przeszyła twoją drobną sylwetkę na wylot, przysłaniając na chwilę myśl o czekającej cię rozmowie. Wreszcie mogłaś dać upust swoim emocjom, nie martwiąc się o reakcję otoczenia oraz o złośliwe komentarze z jego strony. Mateusz zawsze szydził z twojej miłości do bełchatowskiej drużyny. Uważał, że kibicujesz jemu największemu wrogowi. Dlatego też nie zbyt często zdarzało ci się dać wyraz swojemu zadowoleniu po udanej akcji czy spotkaniu. Często też droczył się z tobą i sprzątał pilot ze stolika, abyś nie mogła odpalić telewizora. Podziękowałaś wraz z kibicami obfitymi oklaskami drużynie i podeszłaś do band reklamowych, żywiąc nadzieję, że Kochanowski czy Fornal cię dostrzegą, dzięki czemu będziesz mogła się do nich trochę zbliżyć. Tomek uderzył swoją dłonią o twoją, przybijając piątkę. Zagryzłaś policzki od wewnątrz, aby nie wybuchnąć mu śmiechem w twarz, gdy nagle zmarszczył brwi i cofnął się.

-Blanka!-wykrzyknął tonem głosu przeszytym radością.-Jejku, chciało ci się tutaj tyle tłuc?- roześmiał się.

Momentalnie nachylił się na żelazną barierką i powolnym ruchem musnął twój policzek w geście przywitania. Skwitowałaś to nikłym uśmiechem i obserwowałaś narastającą wokół jego oczu pajęczynę zmarszczek spowodowaną rozmiarem jego uśmiechu, który z każdą chwilą przybierał na sile. Jego siwo błękitne tęczówki taksowały cię przeszywającym spojrzeniem. Twoje drobne ciało co rusz nawiedzał dreszcz. Wplótł smukłe palce w ciemne, gęste włosy, czochrając je, aby nadać im odrobiny życia. Zagryzłaś wargę i dopiero po chwili zdałaś sobie sprawę, że zrobiłaś to mimowolnie.

-Cześć.-wykrztusiłaś z siebie w końcu.-Przyjechałam pogadać.-oświadczyłaś, bawiąc się palcami i unikając jego wzroku.

-Chodźmy stąd.-chwycił cię za dłoń i pociągnął kawałek dalej.

Przystanął naprzeciw ciebie, splatając ramiona na klatce piersiowej. Jego ciepły oddech owiewał twoje policzki, owocując gęsią skórką na całym twoim ciele. Nie pojmowałaś dlaczego przyjmujący działała na ciebie w taki sposób. Z jednej strony było to uciążliwe i deprymujące, z drugiej natomiast przyjemne. Odprowadzałaś wzrokiem kropelki potu, którymi ociekało jego czoło, siląc się na wymyślenie sensowej wypowiedzi.

-Tomek, zakończmy to za nim ktoś ucierpi. –wypowiedziałaś, spoglądając na niego błagalnie.

-Za późno. Ja już ucierpiałem.-szepnął siatkarz, zaciskając dłonie w pięści, a w jego oczach dostrzegłaś szklące się łzy.- Przecież najlepiej udawać, że nic się nie wydarzyło. Masz rację. Nic takiego. Tylko się w tobie zakochałem, ale co to takiego jest. Nawet nie raczyłaś mi na to odpowiedzieć. –warknął, zaciskając usta w kreskę.

-A co miałam ci powiedzieć? Że to chujowa sytuacja? –podniosłaś ton głosu, gromiąc go spojrzeniem.-Przecież dobrze o tym wiesz. Kocham Mateusza, rozumiesz?! Nie chcę rujnować mu, sobie życia.

-Ależ oczywiście, że rozumiem.-odparł z delikatnym uśmiechem.-Dobrze ci się bawiło moim kosztem?!-syknął przez zaciśnięte zęby wprost w twoją twarz.


***

Przymknąłeś powieki, a twoje ciało ogarnęła błogość. Rozkoszowałeś się czuciem pod plecami miękkiego materaca po podróży do Zawiercia i przylgnąłeś policzkiem do aksamitnego materiału poduszki. Czułeś, że od snu dzieli cię cienka granica. Wtem do twoich uszu dotarł dźwięk zatrzaśnięcia drzwi. Westchnąłeś głośno, wznosząc powieki ku górze i ujrzałeś przed sobą twarz Lemańskiego. Przeniosłeś ciężar ciała na łokcie i podniosłeś się do pozycji siedzącej, spoglądając na środkowego z fałszywym uśmiechem:

-Czego Bartuś chcesz?

-Oglądałem właśnie mecz Skry z Jastrzębiem i patrz kogo wypatrzyłem na trybunach.-mówił rozemocjonowany, wskazując dłonią na ekran laptopa.

-Ja rozumiem, że masz słabość do kobiet, ale do cholery chcę spać i nie interesują mnie te twoje zajebiste dupy!- zbeształeś go, dając wyraz swojej frustracji.

-Maślak, kurwa! Każe ci tylko spojrzeć.- wywrócił oczami Lemański.

Wykonałeś posłusznie jego polecenie i wbiłeś stalowe tęczówki w obraz wyświetlany na komputerze. Momentalnie poprawiłeś się na łóżku i przejąłeś laptop od kolegi, układając go na kolanach, aby lepiej widzieć. Zastygłeś, gdy kamera najechała swoim obiektywem na niską sylwetkę brunetki, która przystawała obok barierki, a tuż przy jej boku po chwili pojawił się przyjmujący, który wyraźnie rozpromienił się na twarzy na jej widok. Po chwili już muskał wargami jej policzek. Oddałeś sprzęt właścicielowi i pośpiesznie chwyciłeś w dłoń duże słuchawki wraz z telefonem. Minąłeś sylwetkę środkowego bez słowa i używając wszelkich pokładów swojej siły trzasnąłeś drzwiami, pozostawiając osłupiałego Bartka w pokoju.


 ✭✭✭

Hello! ^^
Ostatnio było zabawnie, ale na długo być nie mogło :D  Blanka nie  próżnuje i  wyjaśnia niezręczną sytuację z Fornalem, jednak chyba nie wszystko poszło po jej myśli. Sądzicie, że Tomek odpowiednio zareagował na słowa dziewczyny? Mateuszowi chyba nie przypadła do gustu  wycieczka Blanki do Bełchatowa, ale cóż.. Pożyjemy, zobaczymy :D  Napisałam kilka części na zapas  tej historii i prawdopodobnie losy tej trójki rozciągnę do około 30 części ;)  Mam nadzieję, że zarówno ja jak i Wy nie chcecie się z nimi rozstawać za szybko, haha :D Pozdrawiam  z zapaleniem oskrzeli i do zobaczenia za tydzień! ;*
PS: Jutro kadra Kochane! <3